Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

"Tygodnik Powszechny" nr 13/2009


Piotr Kaznowski


Zaklęty krąg



Świat oczekuje od Papieża, że zachowa status quo dyskursu „tolerancji i dialogu” oraz mitologii „ducha Soboru”. Wszystko, co nie daje się wtłoczyć w te narracje, czyni Benedykta XVI „nieczystym”, wobec czego nie obowiązuje już zasada tolerancji.



Zdjęcie ekskomuniki z czterech biskupów, wyświęconych w roku 1988 przez abp. Lefebvre’a bez mandatu Stolicy Apostolskiej spowodowało (...) gwałtowną dyskusję, jakiej już od dawna nie doświadczano” – tak rozpoczął list do biskupów Benedykt XVI, sygnalizując, że osobiście zamierza wziąć w tej dyskusji udział. Świat obiegły doniesienia mediów, że Papież w bezprecedensowym liście przeprasza i żałuje. Tymczasem list papieski nie był bezprecedensowy dlatego, że Benedykt XVI „żałował”, lecz dlatego, że nawiązując do tradycji listów apostolskich św. Pawła zwrócił się osobiście do biskupów, otwarcie mówiąc o kondycji współczesnego Kościoła i świata.

Magisterium mediów

Teoretycy mediów zwracają uwagę, że współczesne doświadczenie nie jest bezpośrednie, lecz zapośredniczone. Właśnie dlatego ostatnie głosy niepokoju mają źródło nie tylko w „chaosie Kurii Rzymskiej”, lecz również (zwłaszcza?) w hegemonii pewnego dyskursu, który od kilku dekad konstruują komentatorzy. Najlepiej chyba wyraził to marszałek Bronisław Komorowski, prosząc Kościół o wyjaśnienie, „dlaczego do tej pory żyliśmy w przekonaniu, że przemiany (...) po Soborze Watykańskim II są wielkim osiągnięciem Kościoła, a dzisiaj okazuje się, że trochę racji mieli lefebryści [którzy tych przemian nie akceptowali – PK]”.

Na oba aspekty zwrócił uwagę Papież, pisząc o „goryczy”, która „ujawniała rany głębsze niż tylko płynące z chwili obecnej”, oraz o atakach „katolików, którzy mimo wszystko mogliby lepiej znać sytuację”, tzn. znać stanowisko Kościoła bezpośrednio z orzeczeń Magisterium, bez narracyjnego zapośredniczenia – chodzi więc m.in. o adresatów listu oraz watykanistów i publicystów katolickich stwarzających w mediach Kościół „na swój obraz i podobieństwo”.

Sprawa zdjęcia ekskomuniki stała się papierkiem lakmusowym „dialogu i tolerancji”, stanowiących filary wspomnianego dyskursu. Był to więc sprawdzian, czy stanowią one modus vivendi współczesnego świata, czy raczej utopijne wizje spisywane zza biurek przez ludzi oderwanych od rzeczywistości (cytuję określenia, których używano w odniesieniu do Papieża). Okazało się, że w „twarzy Innego” nie potrafiliśmy dostrzec „twarzy Boga”. „Nasze społeczeństwo – napisał Benedykt XVI – potrzebuje przynajmniej jednej grupy, do której może podchodzić bez żadnej tolerancji (...). A jeżeli ktoś ma odwagę się do nich zbliżyć – w tym przypadku Papież – także on traci prawo do tolerancji i także jego można traktować z niczym nieograniczoną i niczego się nielękającą nienawiścią”. Zbliżając się do „kozła ofiarnego”, Papież złamał obowiązujące tabu.

