Na świecie zachodzi rewolucja religijna: więcej katolików żyje dziś w Afryce niż w Europie. Dynamiczny wzrost wiernych zmienia oblicze Kościoła, ale niesie też wyzwania – od napięć religijnych po ekspansję konkurencyjnych wspólnot. W cieniu tych przemian swoją pierwszą podróż na kontynent zapowiada papież Leon XIV.
Codzienne życie bez religii w Afryce? Dla większości ludzi byłoby to niewyobrażalne. Niemniej Kościół katolicki również stoi tam przed ogromnymi wyzwaniami. W niespełna rok po rozpoczęciu pontyfikatu papież Leon XIV po raz pierwszy odwiedzi Afrykę: od 13 do 23 kwietnia uda się do Algierii, Kamerunu, Angoli i Gwinei Równikowej. Afryka to kontynent dynamicznie rozwijający się pod względem liczby ludności i chrześcijan – zwłaszcza katolików, przypomniała niemiecka agencja katolicka KNA.
Serce Kościoła
Według najnowszego wydania Rocznika Statystycznego Kościoła, ich liczba wzrosła tam ostatnio bardziej gwałtownie niż gdziekolwiek indziej na świecie. Szacuje się, że w 2024 r. będzie ich 288 milionów; o 7 milionów więcej niż w roku poprzednim. W Afryce mieszka obecnie ponad jedna piąta (20,3%) wszystkich katolików świata, więcej niż w Europie (20,1%). W sumie między Dakarem, Kairem i Kapsztadem żyje ponad 1,5 miliarda ludzi.
Ale kontynent, z jego 54 oficjalnie uznanymi krajami – najmłodszym z nich jest Sudan Południowy – nie mógłby być bardziej zróżnicowany. Na północy katolicy, podobnie jak chrześcijanie innych wyznań, są na ogół niewielką mniejszością. Od Maroka po Egipt, dominującą religią jest islam, a językiem urzędowym arabski, z jego różnymi odmianami regionalnymi.
Misje chrześcijańskie
Dawniej było inaczej. W Afryce Północnej Kościół może prześledzić swoje korzenie do starożytności i co się zmieniło od VIII wieku wraz z ekspansją islamu. Również przez kolejne stulecia muzułmańscy władcy kontynuowali w regionie Sahelu szerzenie islamu. Natomiast na południe od Sahary pierwsze misje chrześcijańskie rozpoczęły się w XV i XVI wieku, kolejne nastąpiły w XIX wieku. Władcy kolonialni wielokrotnie narzucali nie tylko swoje języki, ale także tradycje religijne i wyznania: anglikanizm, jak w RPA i Zimbabwe, lub rzymski katolicyzm w byłych koloniach francuskich, belgijskich i portugalskich.
Doprowadziło to do dziwnych konsekwencji, które utrzymują się do dziś: w Senegalu, na dalekim zachodzie Afryki, aż 97 procent z około 19 milionów mieszkańców wyznaje islam. Mimo to – dzięki francuskiej władzy kolonialnej – Zielone Świątki, Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny i Wszystkich Świętych są dniami wolnymi od pracy.
Kościół katolicki doświadczył wyjątkowego rozwoju w nowo niepodległych krajach Afryki po zakończeniu ery kolonialnej i fali ruchów niepodległościowych na początku lat 60. XX wieku. W wielu przypadkach zakony misyjne musiały bardziej skupić się na kształceniu lokalnego duchowieństwa.
Kościół w wielu krajach afrykańskich całkowicie zmienił swoje oblicze. Do czasu Soboru Watykańskiego II (1962-1965) był niemal całkowicie zdominowany przez zagranicznych misjonarzy. Fakt, że arcybiskupem Algieru jest Francuz, kardynał Jean-Paul Vesco, a Hiszpan, kardynał Cristóbal López Romero, arcybiskupem Rabatu w Maroku, jest obecnie wyjątkiem.
Obrońca praw człowieka
Relacje między Kościołem katolickim a państwem nie były pozbawione wyzwań, zwłaszcza we wczesnych fazach niepodległości. W wielu miejscach Kościół był uważany za przedłużeni byłych potęg kolonialnych. Dobrze rozwinięta infrastruktura i zasoby materialne Kościoła również postrzegano jako zagrożenie dla wciąż słabych rządów, skoncentrowanych na budowaniu własnej władzy i tożsamości. Doprowadziło to do konfliktów, a w niektórych przypadkach prześladowań w latach 60. i 70. XX wieku, ale także do porozumień z autorytarnymi reżimami.
Dopiero od czasu upadku ideologicznych wojen zastępczych w latach 80. i w obliczu załamania się gospodarek w latach 90. Kościół jest postrzegany przede wszystkim jako obrońca praw człowieka, doceniane jest jego zaangażowanie w walkę z ubóstwem i praca na rzecz pokoju.
Wśród duchowieństwa byli męczennicy za prawa człowieka i wiarę, na przykład w Burundi, Kongo i Algierii, jednak podczas ludobójstwie w Rwandzie w 1994 roku niektórych księży i członków zakonów obwiniano o nieudzielanie pomocy, a nawet aktywne uczestnictwo w okrucieństwach.
Krwawe konflikty
Zarówno księża, jak i świeccy muszą coraz częściej wykazywać umiejętność dialogu i mediacji z innymi religiami, a także w łonie chrześcijaństwa. Nie zawsze jest to łatwe, na przykład w Nigerii, liczącej 235 milionów mieszkańców, z których 35 milionów to katolicy. Tam zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie chętnie przyznają, że stanowią większość populacji. Regularnie dochodzi do krwawych konfliktów. Jednak na ogół nie mają one podłoża religijnego, a głównie chodzi o kwestie polityczne, ekonomiczne lub społeczne.
Statystycznie liczba katolików na kontynencie rośnie. Jednak od pewnego czasu rozwijają się również Kościoły zielonoświątkowe i wolne. Początkowo pochodziły one głównie z USA. Jednak od dziesięcioleci powstają niezliczone nowe Kościoły, szczególnie w krajach anglojęzycznych o tradycji chrześcijańskiej. Aktywnie, czasem wręcz agresywnie, werbują nowych członków, ku wielkiemu rozczarowaniu Kościołów o ugruntowanej pozycji. Nowe Kościoły mają jedną mocną stronę: obiecują – oczywiście bez żadnych podstaw – to, co jest tak rozpaczliwie potrzebne na całym kontynencie: dobrobyt gospodarczy.
Źródło: KAI