Bp Varden: nie absolutyzujmy swego „ja”, nie skupiajmy się na „teraz”. Wielkie rzeczy wymagają czasu

Bp Varden, który głosił wielkopostne rekolekcje dla Kurii w Watykanie podkreśla w rozmowie z OSV News, jak ważne jest w życiu duchowym przejście od skupienia się na własnym doświadczeniu do zaufania Bogu – tylko w ten sposób On może uleczyć nasze rany i poprowadzić dalej.

Wywiad z norweskim hierarchą rozpoczyna się od nieco ironicznego pytania: jak to możliwe, że rekolekcje na temat nadziei głosi biskup z kraju skandynawskiego, kojarzącego się raczej z mrocznym spojrzeniem na życie, a nie z optymizmem. Na pytanie to Varden odpowiada, zwracając uwagę na to, że stereotyp ten nie odpowiada rzeczywistości. Owszem, długa i mroczna zima jest faktem w jego szerokości geograficznej, ale następuje po niej równie długie i świetliste lato. Jeśli więc lepiej przyjrzeć się norweskiej literaturze i kulturze, jest ona raczej celebracją światła niż ciemności.

„Ilość norweskiej poezji i muzyki poświęconej wiośnie, topnieniu lodu i pojawieniu się pierwszych kwiatów, jest fascynująca.”

Żyć nadzieją, nie rozdrapywać zranień

Podczas wielkopostnych rekolekcji watykańskich bp Varden zwrócił uwagę na współczesną tendencję do przywiązywania się do naszych ran lub – przeciwnie – ich całkowitego ignorowania. Ważne, aby nie popaść w żadną ze skrajności.

„Absolutyzujemy własne doświadczenie, nasze rany są tak problematyczne. Jesteśmy albo skłonni myśleć: «Noszę to w sobie, to moja wielka tragedia, to dramat mojego istnienia.» Albo myślę: «Dopilnuję, żeby nikt nie dojrzał tej rany, którą noszę». Tymczasem powinniśmy powiedzieć sobie: «Właściwie bycie zranionym to ludzka norma. A moja rana być może nie różni się aż tak bardzo od rany mojego bliźniego».”

Trzeba więc nauczyć się akceptacji swojego zranienia i mieć nadzieję, że może się ono naprawdę zagoić, jeśli podejdę do niego we właściwy sposób. A to, co pozostanie, to pamięć o uzdrowieniu.

„Tak wiele z tego, co nas otacza, zachęca nas do życia zamkniętego w sobie, jakby każdy z nas był jedynym istotnym obiektem na Ziemi. Zanurzony w moim własnym doświadczeniu i jego patosie, zapominam rozejrzeć się wokół i zapominam rozważać doświadczenia innych, ich wzloty i cierpienia. I odciąłem się od siły współczucia, które uzdalnia do tworzenia wspólnoty, a nawet komunii.”

Budować wspólnotę wierzących

Biskup Varden z pewnym sceptycyzmem odnosi się do odgórnych prób budowania wspólnoty, przyznając, że sam nie czuje się „przedsiębiorcą”, który miałby ją budować. Przytacza jednak doświadczenia tworzenia się i wzrostu wspólnoty w oparciu o małe gesty, kolejne spotkania, słuchanie się nawzajem i uczenie się nawzajem od siebie.

„Im bardziej nasze parafie i wspólnoty będą wspierać taki rodzaj bycia razem, tym większy wpływ będą miały także na zewnątrz, bo to właśnie przyciąga innych ludzi.”

Wspominając wydarzenie, które miało miejsce przy parafii katedralnej w Trondheim, biskup wskazuje na powiązanie różnych wymiarów: intelektualnego, wspólnotowego oraz modlitewnego.

„Myślę, że dlatego, że nasza społeczność tego dnia opierała się zarówno na pokarmie intelektualnym, jak i duchowym, wspólnej ciszy i rozmowie, mogła przynieść owoc w tak krótkim czasie. Te różne elementy muszą być obecne – duchowe, intelektualne, społeczne i towarzyskie”.

Sztuczna inteligencja bezużyteczna w dziedzinie duchowej

Zapytany o to, jakie nadzieje wiąże z rozwojem AI, biskup odpowiedział krótko i dosadnie:

„Jeśli chodzi o duchowość, nie mam absolutnie żadnych nadziei związanych z AI. Wszystko może być używane jako narzędzie, ale nie sądzę, by AI wywołało duchowe odnowienie, bo każde duchowe odnowienie godne swojej nazwy to takie, które przenika ludzkie serce, a tego algorytm nie potrafi.”

Nie oznacza to całkowitej bezużyteczności sztucznej inteligencji – biskup przyznaje, że w niektórych sferach przynosi ona oszczędność czasu, pozwala odkryć coś użytecznego, ale nie należy się spodziewać, że będzie wspierać nawrócenie.

Chrześcijaństwo nie może być pałką

Z dużym niepokojem bp Varden patrzy na wykorzystywanie chrześcijaństwa jako broni dla osiągania celów politycznych. Dostrzega to w wielu miejscach na świecie, również w swoim kraju.

„Ewangelia Jezusa Chrystusa jest celem samym w sobie, celem istotnym. Każda próba instrumentalizacji Ewangelii dla celów drugorzędnych, czy to kulturowych, ideologicznych czy politycznych, jest podejrzana.”

Trzeba też strzec się wszelkich prób przedstawiania chrześcijaństwa pozbawionego swego istotnego przesłania – obecności Chrystusa Zranionego i Zmartwychwstałego.

„Każda prezentacja chrześcijaństwa, która abstrahuje od zgorszenia Krzyża lub przewrotnie używa Krzyża jako broni do uderzania innych, zmierza w stronę herezji, a nawet bluźnierstwa.”

Chrystocentryzm – jedyna właściwa postawa

Jest jedno antidotum na takie wypaczone formy chrześcijaństwa: chrystocentryzm. Każdy musi z determinacją skupiać się na Chrystusie, czuwać nad tym, aby Go naśladować i wypełniać Jego przykazania. Należy się wystrzegać nadmiaru retoryki, nadmiaru słów. Ważne jest życie.

Dynamiczny rozwój chrześcijaństwa w pierwszych wiekach dokonywał się poprzez świadectwo życia pierwszych chrześcijan. Z oczywistych powodów nie było możliwości prowadzenia publicznej działalności ewangelizacyjnej na dużą skalę. Ówczesne „stadiony” – czyli rzymskie areny – były raczej miejscem męczeństwa chrześcijan niż wielkich chrześcijańskich imprez. Tym, co przyciągało ludzi, było właśnie świadectwo, które w języku łacińskim brzmi: martyria, dokładnie tak samo, jak męczeństwo.

„Tak właśnie rozprzestrzeniło się chrześcijaństwo i tak właśnie chrześcijaństwo odnowiło zmęczony świat w późnej starożytności. Oczywiście pojawił się element głoszenia, nauczania i katechezy. Ale to, co zaskoczyło ludzi i odwróciło społeczeństwa, to ujrzenie nowego sposobu bycia człowiekiem, nowego sposobu tworzenia i wspierania wspólnoty, dostrzeganie i rozpoznawanie możliwości pojednania, przebaczenia oraz budowania społeczeństwa, nowego miasta, na zasadzie pojednania i przebaczenia. Dlatego, gdy chrześcijaństwo jest przywoływane jako element tego, co ostatecznie jest mową nienawiści, po prostu nie możemy dołączać do takich głosów”.

Jak ustrzec się przed instrumentalizacją chrześcijaństwa, a jednocześnie nie popaść w „letnie” czy też „lekkie” chrześcijaństwo? Bp Varden wskazuje na podstawową, Pawłową zasadę:

„Trzeba się ćwiczyć w tym, jak mówić prawdę z miłością. Kochać tych, którzy popełniają błędy, nie udawać, że błędy nie istnieją, lecz rozwiązywać je w konstruktywny sposób, zamiast ulegać zaostrzeniu konfliktów. Mówić prawdę z miłością, upewnić się, że naprawdę ją zgłębiłem, że rozumiem prawdę, że jestem gotów odpowiedzieć, że jestem gotów wyjaśnić nadzieję, która jest we mnie, i że nie trzymam się tylko jakiegoś plemiennego instynktu. To naprawdę ważne.”

Konieczność zgłębiania wiary

Wiara domaga się pogłębiania, stałego wysiłku, podejmowanego ciągle na nowo studium. Potrzebujemy czytać Biblię, poznawać ją, żyć sakramentalną łaską Kościoła – podkreśla bp Varden.

„To stanowi ostateczny sposób uzdrawiania, o którym wspomniałeś w swoim pytaniu, bo gdy widzi się blask Kościoła jako wspólnoty odkupionych, żyjącej z łaski i oświeconej miłością Chrystusa, ucieleśnionej w konkretnej wspólnocie, to ma to atrakcyjność i piękno, które sprawiają, że blednie wszystko inne, co wydawałoby się atrakcyjne”.

Norweski biskup wskazuje jednocześnie na konieczność praktykowania cierpliwości,

„która nie jest zbyt modną cnotą i której wszystko się sprzeciwia – ponieważ żyjemy teraz w iluzji, że jeśli mam potrzebę lub pragnienie, musi być natychmiast zaspokojone. Musi być coś, co mogę pobrać, albo numer, pod który mogę zadzwonić, albo jakiś dostawca, który przyjdzie do drzwi z rzeczami w plecaku i da mi to, czego pragnę. To złudzenie, to iluzja. Do pewnego stopnia się sprawdza, jeśli mamy pieniądze na karcie kredytowej; Może nas najeść i ubrać, a do pewnego stopnia i zabawić. Jednak wielkie rzeczy wymagają czasu. To zasada, którą lubił podkreślać św. John Henry Newman”.

Słowa te odnoszą się zarówno do osobistego życia każdego z nas, jak i do życia całego Kościoła. Wielkie rzeczy wymagają czasu, nie są dostępne od ręki. Zamiast próbować sięgać po nie już teraz, trzeba do nich dojrzewać, krok po kroku budując swoją wiarę, żyjąc nadzieją i praktykując miłość.

Źródło: OSV News / Gina Christian

« 1 »