Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Źródło: Przewodnik Katolicki

GRZEGORZ GÓRNY

Polskie strachy, niemieckie lęki



Wśród wielkiej części ludności Niemiec panuje strach przed skutkami rozszerzenia Unii Europejskiej na Wschód. Niemcy boją się zalania swojego kraju przez tanią siłę roboczą oraz obciążeń finansowych na rzecz nowych członków UE.

W obliczu rozszerzenia Unii Europejskiej, w Niemczech panują nastroje pesymistyczne. Nasi zachodni sąsiedzi pamiętają entuzjazm związany ze zjednoczeniem RFN i NRD. Zamiast spodziewanych efektów przyszły jednak niespodziewane trudności. Mimo wpompowania miliardów marek we wschodnioniemiecką gospodarkę nie zaczęła ona rozkwitać. Dziś niezadowoleni są zarówno Ossis (czyli mieszkańcy wschodnich landów), którzy nie kryją rozczarowania niższym niż na Zachodzie poziomem życia, jak i Wessis (Niemcy z landów zachodnich), rozgoryczeni, że wydali tak wiele pieniędzy bez widocznych rezultatów.

Kolejnym wielkim zawodem było wejście do strefy euro. Niemcy zostali zmuszeni do zrezygnowania z marki -swej silnej waluty, która stalą się nie tylko symbolem niemieckiego cudu gospodarczego, ale ważnym elementem tożsamości narodowej po II wojnie światowej (w tym kontekście mówiono nawet o „patriotyzmie marki"). Zamiast niej wprowadzono euro, co związane było z automatyczną podwyżką większości towarów na rynku, to zaś spowodowało wielkie niezadowolenie niemieckich konsumentów.

Niezadowolenie to pogłębione zostało przez krach finansowy w 2001 roku, przez który wielu Niemców straciło oszczędności całego życia. W Niemczech zresztą od kilku lat panuje kryzys ekonomiczny - dochód narodowy przestał rosnąć, liczba zbankrutowanych firm w ostatnim roku przekroczyła 30 tysięcy, deficyt budżetowy drugi rok z rzędu przekracza normy dopuszczane przez Unię Europejską. Na dodatek reformy socjaldemokratycznego kanclerza Schrödera zmierzają w kierunku likwidacji państwa socjalnego - głównej chluby RFN. Wywołuje to oczywiście mnóstwo protestów.

Z takimi minorowymi nastrojami zbiega się w czasie rozszerzenie UE. Wielu Niemców uważa, że będzie to się wiązało z kolejnymi obciążeniami finansowymi na rzecz nowych członków Unii, zwłaszcza zaś największego spośród nich - Polski.

Polnische Wirtschaft

Duży wpływ na takie nastroje ma również wizerunek krajów sąsiednich, zwłaszcza zaś Polski, w niemieckich mediach. Gdy w telewizyjnych programach informacyjnych pojawiają się wiadomości o polskiej gospodarce, zazwyczaj towarzyszy im obrazek jadącej polną drogą furmanki, powożonej przez chłopa w gumiakach i bereciku. W niemieckich filmach sensacyjnych jako przestępcy często przedstawiani są polscy mafiosi. Nie jest to, niestety, tylko wymysł reżyserów - w rubrykach kryminalnych gazet i czasopism co rusz można natknąć się na informacje o polskich złodziejach czy gangach samochodowych. Wśród młodzieży polskich województw, graniczących z Niemcami, modne jest zajęcie zwane w slangu „jurną" - tzn. złodziejskie wypady do sklepów po drugiej stronie Odry.

Oczywiście, gangsterzy czy drobni przestępcy stanowią w każdej społeczności margines, ale to przez pryzmat ich zagranicznej aktywności na Zachodzie często postrzegana jest Polska. Podobnie wielu Polaków automatycznie kojarzy Rumunów z żebrakami, chociaż na naszych ulicach żebrzą nie tyle Rumuni, ile Cyganie z tego kraju. Tak samo wiele niesprawiedliwych stereotypów krąży u nas na temat tzw. ruskich (wielu nawet nie próbuje odróżniać, czy chodzi o Rosjan, Ukraińców, Białorusinów czy Ormian).

Wizerunek Polski zepsuł się ostatnio jednak także wśród niemieckich elit. Warszawa zdecydowanie poparła Waszyngton w sprawie konfliktu w Iraku, co rozzłościło kręgi rządowe w Berlinie. Jeszcze większe niezadowolenie wywołała postawa Polski w sprawie konstytucji europejskiej i systemu liczenia głosów w rozszerzonej Unii. Polacy opowiedzieli się za systemem ustalonym w Nicei, w myśl którego : mieli dysponować niemal taką samą liczbą głosów niż dwukrotnie liczniejsi Niemcy. Wzbudziło to irytację elit w Berlinie, które zaczęły publicznie wypominać Polakom, że to Niemcy są największymi płatnikami do skarbca Unii i w związku z tym to oni w największym stopniu ponosić będą finansowe koszty rozszerzenia UE na Wschód.

„W tym momencie - jak napisał na łamach 'Süddeutsche Zeitung' urodzony w Warszawie, niemieckojęzyczny pisarz Radek Knapp - część Niemców uświadomiła sobie, że jeśli jest coś, czego boją się bardziej niż polskich złodziei samochodów, importowanego bezrobocia i stosów pustych butelek po wódce w niemieckich parkach - to tym czymś jest słowiańska dusza".

Keine Grenzen

Na niektóre z tych lęków zwrócił uwagę „Financial Times", pisząc, że Niemcy są największymi panikarzami w Europie, nieustannie biadolącymi, iż to oni najwięcej stracą na rozszerzeniu Unii na Wschód, podczas gdy w rzeczywistości to oni najbardziej na tym procesie skorzystają. Niemcy od lat mają nadwyżkę w wymianie handlowej z krajami przystępującymi do UE, ich obroty na tym rynku są wyższe niż na rynku amerykańskim (z Niemiec pochodzi 30 proc. importu Czech oraz 25 proc. importu Polski, Słowacji i Węgier). „Financial Times" konkluduje: „Niemcom powodzi się dziś o wiele lepiej niż gdyby nie było taniego Wschodu i jako pierwsi skorzystają na rozszerzeniu Unii".

Wydaje się, że same elity niemieckie w ostatnich tygodniach zdały sobie sprawę z tego, iż tego rodzaju czarnowidztwo oraz granie na negatywnych stereotypach mogą tylko generować nowe problemy. Dlatego w okresie poprzedzającym rozszerzenie Unii raptownie zmienił się obraz Polski i Polaków w niemieckich mediach. Wiele osobistości zaczęło publicznie przekonywać, że to, o czym śpiewał po niemiecku podczas ostatniego konkursu Eurowizji wokalista z Polski - „keine Grenzen" (nie ma granic) - nie musi oznaczać dla Niemców samych problemów.

Od czasów „Solidarności" nigdy Polska nie miała tak dobrej prasy w Niemczech, jak w tych dniach. Z dzienników telewizyjnych znikły obrazy furmanek, pojawiły się zaś zdjęcia nowoczesnych zakładów. Do Niemiec zaprasza się z Polski wielu pisarzy, naukowców i polityków, by przybliżali sąsiadom zza Odry swój kraj. Na łamach „Die Zeit" Olga Tokarczuk pisze dla Niemców z przymrużeniem oka swój mały przewodnik po Polsce. Bohaterem mediów jest Tassilo Schlicht, bezrobotny z miasta Forst, który jako pierwszy Niemiec zatrudnił się w Polsce - jako pracownik stacji benzynowej. Przypomina się też, że Polacy częściej niż języka angielskiego uczą się dziś niemieckiego, a Niemcy za żony spośród cudzoziemek najczęściej wybierają właśnie Polki.

Czy to wszystko wystarczy, by przełamać niechęć większości przeciętnych Niemców do rozszerzenia Unii? I jak długo potrwa ten festiwal życzliwości w niemieckich mediach? Odpowiedź na to przyniosą już najbliższe miesiące, kiedy nasze d w a kraje staną się częścią jednego organizmu Unii Europejskiej.

 


Źródło: Przewodnik Katolicki

opr. mg/mg



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska Europa gospodarka Niemcy rynek UE Unia Europejska deficyt budżetowy Nicea państwo socjalne rozszerzenie Unii Europejskiej złodzieje z Polski RFN Ossis Wessis płatnik netto