Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Ks. Jacek Bolewski SJ

POWOŁANIE DO ŻYCIA

3. Niedziela Zwykła

Jesteśmy powołani. Do czego? Najprostsza odpowiedź brzmi: do życia. Jednak rzeczy najprostsze są najtrudniejsze do przyjęcia. Podobnie jest z powołaniem do życia. Na początku nie mogliśmy go przyjąć, bo - po prostu - dopiero zostaliśmy poczęci! Później rodzi się pytanie, na które każdy musi odpowiedzieć osobiście: Do jakiego życia zostałem powołany? Kto dojrzał wagę tego pytania, ten dojrzał zarazem w głębszym sensie - pojął osobistą odpowiedzialność za swoje życie. Powołanie domaga się odpowiedzi, oznacza bowiem wołanie ze strony kogoś innego - osoby już we mnie obecnej. Tą osobą jest ktoś tajemniczy - nie tylko Ten, kogo nazywamy Bogiem, ale też Jego odbicie w nas samych, w najgłębszym, najczystszym źródle naszej osobowości. Mówi o tym Apostoł, kiedy przypomina, że już "obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy". I dodaje: "Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest" (1J 3,2). Wtedy ostatecznie znajdziemy życie, do którego zostaliśmy powołani.

Na razie jesteśmy w drodze. Nie jesteśmy sami. Towarzyszy nam Jezus, ten sam, który 2000 lat temu "przeszedł dobrze czyniąc". Ewangelia opisuje początek Jego przejścia - tak jak doświadczyli Go pierwsi uczniowie. Ujrzeli, jak "przechodził obok Jeziora Galilejskiego". A raczej, to On ich ujrzał jako pierwszy. Jego spojrzenie przenikało do głębi, obejmowało więcej, niż dało się po ludzku zobaczyć w tych prostych rybakach. Jezus nie musiał im mówić, kim są. Powiedział, kim będą, jeśli udadzą się w drogę - Jego śladem. Może nie rozumieli Jego słów. Jak mieli pojąć to, że staną się rybakami ludzi? Obraz łowienia człowieka, wyciągania go z wody, zapowiada tajemnicę chrztu - wynurzenia się do nowego życia dzieci Bożych. Stało się to jasne dopiero później. Wcześniej natomiast, na początku powołania, decydujące było spotkanie z samym Jezusem, doświadczenie Jego spojrzenia. Była w nim głębia, która wciągała - aż do zatracenia, całkowitego zapomnienia o sobie. Przyszli "rybacy ludzi" sami zostali najpierw złowieni, pociągnięci tak silnie przez powołującego ich Jezusa, że czuli się zmuszeni zostawić wszystko, natychmiast.

Dziwne to i budzące opór. Czyżby powołanie było gwałtem na człowieku, wymuszającym inne życie niż dotąd? Już pierwsze powołanie do życia wiąże się z bólem, rozdzierającym nie tylko łono rodzącej matki, ale i dziecko, dla którego wyłonienie się na świat stanowi szok. Podobnie jest z powołaniem życiowym, na które każdy musi odpowiedzieć osobiście. Rodzi się ono boleśnie, bo wiąże się z oderwaniem, wyrzeczeniem, wyjściem w nieznane... Można to znieść jedynie w jedności z Jezusem. To nie On zadaje nam ból. On daje nam miłość, absolutną - bezwarunkową. Świadczy o tym Jego spojrzenie. Wystarczy Jemu się poddać. Reszta jest kwestią czasu.


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: życie ból miłość powołanie rozważanie wyrzeczenie