Czym jest wspólnota Chemin Neuf? To komplementarność stanów życia: świeckiego, konsekrowanego i kapłańskiego

Świeccy przeprowadzający się specjalnie do konkretnych parafii, aby odnawiać je swoim codziennym życiem. Chemin Neuf pokazuje niezwykły wymiar życia wspólnotowego, w którym uczestniczą zarówno celibatariusze, świeccy konsekrowani, jak i małżeństwa oraz kapłani. Podstawowym zadaniem Chemin Neuf jest znajdywanie i formowanie uczniów, którzy są jednocześnie misjonarzami w dzisiejszym świecie.

„ Marzymy o Kościele, który jest wspólnotą, w której dzielimy się odpowiedzialnością, marzymy też o Kościele, który jest w misji, w której uczestniczą na równi z kapłanami  ludzie świeccy” — mówi o. François Michon, przełożony generalny Wspólnoty Chemin Neuf, która obecna jest w 33 krajach, a jej szczególnym powołaniem jest ewangelizacja i budowanie jedności. Duchowny opisuje też codzienne życie i pracę oraz sekrety tej wyjątkowej wspólnoty, gdzie pod jednym dachem żyją świeccy, celibatariusze, małżeństwa i kapłani.

Marcin Przeciszewski, KAI: Chemin Neuf jest wspólnotą dość niezwykłą, powstałą na fali duchowego ożywienia po Soborze Watykańskim II. Jest to wspólnota katolicka o powołaniu ekumenicznym, w której są zarówno małżeństwa jak i osoby konsekrowane, chrześcijanie różnych wyznań i kultur. Co konkretnie wspólnota ta wnosi do współczesnego Kościoła, na co go otwiera, w czym wyraża się jej szczególny charyzmat i powołanie?

O. François Michon: Chemin Neuf jest wspólnotą, która narodziła się na gruncie Kościoła katolickiego we Francji w 1973 r., a następnie odkryła swe powołanie ekumeniczne, przyjmując przedstawicieli innych wyznań: anglikanów, protestantów i prawosławnych. Dziś wspólnota obecna jest w 33 krajach.

Zastanawiając się dlaczego Duch Święty zainspirował powstanie takiej właśnie wspólnoty jak Chemin Neuf, myślę, że dlatego, iż pokazuje ona niezwykły wymiar życia wspólnotowego, w którym uczestniczą zarówno celibatariusze, świeccy konsekrowani jak i małżeństwa oraz kapłani. Podstawowym zadaniem Chemin Neuf jest znajdywanie i formowanie uczniów, którzy są jednocześnie misjonarzami w dzisiejszym świecie. Mamy świadomość, że odpowiadamy temu, co Duch Święty stara się zainspirować w dzisiejszym Kościele, w czasie gwałtownych przemian jakich doświadcza współczesny świat. Jedną ze szczególnych cech naszego powołania jest wymiar synodalny.

Jednak w skali Kościoła powszechnego Wspólnota Chemin Neuf nie jest dużą wspólnotą. Mamy 2500 świeckich członków na całym świecie, którzy związali się ze wspólnotą w formie ślubowania i około 150 księży oraz braci przygotowujących się do kapłaństwa.    

A kiedy Ojciec trafił do Chemin Neuf i jaka była jego dalsza droga, aż do przełożonego generalnego tej międzynarodowej wspólnoty?

 – Poznałem Chemin Neuf w 1985 r., kiedy byłem studentem nauk politycznych w Lyonie i Grenoble. Choć byłem wierzącym katolikiem, to poszukiwałem jakiejś głębszej tożsamości. I wtedy  spotkałem  Chemin Neuf i zamieszkałem w ich akademiku. Poczułem, że jest to miejsce, którego szukałem. Postanowiłem zatem bardziej zaangażować się na tej drodze. Gdy skończyłem studia z nauk politycznych, rozpocząłem studia teologiczne i filozoficzne u jezuitów w Paryżu. Święceń kapłańskich w 1994 roku udzielił mi kardynał Decourtray, arcybiskup Lyonu.. Zostałem wyświęcony dla wspólnoty Chemin Nef. Po dwóch latach założyciel Chemin Neuf ojciec Laurent Fabre, powierzył mi odpowiedzialność za tę wspólnotę we Francji. Następnie zostałem posłany, by  zostać odpowiedzialnym za wspólnotę w Kongo, w Kinszasie, wielkim afrykańskim megalopolis, w ubogiej dzielnicy, w której kardynał powierzył Chemin Neuf parafię. W Kinszasie pracowałem przez dziesięć lat, po czym w 2014 r. wróciłem do Francji. W 2016 r. o. Laurent Fabre złożył dymisję z funkcji przełożonego generalnego Chemin Neuf, którą sprawował jako jej założyciel od początku jej istnienia. A Kapituła Generalna wybrała mnie na przełożonego Wspólnoty.

