Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

ks. Wojciech Sadłoń SAC

Historia jednego przedmiotu

Obecność lekcji religii w szkole — wprowadzonych do niej naprędce i z pominięciem procedur, a do dziś kontestowanych w porządku demokratycznym — to fenomen.
Fenomen, z którym w debacie publicznej niezbyt sobie radzimy.

Drugiego sierpnia 1990 r. rząd Tadeusza Mazowieckiego podejmuje decyzję o wprowadzeniu nauczania religii w szkołach publicznych. Już następnego dnia ukazuje się instrukcja ministra edukacji Henryka Samsonowicza „dotycząca powrotu nauczania religii do szkoły w roku szkolnym 1990/91”. Tytuł dokumentu odwołuje się do czasów II RP. Przed II wojną światową religia była w polskiej szkole traktowana tak jak inne przedmioty. I nauczana — jak dziś — w wymiarze dwóch godzin lekcyjnych w tygodniu. Co więcej: maturzyści byli zobowiązani do zdawania egzaminu końcowego z religii, a ocena trafiała na świadectwo.

Jednak od 1945 r. następuje stopniowe, choć konsekwentne eliminowanie zajęć z religii. Ostatecznie Sejm PRL wyklucza ją ze szkół w 1961 r. W imię świeckości szkoły, jak wyjaśnia władza ludowa.

Doświadczenie uczniów w roku szkolnym 1990/91 jest więc symboliczne. Z planu zajęć znika obowiązkowy język rosyjski, a pojawia się religia.

Zmiana nie jest jednak jednomyślnie akceptowana. Padają zarzuty dotyczące — po pierwsze — pominięcia takich procedur jak debata sejmowa i konsultacja społeczna, a — po drugie — podejmowania problemu na niewłaściwym poziomie rozwiązań prawnych.

W efekcie Ewa Łętowska, pierwsza w historii III RP Rzecznik Praw Obywatelskich, składa wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności decyzji o lekcjach religii z obowiązującym prawem. Rzecznik odwołuje się do ustawy z 1961 r. i konstytucji z 1952 r. Oba zapisy są nadal w mocy, a instrukcja MEN — niezgodna z nimi. Chodzi o zapisy dotyczące świeckości państwa.

Z nauczaniem religii w szkole wiążą się bowiem pytania o zasady rozdziału Kościoła od państwa oraz kwestie wolności sumienia i wyznania. W zaskarżeniu sednem jest procedura, nie treść. Sprawy tej rangi — podkreśla się w debacie publicznej — muszą być regulowane ustawą, a nie aktami niższego rzędu. Odwołania do TK będą się powtarzać.

Media i RPO są listownie zalewane protestami. Wyobraźnię porusza referendum w jednej z wrocławskich szkół. Większość uczniów deklaruje w nim, że nie chce zajęć religii w murach szkolnych. Przeciwni są nie tylko niewierzący, ale też katolicy. Ci drudzy opowiadają się za katechezą przyparafialną. W dyskusjach podnosi się zarzuty — na poziomie reguł — o zagrożeniu nietolerancją i pogwałceniu prywatności oraz — na poziomie praktyki — o braku zapewnionej opieki podczas zajęć z religii dla dzieci, które w nich nie uczestniczą.

Mimo protestów i krytyki instytucjonalizacja religii w szkole postępuje. Do ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. trafia zapis, że szkoła organizuje naukę religii na życzenie rodziców bądź samych uczniów. Ponadto w dokumencie pada stwierdzenie, że szkoła umożliwia uczniom podtrzymywanie poczucia tożsamości narodowej, etnicznej, językowej i — religijnej.

Ale najważniejsze jest Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej „w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach” z 24 kwietnia 1992 r. (nowelizowane w latach 1993 i 1999). Zapis o prawie do nauczania religii w szkole znalazł się również w nowej Konstytucji RP z 1997 r., która w art. 53 stwierdza, że „religia Kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole”.

Nauka religii ma się odbywać w wymiarze dwóch godzin lekcyjnych tygodniowo. Szkoła zostaje zobowiązana do organizowania zajęć dla grupy nie mniejszej niż siedmiu uczniów danej klasy. W przypadku braku wystarczającej liczby, ma organizować lekcje wspólne dla różnych klas lub — nawet — łącząc uczniów z różnych szkół.

Dalszym ustaleniem rozporządzenia jest przyznanie wydelegowanym przez poszczególne Kościoły i związki wyznaniowe nauczycielom religii miejsca w radzie pedagogicznej (choć nauczyciel taki nie może być wychowawcą klasy).

