Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Barbara A. Krawcowicz

Siła słowa

Zacznę od anegdoty: w jednym z warszawskich kościołów odbywają się co roku, w okresie Wielkiego Postu, tzw. rekolekcje dla poszukujących. Cieszą się one, o ile mi wiadomo, sporą popularnością zarówno wśród zdeklarowanych katolików, jak i ludzi, którzy się za członków Kościoła nie uważają. W ubiegłym roku wybrałam się na nie, namówiona przez działającą w akademickim duszpasterstwie koleżankę i zachęcona osobą rekolekcjonisty - był nim, wtedy jeszcze ksiądz biskup (dziś arcybiskup) Józef Życiński. Z trwających trzy dni zaledwie rekolekcji jeden moment szczególnie wrył mi się w pamięć. Ksiądz biskup zwrócił się wtedy bezpośrednio do nas - ludzi stojących w przedsionku wiary, w przedsionku Kościoła, do tych, którzy z różnych względów nie są w stanie, czy też nie chcą, przekroczyć tej ostatecznej granicy, wykonać "skoku w wiarę". Słowa księdza biskupa były pełne szacunku i szczerej sympatii, nie było w nich ani śladu, tak częstego, paternalistycznego poklepywania po główce. Ludzie niewierzący zostali potraktowani jak partnerzy, a nie jak błądzące w ciemnościach, nieświadome niczego i krnąbrne dzieci, które trzeba za rękę doprowadzić do światła i mądrości. Po raz pierwszy w życiu poczułam się wtedy w Kościele prawie jak w domu - sobą u siebie. Poczułam, że jest tam k(K)toś, komu na mnie naprawdę zależy, na mnie takiej, jaką jestem. I było to wspaniałe uczucie.

Rok później, zachęcona m.in. moją relacją, na rekolekcje wybrała się moja bliska znajoma. Z jednego z pierwszych zdań prowadzącego je kapłana dowiedziała się, że ludzie niewierzący są niewierzącymi po prostu dlatego, że tak jest im wygodniej - nie muszą bowiem przestrzegać Bożych przykazań, mogą, bez żadnych wyrzutów sumienia, do woli nurzać się w grzechu. Życie niewierzącego jest, innymi słowy, z racji jego niewiary, niekończącym się pasmem uciech, oczywiście grzesznych. Po takim dictum znajoma moja z trudem powstrzymała się od wyjścia z kościoła.

W słynnym stwierdzeniu księdza Tischnera jest wiele racji. Rzeczywiście: po spotkaniu z niejednym kapłanem wierzący może wiarę utracić, a niewierzący utwierdzić się w, mylnym jak sądzę, przekonaniu, że zajmowanie się Kościołem i wiarą religijną to czysta strata czasu. Czasem trzeba naprawdę bardzo wiele dobrej woli, jak w przytoczonym powyżej przypadku, by przejść nad wypowiedzią kapłana do porządku dziennego. Trzeba umieć powiedzieć sobie w duchu: "ksiądz też człowiek", przyznać mu tym samym prawo do popełniania błędów i spróbować się nie przejmować. Niejednokrotnie nie jest to proste. Na szczęście nie jest jednak niemożliwe.

Wielu niewierzących bacznie przygląda się Kościołowi i uważnie słucha kapłanów. Niektórzy czynią to faktycznie tylko po to, aby znaleźć pożywkę dla swojej niewiary, czy może raczej - dla swojej głęboko zakorzenionej niechęci. Najszczęśliwsi są wtedy, gdy usłyszą jakąś opowieść o niemoralnie prowadzącym się księdzu, który jeździ (najlepiej po pijanemu) bardzo drogim samochodem, a na dodatek jest antysemitą. Wtedy triumfują, kiwają głowami i ze źle skrywaną radością stwierdzają: "a nie mówiłem?". Ilekroć mam do czynienia z takimi ludźmi, jest mi ich szczerze żal. Podobnie, jak wszystkich tych, dla których podstawą tożsamości są stwierdzenia typu: "nie jestem jako ten celnik". Biedni to ludzie i, jeśli można tak to ująć, marnej próby jest ich niewiara.

