Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

"Tygodnik Powszechny" nr 39/2009

Joanna Brożek, Michał Olszewski

Na żyłce

Przypadek Wioletty Woźny pokazał, jak obchodzony jest ustawowy zakaz sterylizacji.
Otwarte pozostaje pytanie, ile kobiet zostało wysterylizowanych bez ich wiedzy.

Statystyki, jakimi dysponuje Narodowy Fundusz Zdrowia, zdają się pokazywać, że problem nie istnieje: w ubiegłym roku w oficjalnych sprawozdaniach znalazło się 27 przypadków zabiegów podwiązania i zmiażdżenia jajowodów wykonanych w trakcie cesarskiego cięcia. W tym samym roku w polskich szpitalach wykonano ok. 120 tys. „cesarek”. To zestawienie pokazuje, że legalne zabiegi ubezpłodnienia, przeprowadzone z powodu wskazań medycznych, lokują się w granicy błędu statystycznego.

Kłopot w tym, że żaden z ginekologów, z którymi udało się nam porozmawiać, w prawdziwość tych statystyk nie wierzy. Liczba sterylizacji w polskich szpitalach państwowych i prywatnych jest na pewno znacznie wyższa, choć jej skali oszacować nie sposób.

O sterylizacji rozmawialiśmy z ginekologami z południowej Polski, zarówno z klinik państwowych, jak i prywatnych. Żaden nie zgodził się na ujawnienie personaliów. Rozmawiać nie chcą też położne; z kilkudziesięciu kobiet, z którymi próbowaliśmy się skontaktować, wiedząc, że szukają możliwości sterylizacji albo są już po niej, odezwały się dwie. Ryzyko jest zbyt duże: za sterylizację bez wskazań medycznych polski kodeks karny przewiduje nawet 10 lat więzienia. Pacjentki i lekarze zamknięci są w trójkącie, którego wierzchołki wyznaczają kodeks karny, nauka Kościoła i informacje z krajów, gdzie tego typu zabiegi można wykonać legalnie.

Partactwo odstawili

Po ujawnieniu przypadku Wioletty Woźny środowisko ginekologów i położników podzieliło się. Jedni, jak doktor A., uważają, że lekarze z Szamotuł popełnili błąd, przekraczając swoje uprawnienia.

A. od 7 lat jest na emeryturze. Ginekolog-położnik z jednej z najlepszych państwowych klinik na południu Polski. Masywny mężczyzna o mocnym uścisku dłoni od razu wzbudza zaufanie. Przyznaje, że w latach 80. sam wykonywał zabiegi ubezpłodnienia, ale tylko w sytuacjach ostatecznych, ze wskazań medycznych. W innych przypadkach odmawiał. Wspomina, że do końca lat 80. legalnych sterylizacji przeprowadzano dużo więcej niż obecnie. Choć z drugiej strony, wraz z coraz większą liczbą cesarek musi rosnąć liczba sterylizacji, czego nie oddają statystyki.

— Zdarzało się przy skomplikowanych przypadkach, że sterylizacja ratowała życie. Najczęściej w grę wchodziło całościowe wycięcie macicy. Natomiast zabieg Pomeroya, czyli podwiązanie jajowodów, nigdy nie ratował życia! — podkreśla A.— Dlatego dziwi mnie przypadek w Szamotułach. Dlaczego uznali, że są najważniejsi?

Jest i druga grupa lekarzy. Ci uważają, że lekarze z Szamotuł zachowali się po amatorsku.

Dr X., z dużej kliniki, chce rozmawiać tylko nieoficjalnie. Jest późny wieczór, na oddziale zaczyna się „młyn”: porodówka, konsultacje, badania, znowu porodówka. Niewykluczona kolejna cesarka tego dnia. X. automatycznie sięga po paczkę vogue'ów. Precyzyjnie wyławia cieniutki papieros, pudełko nonszalancko podrzuca na krawędź umywalki. Przysadzisty brunet, w czerwonych spodniach i bluzie, siada na biurku.

Zaciąga się. X.: — W Szamotułach odstawili partactwo i kretyństwo, bo wpisali to w kartę pacjentki.

A jeśliby nie wpisali? Nieświadoma niczego Wioletta Woźny po prostu nie zachodziłaby już w ciążę, a przecież mogłoby być tysiąc innych powodów: chociażby zrosty samoistne na jajowodzie. Nie wpadłaby na trop sterylizacji. Nie da się tego rozstrzygnąć, nie otwierając brzucha, a żaden sąd nie może nakazać takiej procedury medycznej.

F., właściciel jednej z najstarszych prywatnych klinik położniczych na południu Polski: — Lekarze nie zrobili jej na złość. Moim zdaniem ta pani wraz z prawnikiem chcą wyłudzić pieniądze od szpitala.

