Ks. Skrzypczak: Mówienie o grzesznym i rozczarowującym Kościele przypomina osądzanie człowieka wyłącznie po jego brudnych paznokciach

Dla Kościoła największą tragedią nie jest grzech pojedynczego człowieka, bo dla niejednego stał się on momentem przełomowym, ale odejście z Kościoła, bo tylko tam możliwe jest podniesienie się z upadku – powiedział ks. Robert Skrzypczak.

W pierwszą niedzielę Adwentu rozpoczął się w Kościele nowy rok duszpasterski pod hasłem „Wierzę w Kościół Chrystusowy”. W rozmowie z tygodnikiem „Idziemy” ks. Robert Skrzypczak zauważył, że chociaż jeszcze niedawno mówiło się o odrodzeniu eklezjologicznym, dziś przeżywamy kryzys pt. „Chrystus tak, Kościół nie”.

„Wynika to z laicyzowania się i poganienia cywilizacji zachodniej – im więcej bogactwa materialnego, tym więcej powierzchowności, bezrefleksyjności. Do nabrania dystansu wobec Kościoła przyczyniły się też nieroztropne decyzje w czasie pandemii, którymi hierarchowie «pobłogosławili» odejściom wielu młodych. Teraz trudno ich odzyskać” – tłumaczył. 

Podkreślił, że wiara potrzebuje wspólnotowości. Tak było od początku chrześcijaństwa, kiedy pamiętano, że Kościół jest mistycznym ciałem Chrystusa.

„Dziś ludzie opuszczający Kościół lub gardzący nim nie dostrzegają w nim świadectwa wiary. Już na początku XX w. ateista Zygmunt Freud mówił, że katolicy wyglądają, jakby ich kto źle ochrzcił. To się nie zmieniło – dzisiejsi katolicy sięgają po antykoncepcję, popierają aborcję i rozwody, wyznają kult pieniądza” – powiedział ks. Skrzypczak. 

Zwrócił uwagę, że na decyzję o apostazji bardzo duży wpływ ma otoczenie apostaty: „niewierzący rodzice czy niewierzący ksiądz, ale też za kampanią obrzydzania Kościoła stoją suto opłacane kampanie medialne”. 

„Współczesny młody człowiek składa się z duszy, ciała i smartfona, z którego czerpie wiedzę o świecie. Jego kształtuje rzeczywistość wirtualna, tymczasem Kościół stawia na kontakt bezpośredni: z głoszącym Ewangelię, z sakramentami; liczy na fizyczne dotknięcie Chrystusa. Przez to może się młodym jawić jako «nie z ich świata»” – tłumaczył.

Na czym więc polega świętość Kościoła? Jak mówił ks. Skrzypczak, „święty” oznaczał „odseparowany”: od grzechu, zguby i unicestwienia. Świętość człowieka natomiast wiąże się z Boskim powołaniem. 

„Z czasem świętość zaczęto definiować jako zbieżność wiary z życiem, a że trudno o to grzesznikowi, którym jest każdy z członków Kościoła, w określaniu go świętym nieprzychylne mu osoby zaczęły dopatrywać się obłudy, wręcz pychy. Jednak ratunkiem dla narażonego na pokusy, kruchego człowieka jest karmienie się Słowem i Ciałem Chrystusa tak, by zbliżać się do świętości” – powiedział. 

Dodał, że nie można zapominać, że Kościół to coś więcej niż jego ziemska część. 

„Kościół jest święty jako powołany przez Jezusa i ze względu na cel, do którego zmierza. Jeśli chcesz go poznać do końca, poczekaj, aż dojdziesz do nieba, bo to tam jest najpiękniejsza jego część. Mówienie o grzesznym i rozczarowującym Kościele przypomina osądzanie człowieka wyłącznie po jego brudnych paznokciach. Kościół to nie tylko grzesznicy, on żyje ludźmi wielbiącymi Boga w Najświętszym Sakramencie, pielgrzymującymi do sanktuariów, oczyszczającymi się w konfesjonale, świadczącymi o wierze życiem. Ale także umiera w tych, którzy od niego odchodzą. Jak kochająca matka jednak nie odtrąca swoich dzieci, ale czeka na ich powrót”. 

Zaznaczył również, że to nie grzech pojedynczego człowieka jest największą tragedią dla Kościoła, ale jego odejście, bo tylko w Kościele możliwe jest podniesienie się z upadku. 

„Tym, co stanowi Kościół, nie jest grzech, ale wiara – to ją zawsze podkreślał Jezus, gdy uleczał. Kościół zanika nie tam, gdzie jest prześladowany, ale tam, gdzie umiera wiara” – podkreślił ks. Skrzypczak. 

Źródło: „Idziemy”
 

« 1 »

reklama

reklama

reklama