Rozum przeciwko mitom

W rzeczywistości kościelnej, jak w każdej innej społeczności, sfera tabu wyznaczona jest przez mit. Benedykt XVI wskazał na źródło kościelnej mitologii podczas programowego przemówienia do Kurii Rzymskiej w grudniu 2005 r. Zwrócił wówczas uwagę, że przerwanie ciągłości przekazu oraz interpretacji depozytu wiary (tj. Tradycji) prowadzi do stworzenia alternatywnej wizji Kościoła. Nazwał to „hermeneutyką zerwania”, która wyraża się w narracji mitycznego „ducha Soboru [Watykańskiego II]”. Zważywszy na kościelne doświadczenie mówcy (ćwierć wieku w dykasteriach watykańskich), trudno traktować tę diagnozę jedynie jako retoryczny zwrot, zwłaszcza że poprzedzona była dramatyczną prośbą do wiernych: „Módlcie się za mnie, abym nie uciekał z obawy przed wilkami!”. Kto dotyka mitycznego tabu, jest skandalistą i musi się liczyć z losem Sokratesa.

To na niego powołuje się Benedykt XVI, gdy opisuje wysiłek przezwyciężenia opresyjnego mitu przez rozum – logos, który leży zarówno u podstaw żywotności cywilizacji Zachodu, jak i doświadczenia chrześcijańskiego (wykłady w Ratyzbonie i na uniwersytecie La Sapienza). Podejmując refleksję nad naturą racjonalności, Papież stara się jednocześnie odzyskać płaszczyznę porozumienia i dialogu, ponieważ błędna wizja racjonalności zawsze rodzi przemoc (wykład w Ratyzbonie). W świecie, który lęka się totalizacji oświeceniowego „rozumu czystego” i wpada w postnowoczesną „dyktaturę relatywizmu”, Benedykt proponuje powrót do źródeł kultury, stosując wszakże narzędzia współczesnej humanistyki (hermeneutyka).

Te dwa charakterystyczne dla całej spuścizny intelektualnej Ratzingera elementy, które można wyrazić w hasłach ressourcement i aggiornamento, stanowią treść „hermeneutyki odnowy w ciągłości”, pozwalającej – zdaniem Papieża – właściwie spojrzeć nie tylko na naturę Kościoła, ale również na naturę kultury w ogóle (por. analiza miłości w „Deus caritas est” albo nadziei w „Spe salvi” – w obu przypadkach Benedykt XVI rekonstruuje procesy kształtowania się znaczenia tych pojęć).

Logika mediów i logika Papieża

To nauczanie Benedykta XVI nie przebija się do mediów. Oba cytowane wyżej wykłady zostały skutecznie spacyfikowane, przy czym „skandal ratyzboński” wywołali w dużej mierze sami watykaniści, którzy obłożyli Benedykta XVI „fatwą”, zanim zdążyli to uczynić radykalni muzułmanie, natomiast u źródeł „skandalu La Sapienza” leżała manipulacja kilku niefrasobliwych profesorów. Logika mediów rządzi się prawem first impressions count, więc Benedykt XVI pozostaje w świadomości masowej „kontrowersyjnym papieżem”. Kontrowersyjnym, czyli łamiącym tabu.

Łacińskie contra versus oznacza „zwrócony przeciw”. „Zapośredniczony” świat oczekuje od Papieża, że zachowa status quo dyskursu „tolerancji i dialogu” oraz mitologii „ducha Soboru”. Wszystko, co nie daje się wtłoczyć w te narracje, czyni Benedykta XVI „nieczystym”, wobec którego nie obowiązują już zasady tolerancji i „cywilizowanego świata”.

Tymczasem lektura papieskich tekstów pokazuje wyraźnie, że Benedykt XVI konsekwentnie „zwraca się do”, a nie „przeciw”. Zwraca się do Soboru, proponując rzetelne odczytanie jego litery, zwraca się do Tradycji, mówiąc o konieczności ciągłości w interpretacji natury Kościoła, zwraca się do świata, podejmując debatę o jego współczesnej kondycji, i wreszcie zwraca się do człowieka, co najwyraźniej ukazuje się w gestach pojednania z tymi, którzy „mają coś przeciwko nam” (por. Mt 5, 23n). Wymienię tu jedynie wizytę w Błękitnym Meczecie po „skandalu ratyzbońskim”, podziękowania dla „przyjaciół żydów, którzy szybko dopomogli w wyjaśnieniu nieporozumienia oraz przywrócenia atmosfery przyjaźni i zaufania” (List do biskupów), czy zwrócenie się do lefebrystów, wykluczonych nie tylko na poziomie kanonicznym, ale również w sercach i umysłach wielu hierarchów oraz wiernych.