Nie za wiele komórek

> W historiach ginekologów, którzy swoją karierę zaczynali na początku lat 80., a dziś są ordynatorami klinik, pojawia się wyraźny motyw: tęsknota za systemem, w którym pacjentka wierzy lekarzowi i nie zadaje zbędnych pytań. W takim systemie lekarz uzyskuje rangę niemal boskiej istoty.

Kiedy B., ordynator jednej z państwowych klinik ginekologicznych, chodzi po swoim gabinecie, łatwo zrozumieć, co oznaczało to w praktyce. B., postawny pięćdziesięciolatek z delikatnymi dłońmi doświadczonego chirurga, ma w sobie coś z pilota linii transkontynentalnej. Biją z niego nienachalna pewność siebie i przekonanie o własnych racjach. — Kiedyś było tak, że pacjentka zdawała się na moje umiejętności. Wiedziała, że zrobię wszystko, co dla niej najlepsze — tłumaczy. — Dzisiaj spotykam się z kobietami, które pytają mnie o każdy szczegół. Ich wycinkowa wiedza bywa tak duża, że mógłby jej pozazdrościć student szóstego roku medycyny. To nie ułatwia mi pracy.

B. przyznaje też, że w lekarzu przyzwyczajonym do paternalistycznego modelu może pojawić się chęć przejmowania odpowiedzialności za coś więcej niż tylko sprawne przeprowadzenie porodu.

B: — Widziałem migawki z domu tej pani spod Szamotuł. Jaki tam był brud! Jak w takich warunkach wychowywać dzieci, jak żyć po ludzku? Dlaczego nikt nie zastanawia się, że przy kolejnej ciąży ta kobieta mogłaby umrzeć? Lekarze jej pomogli, powinna im być wdzięczna.

C., ordynator prywatnej kliniki, 150 cesarskich cięć w miesiącu: — Nie chcę nikogo obrazić, ale zdarzają się kobiety, które nie mają zbyt wiele komórek mózgowych. Odbieram czwarty czy piąty poród, wiem, że pacjentka o antykoncepcji nie ma zielonego pojęcia i mieć nie chce. Wiem, że pochodzi z dołu drabiny społecznej. W takim momencie rodzi się pokusa, żeby zadecydować za nią. Jak byłem młody, zdarzało się, że moi koledzy ulegali, wierząc, że tak będzie lepiej dla wszystkich.

— Nawet jeśli istnieją wskazania medyczne, to wykonanie sterylizacji bez zgody pacjentki jest dla mnie absolutnym naruszeniem zasad etyki i sztuki lekarskiej — kategorycznie twierdzi A.

Powrót po latach

A.: — Każda cesarka to sytuacja kusząca dla obu stron. Bierzemy skalpel, dziecko rodzi się zdrowe, a przy okazji możemy zapobiec kolejnym ciążom. Naginamy procedury albo w ogóle nie piszemy w karcie informacyjnej, że zabieg został wykonany. Zakaz wręcz zachęca do szukania obejść. Tyle że tak drastyczne działanie czasem mści się i na lekarzach, i na kobietach. Bo co zrobić, jeśli w kobiecie odezwie się po latach instynkt macierzyński?

Ślady tych wahań widać na forach internetowych, gdzie kobiety szukają lekarzy wykonujących sterylizację bądź dzielą się swoimi doświadczeniami już po zabiegu.

Anyjka, na forum www.cafeteria.pl: „Ja miałam w 2001 r. podwiązane jajowody przy okazji cesarskiego cięcia, ale w Niemczech. Miałam już 7-letniego syna i 5-letnią córkę, aż tu nagle ciąża i to bliźniacza. Po niej zdecydowałam się na ten krok i dziś tego żałuję... Moje pierwsze małżeństwo nie należało do udanych. Mam 30 lat, w roku 2005 wyszłam ponownie za mąż za kochanego faceta, teraz chcielibyśmy mieć własne dzieci, pomimo że moja czwóreczka jest przez niego traktowana jak swoje, ale już za późno. Wiele nocy przepłakałam, przecież jest tyle innych metod zapobiegania ciąży, a życie czasem jest takie przewrotne”.

Małgorzata, na forum www.cafeteria.pl: „Po narodzinach piątego dziecka podwiązałam jajowody, gdyż myślałam, że w moim życiu nic już się nie zmieni. Jednak rozstałam się z mężem. Poznałam Grzegorza, wielka miłość, plany na przyszłość, okrutne wielkie szczęście, okrutne, gdyż on pragnie potomka. 3 moich dzieci jest już dorosła, a więc jesteśmy my i 2 małych dzieci, które chowamy razem. CZUJĘ WIELKI BÓL i teraz wiem, że moja decyzja była wielkim błędem. Grzegorz zapewnia, że pogodził się z faktem, ale ja w to nie wierzę, widzę, jak przełącza reklamy z maluchami. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas i nigdy nie zrobić tego strasznego zabiegu. Proszę was, rozważcie waszą decyzję 1000 razy. JA ZA MOJĄ BARDZO CIERPIĘ”.

