Trójka działaczy organizujących czuwania upamiętniające ofiary masakry na placu Tiananmen w 1989 r. została skazana na kary od pięciu do ponad siedmiu lat więzienia. Sąd uznał ich za winnych podżegania do działalności wywrotowej na mocy narzuconej przez Chiny ustawy o bezpieczeństwie narodowym z 2020 r.
Chow Hang-tung, która w procesie broniła się sama, usłyszała wyrok siedmiu lat i trzech miesięcy pozbawienia wolności, a Lee Cheuk-yan – siedmiu lat. Z kolei Albert Ho, który jako jedyny z tej trójki przyznał się do zarzucanych czynów, został skazany na pięć lat i dwa miesiące.
Sąd nałożył również na kierowaną przez nich, już rozwiązaną organizację Sojusz na rzecz Wsparcia Patriotycznych Ruchów Demokratycznych w Chinach (HKASPDM) grzywnę w wysokości 1,5 mln dolarów hongkońskich (ok. 191 tys. USD), płatną w ciągu trzech miesięcy.
W sierpniu sędziowie orzekli o winie oskarżonych oraz samej HKASPDM, argumentując decyzję tym, że działacze „zawsze byli wrogo nastawieni do Komunistycznej Partii Chin i rządu centralnego”. Chow konsekwentnie odrzucała te zarzuty, argumentując, iż represjonowane są obecnie podstawowe wartości Hongkongu.
W mowie końcowej obrońca Lee oraz Ho wniósł o zakwalifikowanie ich czynu do łagodniejszego progu wymiaru kary, wskazując na brak precyzyjnego planu czy harmonogramu działań. Mecenas Erik Shum podkreślił przed sądem, że kluczowym czynnikiem przy ustalaniu wymiaru kary powinno być to, „czy podżeganie doprowadziło do istotnego naruszenia ładu (państwa)”.
Chow oraz Lee przebywają w więzieniu od momentu formalnego oskarżenia w 2021 r. Ho przebywał krótko na wolności ze względów zdrowotnych, jednak w marcu 2023 r. ponownie trafił do aresztu po naruszeniu warunków kaucji.
Cała trójka to byli członkowie stałego komitetu stowarzyszenia HKASPDM, który przez niemal trzy dekady organizował masowe czuwania ze świecami w rocznicę stłumienia prodemokratycznych protestów z 4 czerwca 1989 r. Grupa ta wzywała też do „zakończenia jednopartyjnych rządów” i przemian demokratycznych w Chinach. Zgromadzenia te zostały zakazane przez władze w 2020 r. pod pretekstem obostrzeń pandemicznych, a we wrześniu 2021 r. organizacja zagłosowała za samorozwiązaniem.
Jak zwraca uwagę niezależny portal Hong Kong Free Press, wyrok wywołał falę krytyki ze strony Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz międzynarodowych grup broniących praw człowieka, podczas gdy władze lokalne w Hongkongu z zadowoleniem przyjęły orzeczenie sądu.
Również władze Tajwanu wyraziły ubolewanie i potępiły wydane wyroki.
„Dążenie do demokracji i praw człowieka nie jest przestępstwem, a odpowiednie organy, pod pretekstem bezpieczeństwa narodowego, fabrykują zarzuty i przeprowadzają procesy polityczne, by chronić autorytarny reżim, co po raz kolejny udowadnia społeczności międzynarodowej, że tak zwana zasada «jeden kraj, dwa systemy» jest kłamstwem” – oświadczyła tajwańska Rada do spraw Chin Kontynentalnych (MAC).
Dyrektorka organizacji Human Rights Watch na Azję, Elaine Pearson, oceniła, że „te surowe wyroki” obnażają „okrucieństwo i brak poczucia bezpieczeństwa rządu, który boi się pamięci i narodu”.
„Ten wyrok jest potrójną tragedią: dla niesłusznie ukaranych aktywistów, dla ocalałych i ofiar samych represji na placu Tiananmen oraz dla pokoleń mieszkańców Hongkongu, którym odmówiono możliwości dyskusji na temat jednego z najważniejszych wydarzeń w historii nowożytnych Chin” – przekazała cytowana przez BBC zastępczyni dyrektora regionalnego Amnesty International, Sarah Brooks.
Źródło: 