Jednocześnie zostałem przełożonym Instytutu Chemin Neuf, będącego kapłańskim instytutem zakonnym, skupiającym księży zaangażowanych w tę wspólnotę, braci konsekrowanych i kleryków.

Ojciec mówi, że jedną ze szczególnych cech powołania Chemin Neuf jest wymiar synodalny Co to oznacza konkretnie w rzeczywistości Waszej wspólnoty?

Oznacza, że jako kapłani, konsekrowani mężczyźni i kobiety oraz świeccy, wszyscy żyjemy i pracujemy razem w tej samej wspólnocie, dzielimy się odpowiedzialnością oraz  wspólnie realizujemy misję, do której zostaliśmy powołani. 

Przykładem takiej osoby świeckiej, żyjącej w małżeństwie, ale związanej ślubami ze wspólnotą  jest choćby Kasia Łukomska, która przez dziesięć  lat była odpowiedzialna za wspólnotę Chemin Neuf w Polsce, a zarazem ma dużą odpowiedzialność w naszych strukturach międzynarodowych. Jest świecką kobietą, z którą bardzo chętnie współpracuję.

Nie chodzi nam o taki typ współpracy ze świeckimi – dobrze znanej w Kościele – w której duchowni delegują część swoich obowiązków na świeckich, ale chodzi nam o to, by umożliwić świeckim pełnienie właściwej im misji apostolskiej wynikającej z sakramentu chrztu, a nie czyjegokolwiek nadania. Na tym polega prawdziwa wspólnota chrześcijańska, w której wszyscy dzielą jakąś cząstkę odpowiedzialności a zarazem uczestniczą w jej misji w komplementarny sposób. Kościół dopiero zaczyna stopniowo to rozumieć, i właśnie z tego  powodu wspólnoty takie jak Chemin Neuf, są dziś tak bardzo potrzebne.

Synodalność, etymologicznie rzecz biorąc, oznacza „iść razem". Potrzeba dużo czasu, aby na tej wspólnej drodze zrozumieć się nawzajem, aby odważyć się dzielić tym co każdy ma do przekazania. Nie chodzi tu tylko o jakiś płytki konsensus, bo są miedzy nami różnice i rozbieżności, ale staramy się traktować je jako coś wzbogacającego. Jesteśmy przekonani, że różnice mogą nas wzbogacić, choć w świecie są one zazwyczaj ogromnymi przeszkodami. Ich konsekwencją jest strach, podziały i walka o władzę.

Synodalność Kościoła jest jednym z priorytetów pontyfikatu Franciszka. Widać, że jesteście blisko.

Zgadza się. Papież jest jezuitą, podobnie jak nasz założyciel o. Laurent Fabre, czujemy więc silne  pokrewieństwo w naszym myśleniu.

Wspólnota Chemin Neuf to zupełnie nowa forma, jeśli dobrze rozumiem, życia monastycznego. Są to domy wspólnotowe, w których przebywają ludzie świeccy, osoby konsekrowane, małżeństwa i kapłani, którzy ją wspólnie tworzą. Wydaje się to bardzo śmiałym projektem, jak się to udaje w praktyce?

 – Mamy tu komplementarność stanów życia: świeckiego, konsekrowanego i kapłańskiego. A fakt że wspólnotę tworzą mężczyźni i kobiety a także kapłani – jest czymś bardzo wymagającym. Jest to też bardzo poważne i niełatwe zobowiązanie.

Jest to wymagające, bo na przykład kiedy mężczyźni i kobiety mieszkają razem, kobiety nie mają takich samych oczekiwań co do życia wspólnotowego jak mężczyźni. Szczerze mówiąc, mężczyźni są o wiele większymi indywidualistami. W zakonach męskich, choćby u jezuitów, poziom życia wspólnotowego jest ograniczony do minimum, a każdy koncentruje się na pracy apostolskiej na zewnątrz i w niej się spełnia. Natomiast siostry są bardzo wrażliwe na wymiar komunii, bycia razem, a misji nie podejmują w sposób indywidualny ale zawsze wspólnie, jako zespół. Tak więc kobieca obecność stawia duże wymagania, co czasami bywa kłopotliwe, ale dla nas mężczyzn jest wezwaniem do nawrócenia, abyśmy żyli bardziej wspólnotą. Myślę też, że obecność mężczyzn we wspólnocie dla sióstr konsekrowanych może być również miejscem nawrócenia, ponieważ wyprowadza je z zamknięcia we własnym gronie, aby odważniej wyszły ku światu zewnętrznemu.

Jak dotąd jestem przekonany, że pomimo tej różnorodności, jesteśmy w stanie znaleźć dobrą równowagę pomiędzy osobami różnych stanów i odmiennej płci, jak i księży. W końcu, będąc kapłanem nie można żyć w izolacji.

 A jak są zorganizowane te parafie, których prowadzenie zostało powierzone wspólnocie Chemin Neuf?

Kiedy biskup danej diecezji powierza nam kierowanie parafią, jest dla nas jasne, że przychodzimy tam z przesłaniem wspólnotowym jakie mamy. Proboszczem zostaje ksiądz z Instytutu Chemin Neuf i często towarzyszy mu wikariusz, ale zazwyczaj jest też jedna lub dwie siostry konsekrowane, a także  zamężne osoby ze wspólnoty. Tworzą oni zespół duszpasterski, animujący życie parafii. Oczywiście małżeństwa zawsze mieszkają osobno.

A w naszym duszpasterstwie chodzi nie tylko o formowanie pobożnych parafian, ale uczniów-misjonarzy, którzy odważą się pójść dalej. Praktykujący chrześcijanie nie mogą ograniczyć się do  karmienia się  sakramentami, ale sakramenty są po to, by karmić się nimi na drodze ku świętości, czyli na drodze misji, do której każdy z nas został powołany. A tym, co tak naprawdę uświęca moje życie, jest wezwanie Chrystusa, abym głosił Dobrą Nowinę.

Czy w tak zorganizowanym życiu wspólnotowym nie pojawiają się problemy na tle seksualnym, które dały o sobie znać w niektórych innych nowych wspólnotach we Francji i mają posmak skandalu?

Mogę powiedzieć zupełnie szczerze, że nic takiego nie u nas się  nie zdarzyło.

Mam świadomość, że wielu naszych braci konsekrowanych i kapłanów toczy różne wewnętrzne walki i przeżywa trudne sytuacje. Nie wpłynęło to jednak na życie wspólnoty jako takiej. Być może właśnie dlatego, że wspólnie i bardzo świadomie podejmujemy to wyzwanie, zobowiązując się do respektowania określonych reguł.

 Jakich?

Wymaga to od nas, w damsko-męskich relacjach, wzajemnego szacunku i właściwego dystansu. W zachowaniu tej należytej równowagi bardzo pomaga obecność we wspólnocie żonatych mężczyzn, którzy mając żony a żyjąc w szerszym środowisku,  potrafią utrzymać należyty dystans i nie posuwać się zbyt daleko. A chodzi tu konkretnie o uszanowanie przymierza w jakim żyje druga osoba. Przymierza małżeńskiego bądź przymierza z Bogiem w celibacie. Nie jest to pozbawione ryzyka i wymaga wielkiej czujności, ale widać, że jest możliwe.

 A co z obecnością dzieci we wspólnocie?

– Każda rodzina ma własną przestrzeń mieszkalną, a dzieci nie są członkami wspólnoty. Mogą zostać jej członkami, ale  o wiele później, w wieku dojrzałym. Dzieci uczestniczą w życiu wspólnotowym tylko na tyle, na ile ich rodzice uważają to za korzystne. Podkreślamy też, że socjalizacja dzieci z małżeństw żyjących we wspólnocie nie powinna ograniczać się do środowiska wspólnoty. Powinny mieć one własne życie: w szkole, klubie sportowym, itd. 

Natomiast zakorzenienie we wspólnocie z pewnością pomaga dzieciom w budzeniu ich wiary.  Jest to szczególnie ważne, np. we Francji, gdzie mamy do czynienia ze społeczeństwem bardzo mocno zlaicyzowanym. Zdecydowana większość dzieci we Francji nie ma już żadnej możliwości, aby poznać Kościół i jego przesłanie.  Tak więc bliskość wspólnoty i kontakt z nią, może okazać się dużą szansą.

Jakie więc są priorytety Chemin Neuf dziś, po 50 latach waszego istnienia, w tej mocno skomplikowanej sytuacji w jakiej znajduje się Kościół i świat?

Wśród priorytetów powiedziałbym jeszcze raz o synodalności. Innymi słowy, marzymy o Kościele, który jest wspólnotą, w której dzielimy się odpowiedzialnością, marzymy też o Kościele, który jest w misji, w której biorą udział także świeccy. Nie tylko księża powinni być do niej przygotowywani, ale jest ona także powołaniem świeckich. Udział w misji Kościoła jest obowiązkiem każdego wierzącego.

Synodalność to także szukanie właściwego modelu sprawowania władzy i umiejętność dzielenia się odpowiedzialnością na poziomie wspólnoty. Dlatego wciąż w naszym życiu wspólnotowym zadajemy sobie pytanie: jakie decyzje powinny być podejmowane samodzielnie przez odpowiedzialnych, a jakie w sposób wspólnotowy. Wiele możemy nauczyć się na tej synodalnej drodze od Kościołów wschodnich, gdzie ona jest znacznie bardziej obecna, a z kolei wspólnotowy wymiar władzy jest bardziej rozwinięty w zgromadzeniach protestanckich. 

Wobec tych wszystkich wyzwań i zadań jakie nas czekają,  nie tylko przyszli kapłani, ale i ludzie świeccy muszą być odpowiednio formowani.

W jaki sposób?

Podstawą nawrócenia jest osobiste spotkanie z Jezusem, ale nie wystarczy tu jakieś emocjonalne doświadczenie Boga. Doświadczenie Boga musi zakorzenić się w całej naszej osobie, także w umyśle, w wymiarze intelektualnym. Dobra, odpowiednio pogłębiona i systematyczna formacja jest więc naprawdę niezbędna. Musi być to też formacja integralna, obejmująca wszystkie sfery naszego jestestwa, nie tylko duchową, ale też ludzką.

Ważnym elementem tożsamości Chemin Neuf, jest powołanie ekumeniczne, powołanie do budowania jedności. Jak dziś je realizujecie?

Oczywiście, ten synodalny wymiar, o którym mówiłem wcześniej, wyraża się też w naszej ekumenicznej tożsamości. Jest wielkie pytanie jak dziś budować jedność Kościołów? A są dwie odmienne szkoły. Pierwsza to minimalistyczna, gdzie we wzajemnych relacjach i rozmowach będziemy podkreślać wyłącznie to, co nas łączy, przemilczając różnice. Ale tak pojmowany ekumenizm — moim zdaniem – nie jest w istocie drogą do jedności.

Droga ku jedności chrześcijan powinna prowadzić poprzez dostrzeżenie również tego, co nas różni, ale nie jako przeszkody do jedności, ale bogactwa, którym wzajemnie warto się obdarowywać. Jako przykład wskazałbym np. silne przywiązanie Kościoła katolickiego do osoby Maryi i jej kultu, co jest negowane przez Kościoły protestanckie. Uważam, że w dialogu z np. z Kościołami luterańskimi  nie należy o tym milczeć, lecz ukazywać znaczenie i rolę Matki Bożej jako tej, która prowadzi nas wszystkich do Chrystusa i uczy miłości do Niego. Protestanci z kolei mogą nas bardzo wzbogacić swym wielkim otwarciem na Słowo Boże, które winniśmy odczytywać na co dzień i traktować jako busolę na każdym etapie życia. Ekumenizm to nie jest wymazywanie różnic, ekumenizm to wzajemne dzielenie się bogactwem i doświadczeniem jakie niesie każdy Kościół, każda wspólnota wyznaniowa. A przy tym musimy mieć nieustannie świadomość, że im bliżsi będziemy Jezusowi, tym bardziej będziemy bliżsi sobie nawzajem. Tylko Jezus może nas pojednać. Dlatego najlepszym symbolem jedności jest obraz Trójcy Świętej, gdzie możemy mówić o „jedności w różnorodności”, pomiędzy poszczególnymi osobami Boskimi: Ojcem, Synem i Duchem Świętym. 