A. przypomina sobie casus pacjentki sprzed 9 lat. Matka dwójki dzieci, na porodówkę zgłosiła się już w trzeciej ciąży. Poród przeciągał się, a pacjentka nie wytrzymywała bólu. — Krzyczała do nas stanowczo, że żąda cesarskiego cięcia i natychmiastowej sterylizacji przy okazji — opowiada. — Odmawiała parcia. W pośpiechu podpisała zgodę na cesarkę. Wysterylizowano ją przy okazji, jak prosiła, ale nikt nie poszedł po rozum do głowy, żeby zmusić ją do złożenia odrębnego podpisu pod zgodą na zabieg. Po kilku latach wróciła z pretensjami i groziła sądem za to, że została ubezpłodniona i okaleczona na całe życie!

Na takie balety nie idę

Istnieje kilka metod sterylizacji. Pierwsza chirurgiczna: polega na podwiązaniu jajowodów lub ich przecięciu i podwiązaniu. Druga: przez wprowadzenie uteroskopu do macicy w celu zlepienia ujść macicznych jajowodów. I wreszcie trzecia, tzw. laparoskopowa, kiedy zakłada się klipsy na jajowody. Ostatnia jest odwracalna, ale w Polsce nie stosuje się jej w ogóle, ze względu na zakaz wykonywania sterylizacji. Klipsy są łatwo widoczne i wyczuwalne w każdym badaniu.

A.: — Podstawowy błąd w dzisiejszym myśleniu o sterylizacji polega na tym, że klasyfikuje się ją do grona metod antykoncepcji. To błąd. Antykoncepcja jest metodą czasowego zatrzymania płodności, sterylizacja prowadzi do zatracenia na trwałe zdolności płodzenia!

F.: — Nieprawda, sterylizacja jest metodą ograniczenia płodności. Jeśli kobieta uzna, że jednak chce mieć dziecko, może starać się o in vitro. Czy to jest nielogiczne? Oczywiście, że nie — zdarzają się sytuacje, że sterylizacja jest jedyną dobrą metodą antykoncepcyjną.

Jeszcze w latach 80. lekarze niemal rutynowo sterylizowali kobiety po trzecim cesarskim cięciu. Niekoniecznie pytając o zgodę. Nikt nie zna liczby kobiet, które zostały wysterylizowane bez swojej wiedzy. Ale jak podkreślają lekarze, był to czas, kiedy zabieg usunięcia ciąży traktowano jak normę, więc nikt specjalnie nie przejmował się sterylizacją.

Sterylizacja teoretycznie jest zabiegiem nieodwracalnym. W wyjątkowych sytuacjach można wprowadzić żyłkę do jajowodu, jeden koniec zwisa w macicy, drugi w brzuchu. Na tej żyłce szyje się jajowód. Kiedy się zrośnie, wyciąga się żyłkę przez macicę, chwytając ją precyzyjnymi kleszczykami. W Polsce nie robi się tego w ogóle.

X. twierdzi, że sterylizacja powinna być decyzją kobiety. Jeśli zmieni zdanie po zabiegu, to już jej problem. W świetle dzisiejszych zakazów X. ma obowiązek jedynie poinformować pacjentkę o zagrożeniach w przypadku ciąży po kolejnych cesarskich cięciach: może stracić tylko macicę, może stracić życie (na jego oddziale na 1500 porodów rocznie u ok. 15 kobiet w ciąży po dwóch lub trzech cesarkach pęka macica lub dochodzi do krwotoku w wyniku rozejścia się blizny na brzuchu).

X.: — Nie mogę jej zmusić do tego, żeby nie zachodziła w ciążę. Mogę to zasugerować. Mówię, jak się zabezpieczyć.

Dopuszczalną przez prawo formą antykoncepcji są np. wkładki wewnątrzmaciczne, spirale i pigułki. Kościół akceptuje jedynie naturalne metody regulacji poczęć.

Iwona, czterech synów. Mąż namawia ją do antykoncepcji, ona obstaje przy metodach naturalnych. — Trudność jest podwójna: wtedy, kiedy biologicznie najbardziej mam ochotę na seks, nie można, bo wypadają dni płodne — mówi. Iwona jest ambitna, nie chce kolejnej ciąży, bo wyleci z pracy, a i tak trudno powiązać koniec z końcem.

— Młodszy syn Antoś ma niecałe dwa latka. Muszę wstawać w nocy po kilka razy i wtedy wszystkie pomiary temperatury idą w łeb. Wykres skacze. Antek jest nieplanowanym „owocem” naturalnej metody.

