Oddaję go Tobie

Choroba mojego męża umocniła naszą wiarę

„Gratulujemy! Dostał pan pracę”. Ta dobra wiadomość była dużą ulgą dla mojego męża Toma i dla mnie. Jego nowe stanowisko w systemie oświaty miasta Buffalo zapewniało nam wyższy i bardziej stabilny dochód. Mając na utrzymaniu piątkę małych dzieci, ledwo wiązaliśmy koniec z końcem, poczuliśmy więc, że sprawy idą w dobrym kierunku. Nowa praca zapewniała nam także ubezpieczenie zdrowotne, co, dzięki Bogu, przyszło w samą porę.

TAJEMNICZY BÓL

Na krótko przed rozpoczęciem pracy nauczycielskiej Tom zaczął odczuwać bóle w dolnym odcinku kręgosłupa. Pojawiły się nie wiadomo skąd i nasilały się coraz bardziej. Zimą odwiedził kilku lekarzy, ale żaden z nich nie był w stanie stwierdzić, co się dzieje. Lekarze uznawali, że dolegliwości są związane ze stresem. My jednak czuliśmy, że ten wzmagający się ból jest objawem czegoś więcej niż stresu. W końcu doszło do tego, że Tom nie mógł prowadzić samochodu, położyć się ani pracować. W lutym, po powrocie do domu z kolejnej bezowocnej wizyty lekarskiej, stracił nagle władzę w nogach. Bez żadnego ostrzeżenia został sparaliżowany od pasa w dół. Wezwana karetka zawiozła Toma do szpitala, a ja zostałam z dziećmi w domu. Czekałam zdenerwowana, cały czas myśląc o tym, co tam się dzieje. Wreszcie zadzwonił telefon: „Pani mąż ma guz nowotworowy. Potrzebujemy pani pozwolenia na natychmiastową operację” — powiedział chirurg.

Lekarze zdiagnozowali złośliwy guz, który niebezpiecznie naciskał na rdzeń kręgowy Toma. Udzieliłam wymaganego pozwolenia i odłożyłam słuchawkę. Odczułam ulgę, że wreszcie wiadomo, skąd pochodzą jego bóle, ale byłam przerażona tym, co nas czeka. Zaczęłam więc modlić się do Boga o cudowne uzdrowienia męża z raka.

MODLITWA ZAWIERZENIA

Kiedy wieczorem mama zawiozła mnie do szpitala, przypomniała mi się nagle śmierć mojego ojca sprzed dwudziestu lat. Mama często opowiadała nam o tym, jak w pracy doznał rozległego zawału serca. Miał zaledwie pięćdziesiąt lat i cieszył się doskonałym zdrowiem — podobnie jak mój trzydziestodziewięcioletni mąż, gdy to wszystko się zaczęło. Serce uderzyło mi mocniej. Czyżby Tom także miał zaraz umrzeć?

Kiedy przed laty mama pojechała do ojca do szpitala, lekarze powiedzieli jej, że sprawa wygląda bardzo poważnie. Pomodliła się wtedy mówiąc, że jeśli on nie może wyzdrowieć, to pragnie „oddać go Bogu”. Ewidentnie Bóg przyjął jej modlitwę, gdyż po kilku minutach mój ojciec zmarł. Była to nasza rodzinna historia, a teraz przeżywałam ją ponownie ja sama — jadąc z mamą do szpitala w niepokojąco podobnych okolicznościach. Obecność mamy uświadomiła mi konieczność przyjęcia woli Bożej, niezależnie od wyniku operacji. Zaczęłam płakać. Czułam jednak, że pragnę wypełnienia się woli Bożej w stosunku do mnie i do Toma, jakakolwiek by ona była. Pomodliłam się więc: „Oddaję ci go, Boże. Zdaję się na Twoją wolę co do jego życia”. Była to najtrudniejsza modlitwa, jaką kiedykolwiek wypowiedziałam.

„DLACZEGO NAS TO SPOTKAŁO?”

Podczas operacji rodzina i przyjaciele towarzyszyli mi w poczekalni. Przez głowę przechodziły mi różne myśli. Przecież zawsze byliśmy wierni Bogu. Dlaczego nas to spotkało?

Tom przeżył operację, ale pozostało nam do stoczenia jeszcze wiele batalii. W dalszym ciągu nie chodził, a odzyskanie władzy w nogach zajęło mu całe lata. Ciągle wykrywano u niego kolejne złośliwe guzy — w głowie, w nodze itd. Lekarze przewidywali, że pozostały mu jedynie dwa lub trzy lata życia.

Tom przebywał w szpitalu przez kilka miesięcy. Przeszedł naświetlania, chemioterapię, rehabilitację i terapię zajęciową. Powoli dochodził do siebie. Przyjaciele modlili się za niego, ale żadne cudowne uzdrowienie nie nastąpiło — pozostała jedynie dobra, klasyczna terapia medyczna. Był to dla mnie zawód, ponieważ modliłam się gorąco o całkowite zniknięcie guzów. Zdałam się jednak na wolę Boga, toteż ufałam, że ta powolna i niepewna poprawa jest Jego odpowiedzią.

„TOM NIE UMRZE”

Tymczasem życie naszych dzieci toczyło się normalnie — szkoła, kontakty z kolegami, zwyczajny codzienny kołowrót. Prawdopodobnie nie zdawały sobie nawet sprawy, że ich ojciec niejeden raz był na granicy śmierci. Jego znajomym również trudno było w to uwierzyć, ponieważ zawsze był tak spokojny i ufny. Przylgnął mocno do obietnicy zawartej w wersecie biblijnym, który miał w pamięci: „Nie umrę, lecz będę żył i głosił dzieła Pańskie” (Ps 118,17).

Wiosną dowiedzieliśmy się, że Tom potrzebuje przeszczepu szpiku, co wiązało się z ryzykowną procedurą. Lekarze wyjaśnili, że będą musieli zniszczyć wiele z uszkodzonych komórek krwi Toma i zastąpić je zdrowymi komórkami dawcy. Przez kilka tygodni po zabiegu rekonwalescencja Toma przebiegała prawidłowo i byliśmy pełni optymizmu. Jednak pewnego poranka, gdy się obudził, okazało się, że jego mowa jest bełkotliwa. Poprosiłam pielęgniarki, żeby sprawdziły, co się dzieje, i szybko wykryto krwotok w mózgu.

Rozpoczął się wyścig z czasem. U Toma nastąpiło zatrzymanie akcji serca, a jego ciśnienie w pewnym momencie wynosiło zero. W tym stanie osłabienia operacja była niezwykle ryzykowna. Kiedy wjeżdżał na salę operacyjną, jeszcze raz zdałam się na wolę Bożą. Zadzwoniłam też do jednego z naszych przyjaciół z prośbą o modlitwę. Okazało się, że jest właśnie na konferencji katolickiego stowarzyszenia mężczyzn, poprosił więc o modlitwę wszystkich zebranych. Cała grupa uklękła i prosiła Boga o uzdrowienie Toma.

Wbrew przewidywaniom Tom przeżył operację. Co więcej, na drugi dzień zaraz po obudzeniu zaczął normalnie chodzić i mówić. Wypił nawet herbatę z pielęgniarkami. Lekarz prowadzący był tak zaskoczony, że nazwał go „Chodzącym Cudem”. Bóg wysłuchał naszych modlitw, uzdrawiając Toma poprzez lekarzy, operacje i przeszczep szpiku. Nie stało się to tak, jak tego oczekiwałam, ale Bóg przywrócił mu zdrowie, którego tak bardzo pragnęliśmy.

TAJEMNICZE DROGI BOŻE

Dzięki Bogu Tom już dwadzieścia cztery lata jest wolny od raka. Powrócił do zawodu nauczyciela, dożył ślubów piątki naszych dzieci i doczekał się czternaściorga wnucząt. Przez wszystkie te lata staraliśmy się „głosić dzieła Pana” — a przede wszystkim to, że Tom jest „Chodzącym Cudem”. Z każdym rokiem pogłębia się nasze przekonanie, że Bóg odpowiada na modlitwy na swój sposób i w swoim, a nie w naszym czasie.

Po przeszczepie szpiku zastanawialiśmy się z Tomem, czy rak jeszcze powróci. Zdawaliśmy sobie sprawę, że każda rocznica jego uzdrowienia nie jest czymś, co nam się należy, ale darem od Boga. Co roku po raz kolejny zdobywałam się na to, by powierzyć go Bogu, cokolwiek miałoby się wydarzyć. Jego życie — i zdrowie — wciąż przypomina nam, jak tajemnicze są drogi Boże oraz że warto im zaufać.

opr. ab/ab

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

reklama

reklama

reklama

reklama