W górach zostawił swój ślad

Górska sceneria była dla św. Jana Pawła II miejscem kontemplacji i modlitwy. To właśnie w górach Ojciec Święty rozmawiał z Najwyższym

Górska sceneria była dla św. Jana Pawła II miejscem kontemplacji i modlitwy. To właśnie w górach Ojciec Święty rozmawiał z Najwyższym.

Człowiek po raz pierwszy postawił stopę na Mont Blanc, najwyższej górze Europy, 8 września 1786 r. Dwieście lat później — 7 września 1986 r. helikopter, w którym znajdował się Jan Paweł II, wylądował pod tym samym szczytem, na wielkim lodowcu Brenva, położonym na wysokości 3700 m n.p.m. Papież — ubrany na biało, bez czapki, spacerował po morzu śniegu otoczonym granitowymi górami, aż w końcu zatrzymał się na ok. 10 minut, żeby podziwiać wyjątkową scenerię i się pomodlić. Tego dnia oficjalny program wizyty w Valle d'Aosta obejmował podróż helikopterem z Aosty do Courmayeur, a następnie na szczyt Mont Chétif, gdzie papież miał przekazać całemu światu orędzie pokoju i odmówić modlitwę Anioł Pański u stóp figury Maryi. Jan Paweł II jednak wyraził pragnienie, by zawieziono go również na Mont Blanc. Jego zdjęcie na lodowcu Brenva obiegło świat i uzmysłowiło ludziom, jak bardzo papież Polak jest związany z górami.

Jan Paweł II był pod ogromnym wrażeniem gór Doliny Aosty, dlatego postanowił spędzić tu letnie wakacje. Wracał w to miejsce aż dziesięć razy — po raz ostatni w 2004 r. Ksiądz Alberto Maria Careggio, który jako przedstawiciel miejscowej kurii biskupiej zajmował się organizacją wyjazdów papieża i często towarzyszył mu podczas tych podróży, stwierdził kiedyś: „Jan Paweł II to teolog gór”. Dla niego szczyty gór i lodowce, szum strumieni i wodospadów, spokojne alpejskie jeziora, zielone łąki są „słowami” Boga i mówią nam o Stwórcy. Górska sceneria była dla papieża miejscem kontemplacji, modlitwy — można nawet powiedzieć, że to właśnie w górach Ojciec Święty rozmawiał z Najwyższym.

Podczas alpejskich wakacji i wycieczek w góry Janowi Pawłowi II towarzyszyli żandarmi watykańscy, w tym Egildo Biocca — alpinista z Celano w Abruzji. W 1978 r. — roku trzech papieży — Biocca pracował już w Watykanie w Korpusie Straży (taka była wówczas nazwa watykańskiej żandarmerii). 16 października po raz pierwszy zobaczył nowo wybranego papieża w loggii Bazyliki św. Piotra. Pierwsze, co uderzyło go w Janie Pawle II, to doniosły głos, który odzwierciedlał jego siłę fizyczną. Później odkrył, że Ojciec Święty jest sportowcem, miłośnikiem gór i narciarstwa. Przez to wydał mu się jeszcze bardziej „sympatyczny”, bo Egildo — urodzony w górach, niedaleko Gran Sasso — również był narciarzem, a do tego świetnym piechurem (nieprzypadkowo odbywał służbę wojskową w oddziałach alpejskich). Jego znajomość gór, siła fizyczna i umiejętności narciarskie sprawiły, że to on stał się właśnie jednym z organizatorów prywatnych wycieczek papieża i jego stałym towarzyszem.


Włodzimierz Rędzioch: Kiedy zaangażowano Cię w organizację prywatnych wyjazdów Jana Pawła II?

Egildo Biocca: Nie uczestniczyłem tylko w pierwszych dwóch prywatnych wycieczkach Ojca Świętego. Nasz szef — Camillo Cibin wezwał mnie, kiedy się zorientował, że na tego typu wypady w góry są potrzebni odpowiednio przygotowani ludzie. Od tamtego czasu byłem zaangażowany w organizację wszystkich prywatnych „wypadów” Jana Pawła II, głównie w góry Abruzji.

Czy możesz powiedzieć, choć w przybliżeniu, ile prywatnych wycieczek poza Rzym odbył Jan Paweł II?

Ponad sto.

Takie „wypady” zwykle miały miejsce we wtorki lub piątki i trwały kilka godzin. W pewnym momencie jednak papież postanowił spędzić w górach część wakacji...

