Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Bronisław Dutka

Zapomniany

"Tygodnik Powszechny" pyta; kto stał się bliskim mi kapłanem. Mój rodak! Byłem małym chłopcem, kiedy naszą społecznością wstrząsnęła wiadomość: w Cieplicach k. Jeleniej Góry został zamordowany siekierą, w czasie Mszy św. ks. Józef Górszczyk. Nie mogłem swoim chłopięcym rozumem tego pojąć, tym bardziej, że u nas na wsi każde żyjątko budziło litość. Zabić księdza..., i to siekierą. To narzędzie, wbite w kloc, było pod ręką na każdym podwórzu - by rozłupać, porąbać potrzebne pod blachę (kuchnię) drewno. Wziąć je oburącz i zamierzyć się na człowieka? I to w kościele - w takim miejscu, gdzie nawet pomyśleć o czymś podobnym strach było?

Z ogromną uwagą i zainteresowaniem nadsłuchiwałem w tym czasie rozmów, prowadzonych w naszym domu - wiele wtedy dowiedziałem się o jego trudnym dzieciństwie. Miał zaledwie 6 lat, kiedy umarła mu matka. "Bida piszczała w każdym kącie, chodził prawie boso, w ubraniu podszytym wiatrem, zawsze głodny..., ale rozum do nauki to on miał. Z taką wielką perturbacyją pokończył szkoły. Teraz to by się przydał młodszemu rodzeństwu. Co ten bidny Józek w życiu użył - tyle się namęczył i teraz taka śmierć; zabili go jak bydlę...". Pamiętam te zdania - często przymuszały mnie do głębokiej refleksji nad życiem.

A jak było z tą śmiercią? Przygotowywał dary ofiarne: chleb i wino do konsekracji. Wtedy podszedł do niego morderca. Wcześniej zaczął krzyczeć i wygrażać, że "z zakonnikami zrobi porządek". Uderzył siekierą - przed tym uderzeniem ksiądz zasłonił się ręką. Mógł uciekać: był młodym - liczył 33 lata - wysportowanym i wysokim mężczyzną. Pierwsze uderzenie skaleczyło zasłaniającą rękę i głowę. Następne zraniło drugą powyżej łokcia. Wtedy jakby uznał, że to wszystko, co dzieje się przy ołtarzu, jest aż nazbyt okrutne, głośne i niedyskretne jak na ofiarę. Zszedł z planu po stopniach za ołtarz i tam został zamordowany. Świadkiem tej sceny był wystraszony brat zakonny, zakrystianin - starszy i niedołężny człowiek, który przez uchylone drzwi zakrystii obserwował wszystko, bojąc się wszczynać jakikolwiek alarm, ponieważ nie było wyjścia z tego pomieszczenia na zewnątrz, na pole.

Opinia publiczna uznała śmierć ks. Józefa za niezwykłą i niecodzienną - ludzie przechowują po dzień dzisiejszy tamponiki nasycone krwią zamordowanego kapłana. Od samego początku uważali go za męczennika, który za wierność obowiązkom i trwanie do końca zapłacił najwyższą cenę. Nasi ludzie - Pisarzowianie - nie byli postawą swego rodaka zaskoczeni, znając jego niezwykłą pobożność przy celebrowaniu Najświętszej Ofiary. Nie mogli się jej często doczekać, wyglądając przyjazdu swego księdza, co jakiś czas, do rodzinnej parafii. Zauważali wtedy niezwykłą delikatność i czułość, z jaką brał do rąk chleb, który konsekrował, a którego mu w dzieciństwie brakowało...

Jest mi on bliski - ta bliskość to wspólna historia mieszkańców mojej wioski, pisana przez nas wszystkich doświadczaniem biedy, braków, wyrzeczeń i trwania mimo wszystko przy obowiązkach i zobowiązaniach. Dziś wiele się zmieniło, ale zmienił się i człowiek: łatwo zrażając się byle niepowodzeniem, mając pretensje do wszystkich wokół, tłumaczy nieraz własne lenistwo i marazm trudnymi warunkami i brakiem motywacji.

Bliskość to też nasza akceptacja wartości i kryteriów u tego, którego cenimy. Tym, którzy go znali, nieobca jest wiedza na temat lekceważenia miejsca, z którego pochodził - mówiono: "Co tam dobrego ze Dwora może być". Księdza nazywano "Józek ze Dwora". Wiedział o tym, znał nastawienie niektórych do siebie i mimo tego, że był wrażliwy, nie czuł o to urazy.

Może zakodowane w podświadomości wszystkie te przeżycia były impulsem wzmacniającym jego zdecydowanie i wybór trwania przy ołtarzu do końca - podkreślenia, że pewne decyzje życiowe obowiązują bez względu na okoliczności, a powołanie realizuje się przez ofiarę i poświęcenie.

I ta bliskość zrodzona została też przez współczucie, a może i bunt... Bogu ducha winny człowiek staje l0 stycznia l964 r. rano przy ołtarzu. Jak codziennie, ma uobecnić zbawcze tajemnice swego Mistrza - śmierć i zmartwychwstanie. Nie znał swego mordercy - ani morderca nie znał ofiary! Ministrant jeszcze w ostatniej chwili przestrzegał swego opiekuna - wychowawcę, wołając: "Niech ksiądz ucieka, bandyta idzie z siekierą". I stało się... A potem głuche milczenie i zapomnienie, jakby wstydzić się należało takiej śmierci. Ta bliskość, na którą zwracałem uwagę, przynaglała nas wszystkich, by uhonorować rodaka. Pięknej nowo rozbudowanej szkole w naszej miejscowości nadaliśmy Jego imię.

Bronisław Dutka

Autor jest wójtem gminy Limanowa, mieszka w Pisarzowej.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć kapłan Józef Górszczyk ołtarz
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W