W myśl prawa za całość organizacji nauczania religii odpowiadają poszczególne Kościoły i związki wyznaniowe. Podręczniki i programy nauki są jedynie przekazywane do wiadomości ministerstwa. Te same zasady odnośnie do Kościoła katolickiego powtórzył ratyfikowany w 1998 r. Konkordat ze Stolicą Apostolską w stwierdzeniu, że „w sprawach treści nauczania i wychowania religijnego nauczyciele religii podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym” (art. 12).

W czasie pierwszych rozmów na temat powrotu religii do szkoły episkopat i rząd ustalają, że nauczyciele delegowani przez Kościół katolicki pracują bezpłatnie. Wprawdzie instrukcja z 1990 r. przewidywała pensje, ale ze względu na trudności budżetowe, Kościół godzi się na odroczenie wypłacania wynagrodzeń. Ostatecznie pensje trafiają do katechetów od 1997 r.

Jednomyślności w sprawie religii w szkole brak też wewnątrz Kościoła. Zawiązuje się spór wokół pytania, czy lekcje odpowiadają modelowi chrześcijańskiej katechezy, która nie może ograniczać się do suchego przekazywania informacji, lecz ma prowadzić do „przeżycia wiary”.

Za strategiczny błąd Kościoła zgodę na katechezę szkolną uważa o. Jan Charytański SJ (zm. w 2009 r.), jeden z największych polskich katechetyków. Powód: wyprowadza ona młodzież z kręgu parafialnego oddziaływania. Jego zdaniem religia w szkole w praktyce nie prowadzi do doświadczenia wiary, „nie ma na lekcji atmosfery wspólnoty kościelnej”.

Z kolei ks. Radosław Chłapuniak uznaje, że lekcje religii w szkole nie są sprzeczne z ideałem katolickiej katechezy, ale stanowią jeden z jej elementów. Zauważa, że wypowiedzi Jana Pawła II oraz dokumenty Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego „Świecki katolik świadkiem wiary w szkole” (Poznań, 1986) oraz Kongregacji ds. Duchowieństwa „Dyrektorium Ogólne o Katechizacji” (Watykan, 1997) uznają za możliwe prowadzenie katechezy w szkole przy zastrzeżeniu, że ta stanowi tylko jedną z jej form, obok katechezy w parafii, rodzinie, grupach religijnych.

Podobnie katechezę rozumie opublikowane w 2001 r. przez Episkopat Dyrektorium Katechetyczne Kościoła katolickiego: „W warunkach polskich, biorąc pod uwagę historyczne uwarunkowania oraz utwierdzoną przez ostatnie dziesięciolecia tradycję katechetyczną, należy szkolne nauczanie religii traktować jako część katechezy, tj. jako specyficzną formę katechezy”(82).

W efekcie decyzji ministra edukacji Romana Giertycha w lipcu 2007 r. ocena z religii zaczyna być wliczana do średniej na świadectwie. Ma to na celu — według ministra — podniesienie rangi zajęć. Tłumaczy: „Żeby religia nie była lekcją trzeciej kategorii, na którą się przychodzi, żeby odrabiać pracę domową z innych przedmiotów”.

Powracają więc dawne zarzuty: wliczanie oceny z religii do średniej narusza zasady rozdziału Kościoła od państwa, równości wobec prawa oraz prawa rodziców do wychowywania dziecka zgodnie z własnym sumieniem. Trybunał Konstytucyjny uznaje je za bezpodstawne i orzeka, że skoro ocena z religii znajduje się na świadectwie, to powinna być traktowana równoprawnie z ocenami z innych przedmiotów. „Nauczanie religii — stwierdza TK — jest jednym z przejawów wolności religii w świetle współczesnych standardów pluralistycznego społeczeństwa demokratycznego”.

W odpowiedzi Komisja Wychowania Katolickiego przy KEP wydaje w 2008 r. „Zasady oceniania osiągnięć edukacyjnych z religii rzymsko-katolickiej w szkołach publicznych”. Dokument wyjaśnia, że ocenie podlegają „poziom i postępy ucznia w opanowywaniu wiadomości i umiejętności”, a nie praktyki religijne.

Następną debatę wywołuje minister edukacji Katarzyna Hall. Zapowiada, że etyka powinna stać się przedmiotem obowiązkowym dla uczniów, którzy nie chodzą na religię. Ale w tym czasie zajęcia z etyki odbywają się jedynie w ok. 1 proc. szkół.

Wprowadzenie w życie zapowiedzi zostaje uniemożliwione przez brak pieniędzy na zatrudnienie dodatkowych nauczycieli. Kiedy taka informacja obiega media, jeden z biskupów zapowiada, że zacznie wysyłać księży na studia podyplomowe z zakresu etyki.