- Tak, we wrześniu 1986 r. Jan Paweł II złożył wizytę duszpasterską w Dolinie Aosty i postanowił wrócić na wakacje w Alpy. W 1987 r. udał się co prawda do Lorenzago w Cadore (prowincja Veneto), ale następnie dziesięć razy wracał do Doliny Aosty, gdzie mieszkał w miejscowości Les Combes.

Dlaczego akurat tam? Przecież to mała wioska obok miejscowości Introd...

Kiedy papież wyraził chęć spędzenia wakacji w Dolinie Aosty, ks. Alberto Careggio i szef pracowników leśnictwa Alberto Cerise wraz z Camillo Cibinem odbyli lot zwiadowczy helikopterem i zobaczyli, że właśnie tam, w odosobnionym miejscu, które może gwarantować prywatność, budowany jest dom. Potem pojechali samochodem do Les Combes i przekonali się, że to właściwe miejsce. W dodatku z tego domu można było podziwiać z jednej strony szczyt Mont Blanc, a z drugiej — górę Grivola w masywie Gran Paradiso. Budowa domu została ukończona przed latem i to właśnie tam była pierwsza rezydencja papieża. Należy przypomnieć, że później salezjanie, którzy mieli teren po sąsiedzku, postanowili wybudować nowy dom, który mógłby być używany przez nich, a także przez Jana Pawła II podczas wakacji.

Kto towarzyszył papieżowi i dbał o jego bezpieczeństwo?

Byliśmy my, watykańscy żandarmi, byli też włoscy policjanci z Inspektoratu Watykańskiego oraz pracownicy służb leśnych z regionu Doliny Aosty.

Kto decydował o trasach wyjazdów Jana Pawła II?

Decydował Camillo Cibin, który razem z Alberto Cerisem udawał się wcześniej w teren. Cerisemu zależało na tym, by pokazać papieżowi wszystkie doliny regionu. Wieczorem zapadała decyzja, dokąd się udać.

Kto towarzyszył Ojcu Świętemu w wycieczkach w góry?

Wyjeżdżaliśmy codziennie rano trzema samochodami: w pierwszym jechał Cibin, w drugim — papież z ks. Stanisławem Dziwiszem, Angelo Gugelem — papieskim kamerdynerem i ks. Tadeuszem Styczniem, natomiast w trzecim — lekarz Renato Buzzonetti i dyrektor Biura Prasowego Joaquín Navarro-Valls.

Czy towarzyszył ktoś jeszcze papieżowi?

Tak, najpierw przyjeżdżał ks. prał. Tadeusz Rakoczy, który pracował w Sekretariacie Stanu, a później przez wiele lat ks. Tadeusz Styczeń, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który objął Katedrę Etyki po kard. Wojtyle. Don Taddeo, jak go nazywaliśmy, uczył nas polskich piosenek, które potem śpiewaliśmy papieżowi. W ostatnich latach przyjeżdżała też s. Tobiana.

Jak wyglądały dni Jana Pawła II w Alpach?

Jak mówiłem, wyjeżdżaliśmy rano, aby udać się w ustalone miejsce, po czym rozpoczynał się marsz. Dokładnie w południe papież zatrzymywał się i odmawiał ze wszystkimi modlitwę Anioł Pański. Potem kontynuowaliśmy spacer. Niektórzy z nas szli przed grupą, aby przygotować posiłek — były to proste kanapki z wędliną, serami, bakłażanami i lokalnymi owocami. Następnie papież ucinał sobie krótką drzemkę, 20-30 minut. Budził się pełen energii. Uderzyło nas to, że ten krótki odpoczynek pozwalał mu odzyskiwać siły.

Gdzie Ojciec Święty spał?

Kiedy był jeszcze zdrowy, spał na ziemi, na kocu, często z kamieniem pod głową.

Dla Jana Pawła II te wyjazdy były nie tylko sposobem na regenerację sił, ale także okazją do podziwiania przyrody i stworzenia oraz do modlitwy, rozmowy z Bogiem. Dostrzegałeś to?

Przede wszystkim chciałem podkreślić, że my, żandarmi, byliśmy bardzo dyskretni i robiliśmy wszystko, aby mu nie przeszkadzać. Kiedy szedł ze spuszczoną głową, wiedzieliśmy, że się modli. Wyglądał wtedy na nieobecnego. Od czasu do czasu się zatrzymywał, spoglądał na krajobraz i znów zaczynał iść. Oczywiście, były chwile, kiedy rozmawiał z ks. Tadeuszem lub ks. Stanisławem, który przekazywał mu wiadomości — papież w czasie wakacji też był na bieżąco informowany o ważnych sprawach.

