Opoka - Portal katolicki
opoka.news opoka.photo
Pekao

Jan Turnau

Między Jakubem a Pawłem

Kiedyś napisało mi się taki wiersz:

Piotrze tyś jest opoka
Fundament szeroki jak Kościół
Piotrze tyś jest jednością
Musisz spoczywać z Jakubem
Musisz iść naprzód za Pawłem*
Tyś jest tożsamość i zmiana
Każdemu wolno być sobą 
W Kościele jest miejsce dla wszystkich
Także dla Ciebie jest Piotrze
Pomiędzy kowadłem i młotem
Opoko twarda jak wiara

Napisałem to jeszcze za pontyfikatu Pawła VI wiosną roku 1978, ale to samo myślę dzisiaj, w dwudziestą rocznicę wyboru jego drugiego następcy. Ciężko być papieżem.

Pyknik, Hamlet i czas

Szczególnie trudno być biskupem Rzymu dzisiaj, w Kościele rzymskokatolickim tak zróżnicowanym, by nie rzec - rozdartym wewnętrznie. O ileż łatwiej było Janowi XXIII (wnet będzie już czterdziesta rocznica jego wyboru - czy uczcimy ją należycie?) Wystarczyło otworzyć okna Kościoła i cieszyć się ciepłym wiaterkiem wlatującym do zlodowaciałej struktury eklezjalnej. Teraz mamy nieustanną wichurę. Była to kwestia czasu, ale i człowieka. Tamten Jan, pogodny, pyknik, raczej nie intelektualista, nie dzielił włosa na czworo, nie zastanawiał się długo, nie ważył racji. Też z tego względu było mu nieporównanie łatwiej rządzić Kościołem niż Pawłowi VI, subtelnemu intelektualiście, którego kiedyś - gdy ten był metropolitą Mediolanu - nazwał Hamletem (co wolno papieżowi, to nie prezbiterowi - ks. Michał Czajkowski oberwał za przytoczenie na tych łamach owego powiedzonka Ojca Świętego...). Co zresztą nie było żadną złośliwością, ot, tylko kolejnym "kwiatkiem Dobrego Papieża Jana", który arcybiskupa Montiniego zaraz mianował kardynałem, i z którym łączyły go reformatorskie poglądy. No i właśnie różnił ich nie tylko charakter: także obiektywna sytuacja. Za rządów Pawła VI katolicyzm był już szeroko rozciągnięty między dwoma biegunami zwanymi integryzmem i progresizmem.

 

Tożsamość i zmiana

I taki Kościól rzymskokatolicki zastał Jan Paweł II. Człowiek z charakteru podobniejszy raczej do tamtego Jana: mocny fizycznie i psychicznie, lubiący żarty, lekceważący protokół. Zarazem filozof i teolog, wielki myśliciel i pisarz, mistyk. Uczeń Soboru, więc i Papieża, który odważył się go zwołać, równie gorliwy ekumenista, jak ewangelista, a zarazem - podobnie jak Paweł VI - przejęty troską o tożsamość.

Z wydanego przez o. prof. Stanisława C. Napiórkowskiego bezcennego zbioru dokumentów Kościoła katolickiego na temat ekumenizmu "Ut unum" (Towarzystwo Naukowe KUL 1982 - przydałby się dalszy ciąg!) zacytuję najpierw fragment testamentu Pawła VI: "Co do Soboru: należy doprowadzić go do dalszego końca i zatroszczyć się o wierne wykonanie jego postanowień. Co do ekumenizmu: należy prowadzić dalej dzieło zbliżenia z braćmi odłączonymi, z wielkim zrozumieniem, z wielką cierpliwością; ale bez odchodzenia od prawdziwej doktryny katolickiej. Co do świata: nie należy sądzić, że się mu pomaga, przyjmując jego myśli, obyczaje i upodobania, lecz poznając go, kochając i służąc mu". Zaraz na następnej stronie KUL-owskiego tomu mamy dotyczące ekumenizmu fragmenty pierwszej, programowej encykliki Jana Pawła II "Redemptor hominis": "Pewne jest także i to, że nie widzimy na tym etapie dziejów chrześcijaństwa i dziejów świata innej możliwości wypełnienia powszechnego posłannictwa Kościoła w dziedzinie ekumenicznej, jak tylko tę, by rzetelnie, wytrwale, pokornie i odważnie zarazem szukać dróg zbliżenia i jedności (...) szukać bez względu na to, jakie trudności na tych drogach mogą się pojawiać i spiętrzać. (...) Są czasem ludzie, którzy widząc trudności, a także ujemnie oceniając skutki zapoczątkowanych starań ekumenicznych, chcieliby wycofać się z tej drogi. Niektórzy nawet wyrażają pogląd, że szkodzi ona sprawie Ewangelii, że przynosi z sobą dalsze rozbicie Kościoła, że wywołuje zamieszanie pojęć w sprawach wiary i moralności, że prowadzi do swoistego indyferentyzmu. Może i dobrze, że rzecznicy takich poglądów ujawniają nam swoje obawy, chociaż i tutaj należy zachować słuszne granice. Rzecz jasna, że ten nowy etap życia Kościoła domaga się od nas szczególnie świadomej, pogłębionej i odpowiedzialnej wiary. Prawdziwa działalność ekumeniczna oznacza otwartość, zbliżenie, gotowość dialogu, wspólne szukanie prawdy w jej pełnym znaczeniu ewangelicznym i chrześcijańskim, ale żadną miarą nie oznacza i nie może oznaczać zacierania granic tej prawdy wyznawanej i nauczanej przez Kościół. Wobec tych przeto, którzy z jakichkolwiek względów chcieliby odwieść Kościół od szukania uniwersalnej jedności chrześcijan, trzeba raz jeszcze powtórzyć: czy możemy tego nie czynić? Czy wolno nam nie zaufać - przy całej słabości ludzkiej, przy wszystkich obciążeniach wielowiekowej przeszłości - łasce naszego Pana, która się objawiła w ostatnim czasie poprzez tę mowę Ducha Świętego, którą usłyszeliśmy na Soborze?"

Mamy tu mocne stwierdzenie, ekumeniczny aksjomat - ale i dylemat. Bo co jest, a co nie jest "zacieraniem prawdy wyznawanej przez Kościół" (rzymskokatolicki)? Jak godzić dwa wielkie obowiązki: poszukiwań, rozwoju myśli kościelnej, co jest nieodzowne dla wszelkiego dialogu: z innymi Kościołami, ale i religiami, ba, ze zlaicyzowanym światem - jak to wszystko godzić z troską o jakąś podstawową tożsamość? Teoretycznie wiadomo jak, napisano na ten temat tomy. Chodzi o to, by się wzajemnie wzbogacać, a nie zubażać, szukać wspólnego mianownika, a nie wspólnego minimum, nie przechodzić ponad różnicami, ale "pod": iść w głąb problemu i w głąb historii, docierać do czasu, gdy jeszcze była wspólna. Wszystko to jest teoretycznie proste, praktycznie - trudne. O wiele łatwiej jest samemu Papieżowi uczynić historyczny gest, taki jak pierwsza wizyta w synagodze (w tym dialogu Jan Paweł II jest awangardą!), w katedrze anglikańskiej czy w świątyni luterańskiej albo jak przepiękne w swej pokorze porównanie się do Lutra w przemówieniu do przedstawicieli ewangelików niemieckich w Moguncji (1980): "Marcin Luter w roku 1510-1511 przybył do grodu Apostołów w Rzymie jako pielgrzym, a zarazem jako człowiek poszukujący i stawiający pytania. Dzisiaj ja przychodzę do was, duchowych spadkobierców Marcina Lutra; przychodzę jako pielgrzym. Przychodzę, aby w świetle tak zmienionym uczynić to spotkanie znakiem jedności w centralnych tajemnicach naszej wiary". O wiele łatwiej okazać miłość, nazywać rozłam skandalem, ekumenizm priorytetem, mówić, że do nas należy inicjatywa - niż uzgadniać doktrynę.

 

Być "spinaczem"

Tak niegdyś określił swoją rolę w Unii Wolności Tadeusz Mazowiecki i pasuje to - z zachowaniem wszelkich proporcji - do roli, jaką sobie stawia Jan Paweł II, chcąc być znakiem i czynnikiem jedności nie tylko w Kościele, który uznaje jego zwierzchnictwo, ale i w całym chrześcijaństwie, ba, w świecie marzącym o pokoju.

Rola trudna, bo integryści są nie tylko wśród katolików. Na przykład mamy już pewne porozumienie z luteranami w zasadniczej kwestii usprawiedliwienia, ale jest ono krytykowane z obu stron, także luterańskiej. Rola trudna, bo dialog z protestantami i z prawosławnymi jednocześnie to niemal kwadratura koła: ci pierwsi chcą daleko idących zmian (kapłaństwo kobiet), ci drudzy strzegą tradycji jeszcze mocniej niż my. Za krótka kołdra... Ba, a konflikty w samym prawosławiu: Drugi Rzym (Konstantynopol) rywalizuje z Trzecim (Moskwą) i oba są jakby zazdrosne o względy Pierwszego. Podobno dlatego głównie patriarcha Aleksy II odwołał swój zeszłoroczny przyjazd do Wiednia.

Napisałem o tym wszystkim przed 16 października, bo słyszę narzekania, że zastój, że za wolno, że wszystkiemu winien Jan Paweł II. Sam zresztą nie wszystko rozumiem: czemu np. sprawa kapłaństwa kobiet została przez Papieża definitywnie zamknięta albo dlaczego nie wyważona według mnie ocena pisarstwa ojca De Mello została podparta tym najwyższym autorytetem (co nad Wisłą skutkuje antyapostolskim zaniechaniem druku nawet zgoła nie awangardowego, przepożytecznego "Kontaktu z Bogiem"). Nie wszystko pojmuję, rozumiem jednak jedno: że Papież jest z urzędu między kowadłem i młotem. A oba są twarde jak skała. Jedność wykuwa się mozolnie, metodą prób i błędów.

* Kto nie pojął tej symboliki personalnej, niech przeczyta List do Galatów 2,11-14. Myśl nawiasowa: czy dzisiejsze spory ze "światem" nie dadzą się porównać z ówczesnymi dyskusjami, jak chrystianizować świat pozażydowski?

Jan Turnau jest publicystą "Gazety Wyborczej" i członkiem kolegium redakcyjnego "Więzi". Od kilkudziesięciu lat działa ekumenicznie.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Kościół papież Jan Paweł II pontyfikat Paweł VI Jan XXIII ekumenizm