Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Tomasz Ponikło

W drodze do Emaus

Kościół w Europie umiera. Nie dlatego, że ma problem z kontynentem: problem ma z samym sobą. Idzie nowe.

Pielgrzymka Benedykta XVI do Niemiec to kolejny przystanek w papieskim planie dla Kościoła w Europie. Przed paroma tygodniami tamtejszy episkopat ogłosił szokujące dane: więcej osób wystąpiło z Kościoła (180 tysięcy), niż przyjęło chrzest (170 tys.). Równocześnie od lat pikuje liczba powołań kapłańskich i zakonnych: tych ostatnich jest już o połowę mniej niż dwie dekady temu (więcej o sytuacji Kościoła niemieckiego przed przyjazdem Papieża piszemy na str. 13-14).

Wyrwa

W większości krajów europejskich — ze sztandarowymi przykładami tych, które do niedawna uchodziły za katolicką czołówkę, jak Hiszpania czy Irlandia — jakikolwiek wskaźnik obecności Kościoła w życiu społecznym wziąć, wyraźna będzie tendencja spadkowa. Mniej wiernych, mniej powołań, mniejsze poparcie dla etyki chrześcijańskiej, mniejszy autorytet Watykanu.

Do tego dochodzi narastający opór wobec obecności chrześcijańskich symboli i coraz większy sprzeciw wobec głosu Kościoła na tematy społeczne i etyczne. Wizyty Papieża w krajach zachodnich przynoszą nowe protesty. Watykan — uważa wielu — powinien zasiadać na ławie oskarżonych: ostatnio do Międzynarodowego Trybunału Karnego trafiła skarga z żądaniem zbadania odpowiedzialności Stolicy Apostolskiej za pedofilskie występki wśród duchownych. Przedstawione podejrzenie: zbrodnia przeciw ludzkości.

Świadomość kryzysu narasta także wewnątrz Kościoła. I jeżeli Sobór Watykański II miał zasypać wyrwę, która powstała między światem a Kościołem głównie na przestrzeni XIX w., to opinia Benedykta XVI, że na początku nowego stulecia Kościół jeszcze nie przyswoił tamtych postanowień — obrazuje skalę problemu.

Wiosną przyszłego roku minie pół wieku od rozpoczęcia obrad Soboru. Czy nadejdzie wreszcie — łudząca i prowadząca na manowce tak wielu, którym się zdaje, że sami ją inicjują — wiosna Kościoła? Czy może Kościół pozostanie na pozycji zewnętrznego obserwatora i recenzenta, który żyje chwałą zasług przeszłości i rości sobie prawo do nieomylnych sądów nad innymi?

Inwalidzka renta

Nie ma tu miejsca na tanie pocieszenia, że w Kościele odbijają się wszystkie przypadłości społeczeństw i zapaść demograficzna kontynentu. Nawet trudne okoliczności nie są wymówką. W innych miejscach świata chrześcijanie giną za wiarę. Już św. Paweł stwierdzał, że głosi Ewangelię „pośród wielkiego utrapienia”. Kościół musi się raczej zdobyć na szczerą odpowiedź, czy aby przypadkiem zamiast Jezusa Chrystusa nie głosi... martwej wiary.

Niedawno opublikowany dokument, przygotowujący wiernych na przyszłoroczne XIII Zwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów „Nowa ewangelizacja dla przekazu wiary chrześcijańskiej” nie zostawia złudzeń. Lineamenta, szkicując krajobraz Europy XXI w., stwierdzają dobitnie: „Problem bezowocności dzisiejszej ewangelizacji, współczesnej katechezy, jest problemem eklezjologicznym”.

Tekst przywołuje drogę dwóch uczniów do Emaus, którzy „głoszą umarłego, opowiadają o swej frustracji i utracie nadziei. Pokazują oni, że w Kościele zawsze istnieje niebezpieczeństwo takiego głoszenia, które nie przekazuje życia, lecz zamyka w śmierci zarówno głoszonego Chrystusa, jak i głosicieli oraz adresatów orędzia”. Czy Kościół na Starym Kontynencie potrafi być nie tylko znakiem sprzeciwu — śmierci, ale też znakiem nadziei — zmartwychwstania? A może nastawił się już wyłącznie na pobieranie inwalidzkiej renty, dzięki odwoływaniu się do chrześcijańskich korzeni kontynentu? Jeśli tak, to znaczy, że sam się zamyka w przeszłości i nie stanowi żadnej propozycji na przyszłość.

Brawo, brawo!

Nowa ewangelizacja jest „dążeniem do odnowy, którą ma przejść Kościół” w krajach z tradycją chrześcijańską, gdzie często ochrzczeni nie uznają się już za wierzących. Jednocześnie jest ona „przeciwieństwem samowystarczalności i polegania na sobie samym, mentalności status quo i takiego pojmowania duszpasterstwa, które sądzi, że wystarczy dalej postępować tak, jak się postępowało zawsze”.

To mocny punkt do rachunku sumienia „zielonej wyspy” katolicyzmu w Europie: kto pamięta, że pojęcia nowej ewangelizacji użył po raz pierwszy Jan Paweł II? Pewnie wielu. A otym, że zrobił to podczas pielgrzymki  do Polski, mówiąc nie o zachodnim, ale o naszym Kościele? Mało kto. Wybitny biblista ks. Józef Kudasiewicz po latach gorzko komentował: „Kiedy w latach 40. ukazała się we Francji książka »Francja krajem misyjnym«, kard. Suhard, czytając, płakał. Nam sam Ojciec Święty powiedział, że jesteśmy krajem misyjnym, nikt jednak nie płakał. Wręcz przeciwnie, wszyscy się śmiali i bili brawo, które odbijało się od Ściany Wschodniej i szło ku Dworcowi Centralnemu (...). Tysiącletni Kościół okazał się Kościołem niedojrzałym”.

Teraz widać bez wątpliwości, że w kontekście nowej ewangelizacji Europa jest kontynentem misyjnym. Ale Polska? Przecież u nas jest tak dobrze: ponad 90 proc. obywateli to katolicy. I co? I nic. Bo nie chodzi tu o najwyższą liczbę ochrzczonych, o diamentową moralność, ani o sprawowanie władztwa dusz — liczy się siła autentycznego świadectwa.

Chodzi też o to, że „jako ewangelizator Kościół zaczyna od ewangelizowania samego siebie”. Oznacza to, że najpierw musi być czas słuchania, zrozumienia i interpretacji — czyli rozeznania. Oceny, „na ile chrześcijaństwo jest dziś zdrowe”. Lineamenta wzywają, by stworzyć przestrzeń do wzajemnego słuchania i konfrontacji; dla tej ostatniej po to, „aby poszerzyć granice rozeznawania” sytuacji duchowej Kościoła.

Bo to nie ewangelizacja jest dla Kościoła, jak przypominał Paweł VI. To Kościół jest dla ewangelizacji. A takie postawienie sprawy niesie daleko idące konsekwencje, strąca z piedestału i rozbija w drobny mak mentalność zarówno triumfu, jak i prześladowania. Zamiast opływania w chwale, obiecuje wyłącznie trud.

Kurs na przetrwanie

Po śmierci Jana Pawła II symbolicznego rozpoczęcia nowej ery Kościoła wyczekiwano w postaci wyboru na papieża człowieka spoza Starego Kontynentu: to miało być przypieczętowanie obserwacji, że żywotne siły Kościoła drzemią dziś poza Europą. W Ameryce Południowej — w żarliwej, masowej i emocjonalnej wierze; w Azji — we wspólnotach będących mniejszościami religijnymi, pozostającymi wciąż w konfrontacji z odmiennymi kulturami i wyznaniami, często także prześladowanymi przez tamtejsze reżimy; w Afryce — w entuzjazmie pierwszej ewangelizacji. To wszędzie tam rozkwita chrześcijaństwo.