Jakie są w Chemin Neuf procentowe proporcje braci i sióstr katolików a jakie przedstawicieli innych wyznań chrześcijańskich?

Zależy to w dużej mierze od kraju. Gdy wspólnota znajduje się w Egipcie, większość stanowią koptyjscy prawosławni. Z kolei Chemin Neuf w świecie anglosaskim, w Anglii i Stanach Zjednoczonych, jest mocno anglikańska i ewangelicka zarazem. Natomiast  we wszystkich krajach europejskich, w których jesteśmy, wspólnota jest w przeważającej mierze katolicka. Ciężko byłoby mi podać dokładne proporcje, bo takich statystyk nie prowadzimy.

Tak więc wspólnota Chemin Neuf jest w przeważającej mierze katolicka, ale jestem bardzo wdzięczny braciom i siostrom innych wyznań, że tu się angażują, ponieważ mają odwagę wierzyć, że nie chcemy ich wchłonąć, aby zatracili swoją tożsamość, ale są tutaj, aby dzielić się z nami łaską tego, kim są.

A jak jest z obecnością prawosławnych w krajach Europy środkowo-wschodniej, w Rosji czy na Ukrainie?

Mieliśmy pewne początki wspólnoty w Rosji, w Moskwie i Petersburgu, ale w trakcie wojny bardzo trudno jest to utrzymać. Jesteśmy też obecni na Ukrainie, ale na razie tylko poprzez prowadzenie sesji KANA dla małżeństw. Bardziej jesteśmy obecni w krajach bałtyckich, na Litwie i Łotwie.

Jak prezentuje się wasza obecność w Polsce?

Tu są piękne i duże wyzwania. Przede wszystkim cieszę się, że wspólnota Chemin Neuf zakorzeniła się w Polsce, co niekoniecznie było przesądzone od początku. Nasza wspólnota z jej ekumenicznym, synodalnym wymiarem, z dzieleniem się odpowiedzialnością – nie jest rzeczywistością klerykalną. I wciąż niektórzy mają z tym pewien problem. Niejednokrotnie czuliśmy, że jesteśmy witani jako dość dziwna rzeczywistość. Ale mimo to, zawsze byliśmy dobrze przyjmowani, najpierw w diecezji warszawskiej, później warszawsko-praskiej, łódzkiej a teraz i w Lublinie.

Kościół w Polsce też winien się zmieniać, szczególnie na obecnym wirażu historii. Mam wrażenie, że to co może tu wnieść Chemin Neuf, jest cenne.

Kościół w Polsce zawsze sprawiał wrażenie potężnego, jednak dziś następuje zmiana, która stawia wiele pytań, a niektórych może nawet przerażać. Kościół doświadcza tu  pewnej próby, ale w tej sytuacji nie powinien wpadać w panikę, ani budować wokół siebie murów. Z drugiej strony myślę, że w Kościele w Polsce jest wiele bogactw, które można dobrze wykorzystać w budowaniu Kościoła jutra.

Sądzę, że jesteście świadomi tej wielkiej fali sekularyzacji, którą od dawna znamy w Europie Zachodniej. Oznacza ona, że przestajemy żyć w krainie kultury chrześcijańskiej. Skutki sekularyzacji mogą w Polsce okazać się znacznie bardziej gwałtowne, gdyż u nas trwa od kilkudziesięciu lat. Szybko może się okazać, że żyjecie  w społeczeństwie post-chrześcijańskim, gdzie nie ma już miejsca na tradycyjny katolicyzm zakorzeniony w otaczającej nas kulturze i życiu społecznym.

Wierzę jednak, że nawet w tej nowej sytuacji nic nie powstrzyma mocy Ewangelii. We Francji jest to  widoczne, o czym świadczy choćby fakt, że co roku w Wielkanoc odbywa się ok. 15 000 chrztów dorosłych. Pokazuje to, że  ateizm nie zwyciężył. I choć Ewangelia niesiona przez Kościół nie zawsze jest przyjmowana, to nie powstrzymuje wielu lmłodych od poszukiwań i zainteresowania Kościołem, gdyż czują, że jest tam skarb, którego gdzie indziej nie znajdą.

Może to być taką małą zachętą dla naszych braci i sióstr w Polsce. Radziłbym Wam patrzeć odważnie przed siebie,  posuwać się krok po kroku i nie oglądać się z lękiem za siebie, w obawie tego, co nadchodzi.

 

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama