Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Wyjście z Otchłani

Ks. Wacław Hryniewicz:
Zmartwychwstanie Jezusa jest ukryte,
dzieje się bez świadków.
Bóg nie chce porazić człowieka radykalną nowością, zaczątkiem czegoś całkiem innego,
nie z tego świata, na co nie jesteśmy przygotowani.

Maciej Müller, Tomasz Ponikło: Daremna jest nasza wiara, jeśli Chrystus nie zmartwychwstał. Ale zmartwychwstania nie sposób historycznie udowodnić... A więc — mówią krytycy — chrześcijaństwo to tylko jedna jeszcze mitologia.

Ks. prof. Wacław Hryniewicz: Domaganie się historycznego potwierdzenia tego wydarzenia jest pokusą, tak jak pokusą jest mieć pretensje do Boga, że nazbyt to wydarzenie ukrył.

Zmartwychwstanie nie jest faktem historycznym, ale jest wielkim wydarzeniem, które wprowadza w świat radykalną, absolutną nowość. Polega ona na tym, że materia staje się przeniknięta duchem: Apostoł Paweł pisał dlatego o „ciele duchowym” (1 Kor 15, 44), przenikniętym mocą Bożego Ducha. W życiu doczesnym nie mamy jeszcze takiej percepcji, by tę nowość móc już teraz dostrzec. Nie możemy jednak popadać w skrajność i nazywać chrześcijaństwa mitologią. A pewien rodzaj racjonalizmu naukowego chce nam wtłoczyć tego typu rozumienie.

Zmartwychwstanie Jezusa jest otoczone dyskrecją, ukryte, dzieje się bez świadków. Pozostają tylko ślady — pusty grób i kilkakrotne zjawianie się Chrystusa. Bóg nie chce porazić człowieka tą radykalną nowością, zaczątkiem czegoś całkiem innego, nie z tego świata, na co nie jesteśmy przygotowani. Paweł mówi wręcz, że dokonało się nowe stworzenie: „jeśli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem” (2 Kor 5, 17). Jednak Bóg w Jezusie zmartwychwstałym jest niezwykle dyskretny — zupełnie inaczej niż na przedstawieniach zmartwychwstania, gdzie Chrystus kroczy z chorągwią niczym dumny zwycięzca.

 

Ale czy nie jest to dyskrecja zbyt daleko idąca, skoro uczniowie na drodze do Emaus nie rozpoznają Jezusa? Gdy zaś już wiedzą, że towarzysz drogi to On, bo objawia im się podczas łamania chleba, Chrystus staje się dla nich niewidzialny.

Otrzymują swój znak, ale dopiero przy stole. A więc ich spotkanie z Jezusem nie kończy się pozostawieniem w bezradności i zwątpieniu — trwa aż do momentu rozpoznania. Rozpoznanie także dla wątpiących i rozczarowanych jest więc możliwe, trzeba tylko być cierpliwym. Ostatecznie jednak dopiero wtedy zrozumiem zmartwychwstanie, kiedy sam zostanę nim dotknięty...

Bo jak mielibyśmy pojąć tak ogromną przemianę? Jesteśmy istotami „nadziejnymi”, w których los jest wpisane to wydarzenie, ale które teraz otrzymują tylko pewien jego zaczątek, zapowiedź, przebłysk — niekoniecznie od razu zrozumiały i oczywisty.

Trzeba umieć prostować swoje ścieżki, przebaczać innym i sobie — wtedy może dokonać się w nas duchowe zmartwychwstanie.

 

Przemiany duchowe, które przeżywa człowiek, pozwalają mu we własnym życiu poczuć przedsmak zmartwychwstania?

Duchowe zmartwychwstanie to odrodzenie, wyjście poza własne umieranie, tu, teraz — kiedy żyjemy wiarą i nadzieją. Dopiero później każdy z nas zrozumie, co to znaczy powstać z martwych, przezwyciężyć śmierć. Duchowe zmartwychwstanie to doświadczenie odmieniania siebie. Taka przemiana jest daleką zapowiedzią tego, co ogarnie ciało — „ciało duchowe”, którego my nie potrafimy na razie dostrzec.

Bóg odpowiedział na wydarzenie Krzyża, którego nie możemy oddzielać od zmartwychwstania. Logika wiary jest paradoksem! Krzyż to i opuszczenie, i ufność. To wołanie „czemuś Mnie opuścił”, i wyznanie: „w ręce Twoje oddaję ducha mego”. Nieraz zawierzając w krytycznej sytuacji, doświadczamy później radości...

Sam Jezus przy swoim zmartwychwstaniu sławi Ojca za to, że Go wskrzesił mocą Ducha, który odnawia oblicze Ziemi, tak jak odnowił postać ziemską Jezusa. Bóg daje nam odpowiedź, która przychodzi do nas jak dobroczynne światło.

 

Zwątpienie w wierze na ogół zaczyna się od niewiary w zmartwychwstanie.

Nadzieja zmartwychwstania jest zaproszeniem, wezwaniem, byśmy uczyli się pewnej skromności w naszej wierze i wyrozumiałości dla tych, którzy nie potrafią w to uwierzyć. Wiara nie może ranić drugich arogancją pewności. Jesteśmy wszyscy, jak uczniowie z Emaus, skorzy do wątpienia, nosimy w sobie cień niedowierzania. Wobec tego rodzaju wydarzeń trzeba pozostać otwartym, bo — tu kolejny paradoks — ma ono w sobie pewną ciągłość, a zarazem nieciągłość. Zalążek ciągłości jest w tajemnicy naszego stworzenia: będziemy zasługiwać na wielką transformację, ale wciąż jesteśmy w trakcie dochodzenia do tej nowości. Wciąż jest jeszcze nie ten zdumiewający dzień przemienienia.

Wiara chrześcijańska i krytyczny rozum oczywiście potrzebują siebie nawzajem! Rozum będzie oczyszczał wiarę i jednocześnie sam otwierał się na to, co nie jest fizykalne. Wiara i rozum stale będą się ze sobą życzliwie zmagać. Mam nadzieję w każdym razie, że do tego powoli dojrzewamy. Doświadczenia czasu przygotowują nas do tego, by lepiej się rozumieć. Także w obliczu tej niezwykłej nowości, jaką niesie zmartwychwstanie. Chociaż już kiedy Paweł na Areopagu ateńskim doszedł w opowieści o Jezusie do momentu zmartwychwstania, ludzie powiedzieli mu: „posłuchamy cię innym razem”.

 

Dlaczego symbolem chrześcijaństwa stał się Chrystus ukrzyżowany, a nie zmartwychwstały? Kładziemy większy akcent na mękę i śmierć?

Śmierć krzyżowa jest nierozerwalnie związana ze zmartwychwstaniem. A ono jest zaskakującą korektą i poszerzeniem horyzontu w stosunku do tego, co mówi nam dzisiejsza mentalność naukowa: że nasza planeta Ziemia istnieć będzie jeszcze tylko kilka miliardów lat, dopóki życiodajne Słońce się nie wypali wskutek stopniowego zmniejszania się ilości wodoru. Tchnie od tego stwierdzenia wyraźne poczucie bezcelowości i daremności. Jean-Paul Sartre mówił o ludzkim życiu, że jest „nieużyteczną pasją”: może być piękne, ale do niczego nie prowadzi. Zmartwychwstanie zaś to zaprzeczenie tej końcowej daremności. Dla wiary to wyzwanie, dla nauki także, gdyż jej kompetencje nie pozwalają przebić się poza obszary weryfikowalne. A Biblia niesie obietnicę „nowego nieba i nowej ziemi”.

Logika wiary ma swoją rozumną racjonalność, rozumne zawierzenie, rozumną nadzieję. Logika ta może sprawiać trudności. Skłonny jestem szukać analogii z przyrodą. Jerzy Nowosielski ze smutkiem patrzył na przyrodę, gdyż widział w niej tyle męki, cierpienia, krzyża, i w rezultacie popadał w swoisty manicheizm — pozostając w kręgu krzyża. A przecież przyroda — jak dawniej mawiano — tchnie także duchem zmartwychwstania. Tyle jest w niej również piękna. Potrafi zachwycać. Już teraz przygotowuje na jeszcze większe piękno świata, które nazywamy nowym stworzeniem. Przypomina nam dyskretnie, że wszechświat czeka także na wielką paschalną przemianę. Wielkanoc jest zapowiedzią Paschy całego kosmosu.

Zmartwychwstanie to wielkie wydarzenie solidarności. Jezus jest z nami solidarny. Jego los łączy w jedno wydarzenie krzyża z wydarzeniem zmartwychwstania. Prawda wiary o zstąpieniu Chrystusa do Otchłani, którą wyznajemy w Credo, potwierdza Jego solidarność ze zmarłymi. Wschodnia ikona Anastasis pokazuje Chrystusa, który już promieniujący, wychodzi z Otchłani, trzymając za rękę ludzi — począwszy od Adama i Ewy. I wyprowadza zmarłych. To znak solidarności dla tych wszystkich, którzy odchodzą z tego jeszcze nieprzemienionego świata, choć noszącego już przez swoje piękno i dobro zapowiedź tego, co kiedyś będzie nieprzemijalne. To jest nowość radykalna, nowość materii przeobrażonej, która dotknęła Jezusa.

 

Dlaczego jednak Jezus musiał umrzeć w tak straszny sposób — czy Bóg nie mógł nas zbawić samą swoją wolą?

Jezus musiał przypieczętować wierność swojemu nauczaniu, które tak raniło ludzi faryzejsko zadufanych w swojej religijności. Jego osoba zderzyła się z oczekiwaniami, jakie żywiono wobec Mesjasza. Został oskarżony o bluźnierstwo, chodził do grzeszników, jadał z nimi — to się nie mieściło w głowie. Pewien rodzaj religijności, który nie znosi tego, że ktoś może myśleć inaczej, potrafi zabijać — również moralnie czy duchowo. Nie mamy się co łudzić — w naszych czasach on też funkcjonuje. Jezus wiele rzeczy rozumiał inaczej i w tym sensie chciał reformować religijność. Gdyby się wycofał przed śmiercią, nie potwierdziłby w sposób najwyższy tego, co głosił. Dał do końca świadectwo o prawdzie własnego życia.

W Jego śmierci jest jeszcze jeden znak: podjął ją świadomie i dobrowolnie. Mówił, że przyszedł, abyśmy mieli życie „i to w obfitości”, że ma moc oddać swoje życie i ma „moc znowu je odzyskać” (J 10, 10. 18).

Krzyż wciąż się powtarza w ludzkich dziejach, choć Jezus z krzyża apeluje, by nikogo więcej to nie spotkało. To wielka, wstrząsająca diagnoza świata. A jednak Jezus umiera z przebaczeniem: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). Usprawiedliwia wręcz swoich prześladowców, pokazuje nowe oblicze Boga, który się nie mści. Mrok śmierci Jezusa zostaje rozjaśniony przez zmartwychwstanie i zaszczepia w nas nadzieję na przezwyciężenie kiedyś dramatu, który niosą ludzkie dzieje. Krzyż jest znakiem ocalenia także dla najbardziej opornych i zagubionych.

 

I na pokonanie własnej śmierci?

Bóg potrafi przezwyciężać śmierć, dla nas nieprzejednanego wroga. Boleśnie przeżywamy rozstania z tymi, których kochamy. A przecież śmierć jako taka jest także darem, bo nas wyzwala od czynienia zła. Jest też przyjacielem — dobrodziejstwem dla udręczonych, którym życie dało się już tak mocno we znaki, że wzywają wyzwolenia z tego świata. Wszystko to mieści się w wielkim kręgu naszej wiary w zmartwychwstanie — w tę tajemnicę, w którą już jesteśmy zanurzeni.

Jezus mówi po zmartwychwstaniu: patrzcie, dotykajcie ran, to Ja, ten sam, który byłem z wami; przyjmowaliście moje nauczanie, więc przyjmijcie też moje świadectwo, którym sam stałem się dla was. I uczniowie je przyjmują. Droga Tomasza od wątpienia po piękne wyznanie „Pan mój i Bóg mój” pokazuje, że człowiek musi się nieraz przebić przez własne niedowierzanie do wyznania wiary. To niedowierzanie może w ludzkim życiu trwać bardzo długo, a bywa i tak, że po tej stronie człowiek nie może przekonać się do końca.