Iwona myślała o sterylizacji. Boi się, że nikt nie zgodzi się na taki zabieg. Boi się też, że po zabiegu nie dostanie rozgrzeszenia.

Dr X. — Obca baba? Żeby mnie potem po sadach ciągnęła! A jak zmieni partnera i zachce jej się? To co?

Kilku innych lekarzy powtarza to samo: lepiej jeśli można wysterylizować przy okazji jakiegoś zabiegu. Wtedy jest „alibi”. Ale tak sztuka dla sztuki? Do brzucha trzeba dostać się nożem, potem laparoskop. Zawsze istnieje ryzyko, że coś się stanie, powinie się ręka.

Dr X.: — Prokurator musi mieć uzasadnienie. Bo co ja mu powiem, że z jakiej przyczyny otwierałem brzuch i wkładałem laparoskop? Na takie balety nie idę.

M., z wyższym wykształceniem, matka 18-letniego syna. Mąż traktował ją jak własność do zaspokajania potrzeb seksualnych. Groził, że pójdzie do innej, jeśli M. będzie odmawiać seksu. Nie chciała więcej rodzić, ale bała się odejścia męża. On i tak ją zostawił. Chodziła za swoim ginekologiem kilka miesięcy. Nie było mowy. Jako 36-latka pojechała do kliniki na północ Polski. Odmówiono. Odłożyła trochę oszczędności i wysterylizowano ją w Niemczech. Za ile? Nie chce powiedzieć. Dziś w Polsce zapłaciłaby za taki zabieg od 800 do nawet 3 tys. złotych.

O sterylizacji niechętnie mówią też położne, a kobiety, które poddały się zabiegowi mniej lub bardziej świadomie, odmawiają spotkań, bez entuzjazmu i pospiesznie rozmawiają przez telefon.

Ula, położna jednego ze śląskich szpitali, z 20-letnim stażem pracy, jest wystraszona, kiedy pytamy o sterylizację. Rzuca tylko, że spotyka pacjentki, które same proszą na porodówce, żeby je podwiązać po urodzeniu dziecka. Nie ma znaczenia, czy czeka je cesarka, czy poród siłami natury. Niektóre rodzą trzecie, inne drugie dziecko. Zwykle o podwiązanie proszą kobiety wykształcone.

Ula: — Nawet jeśli błagają i chcą złożyć podpis pod zgodą na zabieg, lekarz odmawia, bo boi się konsekwencji prawnych, że za kilka lat pacjentka wróci z pretensjami, i będzie chciała zabieg odwrócić. A odwrotu nie ma.

***

Dr F.: — W pewnym momencie wiedziałem, że nie chcę mieć więcej dzieci. Wziąłem urlop i pojechałem do Niemiec, podwiązałem się. Mógłbym zrobić to w kraju, ale nie chciałem narażać kolegów na kłopoty. Mniej więcej to samo mówię kobietom, które przychodzą do mojego gabinetu i zdecydowanie deklarują chęć sterylizacji. Jeśli są pewne swojej decyzji, niech jadą do Czech czy Niemiec. Szybko, legalnie i bez lęku, że naraża się lekarza na więzienie albo zakaz wykonywania zawodu.

X.: — Jak przyjdzie do mnie kumpela albo żona kumpla — nie ma sprawy, zrobimy, co trzeba. Zawsze się coś wymyśli w takiej sytuacji: laparoskopia zwiadowcza, podejrzenie ciąży pozamacicznej albo zrosty.

B. irytuje się pytaniem, czy w jego szpitalu zdarzają się sytuacje, kiedy informacja o sterylizacji nie trafia do dokumentacji: — Bardzo, bardzo głupie pytanie. Coś takiego się nie zdarza, chyba że asystent się pomyli. Nie wierzę, że celowo można popełnić podobne uchybienie. U nas takich zabiegów nielegalnie się nie dokonuje.

C.: — Nie stoję na sali operacyjnej przy każdej cesarce i nie mogę powiedzieć, że u mnie tego nie ma. Mogę natomiast z pełną odpowiedzialnością mówić za siebie. Ja takich zabiegów nie wykonuję.

Pytamy X., czy w jego szpitalu podwiązuje się kobietom jajowody. Zaciąga się dymem. Po chwili milczenia, z łobuzerskim uśmiechem: — Oczywiście, że nie, bo nam nie wolno!

Joanna Brożek, Michał Olszewski


tygodnik.onet.pl


opr. aw/aw



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: kobieta sterylizacja kodeks karny ginekolog położnik Narodowy Fundusz Zdrowia cesarskie cięcie zakaz sterylizacji ginekolodzy podwiązanie jajowodów
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W