Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

"Tygodnik Powszechny" nr 20/2009


ks. Waldemar Chrostowski


U źródeł „Rzeki żółci”




Po wydaniu książki „Kościół, Żydzi, Polska” nie spodziewałem się komplementów „Tygodnika Powszechnego”, liczyłem jednak na rzetelność i uczciwość.
Odsłaniając kulisy i meandry kontaktów katolicko- i polsko-żydowskich w latach 80. i 90., odkrywam niejedno drugie dno tego, co działo się wtedy i później.


Nie zamierzałem odnosić się do żadnej recenzji mojej książki, bo każdy czytelnik ma prawo do własnego jej odbioru i oceny. Ale nie mogę pozostać głuchy i niemy, gdy recenzent wyzbywając się wszelkich skrupułów, całkowicie przeinacza treść i sens tego, co powiedziałem, oraz neguje moją wiarygodność. Nie jest mi również obojętne, że redakcja „TP” zamieściła tekst Marka Zająca („TP” nr 18/09) pod nagłówkiem „Spory–polemiki”.

Bracia w wierze

Dopuszczając się wielu nierzetelności i przeinaczeń, Marek Zając skupił się na trzech zagadnieniach, w każdym poważnie zakłamując mój punkt widzenia. Najpierw sprawa bezprecedensowego nazwania Żydów przez Jana Pawła II „starszymi braćmi”. Papieskie dopowiedzenie „w pewien sposób”, wbrew opinii Marka Zająca, jest tutaj kluczowe. Na nic zdadzą się zaklęcia, że ma być inaczej. Żenuje i zaskakuje opinia, iż opuszczenie tego dopowiedzenia w oficjalnym przekładzie polskim to wynik bałaganu, jaki panował w Watykanie. Chodzi przecież o jeden z najistotniejszych aspektów chrześcijańskiej teologii judaizmu! W książce wyraźnie zamykam swoją narrację na wydarzeniach z 1998 r., zapowiadając ewentualnie jej kontynuację. Nie przytaczam wypowiedzi Jana Pawła II z lat następnych, zaś gdybym to uczynił, tym mocniej potwierdzałyby one mój tok myślenia i wykładu. Papież mówił później o „starszych braciach w wierze”, a więc częściowo doprecyzował, na czym owo braterstwo polega, zaś w refleksji solidnego i twórczego teologa nauczanie papieskie stanowi punkt wyjścia, a nie punkt dojścia. Zupełnie nie wiem, skąd Marek Zając zaczerpnął słowa o „starszych braciach w wierze” na spotkaniu Jana Pawła II z przedstawicielami wspólnoty żydowskiej w 1987 r. w Warszawie. Wydając dwukrotnie (1990, 2005) wszystkie papieskie wypowiedzi na temat Żydów i judaizmu, nigdzie na nią nie natrafiłem. Czyżby jakiś nowy apokryf?

Nigdy nie negowałem braterstwa chrześcijan i wyznawców judaizmu, stale ponawiam jednak postulat, by precyzyjnie i w kategoriach teologicznych określić, na czym ono polega. Skoro formuła „starszych braci” jest tak piękna i prawdziwa, dlaczego Riccardo Di Segni, główny rabin Rzymu, podczas obchodów 40. rocznicy soborowej deklaracji „Nostra aetate” w Kanadzie (10 listopada 2005 r.), wzywał, by jej zaniechać? Przypomniał, że w Biblii „starszy brat to brat, który traci swoje prawa”, po czym zakwestionował zasadność dialogu z chrześcijanami i stwierdził, że chodzi w nim o wydziedziczenie Żydów z ich przywilejów. Co na to Marek Zając? W tych kwestiach każdy niuans jest ważny, natomiast brak należytej precyzji prowadzi do fałszu i dezorientacji. Przykład? Na początku 2009 r. jeden z organizatorów Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce obwieścił, że chrześcijaństwo w relacji do judaizmu to „karzeł na ramionach olbrzyma”. Może to oznaczać, poza wszelkimi konsekwencjami teologicznymi, że „karzeł” pójdzie tam, gdzie go „olbrzym” zaniesie.

Tęcza na czarno

Nawiązanie do mojej polemiki z tekstem ks. Stanisława Musiała „Czarne jest czarne” zostało podszyte kolejnymi przeinaczeniami. Czyniąc mi zarzut z przytaczania wielu różnych szczegółów, Marek Zając stroni od detali i wybiera ogólniki. W odniesieniu do konfliktu wokół Karmelu i krzyża papieskiego na oświęcimskim Żwirowisku twierdzi, że „jałowe byłoby odtwarzanie krok po kroku tamtych wydarzeń”. Wniosek: trzeba przyjąć wersję forsowaną w jego kręgach.

