Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Janusz Poniewierski

Ostatni czyn Jezusa

Kiedyś wniebowstąpienie Jezusa mogło przywodzić na myśl ptaka wzbijającego się w niebo, dziś trudno opędzić się od skojarzeń ze... startem rakiety kosmicznej. A przecież słowa Ewangelii należą do języka symbolu i oznaczają tyle, że Jezus wstąpił do Boga.

Wniebowstąpienie Jezusa okrywa zasłona tajemnicy, choć przecież — w przeciwieństwie do Zmartwychwstania — miało ono naocznych świadków. Relacjonują je jednak tylko dwaj Ewangeliści − i to ci, którzy nie należeli do grona Jedenastu, czyli Marek i Łukasz − zaś ich opowieściom towarzyszy powściągliwość, jeśli chodzi o szczegół. Najogólniej mówiąc: ucieczka od konkretu w język symboli. 

Zostawmy może na boku ascetyczny, choć teologicznie bardzo istotny zapis w Ewangelii świętego Marka i zajmijmy się wyłącznie świętym Łukaszem, który umieścił Wniebowstąpienie w samym centrum swojego dyptyku, jakim są — traktowane jako całość — trzecia Ewangelia i Dzieje Apostolskie.

Biblijna wyobraźnia

Czytelnicy Nowego Testamentu nie zawsze pamiętają o zasadzie hermeneutycznej, zgodnie z którą czytanie i rozumienie Pisma Świętego (a nie tylko Starego Testamentu, jak zwykło się uważać) wymaga uwzględnienia różnych rodzajów literackich. To dotyczy także Ewangelii synoptycznych, zwłaszcza tzw. Ewangelii dzieciństwa, ale i analizowanej tu relacji o Wniebowstąpieniu, która — rozumiana dosłownie — prowadziłaby na manowce wyobraźni. Kiedyś wniebowstąpienie Jezusa mogło przywodzić na myśl obraz ptaka wzbijającego się w niebo, dziś natomiast trudno opędzić się od skojarzeń ze... startem rakiety kosmicznej. A przecież słowa Łukasza mówiącego, że: „Jezus został uniesiony do nieba” (Łk 24, 51) oraz „uniósł się (...) w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu” (Dz 1, 9), należą do języka symbolu i oznaczają tyle, że Jezus został wzięty (wstąpił) do Boga, od wieków „umiejscawianego” w Niebie (pisanym tak właśnie: wielką literą, i niemającym nic wspólnego z astronomią).

Pierwsi adresaci Ewangelii i Dziejów Apostolskich dobrze znali Biblię hebrajską, tradycję ustną, a także popularną w owym czasie żydowską literaturę apokaliptyczną. Czytając o wniebowstąpieniu Jezusa, zapewne pamiętali o Henochu, który „żył w przyjaźni z Bogiem, a następnie znikł, bo zabrał go Bóg” (Rdz 5, 24); o Mojżeszu, o którym tradycja żydowska powiada, że „zasiadł na Tronie Chwały (...) i oczekuje godziny Mesjasza”; a zwłaszcza o Eliaszu, który „wśród wichru wstąpił do niebios” (2 Krl 2, 11). Dzięki temu, poniekąd przez analogię, byli w stanie „zrozumieć” (w tym miejscu cudzysłów wydaje mi się konieczny), że Jezus — czyli Ktoś o wiele większy od tych bohaterów Starego Testamentu — wszedł w tajemnicę Boga. Nawiasem mówiąc, w chwili Przemienienia Jezusowi towarzyszą właśnie dwaj „wniebowzięci”: Mojżesz i Eliasz.

Nawiązanie do obu tych postaci ma swoją głębię, czytelną dla znawców Pisma. Wszak Mojżesz, nim odszedł, wygłosił nad dwunastoma pokoleniami Izraela błogosławieństwo. Było ono także ostatnim czynem Jezusa, który „podniósłszy ręce, błogosławił ich” (tj. Apostołów). Warto dodać, że takie błogosławieństwo było wówczas zarezerwowane dla kapłanów — Jezus objawia się tu zatem jako Arcykapłan. Pięknie pisze o tym Benedykt XVI: „Jego ręce są nadal wyciągnięte nad tym światem. Te błogosławiące ręce Chrystusa są jakby chroniącym nas dachem. Są one jednak równocześnie gestem otwarcia, który rozrywa świat, ażeby weszło do niego niebo i mogło w nim stać się obecnością” („Jezus z Nazaretu”).

