Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Piotr Sikora

Źródło

Ojcowie Pustyni mawiali, że wielki jest ten, kto wskrzesza umarłych,
ale ten, kto poznał siebie w prawdzie — jeszcze większy.

W nocnej rozmowie z Nikodemem Jezus mówi: „Jeśli ktoś się nie narodzi powtórnie, nie może wejść do Królestwa Bożego” (J 3, 3). Narodziny te są narodzinami „z wysoka”, tj. z Ducha, a nie z ciała. Ważne jest również, że wedle Jezusa narodzić się powtórnie z Ducha musi Nikodem (por. J 3, 7) — pobożny faryzeusz, nauczyciel Izraela. Można być człowiekiem głęboko zaangażowanym religijnie — i (jeszcze) z Ducha nie narodzonym. Istnieje bowiem religijność „z ciała”, która musi dopiero przejść duchowe narodziny.

Proces przemiany religijności z ciała w wiarę z Ducha nie jest prosty, wymaga ludzkiego wysiłku i pomocy Boskiego położnika — Jezusa. Ewangeliczny opis tego procesu znajdujemy w historii kobiety z Samarii.

Samarytanka jest kobietą religijną. Gdy spotyka siedzącego przy studni spragnionego Żyda, który prosi ją o wodę, pierwszą reakcją jest rezerwa: „Jakże ty, Żyd, prosisz mnie, Samarytankę, o wodę?” (J 4, 9). Jej religia to system rytuałów, określający tożsamość na poziomie plemienno-narodowym: przez utożsamienie z własną zbiorowością i oddzielenie od innych. System ten przesłania jej żywego człowieka z jego podstawową życiową potrzebą wody do picia! Gdy  bowiem religia jest narzędziem, za pomocą którego kształtujemy tożsamość przez odróżnienie się od innych, nie dostrzegamy prawdziwego życia. Zamiast człowieka widzimy etykietkę: „Żyd”, „muzułmanin”, „Ukrainiec”.

Jezus „włamuje się” w przestrzeń religijnie wydzielonej tożsamości Samarytanki. I prowokuje dalej — „gdybyś wiedziała, kim jestem [głębiej i wyżej niż na poziomie mojej religii i narodowości], sama poprosiłabyś mnie o żywą wodę” (por. J 4, 10). Odpowiedzią jest oburzenie: „Czyż jesteś większy od naszego ojca Jakuba, który dał nam tę studnię?” (J 4, 12). Religia związana z tożsamością polityczną i narodową stanowi powód poczucia wartości — opartego na przekonaniu o własnej wyjątkowości. Nikt nie lubi, gdy ktoś wyjątkowość tę kwestionuje.

Jezus wskazuje jednak, że taka religijność nie jest w stanie zaspokoić nawet podstawowych potrzeb człowieka — „kto pije tę wodę, znów będzie pragnął” (J 4, 13). Uświadomienie sobie tej ułomności rodzi w kobiecie pragnienie zmiany — ale nie postawy, lecz przynależności. Nie rozumie obietnicy: „kto napije się wody, którą ja mu dam, nie będzie pragnął, lecz woda ta stanie się w nim źródłem wytryskującym ku życiu wiecznemu” (J 4, 14). Nie zauważa drugiej części zdania wypowiedzianego przez Jezusa: jej świadomość nie dociera do poziomu Ducha, życia wiecznego, jest wciąż zamknięta w sferze doczesnej: „Panie, dawaj mi zawsze tej wody, bym nie musiała już przychodzić tu czerpać” (J 4, 15).

Przynależność można zmienić, lecz w gruncie rzeczy chodzi nadal o użycie religii do zaspokajania potrzeb przyziemnych, wykorzystanie do lepszego urządzenia się w tym życiu: daj nam, Boże, zdrowie i pomyślność w interesach, ześlij deszcz na nasze plony, pomóż dobrze zdać maturę. To religijność handlu, traktująca Boga — jak mówił Mistrz Eckhart — niczym krowę, cenioną tylko za mleko, które daje.

Kobieta nie może zrozumieć Jezusa, nie potrafi dostrzec, że chodzi Mu o Ducha i narodziny z Niego, gdyż nie zna siebie.

Teraz jednak nadchodzi kluczowy moment: „Idź, przyprowadź swego męża”. „Nie mam męża”. „Prawdę powiedziałaś, miałaś pięciu, a ten, którego masz teraz, mężem twoim nie jest” (J 4, 16--19). Narodziny z Ducha nie są możliwe bez konfrontacji z sobą, ze swoją grzesznością, która w gruncie rzeczy powiązana jest z najgłębszym pragnieniem — miłości. Ojcowie Pustyni mawiali, że wielki jest ten, kto wskrzesza umarłych, ale ten, kto poznał siebie w prawdzie, jest jeszcze większy. Religia zbiorowej tożsamości nie wiąże się z głębokim wglądem w duchowość osoby. Skutecznie wywołuje zbiorowe emocje, daje pociechę w trudach codziennego życia, nie prowadzi jednak swego wyznawcy w głąb niego samego. Grzech traktuje jako przekroczenie przepisu, wyłamanie się ze społecznych standardów — nie potrafi połączyć go z najgłębszymi pragnieniami i ranami duszy. Jej doktrynerstwo i moralizatorstwo umożliwiają pozostawanie z dala od siebie samego.

Jezus jednak z miłosierdziem doprowadza Samarytankę do konfrontacji z jej prawdą. Nie zostawia jednak w trakcie tego procesu kobiety samej sobie. Jest przy niej, to On jest tym, który „mówi jej wszystko, co zrobiła” (J 4, 29). Czyni to zaś w sposób, który umożliwia przyjęcie prawdy. Więcej: który nie powoduje niechęci do objawiciela jej pragnień i grzechu, lecz przeciwnie — umożliwia głębsze rozpoznanie Jego tożsamości: „widzę Panie, że jesteś prorokiem” (J 4, 19).

Rozpoznanie prawdy o sobie, pogodzenie się z nią pozwala kobiecie na wyzwolenie się — wreszcie i w jakimś stopniu — z religijnego egocentryzmu. Dopiero teraz pyta ona nie o siebie (o swoją narodowo-plemienną tożsamość, o swój dobrobyt), lecz o kult: gdzie jest jego właściwe miejsce (por. J 4, 20). Powoli zaczyna chodzić nie o religijność, która ma zaspokajać nasze potrzeby, lecz o istotę wiary, o adorację.

Nie jest to jednak jeszcze wiara, o którą chodzi Jezusowi. W postawie Samarytanki pozostała nadal tendencja do porównywania się z innymi i rywalizacji: które miejsce — nasze czy wasze — jest tym właściwym? Pozostało przywiązanie do określonej tradycji, wspólnoty, sposobu kultu, które przesłania samego Boga (w oryginalnym tekście Ewangelii w pytaniu Samarytanki imię Boże się nie pojawia — jakby chodziło jej o sam kult, rytuał). Dlatego odpowiedź Jezusa wskazuje, że nawet to ostatnie pytanie kobiety jest źle postawione. „Ani na tej górze, ani w Jerozolimie”, „nadchodzi godzina, już jest, gdy prawdziwi czciciele będą oddawać Ojcu cześć w Duchu i prawdzie”, bo „Bóg jest Duchem” i „takich czcicieli szuka” (por. J 4, 21-24).

Istnieje ścisły związek pomiędzy rozpoznaniem prawdy o sobie, w tym także o swojej duchowej głębi, a narodzinami z Ducha oraz prawdziwą adoracją Boga. Kult taki, tj. prawdziwa relacja z Bogiem, rodzi się w duchu/Duchu  — w głębi, w której narodzony z Ducha człowiek sam jest niczym Boskie Tchnienie, wiejące skąd i dokąd chce; w sercu, które — jak pisze Mistrz Eckhart — jest wolne, tj. „którego nic nie krępuje, które swego ideału nie związało z żadnym sposobem [ani z żadnym miejscem], w niczym też nie szuka swego”.

A więc narodziny z Ducha: wyjście z religii zbiorowej tożsamości (narodowej, plemiennej, grupowej), tworzonej za pomocą systemu tradycji, wierzeń i rytuałów wzbudzających tłumne emocje, wprowadzającej podziały „my — oni”; opuszczenie religijności handlowej, szukającej w określonej pobożności nadprzyrodzonej pomocy w urządzeniu sobie całkiem przyrodzonego życia; przejście przez wąską ścieżkę konfrontacji z prawdą o sobie, rozpoznanie swojego grzechu i swoich najgłębszych pragnień — by wreszcie żyć na otwartej przestrzeni, niczym Boskie Tchnienie, nieogarnione, nieograniczone, zmierzające skąd i dokąd chce, by nieść w sobie źródło żywej wody, Ducha dającego życie innym.

Kto narodził się z Ducha, przez Ducha jest prowadzony — wiedzie go najgłębsza jego prawda, nie zewnętrzne normy, nakazy, naciski. Jego tożsamością jest odciśnięty w nim Obraz Boży, nie społecznie stworzone etykiety. Wiara zrodzona z Ducha, adoracja w Duchu i prawdzie jest głęboko osobista i jednocześnie wspólnotowa, lecz w sposób, który nie tworzy podziałów. Nie jest bowiem przywiązana do tej czy innej „góry” albo „świątyni”, lecz jej istotą jest bijące wewnątrz człowieka źródło, z którego pić może każdy, kto pragnie.     

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Duch Święty Zesłanie Ducha Świętego Nikodem Samarytanka Piećdziesiątnica
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W