Opoka - Portal katolicki
opoka.news
Pekao

Wirus COVID-19

Monika Grudzińska

Tomasz Rożek

Strach wynika z niewiedzy

Strach wynika z niewiedzy - foto
Autor/źródło: Pixabay, geralt

O tym, czy mamy powody do paniki i czym jest koronawirus z Tomaszem Rożkiem, dziennikarzem naukowym i fizykiem, popularyzatorem nauki rozmawia Monika Grudzińska.

Czym jest odkryty w Chinach wirus covid-19 i na czym polega jego nowość?

Przede wszystkim na tym, że się pojawił. Co prawda nie jest on wirusem zupełnie obcym, bo wirusy z tej grupy pojawiają się bardzo często w naszym otoczeniu i większość z nas była nimi zainfekowana. Natomiast każdy wirus ma swoją specyfikę. Uważa się, że przeważająca większość wirusów chorobotwórczych, o ile nie wszystkie, pochodzą ze świata zwierząt. Człowiek zresztą też jest ze świata zwierząt, biologicznie jesteśmy podobni. Co jakiś czas wirus zwierzęcy pokonuje tzw. barierę zwierzę - człowiek, czyli jest w stanie przejść ze zwierzęcia na człowieka. W przypadku nowego wirusa, kiedy nasz układ odpornościowy go nie zna, nie jest na niego przygotowany, rodzi się zamieszanie.

W mediach pojawiają się sprzeczne informacje co do objawów, okresu wylęgania choroby, żywotności wirusa. Czy koronawirus rzeczywiście jest groźny?

Udzielenie odpowiedzi na to pytanie jest bardzo trudne. Przypomnijmy wirus sprzed kilku lat, który przeszedł ze zwierząt na ludzi - H5N1, czyli tzw. ptasia grypa. Śmiertelność w przypadku zakażenia się nim wynosił 60%, czyli był bardzo groźny. Kiedy zaatakował, spowodował śmierć ok. 500 osób. Obecny wirus covid-19 ma śmiertelność w granicach 2-4% i już zabił ponad 3 tys. osób. I teraz pojawia się pytanie: który wirus jest groźniejszy? Według czego to mierzyć? Czy według śmiertelności czy po bezwzględnej liczbie ofiar? Są wirusy, które stały się bardzo powszechne w naszym otoczeniu, np. grypy. Każdego roku, każdego sezonu 20-25% wszystkich ludzi w Polsce choruje na grypę. To dużo, ale ostatecznie umiera 150-200 osób. Gdyby wirus z Wuhan zainfekował 11 mln osób, czyli tyle, ile w ubiegłym roku w Polsce zachorowało na grypę, to mielibyśmy nie 150-200 ofiar śmiertelnych, tylko 200-300 tys.

Pojawiają się różne dane co do śmiertelności: amerykańscy naukowcy mówią o 1%, WHO o 3,4%. Komu wierzyć?

Wszystko zależy od tego, o jakiej grupie mówimy. Poza tym, z jakiegoś względu nie wiemy, dlaczego w niektórych grupach ten wirus jest dużo bardziej śmiertelny niż w innych, np. wśród Chińczyków, zwłaszcza tych zamieszkujących prowincję Wuhan. Wydaje się, że tam śmiertelność wirusa jest dwukrotnie inna niż w innych miejscach na świecie. Poza tym istnieje ogromna różnica w śmiertelności w różnych grupach wiekowych. W przypadku osób powyżej 80 roku życia jest ona o 15% wyższa, ale już poniżej 40 roku życia wynosi 0,2%, czyli 100 razy mniej. Różnice mogą wynikać z tego, że w zależności od kraju inne grupy wiekowe złapały wirusa. Stąd tak rozbieżne statystyki. Nie znamy jeszcze zasad działania, rozprzestrzeniania się tego wirusa i to jest najbardziej groźne na tym etapie.

Czy możliwym jest, że wirus pojawił się niezależnie w dwóch miejscach świata, czy jednak wszystkie zakażenia pochodzą z Wuhan?

Wszystkie kolejne przypadki w innych krajach to wtórne zakażenie. Kiedy zidentyfikuje się zagrożenie, wyłapanie osób podejrzanych o kontakt z wirusem jest stosunkowo proste. Epidemia ma jedno konkretne ognisko i wystarczy prześledzić, kto miał kontakt z tamtym ogniskiem i poddać go kwarantannie. Natomiast jeśli ten moment się przegapi lub nie zrobi tego dobrze, albo nie ma świadomości, jak ważna to sprawa i zignoruje ją, zaczynają powstawać ogniska lokalne. Ogniskiem lokalnym są np. Włochy. Osoba, która stała się nosicielem wirusa, nie została odizolowana i stała się źródłem wirusa dla swojego środowiska. W tym memencie chore zaczynają być osoby, które nie miały kontaktu z pierwotnym źródłem występowania wirusa. Prawdopodobieństwo, by ten sam nowy wirus pochodzący od zwierzęcia pojawił się w tym samym czasie w dwóch różnych miejscach świata, jest zerowe.

Informacja, że śmiertelność w Wuhan jest wyższa niż w innych rejonach świata zaczyna być tłumaczona na wiele różnych sposobów. Także w obszarze źródła wirusa pojawiają się teorie spiskowe...

Jesteśmy poważnymi ludźmi i nie musimy w to włączać kosmitów, rządu światowego, który nas celowo zaraża, spisku firm farmaceutycznych itp. Podobnie, jak powodem pojawienia się wirusa stworzonego w laboratorium miałaby być rzekomo wojna handlowa między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Tylko kto miałby na tym zyskać? Nie ma potrzeby tworzenia syntetycznych wirusów w sytuacji, gdy w naszym otoczeniu jest ich bardzo dużo. Covid-19 jest bardzo podobny do wirusów zidentyfikowanych u nietoperzy. Trudno prześledzić wstecz, z jakiego konkretnego zwierzęcia on przeszedł na człowieka. Teraz najważniejsze jest, by zrozumieć, jak ten wirus działa i stworzyć szczepionkę.

Jakie są możliwe scenariusze na najbliższe tygodnie? Czy wiosna i lato mogą zmniejszyć rozprzestrzenianie się wirusa?

Wirusy same z siebie nigdy nie wstrzymują swojej aktywności. Kwestia pogody, a w zasadzie temperatury ma znaczenie, jeśli chodzi o szybkość rozprzestrzeniania się patogenu. Bo - niezależnie od pogody - jeśli ktoś zakażony wirusem kichnie lub zacznie kaszleć, będzie go rozprzestrzeniał dalej. Kiedy patogen znajdzie się poza organizmem człowieka, jego czas aktywności jest uzależniony od temperatury: im wyższa, tym ten czas jest krótszy. Przy niskiej czas, podczas którego wirus jest w stanie przetrwać poza człowiekiem, czyli np. na przedmiotach, może wynosić kilka, kilkanaście dni. W przypadku wyższych temperatur to kilka, kilkadziesiąt minut. Dlatego z nadejściem wiosny i lata automatycznie przestanie się on tak aktywnie rozprzestrzeniać. Pojawia się jedno „ale”. Niezwykle ważna jest również wilgotność. Bo jeżeli będzie ciepło i wilgotno, to wirus pozostanie dłużej aktywny z racji przyjaznego środowiska.

W związku z koronawirusem coraz więcej osób ulega panice. Trudno się dziwić, skoro media straszą czerwonymi nagłówkami, pokazują puste półki w sklepach...

Niestety, tak działają media: mają wzbudzać sensację, emocje. Nie widzę tutaj odpowiedzialności naszych kolegów i koleżanek dziennikarzy, raczej pogoń za jak największą liczbą kliknięć, lajków, wyświetleń itp. Oczywiście w tym momencie ta panika się nakręca, a ona nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, bo jest wrogiem rozumu. Kiedy zaczyna panikować jedna osoba, robi zakupy na zapas, patrzy na to kolejna, robi to samo, a potem kolejna i kolejne. Ktoś, patrząc na to, poczuje się gorzej, idzie do lekarza, tam się zarazi grypą. To wszystko niepotrzebne sytuacje. Na razie mamy 16 potwierdzonych przypadków w Polsce [stan z 13 marca] i nie ma potrzeby siania paniki. Co innego, gdyby w Polsce było kilka ognisk nowego wirusa, zarządzono kwarantannę dużego obszaru czy osoby kichające lub kaszlące miały pozostawać w domu na dwa tygodnie. Ale na razie nic takiego się nie dzieje. Od Redakcji: od chwili wywiadu warunki epidemiologiczne uległy oczywistej zmianie - tak więc jesteśmy zobowiązani zachować znacznie surowsze środki ostrożności.

Ale na ulicach już widać ludzi w maseczkach...

Jeżeli ktoś jest chory i kicha, to może ją nosić w miejscach publicznych, żeby nie narażać innych. Na pewno nie powinny zakładać ich osoby zdrowe, bo to może przynieść więcej szkód niż korzyści. Jeżeli kichamy i nie jesteśmy na 100% pewni, że nie mamy koronawirusa, najlepiej zostać w domu, a o zrobienie zakupów poprosić kogoś innego. Natomiast w sytuacji, kiedy połowa narodu jest zdrowa, a część kicha, bo jest przeziębiona lub ma sezonową grypę, zakładanie maseczek i wykupywanie towarów w sklepach jest głupotą. Takie nakręcanie emocji może za chwilę doprowadzić do sytuacji, jakie miały miejsce w Chinach, a mianowicie zlinczowanie osoby, która publicznie kichnęła.

Gdybyśmy tak rygorystycznie postępowali w przypadku zwykłej grypy, nie byłoby tylu zachorowań na nią...

Ależ oczywiście. Gdybyśmy tak bardzo zwracali uwagę na co dzień na to, jak przestrzegamy zasad higieny, to mogłoby się okazać, że każdego roku w Polsce śmiertelność z powodu grypy oraz liczba zachorowań na nią spada o połowę. Z badań wynika, że za większość chorób zakaźnych w Polsce odpowiedzialne są brudne ręce. Ja już nie mówię o czyszczeniu blatów w firmach, poręczy w komunikacji miejskiej czy każdego telefonu, choć dobrze byłoby to zrobić od czasu do czasu. Teraz mamy sytuację, że pojawia się jedna osoba zarażona i wszyscy wpadamy w histerię, podczas gdy setki osób umierają z powodu tylko i wyłącznie grypy. Nie chcę przez to powiedzieć, że koronawirus nie jest groźny. On jest groźny, natomiast postępować powinniśmy dokładnie tak samo, jak w przypadku grypy i wielu innych chorób.

Czyli jak?

Przede wszystkim dbać o higienę i stan swojego ciała: odpowiednio się odżywiać, wysypiać. Bo nie jest żadną tajemnicą, że organizm zdrowy, wypoczęty, odżywiony staje się dużo trudniejszym celem dla jakiejkolwiek choroby niż organizm słaby. Zapraszam do śledzenia mojego kanału pop-naukowego na YT „Nauka. To lubię”, gdzie znajdą Państwo więcej informacji.

Dziękuję za rozmowę.

Echo Katolickie 11/2020

opr. mg/mg

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: choroba strach epidemia panika śmiertelność higiena pandemia koronawirus kwarantanna covid-19 zarażenie ognisko epidemii
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W