Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Tadeusz Lubelski

Śmierć cesarza snów

Akira Kurosawa, zmarły 6 września w wieku 88 lat, był najstarszy z ostatniej wielkiej trójki wspaniałych starców, którzy - zadebiutowawszy jeszcze w latach 40. - naznaczyli swoimi filmami sztukę drugiej połowy naszego stulecia. Po nim - już tylko Antonioni i Bergman. Z nich trzech - Kurosawa był z pewnością najbardziej tajemniczy, najszczelniej ukryty za perfekcyjną estetyką swoich filmów. Kiedy, po sukcesie "Rashomona" w 1951 roku, przykuł nagle uwagę światowej opinii, był po czterdziestce. Potem już wydawał się kimś bez wieku. Tak jak jego filmy, które nie starzeją się, pozostają wciąż takie same - jakby nie dotyczyły ich zmieniające się mody, prądy i przyzwyczajenia obrazowe współczesnych.

1.

Jednym z paradoksów odbioru jego twórczości był, jak wiadomo, fakt, że to za granicą okrzyknięto go geniuszem. To na zewnątrz wydawał się synonimem japońskości. Obrazy z jego filmów - samuraje na koniu samotnie błądzący we mgle, okrzyki roninów, bitwy w deszczu (ileż powstało w światowym kinie nawiązań do sławnej sekwencji z "Siedmiu samurajów"!) - zaczęto traktować niemal jak emblematy tamtej kultury. Gdy tymczasem w Japonii podchodzono do jego dzieła z dystansem, filmy znajdowały się na dalszych miejscach corocznych rankingów, rozlegały się wciąż nowe sygnały kłopotów z producentami.

Czasem nawet posuwano się do opinii, że kino Kurosawy to "Japonia na eksport", wystylizowana dla potrzeb zachodniego odbiorcy. Najniesłuszniej: to była Japonia przetworzona, Japonia, którą przepuścił przez siebie. Twórczość Kurosawy stanowiła jedną z kilku czy nawet kilkunastu równoległych propozycji stylistycznych tamtejszego kina. Samym Japończykom bliższa była na ogół twórczość Yasujiro Ozu - rejestratora tamtejszej tradycji rodzinnej, delikatnego Kenji Mizoguchiego - reżysera kobiet, czy posępnego Mikio Naruse. Do zachodniej wrażliwości dzieło autora "Siedmiu samurajów" przemawiało jednak bardziej. W efekcie - to Kurosawa zainspirował proces odkrywania japońskiego kina na Zachodzie. To jego sukces zapoczątkował w latach 50. europejską modę na Japonię, w toku której odkryto zarówno całą trójkę wymienionych, starszych od Kurosawy reżyserów, jak młodszych odeń - Kona Ichikawę, Masaki Kobayashiego czy Hiroshi Teshigaharę, ale i wielkich prozaików, na czele z noblistami Kawabatą Yasunarim i Kenzaburo Oë.

Sam Mistrz zżymał się wprawdzie, kiedy nazywano go "reżyserem europejskim". To on sam jednak unikał w komentarzach tradycyjnej japońskiej terminologii ("Japonia jako państwo nie jest fenomenem izolowanym od reszty świata" - mówił), a pytany o konfucjanizm swoich dzieł - odpowiadał, że się na tym nie zna. Jakąkolwiek epokę portretował na ekranie - zawsze chciał poprzez jej obraz ingerować w swoją współczesność, najszerzej rozumianą. Czy odtwarzał Japonię dwunastowieczną (jak w "Rashomonie"), czy (szczególnie chętnie - "stulecie wojen"!) szesnastowieczną (jak w "Siedmiu samurajach" albo "Sobowtórze"), czy dziewiętnastowieczną (jak w "Rudobrodym") - zawsze chodziło mu o zażegnanie lęków, jakie budził w ludziach współczesny świat.

