Bełkot nie wystarcza

Jeśli od początku, od uczenia pierwszych słów, nie nauczy się człowieka respektu wobec drugiego, gadanie o mowie nienawiści nie ma sensu. A respekt oznacza uznanie, że ten drugi ma prawo różnić się ode mnie i tak samo jak mnie nie wolno mu krzywdzić innych.

Jeśli od początku, od uczenia pierwszych słów, nie nauczy się człowieka respektu wobec drugiego, gadanie o mowie nienawiści nie ma sensu. A respekt oznacza uznanie, że ten drugi ma prawo różnić się ode mnie i tak samo jak mnie nie wolno mu krzywdzić innych.

Mowa jest źródłem nieporozumień. Wpisz ten cytat, Szanowny Czytelniku, w jakąkolwiek wyszukiwarkę, a uzyskasz tysiące odnośników do tekstów, w których inni (zazwyczaj uczniowie) usiłują powiedzieć, co autor miał na myśli. Miał zapewne to, że lepiej jest milczeć niż gadać, czyli filozoficznie ujął stare porzekadło, iż mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Zgadzam się w zupełności ze starym porzekadłem, ale niekoniecznie z autorem „Małego Księcia”. Mowa nie jest źródłem nieporozumień. Ale może nim się stać. Ba – może się stać wszystkim, narzędziem do zabijania również. Z każdej strony płyną dzisiaj słowa o „mowie nienawiści”. Słusznie (choć za dużo – i to rozmywa prawdziwy problem), stanowczo za mało jednak w kontekście spostrzeżenia, że jak mowa rodzi się na języku, tak nienawiść w sercu. I nie da się jej zapobiec inaczej, niż zaczynając rozmawiać w postawie szacunku wobec rozmówcy.

Marzyciel ze mnie, wiem. W dobie internetowych komentarzy kształtujących życie narodów, w dobie mediów społecznościowych, w których każdy publikuje, co chce, niekoniecznie podpisując się swoim imieniem i nazwiskiem, marzyć o szacunku jako o społecznym zjawisku zdaje się głupotą. Ale nie przestanę. Bo jeśli od początku, od uczenia pierwszych słów, nie nauczy się człowieka respektu wobec drugiego, gadanie o mowie nienawiści nie ma sensu. A respekt oznacza uznanie, że ten drugi ma prawo różnić się ode mnie i tak samo jak mnie nie wolno mu krzywdzić innych. Świat szuka dzisiaj rozmaitych rozwiązań, kolejne tomy zapełniają się słowami mniej czy bardziej mądrymi, a wystarczyłoby przecież zrozumieć, kim naprawdę jesteśmy i co na tym świecie robimy, jakie jest w nim nasze miejsce, żeby zredukować do minimum nie tylko mowę nienawiści, lecz samą nienawiść również. Chrześcijaństwo na pewno jest takim rozwiązaniem. Marcin Jakimowicz w bieżącym numerze „Gościa” (ss. 32–33) słusznie przywołuje słowa Chrystusa cytującego zasadę wyrytą na obelisku z kodeksem Hammurabiego – oko za oko, ząb za ząb. Słusznie, bo komentarz Jezusa wniósł w historię tego świata coś najważniejszego. Bardzo trudnego (któż z nas tego nie wie), ale uzdrawiającego każdą ludzką relację. Wniósł naukę o tym, że najważniejsze jest przebaczenie. Bez niego nie ostoi się żaden dom, nie przetrwa żadna miłość. Wieloletnie doświadczenie pracy w sądzie nauczyło mnie wiele. Widziałem dziesiątki, setki ludzi cierpiących z powodu zaciekłości, braku wybaczenia, hodowania krzywdy. Ileż to matek nie odzywa się ani słowem do córek. Iluż to synów odwraca głowę na widok ojców. Przykłady można by mnożyć i mnożyć. A wystarczyłoby usiąść i porozmawiać. Ten świat naprawdę wyglądałby inaczej!

Jeśli chodzi o mowę, nieporozumień i nienawiści, to wypowiedź ks. Roberta Skrzypczaka (ss. 22–24) wydaje się jak najbardziej na miejscu: „Kiedy pojawia się śmierć, okazuje się, że zwykły ludzki bełkot nie wystarcza, człowiek szuka sensu”. Tę wypowiedź pozostawiam bez komentarza. Bo mowa nienawiści to bełkot. I czasem trzeba zrozumieć, że tylko to, co jest najwyższą wartością, jest w stanie jej zapobiec.

ks. Adam Pawlaszczyk - redaktor naczelny tygodnika "Gość Niedzielny"

opr. ac/ac

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama