Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ks. Jan Słomka

Czy piekło jest puste?

O ostatniej książce Hansa Urs von Balthasara

Wydana ostatnio książka Balthasara, "Czy wolno mieć nadzieję, że wszyscy będą zbawieni?" nie jest — jakby się mogło przy pobieżnej lekturze wydawać — książką odpowiadającą na pytanie: czy wszyscy będą zbawieni? Jest to praca o nadziei, i o tym, że teologia nie może być budowana jako "system".

W świetnym wprowadzeniu do polskiego wydania książki szwajcarskiego teologa autorstwa ks. Stanisława Budzika zostało podanych wiele podstawowych inspiracji, z których czerpał Balthasar (Erich Przywara, Karl Barth i Adrienne von Speyer), ale najdonioślejszy — jak sądzę — wydaje mi się wpływ Orygenesa.

Hans Urs von Balthasar przez całe życie czytał Orygenesa. Takie było moje pierwsze wrażenie, gdy wziąłem do ręki inną jego książkę: "Duch i Ogień", która jest wyborem tekstów Orygenesa zestawionym przez szwajcarskiego teologa i napisanym przez niego wprowadzeniem. Przypadek Orygenesa zapewne nuczył Balthasara tego, że jeżeli teologię rozumie się jako "system", dzieje się wówczas to, co stało się z myślą greckiego Ojca w rękach jego uczniów — choć została litera, nie było już w niej ducha, który daje życie.

SPÓR O KSZTAŁT WIARY

Jako teolog, Balthasar nie mógł i oczywiście nie chciał uciec od zmierzenia się z problemem rzeczy ostatecznych, czyli pytaniem o zbawienie i potępienie człowieka. Teolog z Bazylei, choć niewątpliwie rozmyślał nad tym zagadnieniem długo, zmierzył się z nim ostatecznie dopiero pod koniec życia. W roku 1986 opublikował tekst pt. "Czy wolno mieć nadzieję" ("Was dürfen wir hoffen?"), następnie w roku 1987 "Krótki dyskurs o piekle" ("Kleiner Diskurs über die Hölle"). Wreszcie w roku 1988, na dwa miesiące przed śmiercią, wygłosił na Wydziale Teologicznym w Trewirze wykład pt. "Apokatastaza". Teolog z Bazylei chciał, aby te trzy eseje teologiczne były wydawane razem, i tak zostały wydane w polskim tłumaczeniu.

Oczywiście każdy, kto podejmuje ten temat, musi liczyć się z polemiką. Również Balthasar musiał odpowiadać na zarzuty wobec swoich propozycji odnośnie chrześcijańskiej eschatologii. To zresztą należy do natury dociekań teologicznych. Jest to normalny, stosowany od początku chrześcijaństwa sposób uprawiania refleksji teologicznej: przedstawienie swoich propozycji, aby mogły zostać ocenione i skrytykowane przez innych teologów, a dalej odpowiadanie na postawione zarzuty. Przy czym, co oczywiste, istotną częścią polemiki teologów katolickich jest zawsze pytanie o wierność Magisterium. Kiedy więc Balthasar zaczął przedstawiać swoje opinie odnośnie rzeczy ostatecznych, został, jak pisze "dość niedelikatnie przywołany do porządku przez redaktora »Skały« (Der Fels), G. Hermesa" (s.151).

Hermes i inni teologowie zarzucili mu, że głosi tezy sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Balthasar ustosunkował się do tych krytycznych głosów. Przy okazji tej polemiki po raz kolejny powstała sytuacja, która powtarza się niezmiennie za każdym razem, gdy podejmowany jest temat zbawienia i potępienia. Chodzi mianowicie o zniekształcanie poglądów. Balthasar pisze: "W czasie konferencji prasowej w Rzymie, zasypywany pytaniami o piekło, wyjawiłem moje poglądy, co doprowadziło do poważnych zniekształceń w relacjach prasowych" (s. 42). To nie jest przypadek, zła wola dziennikarzy czy niezdolność szwajcarskiego teologa do jasnego wyłożenia swojej myśli. To jest nieuniknione, gdy problem taki, jak rzeczy ostateczne, usiłuje się przykroić do języka gazety codziennej. Nieuniknione w takim wypadku uproszczenie i spłaszczenie zagadnienia musi nie tylko zaciemnić, ale i wprost zniszczyć to, co najważniejsze.