Wybór kard. Josepha Ratzingera przyjęto więc sceptycznie — jako starego intelektualisty w zachodnim stylu, który żadnych skojarzeń z odnową Kościoła nie budzi. Ot, kurs na przetrwanie, pontyfikat przejściowy.

Czas pokazał, że jest inaczej. To pontyfikat naznaczony tym, do konieczności czego Kościół powszechny dopiero dochodzi, a co brzmi paradoksalnie: ewangelizacją Kościoła w Europie — niedawno papież powołał specjalnie temu poświęconą dykasterię i zainicjował „dziedziniec pogan” do dialogu m.in. z niewierzącymi. Odwiedza zeświecczoną Francję, ateistyczne Czechy, moralnie zdruzgotaną po aferach pedofilskich Irlandię, Austrię, w której po fali skandali personalnych ludzie masowo odwrócili się od Kościoła.

Równocześnie prowadzi dialog ze współczesną myślą: podkreśla, że chrześcijaństwo nie jest projektem społecznym ani nie stanowi propozycji etycznej; owszem, zawiera każdy z tych elementów, ale je przekracza. A „u początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę” — jak napisał w swojej pierwszej encyklice.

Jednak przenoszenie tego doświadczenia spotkania na życie we wspólnocie Kościoła może nieść zagrożenia, na które wskazują Lineamenta. Dokument stwierdza wyraźnie, że potrzeba „żmudnej pracy kształtowania nowego modelu bycia Kościołem, który uniknie pułapek sekciarstwa i »religii obywatelskiej«, pozwoli w kontekście postideologicznym, takim jak nasz, zachować formę Kościoła misyjnego”.

Nowa Pięćdziesiątnica

Wyzwania zewnętrzne „zobowiązują Kościół, aby inaczej niż dotychczas zastanowił się nad tym, jaki sens mają jego działania” — czytamy w dokumencie — i nie może się on w ich obliczu „zamknąć w sobie”, ani „rezygnować”. Konieczna krytyka kontekstów kulturowych, społecznych czy politycznych „będzie też musiała funkcjonować zarazem jako autokrytyka współczesnego chrześcijaństwa, które wciąż na nowo musi się uczyć rozumieć siebie, wychodząc od własnych korzeni”. Co więcej, „do tej logiki rozpoznania owoców należy również odwaga ujawniania niewierności i skandali, które pojawiają się we wspólnotach chrześcijańskich”.

Pisane na przyszłoroczny synod Lineamenta przypominają, że ostatecznie Kościół jest prowadzony przez Ducha Świętego i że „misyjne posłanie, którym kończy się Ewangelia, jest dalekie od swej realizacji; weszło w nową fazę”. Fundamenty odnowy Soboru Watykańskiego II
streszcza się w trzech punktach: Kościół wspólnotowy, służebny i otwarty. Stefan Swieżawski tłumaczył je jako zerwanie z klerykalizmem, praktykowanie ubóstwa i postawę ekumenizmu wobec niekatolików.

W przyszłym roku — kiedy wiosną przypadnie jubileusz 50. rocznicy rozpoczęcia prac soboru, a jesienią rozpocznie się synod biskupów o nowej ewangelizacji — okaże się, czy ostatnie pół wieku stanowi dla Kościoła w Europie nową Pięćdziesiątnicę. Apostołowie po wniebowstąpieniu Jezusa, nim wyruszyli ewangelizować, czekali na zesłanie Ducha Świętego. Pięćdziesiątnica to symboliczny początek Kościoła jako wspólnoty otwartej na wszystkich ludzi. Święto zaś wywodzi się z żydowskiej tradycji, gdzie pierwotnie obchodzono je jako wyraz dziękczynienia za zbiory zboża.

Kościół w Europie ma więc jeszcze szansę odrodzić się i rozpocząć nowy rozdział swojej historii.   

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Kościół Katolicki Europa kryzys nowa ewangelizacja rozeznanie życie społeczne Kościół niemiecki Kościół katolicki w Niemczech wsaźniki demograficzne kontynent misyjny
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W