Minister Hall uznaje również, że podjęte przez poprzednika prace nad możliwością zdawania matury z religii powinny być kontynuowane. Pod koniec 2007 r. spotyka się w tej sprawie z przewodniczącym Komisji Wychowania Katolickiego KEP abp. Kazimierzem Nyczem. Jednak do dziś nie wiadomo, jakie będą losy matury z religii.

W ostatnich dniach biskupi w specjalnym liście uznają, że „katecheza znalazła swoje miejsce w polskiej szkole. Powoli zacierają się wspomnienia dawnych lat przymusowej ateizacji i eliminowania z życia społecznego wszystkiego, co miało jakikolwiek związek z Bogiem”. Ciężko stwierdzić, czy optymizm Episkopatu jest uzasadniony. Dane pomocne w odpowiedzi są zaledwie szczątkowe.

Według Głównego Urzędu Statystycznego na katechezę w pierwszym roku zgłosiło się ok. 95 proc. uczniów. Ale nie wiemy, jak kształtowało się uczestnictwo w niej w kolejnych latach. Na podstawie dostępnych informacji dotyczących odległego już roku szkolnego 2004/05, udostępnionych przez Komisję ds. Wychowania Katolickiego KEP, można stwierdzić, że udział uczniów nie uległ znaczącej zmianie. Najmniejszy odsetek uczęszczających przypada w technikach i szkołach zawodowych (93 proc.), a największy w szkołach podstawowych i gimnazjach (98 i 97 proc.). Według danych Komisji także 95 proc. przedszkolaków objętych było nauczaniem religii.

Od czasu do czasu CBOS stawia młodzieży pytanie o szkolną katechezę. Z odpowiedzi wynika, że ponad 90 proc. uczniów deklaruje uczestnictwo w zajęciach.

Własne badania — choć dotyczące wyłącznie Warszawy — prowadził Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. Ponad trzy tysiące uczniów ze szkół różnego typu mówiło w 2003 r. o religii w szkole. Ponad 74 proc. osób zadeklarowało, że bierze w niej udział. To niższy odsetek niż ten, na jaki wskazuje liczba zgłoszonych na lekcje osób (choć ISKK nie badało dzieci). Według danych kurii warszawskiej z 2007 r. to: 93 proc. uczniów szkół podstawowych, 88 proc. gimnazjalistów, 82 proc. uczniów szkół zawodowych oraz 76 proc. licealistów.

Te liczby mają odzwierciedlenie w nastawieniu rodziców do nauki religii. Badanie archidiecezji warszawskiej z 2006 r. wykazało, że 83 proc. jej mieszkańców uważa, iż wiarą należy dzielić się z własnymi dziećmi — przeciwnego zdania jest 5 proc. Za sposób przekazywania wiary ważniejszy niż religia w szkole badani uznali przykład własnego życia. Lekcje znalazły się jednak w hierarchii ważności na drugim miejscu.

Zróżnicowanie opinii uczniów pojawiło się wraz z prośbą o ocenienie zajęć. Młodzież najczęściej uznawała katechezę za dobrą lub bardzo dobrą: 40 proc. Na średnim poziomie oceniło ją 28 proc., a na złym lub bardzo złym 14 proc. Konieczne są jednak zastrzeżenia. Po pierwsze, to dane tylko dla stolicy. Po drugie, nikt nie zbadał, jak uczniowie w Polsce oceniają pracę ok. 35 tys. nauczycieli religii. Nie wiadomo też, czy preferują zajęcia ze świeckimi (ok. 54 proc. nauczycieli), czy z księżmi diecezjalnymi (34 proc.) lub osobami zakonnymi (12 proc.). W Warszawie więcej niż połowa młodzieży chodzącej na religię uważała, że stosunek nauczycieli do nich jest bardzo dobry lub dobry. Niewielkie zastrzeżenia miało 16 proc., duże — 9 proc. Wśród badanych najwięcej było tych, którzy opowiadają się za szkolną formą nauczania religii: 39 proc. Co trzeci stwierdził, że jest mu to obojętne, co siódmy, że najlepszym miejscem byłby kościół.  

KS. WOJCIECH SADŁOŃ (ur. 1983) jest pallotynem, socjologiem, pracownikiem Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, tłumaczem „Przeglądu Teologicznego Communio”, duszpasterzem studentów w Akademiku Pallotti-Hostel.



opr. aw/aw



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: szkoła religia katecheza biskupi Kościół polski średnia ocen podsumowanie katecheci Roman Giertych Konstytucja RP Katarzyna Hall Kościół hierarchiczny 20 lat Kościół katolicki w Polsce rząd Tadeusza Mazowieckiego
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W