Balthasar odpowiada na zarzuty i na zniekształcenie swojej myśli w sposób godny "wielkiego teologa": podaje obszerne studium tematu. Przy czym jego polemika w żaden sposób nie ogranicza się do dyskusji na temat prawdziwości czy fałszywości konkretnych tez, ewentualnie do wykazania literalnej zgodności tej czy innej tezy z dogmatami. Jest to spór o sposób uprawiania teologii, a więc o sposób pojmowania naszej wiary, więcej — o wewnętrzny kształt naszej wiary.

W dyskusji tej ścierają się dwa sposoby uprawiania teologii, które różnią się tak głęboko, że wydaje się, iż nie jest możliwa dyskusja pomiędzy nimi. To bardzo pesymistyczne stwierdzenie, ale takie wrażenie odnosi się podczas lektury tych fragmentów, w których Balthasar przytacza zarzuty, jakie mu postawiono. Trudno pokusić się tutaj o jasne wyartykułowanie różnic pomiędzy tymi sposobami uprawiania teologii, jeszcze trudniej byłoby je precyzyjnie opisać, ale pozostaje nieodparte wrażenie, że krytycy szwajcarskiego myśliciela wyczytali u niego to, czego nie napisał.

SPRZECZNE WYPOWIEDZI PISMA

Aby móc czytać i zrozumieć tekst Balthasara potrzebne jest nie tyle przygotowanie teologiczne, choć jest ono oczywiście konieczne, co pewna postawa umysłu. Nie wolno bowiem przystępować do lektury tej książki oczekując jedynie, że zostanie dostarczona ostateczna, dobrze poparta argumentami odpowiedź na pytanie: czy piekło jest puste czy też nie? W ten sposób czytelnik stawia się w pozycji podobnej do dziennikarza, który przychodzi na konferencję prasową i chce się tylko jak najszybciej dowiedzieć: tak czy nie.

Książka Balthasara jest medytacją. Zachowuje oczywiście wszelkie rygory metodologii teologicznej, co więcej jest znakomitym pokazem uprawiania teologii, ale właśnie dlatego jest medytacją nad tajemnicą. A w medytacji ważny jest nie tylko wynik końcowy. W medytacji ważny jest każdy kolejny krok, razem przebyta droga. Balthasar więc prowadzi czytelnika wspaniałą drogą teologicznych tradycji kościelnych: poprzez Pismo Święte, Ojców Kościoła, Tomasza z Akwinu, świadectwa mistyków i autorów nowożytnych. Do każdego z nich podchodzi z szacunkiem. Nie stara się wpasować ich w jeden schemat: tu zwolennicy — tam przeciwnicy tezy o powszechnym zbawieniu. Stara się odtworzyć możliwie wiernie ich myśl.

W całej pełni takie podejście ujawnia się już przy rozważaniu "dwóch szeregów wypowiedzi Nowego Testamentu, których synteza nie jest ani dozwolona ani możliwa: pierwszy szereg mówi o wiecznym potępieniu, drugi o tym, że Bóg chce i może zbawić wszystkich ludzi" (s. 51).

