Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Marek Zając


Grzesznik chce wrócić



Wyniesienie prześladowcy Szawła do rangi Apostoła Narodów wydaje się skandaliczne. I z całą ostrością stawia pytanie, co katolicy mają zrobić z tymi, którzy ciężko zawinili, ale przeżyli wstrząs nawrócenia.


Jest w życiu św. Pawła wiele tajemnic i wydarzeń intrygujących. Co właściwie stało się pod Damaszkiem, bo przecież wiemy niewiele ponad to, że oślepiony niebiańskim blaskiem Szaweł usłyszał głos Chrystusa? Zagadką pozostaje, co najsławniejszy z uczniów Gamaliela poznał, gdy – jak czytamy w Drugim Liście do Koryntian – został porwany „do trzeciego nieba”.

Ale nie tylko te mistyczne przeżycia budzić mogą zdziwienie. Jak możliwe było, że Żyd z Tarsu, który nigdy nie spotkał Jezusa z Nazaretu, a potem prześladował uczniów Pańskich, wybił się na pierwszoplanową postać rodzącego się Kościoła? Jak to możliwe, że wspólnota, którą usiłował zniszczyć, pozwoliła Pawłowi poprowadzić się na nieznane dotychczas wody misyjne? Dlaczego inni Apostołowie godzili się, by spierał się z nimi na soborze jerozolimskim, jak równy Jakubowi czy umiłowanemu Janowi? Czy Paweł nie grzeszył bezczelnością, gdy w Liście do Galatów śmiał zarzucić hipokryzję Piotrowi, którego Pan nazwał opoką?

Dysonans

Postać Apostoła Narodów, któremu Kościół poświęcił dobiegający powoli końca rok, zmusza do zastanowienia nad relacją wspólnoty do nawróconego grzesznika. To kwestia, która każdego chrześcijanina dotyczy w podwójnym sensie – zarówno jako członka wspólnoty, jak i błądzącego grzesznika. Ale też kwestia szczególnie aktualna z perspektywy zmagań Kościoła w Polsce z ujawnianymi raz po raz przypadkami współpracy księży z komunistyczną bezpieką.

Jasne, że historii Szawła nie można używać niczym szablonu, który idealnie pasowałby do biografii każdego duchownego pochwyconego w sidła SB. Jest wiele zasadniczych różnic. Szaweł krzywdził Kościół jawnie, a nie w ukryciu; uderzał z zewnątrz wspólnoty, a nie od wnętrza. Nie gnębił uczniów Pańskich z zawiści, pychy czy ze strachu, dla pieniędzy czy dla kariery, ale kierował się fałszywie pojmowaną troską o tradycję i dobro ogółu: „Słyszeliście (...) jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć, jak w żarliwości o judaizm przewyższałem wielu moich rówieśników z mego narodu, jak byłem szczególnie wielkim zapaleńcem w zachowywaniu tradycji moich przodków” – pisze Paweł w Liście do Galatów.

Nie było też tak, że przyjęcie dotychczasowego prześladowcy przez wspólnotę dokonało się bez oporów, by wspomnieć tylko strach Ananiasza, pierwszego ucznia, który na polecenie Pana miał wyjść na spotkanie nawróconego Szawła. Potem nie brakowało i takich, którzy podważali mandat Pawła do występowania w roli Chrystusowego apostoła. Trudno nie dostrzec żalu, którym podszyte są jego słowa z Pierwszego Listu do Koryntian: „Czy nie jestem apostołem? Czyż nie widziałem Jezusa, Pana naszego? Czyż nie jesteście moim dziełem w Chrystusie? Jeżeli nawet nie jestem apostołem dla innych, dla was na pewno nim jestem. Albowiem wy jesteście pieczęcią mojego apostołowania w Panu”.

Mimo tych dysonansów i tak z punktu widzenia logiki i sprawiedliwości tego świata wyniesienie Szawła do rangi Apostoła Narodów wydaje się niewłaściwe, nieprzyzwoite, wręcz skandaliczne. I z całą ostrością stawia pytanie, co my, katolicy, mamy zrobić z tymi, którzy ciężko zawinili, przeżyli wstrząs nawrócenia, a teraz chcieliby wrócić.

Biografia bez retuszu

Oczywiście, że rozstrzygające dla wiarygodności Pawła było spotkanie ze Zmartwychwstałym. Ale wspominając o autorytecie i sile oddziaływania dawnego prześladowcy dla Kościoła, nie wolno też lekceważyć postawy samego Apostoła.

Uderzające, że Paweł nie widzi powodu, aby umniejszać czy relatywizować swą winę. Nie usprawiedliwia się, nie tłumaczy okolicznościami, nie zrzuca odpowiedzialności na innych. O prześladowaniu judeochrześcijan pisze w swoich listach bez ogródek. W Pierwszym Liście do Koryntian jakby sam dziwi się temu, kim stał się mimo swoich grzechów: „Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży”.

Także wspólnota nie zamierza retuszować jego biografii. To przecież autor Dziejów Apostolskich utrwalił relację o roli Szawła przy kamienowaniu Szczepana. Z lektury Dziejów wyłania się obraz pierwotnego Kościoła, który potrafił wybaczyć największą krzywdę, ale zarazem zło nazywał złem. Kilka lat temu w Krakowie w tym właśnie duchu Rocco Buttiglione interpretował scenę z Ewangelii św. Jana, gdy Jezus stanął w obronie cudzołożnicy. Włoski filozof wskazywał wówczas na dwa fałszywe prądy ścierające się we współczesnym chrześcijaństwie. Jedni roszczą sobie prawo do bezwzględnego sądzenia bliźnich, dlatego chcieliby zapomnieć, jak nauczyciel z Nazaretu zawstydził tych, którzy sięgali po kamienie. Drudzy rozwodzą się nad Jezusowym miłosierdziem, ale nie chcą przy tym pamiętać, że Chrystus nie pozostawił wątpliwości co do oceny postępowania kobiety, mówiąc: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz!”.

Kamienie

Gdy w takim ujęciu spojrzymy na przesłanie wyłaniające się z nauczania Jezusa, historii upadku św. Piotra czy nawrócenia św. Pawła, dziwić muszą gromy, jakie spadły niedawno na „Tygodnik Powszechny” za opublikowanie artykułu ks. Michała Czajkowskiego.

By nie było niedomówień, zacząć należy od stwierdzeń do bólu oczywistych: wina ks. Czajkowskiego, gdy mowa o kontaktach z SB, jest poza sporem. Szkoda też, że tak długo nie potrafił zdobyć się na odwagę i zaprzeczał faktom, a przyznał się dopiero po opublikowaniu obciążających dokumentów.

Ale nie można też zaprzeczyć, że ks. Czajkowski należy do tych nielicznych duchownych uwikłanych we współpracę z bezpieką, którzy nie poszli w zaparte do samego końca. Przyznał się do winy i przeprosił za krzywdy. Co więcej, wspierany przez przyjaciół z „Więzi” usiłował zmierzyć się z zachowanymi w archiwach IPN materiałami. Potem usunął się z życia publicznego; dał sobie czas na pokutę i próbę zrozumienia, co zaszło w jego życiu. Nie aspiruje do roli autorytetu moralnego, za jaki uchodził w wielu środowiskach, a co się mu wypomina. Po okresie milczenia po prostu napisał artykuł z dziedziny biblistyki, którą studiował przez dziesięciolecia.

Tylko tyle czy aż tyle? Nie dajmy się zwariować. Czy fakt, że obchodzimy rok Apostoła Narodów, jest równoznaczny z tym, że pochwalamy ukamienowanie św. Szczepana? Czy opublikowanie artykułu ks. Czajkowskiego naprawdę oznacza, że katolickie pismo ogłasza jego szkodliwe donosy za niebyłe? Czy jako chrześcijanie naprawdę chcemy, by życie grzesznika skonfrontowanego z ogromem jego winy kończyło się na potępieniu?

Uznaję moją nieprawość

Zachował się list św. Grzegorza Wielkiego do damy dworu, która dręczona skrupułami groziła, że – jak pisze nadawca – „nie dasz mi, pani, spokoju, póki nie zapewnię cię, że doznałem objawienia, iż twoje grzechy zostały odpuszczone”. By przekonać kobietę, że postępuje nierozumnie, Grzegorz – jak na doktora Kościoła przystało – sięga po przykład z Pisma Świętego.

Papież przypomina wydarzenie, gdy św. Paweł został porwany do raju i „słyszał tajemne słowa, których się nie godzi człowiekowi powtarzać”. Ale nawet to mistyczne doświadczenie nie wbiło Apostoła w przekonanie, że na pewno dostąpi zbawienia. W przeciwnym razie nie napisałby w Pierwszym Liście do Koryntian, że poskramia swe ciało, aby „innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego”. Z tego Pawłowego przykładu Grzegorz wyprowadza naukę: „Został porwany do nieba, a nie pozbył się troski, więc pytanie brzmi, czy ktokolwiek na ziemi ma prawo czuć się wolnym od lęku. (...) Nie jest twoim przeznaczeniem czuć się na tym świecie bezpiecznie. Stałabyś się, pani, niedbała”.

Postawa Pawła jest wzorem dla każdego, kto wyrządził krzywdę bliźnim i ubliżył Bogu. Okazane miłosierdzie nie może usypiać. Dawny grzech musi mobilizować i przypominać o potrzebie codziennego nawrócenia. Nieprzypadkowo błagający o zmiłowanie Dawid zapewnia Boga w psalmie: „Uznaję bowiem moją nieprawość, a grzech mój jest zawsze przede mną”.

Przed ks. Czajkowskim następna próba; w najbliższych tygodniach ukaże się książka „Aparat represji wobec ks. Jerzego Popiełuszki 1982-84”. Jak można wnioskować z wywiadu udzielonego „Dziennikowi” przez Jana Żaryna z IPN, w tym opracowaniu będzie też mowa o bibliście z Warszawy. Nie wiem, czy ujrzymy materiały rzucające nowe światło na sprawę. Nie wiem też, na jakim etapie konfrontacji ze swoją przeszłością jest ks. Czajkowski. Czy doszedł do końca drogi w głąb samego siebie? A może są jeszcze wydarzenia, które wymazał z pamięci bądź przemilczał?

Mimo wszystko nie widzę powodu, aby z góry zakładać, że księży uwikłanych przed laty we współpracę z bezpieką nie stać na głęboką skruchę, nawet jeżeli tych przykładów jest jak na lekarstwo; nawet jeżeli wierząc w ich przemianę, ryzykujemy, że znowu doznamy zawodu, a inni będą nas wytykać palcami jako naiwniaków.

A już na pewno nie wolno tak zakładać katolikowi, który sam zwykł klękać u kratek konfesjonału i gorąco przekonywać Boga o szczerości swojego nawrócenia.

MAREK ZAJĄC był do 2007 r. redaktorem i kierownikiem działu religijnego „TP”. Obecnie jest redaktorem dziennika „Polska. The Times”.


opr. aś/aś



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: skrucha nawrócenie PRL katolicyzm przebaczenie grzesznik Służba Bezpieczeństwa poprawa bezpieka kontakty z SB
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W