Co najbardziej podobało mu się w górach?

Papież lubił przyrodę: góry, lodowce, lasy, wodospady, strumienie — czasami zdejmował buty i zanurzał stopy w lodowatej wodzie.

Jakie miejsca Jan Paweł II lubił najbardziej?

Lubił wiele miejsc, ale mogę wymienić kilka: Val Ferret z masywem Grandes Jorasses, Val Veny z sanktuarium Notre Dame de Guérison, z którego widać Mont Blanc, i lodowiec Brenva, wioskę Valnontey prowadzącą do masywu Gran Paradiso, wieś Saint-Nicolas na wprost Introd z widokiem na Dolinę Aosty i Gran Paradiso ze szczytem Grivola, a także Val d'Ayas, nad którą dominuje szczyt Cervino. Kiedy pojechaliśmy pod Cervino, widok był tak spektakularny, że Don Stanislao zapytał: kto ma aparat?! My, z otoczenia papieskiego, nie powinniśmy mieć ze sobą aparatów fotograficznych, ale wówczas okazało się, że mieliśmy ich osiem.

Ksiądz Careggio powiedział, że papież był silnym i niestrudzonym piechurem...

To prawda. Chodził bez problemów również po specjalnych szlakach, które sprawiały innym trudności. Zawsze szedłem za nim na wypadek, gdyby się poślizgnął, ale nigdy mnie nie potrzebował. Czasami zwracał się do mnie: „Panie Biocca, idź i pomóż komuś...”.

Spotykaliście na szlakach innych ludzi?

Tak, papież był przeciwny niewpuszczaniu innych tam, gdzie chodziliśmy, wręcz przeciwnie — lubił spotykać się z ludźmi, zamienić z nimi kilka słów, przytulić dzieci. Na łąkach często spotykaliśmy pasterzy.

Jan Paweł II nie stronił od spotkań, ale cenił sobie dyskrecję ludzi z Valle d'Aosta...

To prawda. W innych rejonach ludzie byli często nachalni, mieszkańcy Doliny Aosty natomiast — bardzo dyskretni.

Wracając do wypraw papieża: co robiliście po południu?

Po południu Ojciec Święty odmawiał na osobności Różaniec, spacerował, a my wymyślaliśmy jakieś rozrywki, żeby urozmaicić czas.

Wiadomo, że papież lubił śpiewać...

To prawda, dlatego przede wszystkim śpiewaliśmy — pieśni górskie, alpejskie, wojenne i pieśni polskie. Jan Paweł II śpiewał lub wybijał rytm sztućcami. A potem było dużo żartów (śmiech)...

Czy można wiedzieć, co takiego robiliście?

Może nie powinienem o tym mówić, ale wspomnę choćby jedną zabawę — wszyscy, którzy towarzyszyli Ojcu Świętemu, musieli przejść „chrzest”.

Chrzest”?

Tak, dwóch lub trzech z nas brało jedną osobę i zanurzało jej głowę w wodzie strumienia. „Ochrzciliśmy” w ten sposób również dr. Buzzonettiego, Navarro-Vallsa, Gugela, Don Stanislao.

Czy Ciebie też „ochrzcili”?

We czterech próbowali mnie dopaść, ale zawsze się uwalniałem. Ojciec Święty śmiał się serdecznie, gdy widział nasze żarty, a my cieszyliśmy się, że się dobrze bawi.

Pod koniec lat 90. ubiegłego wieku choroba Parkinsona „unieruchomiła” papieża. Jak zmieniły się jego wyprawy w góry?

Zawsze wyjeżdżaliśmy autem i woziliśmy Jana Pawła II w wybrane miejsca w górach — głównie w miejsca widokowe, gdzie siedział na składanym krześle.

Słynne żółte krzesło, które widać na zdjęciach z gór...

Tak, ale mimo tych wszystkich problemów papież często starał się chodzić. Raz widziałem go idącego z krzesłem na ramieniu...

W 2004 r. Jan Paweł II po raz ostatni pojechał na wakacje w góry Doliny Aosty. Co pamiętasz z tego pobytu?

Pamiętam pewien znaczący moment. Ostatniego dnia byliśmy w Dolinie Ferret pod masywem Grandes Jorasses, niedaleko wodospadu. Papież siedział na swoim żółtym krześle i wzywał każdego z nas pojedynczo, żeby zrobić zdjęcie. Myślę, że chciał pozostawić każdemu z nas taką właśnie fotkę na pamiątkę. Przechowuję je skrzętnie jako symbol moich pobytów u boku Jana Pawła II w Dolinie Aosty...

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama