Obecne zasoby Teheranu muszą zostać przekierowane do obrony własnego terytorium. Moskwa zaczęła jednak produkować własne wersje dronów Shahed – mówi dr Marta Sara Stępień z Instytutu Nauk o Bezpieczeństwie Uniwersytetu w Siedlcach.
„Echo Katolickie”: Jak powinniśmy patrzeć na to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie? Z jednej strony mamy informacje o ryzyku wyprodukowania broni atomowej, z drugiej – że ten kraj nic nie znaczy.
Dr Marta Sara Stempień: Obecna interwencja w Iranie i powstały w jej wyniku chaos są skutkiem wielu czynników geopolitycznych, społecznych i ekonomicznych. W tak złożonej sytuacji trudno o proste odpowiedzi, dlatego jej interpretacja wymaga ostrożności oraz uwzględnienia różnych perspektyw. Istotnym elementem międzynarodowej dyskusji pozostaje program nuklearny Iranu. Państwa zachodnie obawiają się, że rozwój technologii jądrowej mógłby doprowadzić do powstania broni i zmienić równowagę sił w regionie, co często stanowi uzasadnienie dla działań politycznych i militarnych.
Problemem pozostaje brak jasnej wizji przyszłości Iranu po ewentualnym obaleniu władz. Doświadczenia państw takich jak Irak, Libia czy Afganistan pokazują, że interwencje zewnętrzne nie zawsze prowadzą do stabilizacji, a często powodują długotrwałą niestabilność i konflikty wewnętrzne.
Warto również pamiętać, że samo społeczeństwo irańskie jest podzielone. Część obywateli sprzeciwia się władzom i domaga zmian, jednak wielu z nich jednocześnie odrzuca ingerencję z zewnątrz, podkreślając prawo do samostanowienia. Nawet eliminacja części przywódców w tak krótkim czasie (jak Ali Chamenei, Mohammad Pakpour, Ali Shamkhani, Abdolrahim Mousavi) nie musi prowadzić do trwałej zmiany systemu, ponieważ kluczowe znaczenie ma postawa społeczeństwa, a wiele osób obawia się powstania rządu zależnego od zewnętrznych mocarstw. Niechęć wobec obcej interwencji mogą dodatkowo wzmacniać tragiczne wydarzenia – jak bombardowanie szkoły dla dziewcząt w Minab, w którym zginęło ponad 170 osób, głównie dzieci. Tego typu sytuacje są wykorzystywane propagandowo przez władze.
Choć jednym z celów interwencji jest ograniczenie ambicji nuklearnych Iranu, wielu analityków ostrzega, że scenariusz państwa pogrążonego w chaosie mógłby stworzyć nowe zagrożenia dla całego regionu.
Czeka nas szybkie zakończenie konfliktu czy raczej jego eskalacja?
Wiele zależy od dalszych decyzji politycznych, reakcji społeczeństwa w Iranie oraz zaangażowania innych państw regionu i świata. Obecna interwencja wydaje się pozbawiona długofalowej wizji funkcjonowania państwa po ewentualnym obaleniu reżimu.
Początkowa koncepcja szybkiego uderzenia proponowana przez prezydenta Donalda Trumpa okazuje się coraz mniej realna, ponieważ zmiana systemu w tak dużym i złożonym państwie jest procesem znacznie trudniejszym niż sama operacja militarna.
Irański system władzy, budowany od rewolucji islamskiej w 1979 r., opiera się na rozbudowanych strukturach politycznych, wojskowych i wywiadowczych, zdolnych funkcjonować nawet w warunkach kryzysu. Paradoks polega na tym, że eliminacja poszczególnych liderów może okazać się równie nieskuteczna, jak ścinanie kolejnych głów hydry – system pozostaje zdolny do regeneracji. Taka dynamika grozi przedłużeniem konfliktu i utrwaleniem destabilizacji w regionie. Innym możliwym wariantem jest zastąpienie władzy teokratycznej wojskową dyktaturą. Oznaczałoby to zmianę formy rządów, lecz niekoniecznie szybkie wprowadzenie demokracji oczekiwanej przez Zachód. W konflikt zaangażowanych jest kilka państw. Stany Zjednoczone odgrywają kluczową rolę jako inicjator działań militarnych, natomiast Izrael postrzega irański program nuklearny jako bezpośrednie zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa. Jednocześnie wiele państw regionu obawia się, że dalsza eskalacja mogłaby rozszerzyć konflikt na cały Bliski Wschód. Dlatego trudno dziś przesądzić, czy wydarzenia doprowadzą do szybkiego zakończenia walk czy raczej długotrwałego konfliktu, którego skutki mogą wykraczać daleko poza granice Iranu, a nawet regionu.
Izrael od jakiegoś czasu bombardował Liban, teraz wysłała tam wojsko – ten kraj powtórzy los Palestyny?
Sytuacja Libanu jest inna – to suwerenne państwo, w pełni uznawane na arenie międzynarodowej. Ataki i interwencje mogą prowadzić do destabilizacji i cierpienia ludności, ale niekoniecznie oznaczają całkowite podporządkowanie, jak w przypadku okupowanych terytoriów palestyńskich. Konflikt raczej zwiększa ryzyko długotrwałej niestabilności niż natychmiastowego upadku państwa.
Czy powinniśmy liczyć się z ryzykiem ataków terrorystycznych w Europie? Kraje takie jak Szwecja, Niemcy przyjęły wielu uchodźców, ale politycy zwracają uwagę, że każdy kraj jest zagrożony.
Tak, ryzyko ataków terrorystycznych w Europie istnieje i należy stwierdzić, że w tak chaotycznych okolicznościach wzrosło. Organizacje terrorystyczne mogą próbować wykorzystywać chaos lub napięcia społeczne.
Zagrożenie nie dotyczy wyłącznie państw przyjmujących migrantów. Każde państwo europejskie może być celem. Dodatkowo władze irańskie wystosowały fatwę (religijną opinię, zalecenie) nawołującą do ataków na wroga, co zwiększa ryzyko zamachów.
Polska jest stosunkowo bezpieczna, jednak Polacy mogą stać się obiektem ataków w innych państwach – jak miało to miejsce w przypadku ataku na jarmark świąteczny w Berlinie w 2016 r., gdzie zginął polski kierowca ciężarówki. W praktyce oznacza to konieczność zachowania ostrożności podczas podróży zagranicznych, zwiększonej czujności oraz wspierania działań prewencyjnych i współpracy międzynarodowej w zakresie bezpieczeństwa.
Jak w tej sytuacji odnajduje się Rosja? To pomoże jej w walce z Ukrainą czy przeszkodzi?
Rosja przez lata budowała relacje z Iranem, które obejmowały współpracę wojskową i dostawy uzbrojenia, przede wszystkim dronów i technologii bezzałogowych, jakie Moskwa wykorzystywała w wojnie z Ukrainą. Obecne zasoby Teheranu muszą zostać przekierowane do obrony własnego terytorium. Rosja nie weźmie bezpośrednio udziału w tej wojnie, może jednak udostępniać irańskim władzom dane wywiadowcze, co pokazuje, że choć ma interes w utrzymaniu współpracy z Iranem, nie chce angażować się w kolejny front. W praktyce oznacza to, że konflikt bliskowschodni może osłabić Iran jako partnera Rosji, ale nie zmieni zasadniczo sytuacji na froncie ukraińskim – Moskwa zaczęła produkować własne wersje irańskich dronów kamikadze Shahed-136, oznaczane jako Gierań-2. Obecny chaos na Bliskim Wschodzie raczej nie wzmocni znacząco Rosji w wojnie z Ukrainą, ale z pewnością odsunie uwagę społeczności międzynarodowej od konfliktu ukraińsko-rosyjskiego.
Dlaczego dolar tak gwałtownie zyskał? Czy cała ta wojna miała pomóc gospodarce USA?
Gwałtowny wzrost wartości dolara wynika głównie z reakcji rynków finansowych na niepewność. Kiedy pojawia się konflikt zbrojny albo ryzyko destabilizacji ważnego regionu, inwestorzy szukają tzw. bezpiecznych aktywów. Gospodarka Stanów Zjednoczonych należy do największych na świecie, a emitowane przez ten kraj obligacje oraz sama waluta są powszechnie uznawane za stabilne i wiarygodne. Wzrost popytu na dolara prowadzi do jego umocnienia. Dodatkowo rynek ropy wpływa na wartość waluty. Bliski Wschód jest kluczowym producentem, a gdy pojawia się ryzyko blokady transportu (obecnie Iran blokuje cieśninę Ormuz) lub zmniejszenia produkcji, ceny ropy zwykle rosną.
Ponieważ ropa jest rozliczana głównie w dolarach, wyższe ceny oznaczają również większy popyt na tę walutę. Wzrost notowań dolara i cen ropy są raczej skutkiem ubocznym globalnej niepewności i reakcji rynków.
W mediach mamy relacje, jak przerażeni Polacy wracają do kraju, a nikt nie pochyla się nad losem 150 irańskich uczennic, które zginęły pierwszego dnia. Staliśmy się bogatym Zachodem nieczułym na krzywdę innych?
Media często skupiają się przede wszystkim na wydarzeniach, które bezpośrednio dotyczą odbiorców danego kraju. W przypadku polskich mediów naturalne jest więc zwracanie szczególnej uwagi na los Polaków przebywających w rejonach konfliktów, ponieważ budzi to największe zainteresowanie i emocje wśród odbiorców. Nie oznacza to, że tragedie dotykające innych ludzi są mniej ważne, lecz ukazuje mechanizm działania mediów, które koncentrują się na tym, co jest bliższe ich publiczności. Zjawisko pewnego dystansu wobec tragedii dziejących się w odległych częściach świata wynika m.in. z nadmiaru informacji, przyzwyczajenia do ciągłych doniesień o konfliktach oraz faktu, że ludzie silniej reagują na wydarzenia dotyczące ich własnej wspólnoty. Dlatego trudno jednoznacznie stwierdzić, że społeczeństwa Zachodu stały się całkowicie nieczułe na krzywdę innych. Bardziej trafne wydaje się stwierdzenie, że sposób relacjonowania wydarzeń oraz naturalna skłonność ludzi do większego przejmowania się losem „swoich” sprawiają, iż tragedie dotykające innych społeczności są czasem mniej widoczne w przestrzeni publicznej.
Źródło: „Echo Katolickie” 11/2026
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.