Z kolei Eliasz tak oto odpowiada na prośbę swojego ucznia Elizeusza, nalegającego, ażeby przeszły nań „dwie części” Eliaszowego ducha. „Trudnej rzeczy zażądałeś — mówi. — Jeśli mnie ujrzysz, jak wzięty będę od ciebie, spełni się twoje życzenie; jeśli zaś nie ujrzysz, nie spełni się” (por. 2 Krl 2, 9-10). Jak wiadomo z Dziejów Apostolskich, uczniowie Jezusa  w i d z ą  Jego odejście (żeby nie było żadnych wątpliwości, Łukasz w dwóch wersetach aż dwukrotnie pisze o „patrzeniu”, a także o „intensywnym obserwowaniu”, „oglądaniu” i o „oczach”) — i Pan obiecuje im, że otrzymają nie tylko „dwie części” Jego ducha, ale że zstąpi na nich sam Duch Święty, Paraklet.

Ważnym elementem symbolicznym jest także obłok, wyraźna aluzja do Księgi Daniela, w której Syn Człowieczy „przybywa na obłokach nieba” (jest to też odwołanie do wielkich biblijnych teofanii, gdzie obłok staje się znakiem Bożej obecności, jak np. w Księdze Wyjścia). Daniel mówi następnie, że Syn Człowieczy będzie dzierżył władzę królewską (w tym władzę sądzenia), a służyć Mu będą „wszystkie narody, ludy i języki”. I dalej: „Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie” (por. Dn 7, 13-14).

Dziwna siła rozstania

Dlaczego o tym piszę? Bo w Apostołach, znających przecież dobrze Księgę Daniela, to skojarzenie zrodziło marzenie bardzo ziemskie i polityczne. Odważyli się zatem zapytać Zmartwychwstałego: „Czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?”, nie po raz pierwszy pokazując, jak niewiele jeszcze rozumieją. Jezus odpowiada im na to w sposób zdecydowany: „Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swą władzą”. I dalej: „będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii [w krainie znienawidzonej przez Żydów — JP], i aż po krańce ziemi” (por. Dz 1, 6-8). Podobne słowa padają też w Łukaszowej Ewangelii: w imię Chrystusa „głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy” (Łk 24, 47; podkreśl. moje).

Ostatni element języka symbolicznego stanowi obecność aniołów („mężów w białych szatach”), którzy zapowiadają powtórne przyjście Mesjasza. Jest ich dwóch, bo w ówczesnej żydowskiej praktyce sądowej konieczne były zeznania dwu albo trzech świadków (por. Pwt 19, 15) — dopiero wtedy sprawa stawała się wiarygodna. A zatem: Chrystus powróci — mówią aniołowie. I wówczas ziści się wizja Daniela i wielu innych proroków: „I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu...” (Ap 21, 4).

Tyle — w publicystycznym skrócie — o biblijnych symbolach. W Łukaszowej relacji o Wniebowstąpieniu są również konkrety. Na przykład bardzo konkretna jest mowa Jezusa („Nie wasza to rzecz...”), a także „nagana” udzielona uczniom przez aniołów („Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?”). Zadaniem uczniów Jezusa Chrystusa — zdaje się mówić święty Łukasz — nie jest ustalanie dat Paruzji ani bezczynne oczekiwanie na cud. Jest nim dawanie światu świadectwa („Będziecie moimi świadkami”) i nieustanna odpowiedź na Jego błogosławieństwo: „z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w Świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga” (Łk 24, 52-53).

Jest w tym ewangelicznym cytacie jedna rzecz zdumiewająca — i zwraca na nią uwagę Benedykt XVI. Czytamy bowiem, że uczniowie rozstali się z Panem, a mimo to odczuwali „wielką radość”. Czy nie ma w tym sprzeczności? Dzieje się tak — mówi Papież w książce „Jezus z Nazaretu” — bo uczniowie Chrystusa „nie czują się opuszczeni. Nie myślą, że Jezus odszedł daleko i znikł w jakimś niedostępnym dla nich niebie. Są najwidoczniej pewni Jego nowej obecności. (...) Wiedzą, że jest On tak bliski, jak może być tylko Bóg”.  


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: symbol egzegeza wniebowstąpienie Symbole ewangelia według św. Mateusza Dzieje Apostolskie Ewangelia według św. Łukasza zasada hermeneutyczna