Informacja o podziękowaniach dla żydów obok informacji o „żalu” Benedykta XVI zdominowała omówienia papieskiego listu. Na tle reakcji episkopatów i ludzi polityki jedynie nieliczni zwrócili uwagę na znaczenie tego dokumentu. Byli to kard. Camillo Ruini oraz... bp Bernard Fellay, przełożony generalny Bractwa św. Piusa X.

Prawdziwa stawka

Ten ostatni podziękował Papieżowi za „podniesienie debaty na poziom, na którym powinna ona się odbywać – wiary”. Natomiast kard. Ruini podkreślił na łamach „L’Osservatore Romano”, że wydarzenia minionych tygodni dotknęły tego, co „od kilku stuleci stanowi źródło bolesnych napięć w katolicyzmie”, czyli „osłabienia, a czasami nawet zniszczenia zmysłu przynależności kościelnej, a w ten sposób radości i wdzięczności za bycie częścią Kościoła katolickiego”. Cel, jaki wyłania się po lekturze listu, to „odbudowa w nas tego przekonania wiary, które charakteryzowało chrześcijaństwo od samego początku, wedle którego zmysł kościelny jest istotnym elementem przynależności do Chrystusa”.

Papieska decyzja, aby Komisję „Ecclesia Dei”, która zajmuje się sprawami tradycjonalistów, włączyć do Kongregacji Nauki Wiary, potwierdza słuszność tych interpretacji. Sprawa lefebrystów nie dotyczy bowiem niszowej grupy zbuntowanych katolików, a tym bardziej nie dotyczy rewizjonistycznych wypowiedzi jednego z nich. Zdaniem Benedykta XVI ta sprawa dotyka samego depozytu wiary katolickiej oraz obecności Kościoła w świecie współczesnym i zdolności do dawania przed nim świadectwa o „Bogu, którego oblicze rozpoznajemy w miłości, która daje się do końca”.

Gdy dziś czytamy w liście Jana Pawła II „Novo millenio ineunte”, że Sobór jest „niezawodną busolą”, to widzimy w tym raczej apologię Vaticanum II, a nie stwierdzenie stanu faktycznego. Benedykt XVI od początku pontyfikatu konsekwentnie spogląda na tę busolę, a sterowana przezeń Łódź Piotrowa nie zboczyła z kursu. Lecz gdy wokół sztorm, gdy „na rozległych obszarach Ziemi wierze grozi, że zgaśnie jak płomień, który nie jest już podsycany”, nie ma czasu na kłótnie albo marzenia marynarzy. Za burtę trzeba wyrzucić balast „jednostronnych postaw i uporu” wraz z błędem, arogancją i niewiernością oraz spuścić szalupy ratunkowe dla rozbitków, którzy chcą się ratować.

Takie jest przesłanie papieskiego listu. „Trudna jest ta mowa” (por. J 6, 60), a ostatnie tygodnie uczą pokory. Czy zaskakuje nas, pyta Benedykt XVI, że także my nie jesteśmy lepsi od Galatów, gotowych „pożreć się nawzajem”?

PIOTR KAZNOWSKI (ur. 1981) jest filozofem, p.o. redaktora naczelnego „Christianitas”.


tygodnik.onet.pl


opr. aś/aś



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: tolerancja mit media papież rozum religijność Sobór Watykański II ekskomunika Benedykt XVI lefebryści