Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Ks. Jacek Bolewski SJ

16. Niedziela Zwykła

Miłość Boga-bliźniego

Bóg jest moim bliźnim, kimś najbliższym, okazującym miłosierdzie. Ta zaskakująca prawda wymaga dalszej refleksji, rewizji naszych przyzwyczajeń. Na ogół bowiem mówiąc o bliźnich, myślimy o ludziach, a nie o Bogu - myślimy o nich zresztą dość ogólnikowo. A przecież bliźni to nie jest "pierwszy lepszy" człowiek. To raczej ktoś, kogo sam Bóg czyni mi bliskim, wskazując go jako mojego bliźniego - kogoś, w kim mogę spotkać Jego samego.

Raz jeszcze powróćmy do czytanej w ubiegłą niedzielę, niezgłębionej przypowieści o Dobrym Samarytaninie (Łk 10, 30-37). Samarytanin jest obrazem Boga, który okazuje miłosierdzie w trudnej sytuacji. Jest obrazem Jezusa - Boga, ale także Człowieka. Dlatego trzeba zapytać: Co nam objawia Samarytanin jako człowiek? Jego serce zostało poruszone widokiem nieszczęśliwego leżącego na drodze - zostało poruszone tak głęboko, że Samarytanin musiał to uznać za poruszenie samego Boga. Tak jakby to właśnie Bóg cierpiał w tym momencie - nie tylko na widok nieszczęśliwego, ale w nim samym, niejako się z nim utożsamiając. W tym sensie bliźnim okazał się dla Samarytanina człowiek, którego nieszczęście poruszyło go jako znak samego Boga proszącego o pomoc - pomoc możliwą jedynie przez człowieka, chociaż jej źródłem jest znowu sam Bóg...

Tak oto możemy głębiej pojąć jedność miłości - Boga i bliźniego. Przyjmując miłosierdzie, okazane przez Boga mnie osobiście, otwieram się zarazem na miłosierdzie, jakie pragnie On okazać przeze mnie drugiemu człowiekowi, ku któremu mnie porusza. Istotne jest "rozeznawanie" tych poruszeń, to znaczy rozpoznanie, czy odzywa się w nich tylko "odruch" serca, wrażliwego na zło, czy też poruszenie to jest znakiem od Boga. Bo kiedy tego nie rozróżniamy, wtedy gubimy się pośród niezliczonych ludzkich nieszczęść, na które reagujemy naszymi uczuciami, nie uczynkami, by stwierdzić z rezygnacją, że przecież wszystkim nie pomożemy. To prawda, nie każde ludzkie nieszczęście jest znakiem, że właśnie ja mam mu zaradzić. W tym sensie nie wszyscy są moimi bliźnimi. Jednak stwierdzając to, nie mogę ustawać w pytaniu, kto jest moim bliźnim - w kim sam Bóg, jako mój bliźni, oczekuje ode mnie pomocy, znaku Jego miłosierdzia.

Sens jedności - miłości Boga i bliźniego - odsłania się w ewangelicznym spotkaniu Marii i Marty z Jezusem (Łk 10, 38-42). Widać tu znowu, że bliźnim, czyli tym, kto okazuje miłosierdzie, jest najpierw Jezus. Pojmuje to Maria, otwierająca się całym sercem, całą (o)sobą na Jego miłość. Natomiast Marta widzi w Nim bliźniego tylko "po ludzku" - chce Mu okazać s w o j ą miłość, ale jej niespokojne zabieganie pokazuje, że głębiej nie przyjęła J e g o miłości - tego jednego, co jest naprawdę konieczne. Nie rozpoznała jeszcze w Jezusie, że Bóg i bliźni to jedno. Dlatego jej uczynność nie jest pełnym czynem miłości. W pełni bowiem ludzkie działanie jest zarazem przyjmowaniem Bożego działania - w jedności czynu i modlitwy.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: serce miłosierdzie człowiek Samarytanin Bóg bliźni Marta Maria rozeznanie nieszczęście
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W