Idąc po tej linii, Marek Zając nie wspomina, że kontrowersyjny tekst ks. Musiała ukazał się jednocześnie na łamach „TP” i „GW” w połowie listopada 1997 r., zaś moja odpowiedź („Tęcza na czarno”) została ogłoszona przez KAI trzy tygodnie później. Chytrze zauważa, że „wystarczy przewrócić kilka kart w roczniku »TP« z 1998 r., żeby natknąć się na artykuł... »Tęcza na czarno«”, co sugeruje, że redakcja „TP” niczego nie cenzurowała. Celowe przemilczenie dokładnych informacji chronologicznych nie pozwala dostrzec, że „kilka kart w roczniku »TP«” to znacznie ponad miesiąc od ukazania się mojej reakcji na wystąpienie krakowskiego jezuity. Redakcja „TP” przedrukowała tekst dopiero wówczas, gdy od dawna rozwijała się głośna debata, co więcej, uczyniła z niego punkt oparcia do zamieszczenia kilku polemik napisanych w takim duchu, jaki jej odpowiadał.

Skażenie pamięci

Żałosne są wywody opatrzone tytułem „Bzdury oświęcimskie”. W tym miejscu Marek Zając pozwala sobie na takie streszczanie moich poglądów, którego wolę nie nazywać. Nie wie, że Międzynarodowa Rada Oświęcimska (z moim czynnym w niej udziałem) istniała i działała od początku lat 90.? Wręcz kpi z tego, co powiedziałem, że „nazistom chodziło – z czego Polacy wcale nie zdają sobie sprawy – o nieodwracalne skażenie żydowskiej pamięci o Polsce”. Temu samemu służy podpis „z kluczem”, umieszczony w „TP” pod fotografią bramy wjazdowej do Birkenau.

A więc powtarzam: tak, już pod koniec 1941 r., gdy załamał się front na Wschodzie, niemieccy narodowi socjaliści liczyli się z faktem, że przegrają tę wojnę, co więcej, widmo ich klęski stawało się nieuchronne. Decydując się w styczniu 1942 r. na „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” w tym kształcie i miejscu, które wybrali, zaplanowali i zrealizowali, postanowili wymordować wschodnioeuropejskich Żydów, a zarazem nieodwracalnie zmienić i skazić żydowską pamięć o Polsce. To, co nastąpiło po wojnie, świadczy, że odnieśli w tym ogromny propagandowy sukces. „Jak naziści mieli skazić żydowską pamięć w Polsce, skoro wszystkich polskich Żydów skazali na eksterminację?” – pyta Marek Zając retorycznie. Nie widzi albo udaje, że nie widzi, iż adresatami narodowosocjalistycznego wizerunku Holokaustu i propagandy na jego temat mieli stać się ci Żydzi, którzy w różnych rejonach świata, gdzie zbrodnicza ręka nie sięgała, go przeżyli, a także wszyscy nie-Żydzi. Czy w gruncie rzeczy nie o to chodzi również w krążącym po świecie i stale odgrzewanym stereotypie „polskich obozów śmierci”?

Zamiast prostowania przekłamań Marka Zająca, których jest wiele, zbyt wiele, polecam uważne i spokojne przeczytanie mojej książki. Czytelnicy sami zorientują się, co mój polemista tendencyjnie wybiera i eksponuje, a co pomija i przemilcza. Prawdziwym wyzwaniem, o którym mówię i piszę od prawie ćwierć wieku, jest nie tylko dialog katolicko- i polsko-żydowski, bo ten poczynił pewne postępy, lecz wewnątrzkościelny dialog o dialogu. Każda próba jego podjęcia natrafia na silny opór i sprzeciwy, których ilustrację stanowi „Rzeka żółci”.

Ks. prof. WALDEMAR CHROSTOWSKI (ur. 1951) jest biblistą, konsultorem Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jego książka „Kościół, Żydzi, Polska” ukazała się nakładem wydawnictwa Fronda.


tygodnik.onet.pl


opr. aś/aś



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Żydzi historia katolicyzm Judaizm Tygodnik Powszechny polemika książka chrześcijanie Marek Zając Rzeka żółci
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W