Ale weryfikacja i tak dokonuje się dopiero po drugiej stronie życia, niezależnie od tego, czy jestem człowiekiem wierzącym, czy nim nie jestem.

 

Nie da się uwierzyć do końca po tej stronie?

Mówimy o doświadczeniu, które dzieje się w głębi naszej wiary, chodzi o zawierzenie. Mogę być obyty ze świadectwem Pisma Świętego, które przekonuje, że istnieje jakaś nowość wszczepiona w świat, a więc i w moje życie — ale nieraz jej nie dostrzegam.

Wierzymy, że w celebracji Eucharystii jesteśmy włączeni w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, ale jest to przeżycie sakramentalne, misteryjne, nierozjaśnione jeszcze do końca, w fazie zaczątkowej. Niemniej to już jest dla wierzących pewne doświadczenie zmartwychwstania.

Musimy się przyzwyczajać do tego, że wiara musi być wytrwała, cierpliwa, drążąca ustawicznie w głąb rzeczywistości. Jesteśmy istotami paschalnymi, „skazanymi” na zetknięcie się z wydarzeniem zmartwychwstania. Trzeba uczyć się żyć z wielką wdzięcznością. Wdzięczność to piękna postać nadziei, zaufania w zmartwychwstanie. Wdzięczność Bogu za to, że jest i potrafi czynić zdumiewające rzeczy. Już w Psalmach Izraelici wołali, że Bóg jest „Bogiem czyniącym cuda” (Ps 77, 15).

Momenty zdumienia odkrywamy w Bożej dyskrecji. Wszechmocny Bóg w naszym ludzkim świecie potrafi nie być wszechmocny. Wydawać się nam może nieraz, że jest bezradny, ale bezradny nie jest — co okazuje się później. Tego Boga nie należy się lękać. On nikogo nie skrzywdzi. Jezusa nie zostawił w więzach śmierci. Poradzi sobie nawet z mrocznym ludzkim losem.

Wiara w zmartwychwstanie idzie w parze z wielkim zdumieniem. Bóg pozostawił nam zdumienie na jeszcze coś większego, czego po tej stronie życia nawet w przeżyciu mistycznym nie jesteśmy w stanie poznać!

 

A my powtórzymy za uczniami Jezusa: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać...

W tym roku chrześcijanie Wschodu i Zachodu przeżywają tajemnicę Wielkanocy w tym samym czasie. Proponuję rzecz niełatwą — głębokie wsłuchanie się w słowa liturgii chrześcijańskiego Wschodu na Zmartwychwstanie Pańskie: „Napełnijmy się światłem tej uroczystości, obejmijmy jedni drugich, braćmi nazwijmy nawet tych, którzy nas nienawidzą. Wybaczmy wszystko z powodu zmartwychwstania, a wtedy wołajmy: Chrystus powstał spośród umarłych, śmiercią śmierć podeptał, a tych, którzy są w grobach, obdarzył życiem”.

Wiara w zmartwychwstanie jest wielkim i trudnym zadaniem. To program na całe życie. Nazwać braćmi i siostrami tych, którzy nas nienawidzą, oznacza — przebaczać. Jakże aktualne są te słowa w naszej dzisiejszej polskiej rzeczywistości! Wybaczać wszystko — z powodu zmartwychwstania!

To słowa wielkie, wstrząsające, i trud ogromny, ale liturgia woła: wybaczać to zmartwychwstawać już w tym obecnym życiu.         

Ks. Wacław Hryniewicz OMI (ur. 1936 r.) jest wybitnym teologiem i ekumenistą, emerytowanym profesorem KUL. Dużą część swojej twórczości teologicznej poświęcił nadziei na powszechne zbawienie. W zeszłym roku został laureatem przyznawanego przez „Tygodnik Powszechny” Medalu św. Jerzego. Ostatnio opublikował: „Świadkowie wielkiej nadziei. Zbawienie powszechne w myśli wczesnochrześcijańskiej” oraz „Nadzieja leczy”. Niebawem ukaże się w wydawnictwie Verbinum jego książka pt. „Mądrość nadziei”.

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć zmartwychwstanie wiara dowód ukrzyżowanie śmierć krzyżowa ufakt historyczny
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W