Balthasar przedstawia te dwa szeregi wypowiedzi nowotestamentalnych i omawia pewne istniejące już wśród biblistów i teologów próby systematyzacji. Teksty mówiące o potępieniu wiecznym próbowano bowiem uznać za teksty przedpaschalne, natomiast teksty mówiące o powszechnej woli zbawczej Boga jako popaschalne i w ten sposób wykazać, że te drugie są ważniejsze, że one jakby unieważniają teksty przedpaschalne. W ten sposób można by powiedzieć, że mamy prawo uznać za wiążące i ostateczne te teksty nowotestamentalne, które podkreślają powszechną zbawczą wolę Boga. Szwajcarski myśliciel oczywiście nie pozwala sobie na taką łatwą systematyzację i konkluduje: "nie da się w sposób przejrzysty usystematyzować aspektów przedpaschalnych i popaschalnych. Wymagany przez pierwszą grupę lęk przed możliwym zatraceniem nie jest bynajmniej zbagatelizowany — przez drugą grupę tekstów — na rzecz wiedzy o wyniku sądu" (s. 63).

W tym miejscu Balthasar najwyraźniej odróżnia swoje poglądy od rozstrzygnięć jednego z wielkich mistrzów swojej teologii, Karla Bartha. Pisze: "To stwierdzenie, (o nadziei, która przeważa nad lękiem) jest wypowiedzią egzystencjalną, choć teologicznie uzasadnioną, nie ma jednak charakteru systematycznego. Nie powinno się więc go wyjaśniać przy pomocy tez tworzących system, jak w przypadku Karla Bartha, według którego Jezus, Wybrany Boga, został odrzucony w miejsce grzeszników, aby nikt oprócz Niego nie zginął. (...) trzeba się zdystansować od tak systematycznych wypowiedzi i ograniczyć się do nadziei chrześcijańskiej, która nie jest maskowaniem ukrytej wiedzy" (s.63). Zawsze, gdy gdzieś w teologii pojawia się projekt rozwiązania ostatecznego, "wiedzy", choćby "maskowanej", Balthasar dystansuje się od takiego rozwiązania.

 

ORYGENES I APOKATASTAZA

Teolog z Bazylei, badając pisma Orygenesa, doskonale wie, że nie głosił on apokatastazy rozumianej jako pewność powszechnego zbawienia (prawda ta nie dotarła jeszcze do powszechnej świadomości teologów). Jeżeli już szukać Ojca Kościoła, który wyrażał zdecydowane przekonanie o zbawieniu wszystkich ludzi, to będzie nim przede wszystkim św. Grzegorz z Nyssy. Oczywiście Grzegorz jest uczniem swojego wielkiego poprzednika, jego nauka wyrosła z wpływu Orygenesa, ale Grzegorz uprawiał własną teologie i nie ograniczał się do powtarzania cudzych tez.

Orygenes nie przedstawiał w konsekwencji żadnego ostatecznego rozwiązania, lecz ciągle od nowa medytował nad tą tajemnicą. Ta medytacja prowadziła go wciąż w tym samym kierunku, ku nadziei, ku ufności, że Boża miłość zwycięży. Natomiast nadzieja ta nie prowadziła już Orygenesa ku jakimkolwiek ostatecznym stwierdzeniom. Prowadziła go do coraz większego wysiłku, by podobać się Bogu. Nadzieja ta również nie usuwała lęku przed popełnieniem grzechu, w żaden sposób nie przekładała się na uspokajające stwierdzenie, że nie ma powodu, aby się martwić, bo na pewno wszystko będzie dobrze.

Kiedy więc Balthasar przeciwstawia koncepcje Orygenesa i Augustyna, to nie zestawia ze sobą dwóch równorzędnych poglądów: jednego, który twierdzi, że wszyscy będą zbawieni, i drugiego, który utrzymuje, że będą i zbawieni i potępieni. Balthasar przeciwstawia tego, który medytuje, temu, który wie. Pisze: "Mimo to jego [Augustyna] stanowisko oznacza o tyle punkt zwrotny w historii Kościoła, o ile Augustyn wyjaśnia dotyczące teksty w sposób, który ukazuje, że po prostu »wie«" jaki będzie wynik Boskiego sądu" (s. 77-78). W tym punkcie, mimo całego szacunku dla głębi wiary, wielkości teologicznej i geniuszu Augustyna, Balthasar zdecydowanie przeciwstawia się jego rozwiązaniu.

"PIEKŁO DLA INNYCH"

Przez całą książkę przewija się jeden motyw — protest przeciw "wiedzy", systematyzacji, przeciw podejściu do tajemnicy ostatecznego losu człowieka, jak do problemu, na który można i trzeba dać ostateczną, obiektywną odpowiedź. Nigdzie jednak ten protest Balthasara nie dochodzi do głosu wyraźniej niż w rozdziałach "Piekło dla innych" i "Radość z potępienia". Teolog z Bazylei opisuje w nim istniejącą od czasów Tertuliana i Augustyna tradycję teologiczną, która uznawała, że "wie", iż w piekle będą jacyś potępieni. Zdecydowanie i jednoznacznie odrzuca tą tradycję: "Biada mi, jeżeli patrząc wstecz, śledzę, jak inni, którzy nie mieli tyle szczęścia co ja, toną pod naporem fal. Kiedy obiektywizuję piekło i czynię z niego teologiczno-naukowy »przedmiot« i zaczynam rozważać, ilu popada w piekło, ilu go unika. Gdyż w tym momencie wszystko się zmienia: piekło nie dotyczy już mnie, staje się tym, co dosięga »innych«" podczas gdy ja dzięki Bogu umknąłem przed nim. (...) Można przyjąć za motyw charakterystyczny dla dziejów teologii, iż ten, kto wypełnia piekło przez massa damnata grzeszników, sam ustawia siebie za pomocą jakiegoś świadomego lub nieświadomego tricku (może ostrożnie ale jednak ufnie) po drugiej stronie" (s.172-173).

Taka wspólnie przebyta droga — medytacja, choć nie jest prostą odpowiedzią na pytanie, jednak w żadnym wypadku nie jest również wprowadzeniem w coraz większą niepewność, nie jest pokazywaniem, że jeden teolog myślał tak, inny zaś inaczej. Tym samym nic nie wiadomo i każdy może sobie myśleć, co chce. Medytacja teologiczna Balthasara wprowadza nas w głąb tajemnicy i rozświetla umysł. Niewątpliwie zmienia i pogłębia rozumienie medytowanej tajemnicy. W miejsce tak krytykowanej przez szwajcarskiego myśliciela "wiedzy" czy lepiej powiedzieć — systematyzacji — daje głębsze spojrzenie, jakby zmianę perspektywy. Wyprowadza z wąskich zaułków.

DRAMAT NADZIEI

Tajemnica, w którą wprowadza nas teolog z Bazylei jest przede wszystkim tajemnicą nadziei. Balthasar, zgłębia pojęcie nadziei, a tym samym wskazuje, że w tytułowym pytaniu jest to słowo najważniejsze. I stwierdza, że "wiedza" zabija nadzieję. Przytacza słowa Piepera: "Kto ma na względzie jedynie sprawiedliwość Bożą, jest w stanie mieć tak małą nadzieję jak ten, kto dostrzega jedynie miłosierdzie: obaj popadają w beznadzieję, pierwszy w beznadziejność zwątpienia, drugi zuchwałości. Jedynie nadzieja jest w stanie pojąć wykraczającą poza wszelkie przeciwieństwa rzeczywistość Boga" (s.148).

Ta nadzieja, aby była autentyczna nie może być nadzieją ograniczoną, dotyczącą jedynie mnie, czy mniej lub bardziej licznych "wybranych". Jedyna autentyczna nadzieja to nadzieja obejmująca wszystkich. Balthasar cytuje kard. Ratzingera, który przywołuje "Drugi List Klemensa": "Nie powinniśmy małodusznie myśleć o naszym ocaleniu, gdyż myśląc o nim małodusznie, tak samo odnosimy się również do naszej nadziei". Balthasar pisze: "Miłość nie potrafi inaczej, jak tylko mieć nadzieję na pojednanie wszystkich ludzi w Chrystusie. Taka bezgraniczna nadzieja jest po chrześcijańsku nie tylko dozwolona, ale również nakazana" (s.188-189).

Przy czym nigdy dosyć podkreślania, że chodzi tu o nadzieję, która jest radykalnie różna od najbardziej nawet maskowanej wiedzy. Ta różnica wyraża się w dramatyczności. Wiedza znosi dramat, nadzieja nie znosi dramatu. Dlatego każdy chrześcijanin ma obowiązek traktować możliwość piekła z najwyższą powagą, ale przede wszystkim w odniesieniu do siebie, w przepowiadaniu zaś — zawsze w kontekście wezwania do nawrócenia. Balthasar z aprobatą cytuje słowa Rahnera: "Musimy postawić obok siebie, bez sporządzania bilansu, słowa mówiące o powszechnej zbawczej woli Boga, o odkupieniu wszystkich przez Chrystusa i obowiązku nadziei zbawienia dla wszystkich oraz zdanie mówiące o rzeczywistej możliwości wiecznej zatraty. Co zaś się tyczy przepowiadania, to należy obok wyraźnego podkreślania piekła jako możliwości trwałego sprzeciwu, równie wyraźnie zachęcać do pełnego nadziei i ufności oddawania się nieskończonemu miłosierdziu Boga" (s.188).

Lektura książki Balthasara nie tylko i nie przede wszystkim powiększa naszą wiedzę o nadziei. Myśl szwajcarskiego myśliciela ma w sobie jakąś moc zaszczepiania w nas nadziei wyzwolonej z ciasnego partykularyzmu. Kiedy czyta się medytacje teologa z Bazylei coraz jaśniejsze staje się, że problem zbawienia i potępienia nie jest jednym z wielu problemów teologicznych, na który akurat teraz przyszła moda. Okazuje się on soczewką, która skupia w sobie podstawowe dylematy i rozdroża dzisiejszej teologii. Paradoksalnie, poprzez gwałtowność swoich ataków, potwierdzają to również polemiści szwajcarskiego teologa.

Znamienne, że zarówno pierwsze jak i ostatnie zdanie książki Balthasara, mówi o sądzie. Książka rozpoczyna się od słów: "My wszyscy, którzy żyjemy wiarą chrześcijańską i — na ile pozwala nam jej misteryjny charakter — usiłujemy ją także zrozumieć, »podlegamy sądowi«", a kończy się słowami: "... poprzestańmy na stwierdzeniu, że podlegamy ostatecznie Boskiemu sądowi".

WIZJA MĄK PIEKIELNYCH

Można żywić nadzieję, że myśli Balthasara staną się inspiracją, która przyczyni się do odnowienia przepowiadania, kaznodziejstwa o rzeczach ostatecznych. Niewątpliwie ostatnio mało jest w kazaniach i homiliach tematyki poświęconej piekłu. Być może dzieje się tak dlatego, że tradycja, którą zresztą szwajcarski myśliciel tak krytycznie potraktował, a więc tradycja zobiektywizowanego mówienia o piekle i roztaczania na kazaniach wizji mąk piekielnych jakie czekają grzeszników, faktycznie nie ma już w sobie takiej żywotności, aby inspirowała księży głoszących niedzielne homilie. Wielu więc unika tego tematu.

Tymczasem Balthasarowe spojrzenie na tajemnicę sądu i nadziei, sprawiedliwości i miłosierdzia Bożego, poprzez integralne włączenie do refleksji wymiaru osobistego, poprzez spojrzenie na piekło jako na rzeczywistość jaka dotyczy nie tyle innych, co mnie, i wreszcie poprzez potraktowanie tej tajemnicy w perspektywie nadziei, a nie "wiedzy", niesie w sobie wezwanie do nawrócenia. Jest więc ze swej natury teologią pobudzającą do głoszenia o Bożym sądzie, któremu wszyscy podlegamy i o autentycznej dramatyczności tego sądu — dramatyczności naszego życia.


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: zbawienie wiara nadzieja Karl Rahner Hans Urs von Balthasar Augustyn Orygenes apokatastaza piekło czyściec niebo Karl Barth Erich Przywara
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W