Na szczęście są jeszcze inni i jest ich bardzo wielu, choć może mniej rzucają się w oczy. Patrzą oni na Kościół z życzliwą ciekawością, czasem przekraczają progi świątyń. Czego oczekują od kapłanów? Odpowiedź jest bardzo prosta - szacunku. Chcieliby, aby uszanowano ich wybór, aby dostrzeżono, iż droga, którą zdecydowali się podążać, nie jest pozbawiona sensu i jakiejkolwiek wartości. Najprościej rzecz ujmując - chcieliby być traktowani nie jak wrogowie albo dzieci, nie jak zbłąkane owieczki (zdaję sobie sprawę z tego, iż dla chrześcijan metafora ta ma konotacje pozytywne z uwagi na jej źródło, ale dla mnie owca to przede wszystkim zwierzę stadne nie grzeszące zbytnią inteligencją), ale jak równoprawni partnerzy, którzy mają od czasu do czasu coś ciekawego do powiedzenia.

Jeszcze kilka słów o pewnym zjawisku, które bardzo mnie niepokoi, ilekroć myślę o kapłanach. Chodzi mianowicie o niedocenianie siły słowa. Cechuje nas, być może jako naród, być może jako gatunek, niepokojąca skłonność do lekceważenia słowa w ogóle: "to tylko słowa", "nie liczą się słowa, lecz czyny" - powtarzamy sobie w duchu słuchając na przykład przedwyborczych obietnic. Pewna doza sceptycyzmu jest tutaj niewątpliwie godna polecenia - nie należy wierzyć we wszystko, co się słyszy. Jedno jednak nie ulega wątpliwości - słów lekceważyć nie wolno, a szczególnie nie wolno robić tego duszpasterzom. Banalna to, jak sądzę, prawda. I być może przez swą banalność właśnie tak często zapominana.

Wspomniany ksiądz rekolekcjonista, któremu nieomal udało się wypłoszyć z kościoła moją znajomą, z pewnością pełen był jak najlepszych chęci, jego słowa nie były zapewne spowodowane jakąś złą wolą. Cóż z tego jednak, skoro wywołały taki właśnie, a nie inny efekt? Oczywiście, każdemu z nas zdarza się, jak to się mówi, "chlapnąć" coś bez zastanowienia. Każdemu - a więc także księża od niefortunnych wypowiedzi nie są wolni. Kto jak kto jednak, ale oni właśnie powinni bardzo starannie dobierać słowa.

Ja miałam bardzo wiele szczęścia. Dopomogło mi w tym wielu ludzi, także kapłanów: ks. Józef Tischner, ks. Wacław Hryniewicz, o. Jan Andrzej Kłoczowski, ks. Tomasz Węcławski, ks. Michał Czajkowski. Mam wobec nich, a także wobec innych - często już nieżyjących i znanych mi, jak ks. Jan Zieja, jedynie z pozostawionych dzieł czy wspomnień osób trzecich, ogromny dług wdzięczności.

Jedynie dwóch spośród wyżej wymienionych miałam okazję spotkać, były to zresztą spotkania raczej przypadkowe - wykłady, spotkania z czytelnikami... Bezpośredni kontakt nie był jednak nieodzowny do tego, by odegrali oni rolę w moim życiu. Ci ludzie bowiem potrafią posługiwać się słowem, w tym przypadku pisanym, tak, aby spełniało rolę, do której jest powołane - aby tworzyło to, co w języku łacińskim określano słowem religio - więź.

Autorka jest studentką IV roku w Instytucie Filozofii UW.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: antysemityzm Józef Życiński Józef Tischner Jan Zieja Tomasz Węcławski niewierzący słow rekolekcjonista Wacław Hryniewicz Jan Andrzej Kłoczowski Michał Czajkowski
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W