Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Józef Majewski

Cud modlitwy

Nad katechizmem 27

"Godność osoby ludzkiej ma podstawę w stworzeniu jej na obraz i podobieństwo Boże (...)" - tak Katechizm zaczyna swoje rozważania na temat powołania człowieka (nr 1700). Teologowie, jak to zwykle bywa w ich fachu, są podzieleni co do biblijnego znaczenia zwrotu "na obraz i podobieństwo Boże" (Rdz 1, 26-27), ale zgadzają się ze sobą przynajmniej w odniesieniu do jednej podstawowej prawdy: biblijna formuła wskazuje na istotne powiązanie człowieka z Bogiem - człowiek jest otwarty na Jego nieskończoną tajemnicę, jest sobą właśnie w tym otwarciu. Innymi słowy: odpowiedzią na pytanie o tajemnicę człowieka może być tylko tajemnica Boga. Tylko Jego nieskończoność może wypełnić przepastną głębię ludzkiego wnętrza, ale też w Bożym świetle dopiero widać, że wnętrze to rzeczywiście jest nieskończenie głębokie. Bóg wpisany jest w definicję człowieka. Chodzimy zawsze w ożywczym cieniu Jego skrzydeł.

Jeżeli dla kogoś powyższe sformułowania brzmią nazbyt wzniośle i nad miarę dramatycznie, to powiem, że właśnie o takie brzmienie w nich chodzi. Wszak w oczach wiary życie człowieka, każdego człowieka na ziemi jest wzniosłe i dramatyczne, nawet jeśli nawiedza je szarość, małość i kruchość. Psalmista upodobał sobie we wzniosłości: "O Panie, Boże nasz (...). Cóż jest człowiek, że pamiętasz o nim, syn człowieczy, że go nawiedzasz? Uczyniłeś go niewiele mniejszym od niebieskich mocy, chwałą i blaskiem ukoronowałeś go" (Ps 8, 5-6).

Co w tym kontekście dokładniej znaczy, że życie każdego człowieka jest wzniosłe i dramatyczne? Oznacza to między innymi, że nasze życie - w jego codziennej szarości, małości i kruchości - nieustannie porusza się nad niezgłębionymi przepaściami Boga niepojmowalnego, i źródła wszelkiej tajemnicy. A to oznacza, że ociera się o nieskończenie ważne pytania i sprawy, rozpięte jest między poszukiwaniem prawdy i demaskowaniem kłamstwa, między dobrem i złem, między miłością i nienawiścią, wiernością i zdradą, wolnością i zniewoleniem, szczęściem i nieszczęściem, zbawieniem i potępieniem... I na tym polega między innymi ludzka godność. Katechizm ujmuje to tak: "(Osoba ludzka) Od chwili poczęcia (...) przeznaczona jest do szczęścia wiecznego. (...) uczestniczy w świetle i mocy Ducha Bożego. (...) Swoją doskonałość znajduje w «poszukiwaniu i umiłowaniu tego, co prawdziwe i dobre». (...) «Człowiek (z powodu grzechu) jest wewnętrznie rozdarty. (...) całe życie ludzi, czy to jednostkowe, czy zbiorowe, przedstawia się jako walka, i to walka dramatyczna, między dobrem i złem, między światłem i ciemnością»" (nr 1703-1707).

Mógłby ktoś powiedzieć, że w gruncie rzeczy to, co przed chwilą napisałem, wydarza się tylko nielicznym, jedynie jakimś wyjątkowym ludziom, osobom świętym czy nadwrażliwym poetom, niejako zawodowo przechadzającym się nad przepaściami, znajdującymi upodobanie w rzeczach najważniejszych. Owszem, byłoby tak, gdyby nie istniało... doświadczenie modlitwy. Modlitwa, szczególnie wieczorna, najłatwiej dostępna ludziom przechadzającym się na średnich wysokościach, to w gruncie rzeczy spotkanie ciemności ze światłością. Każdy, kto wchodzi do wnętrza modlitwy, staje na skraju nieskończonej przepaści Boga. Może albo rzucić się w nią, albo zawrócić. W takiej chwili człowiek odkrywa - choćby w rachunku sumienia - że to dramatyczne "albo, albo" (S. Kierkeegard) wypełnia po brzegi codzienność. Ustawicznie myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem po stronie jednego lub drugiego "albo". Bierzemy na co dzień udział we wzniosłym dramacie. Ludzka godność jest nieutracalna...

Bez wątpienia każda epoka, chcąc nie chcąc, tworzyła sobie właściwe przeszkody w przeżywaniu życia jako czegoś wzniosłego i dramatycznego, a tym samym zagrażała ludzkiej godności. W każdej epoce bardziej lub mniej starannie zamazywano Boży obraz w człowieku. Tak dzieje się również dzisiaj, chociaż współcześnie przeszkody te są tworzone w jakimś monstrualnie zagęszczonym wymiarze (por. KKK, 1723). Symbolem tej gęstości jest nieskończona liczba bombardujących nas każdego dnia reklam. Współczesna kultura z nieubłaganą konsekwencją upodabnia się do reklamy, krzykliwej i pustej. Jak w reklamie, znikają z niej rzeczy, za które można oddać życie, a zjawiają się takie, które oddaje się na sprzedaż. Jak w reklamie, nie ma już stałej hierarchii wartości, każdy dzień, każda chwila przynosi nową: dziś najważniejsze są czekoladki, jutro pasta do zębów... Tak naprawdę kultura współczesna usadowiła się poza dobrem i złem, poza prawdą i kłamstwem - w reklamie każde kłamstwo jest dozwolone, byleby tylko udało się sprzedać produkt. Kłamstwu i złu nie odpowiada sankcja, ale sukces. W takiej kulturze dokonuje się wyboru między jednym i drugim proszkiem do prania, nie zaś między dobrem i złem...

W świecie poza dobrem i złem nie ma miejsca na wzniosłość i dramatyczność ludzkiego życia, niewiele sensu ma więc ludzka godność. Czy aby przywrócić jej sens, nie należałby powrócić do modlitwy?



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: wolność zniewolenie modlitwa godność szczęście dramat wzniosłość