Do tego zaś - znakomicie nadawała się także kultura europejska, którą przyswoił sobie w czasie studiów. To Kurosawa uchodzi wszak za twórcę najbardziej wyrafinowanych filmowych adaptacji Szekspira, choć żaden z jego utworów nie nosi tytułu sztuki angielskiego dramaturga. Nietrudno było zauważyć, że "Tron we krwi" jest trawestacją "Makbeta", "Zły śpi spokojnie" - "Hamleta", a "Ran" - "Króla Leara" (choć przyciśnięty do muru w wywiadzie - wyznał, że pierwszym impulsem do realizacji tego ostatniego filmu były jednak autentyczne losy pewnej postaci z historii Japonii - człowieka imieniem Monotari Moni i jego trzech synów; dopiero potem zorientował się, że można w nich znaleźć zbieżność z królem Learem i jego córkami i tak zaczął ją opracowywać). To również Kurosawa, w swoich cudownych "Snach", stworzył najpiękniejszy filmowy hołd dla malarstwa van Gogha. Aktor Akira Terao, zwiedzając galerię, wchodzi nagle do środka obrazu, po czym zaczyna spacerować po pejzażach malowanych przez van Gogha, aż spotyka w końcu stojącego przy sztalugach artystę. Nawiasem mówiąc, ów obraz, do którego wnętrza się dostaje, to "Most Langlois koło Arles"; pisano więc, że to z kolei hołd złożony pamięci Henri Langlois, króla francuskich kinofili, który położył ogromne zasługi dla popularyzacji w Europie dzieła twórcy "Rashomona".

Van Gogh mówi w "Snach" po angielsku, gra go bowiem Martin Scorsese. Elektroniczne zdjęcia, zapewniające magię całej sekwencji, wykonane zostały przez firmę George’a Lucasa. Jak w latach 70., w czasie głębokiego osobistego kryzysu Kurosawy, rękę wyciągnęli do niego Rosjanie, zapraszając do realizacji "Dersu Uzały" (Oscar 1975), tak od następnej dekady jego opatrznościowymi pomocnikami stali się "cudowni chłopcy" amerykańskiego kina. To dzięki ich pomocy zrealizował "Sobowtóra" (Złota Palma w Cannes 1980), to Spielberg dziesięć lat później wyprodukował "Sny". Do "Sierpniowej rapsodii" (1991), swojego przedostatniego filmu, wprowadził postać "amerykańskiego kuzyna", który lepiej od młodego pokolenia Japończyków rozumie konieczność pamięci o tragedii Nagasaki (gdzie toczy się akcja). To on staje się skutecznym pośrednikiem, "tłumaczem" między babcią, która była świadkiem i pamięta - a wnukami, dla których owa pamięć to nudne ceremoniały starszych. Owego pośrednika gra Richard Gere, amerykański gwiazdor, rówieśnik Lucasa i Spielberga. Dla nich z kolei - to sam Kurosawa był przecież takim pośrednikiem pomiędzy kulturami, tłumaczem z języków - tylko pozornie - obcych.

2.

Inny paradoks odbioru twórczości japońskiego mistrza wiąże się z faktem, że on sam wysuwał w autokomentarzach zupełnie inną hierarchię własnych dzieł niż ta, która przyjęła się powszechnie. Filmy, które w zgodnej opinii krytycznej uważane są za arcydzieła - jak "Rashomon", "Siedmiu samurajów" czy "Sobowtór" - on uważał za "utwory rozrywkowe", wykonane jakby na "zamówienie publiczności". Sam natomiast najistotniejszych swoich osiągnięć upatrywał w takich filmach, jak "Żyję w strachu" czy utwór ostatni, "Madadayo" (Nie jestem gotów, 1993). Te z kolei filmy przyjęte zostały i przez krytykę, i przez publiczność jak najgorzej; i to z tych samych powodów, dla których taką wagę przywiązywał do nich sam autor. Ich interwencyjne przesłanie było w nich bowiem na wierzchu, wypowiadane wprost, nieraz w długich monologach: o niebojętności, o konieczności przeciwstawiania się złu, o ekologicznej misji człowieka.

Choćby we wspomnianych już "Snach": po pięknych wizjach dzieciństwa, po koszmarach wieku dojrzałego, po van Goghu - następują trzy ostatnie sny, od strony obrazowej mniej ciekawe, za to - najwyraźniej opatrzone pieczęcią przesłania od-autora-do-widza. "Jęczące demony" - obraz świata po wybuchu bomby atomowej, który powinien widzem wstrząsnąć. I na koniec, dla przeciwwagi - "Wioska młynów wodnych", obraz utopii. Stutrzyletni starzec (aktor Chishu Ryu, niegdyś wykonawca głównych ról w najsławniejszych dziełach Ozu), filmowany prawie cały czas w jednym ujęciu, wykłada urzeczonemu nim Akirze Terao (wysłannikowi reżysera, czyli "pośrednikowi" między dziełem a widzem) zasady życia idealnej wioskowej społeczności. Że nie używają elektryczności ("po co świecić w nocy? - nie widać wtedy gwiazd"), że ogrzewają drzewem, że obywają się bez uczonych i bez kościołów; wystarczy im słuchanie natury. Trudno mieć wątpliwości: cały ten wykład potraktowany tu jest najzupełniej serio, jako głos płynący z serca autora - widzowi pod rozwagę.

Przecież jednak, równie bez wątpienia, Kurosawa doskonale rozumiał (choć, zapewne ze względów dydaktycznych, co innego głosił w autokomentarzach), że najskuteczniejsze staje się to przesłanie, które wyłania się samo z przedstawianych przez niego obrazów. To dlatego tak wielką wagę przywiązywał do ich nieskazitelnej konstrukcji. Do widzów na całym świecie skuteczniej przemawiał inny pośrednik - nie statyczny rezoner, a dynamiczny człowiek czynu. To Kambei - wódz drużyny samurajów, to niezwyciężony Sanjuro, albo ideał "zbawcy" w dziele Kurosawy - doktor Niide zwany Rudobrodym - docierali do widowni z przesłaniem, że każdy dobry uczynek zrównoważyć może zło świata. A w każdym razie - zmniejszyć je.

3.

Także osobisty los Akiry Kurosawy układał się na podobieństwo losów jego bohaterów; choć bliżej mu zapewne było do spokojnych fabuł "dzieł z przesłaniem" niż do barwnych intryg samurajskich. Egzegeci jego dzieła już we wczesnych filmach znajdują mnóstwo motywów autobiograficznych. Już w debiutanckiej "Legendzie dżudo" (1943) znaleźć można ślady najgłębszych przeżyć z dzieciństwa i młodości: konflikt z władczym ojcem, którego kochał i zarazem panicznie się obawiał; samobójstwo ukochanego brata Heigo, za które winił właśnie ojca. W filmie "Skandal" (1950), opowiadającym o romansie sławnego malarza i śpiewaczki, rozdmuchanym przez bulwarową prasę - dopatrywano się ech nieszczęśliwych miłości Kurosawy do jego aktorek. Jego najgłębszy kryzys artystyczny, z przełomu lat 60. i 70. - kiedy hollywoodzcy producenci odsunęli go od realizacji filmu "Tora, Tora, Tora!" i kiedy, w 1971 roku, sam próbował popełnić samobójstwo - także zyskał świadectwo w jego dziele. Wyrazem jego najgłębiej pesymistycznego spojrzenia na świat był "Dodes’ka-den" (1970); zapisem wydobycia się z rozpaczy - "Dersu Uzała".

W finale "Snów", pod koniec opowieści starca, w "wiosce młynów wodnych" odzywają się odgłosy radosnej muzyki. Starzec tłumaczy, że to pogrzeb pewnej dziewięćdziesięciodziewięcioletniej kobiety. "Kiedyś - wspomina - była moją pierwszą miłością. Złamała mi serce". Po czym tanecznym krokiem przyłącza się do pochodu. Za trumną idzie barwny korowód przebierańców; podskakują, śpiewają, tańczą. Trudno oprzeć się myśli, że to dla siebie zaprojektował stary reżyser tę ceremonię. Rozumiał zapewne, że w realnym świecie nie będzie ona możliwa w takim kształcie. Przynajmniej więc - jak zwykł to czynić - zainscenizował ją w kinie.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: kultura film kino reżyser Akira Kurosawa Japonia Kurosawa
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W