Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Abp Stanisław Budzik, Artur Sporniak

Nie szukajmy wroga

Abp Stanisław Budzik, nowy metropolita lubelski: Kościół coraz lepiej uświadamia sobie,
że nie musi już pełnić, jak za czasów komunizmu,
zastępczej roli reprezentowania społeczeństwa.

Artur Sporniak: Mamy dziś kłopot ze zrozumieniem tradycyjnego języka religijnego, mówiącego m.in. o zbawieniu, łasce, odkupieniu — o tym ostatnim pojęciu przedstawił Arcybiskup rozprawę habilitacyjną. Jak przekonać ludzi, że potrzebują odkupienia?

Abp Stanisław Budzik: Wszyscy czujemy, że jest w nas jakieś pęknięcie, dokucza nam egzystencjalny niedosyt. Osiągamy kolejne etapy na naszej życiowej drodze i widzimy, że to nie jest to, o co nam naprawdę chodzi. Widzimy, że między tym, jaki ten świat jest, a jaki powinien być według naszych wyobrażeń, pojawia się wyraźna dysproporcja. Podobnie między tym, jacy jesteśmy, a naszymi marzeniami o tym, jacy powinniśmy być. Także współczesny człowiek szuka niespokojnie odkupienia, wyzwolenia, pełni. Tęskni za dobrem, miłością, harmonią. Chce się wyzwolić z ograniczeń. Odpowiedź na egzystencjalne pytania człowieka próbują dać wielkie religie świata. I chrześcijaństwo daje odpowiedź konkretną: wskazuje na Jezusa Chrystusa, Odkupiciela człowieka. Odnajduje w Nim drogę, prawdę i życie.

Zgodnie z teorią René Girarda, którą się zajmowałem, fundamentem naszej kultury jest kłamstwo i przemoc. Girard, przypomnę, odwołał się do biblijnego obrazu kozła ofiarnego, na którego Izraelici składali winy całego narodu i wypędzali na pustynię na niechybną śmierć. Chodzi zatem o mechanizm spychania winy na kogoś innego. Dzisiaj społeczne konflikty są likwidowane przez system silnej władzy: policja, prawo, sądy, więzienia. W czasach, kiedy tego nie było, funkcjonował mechanizm kozła ofiarnego: zabijano przypadkową ofiarę i to zabójstwo skupiało wszystkie złe społeczne energie. Ludzie czuli się oczyszczeni i w ten sposób odradzała się wspólnota.

Badając Pisma Starego i Nowego Testamentu Girard odkrył, jak Biblia systematycznie demaskuje kłamstwo, które stoi u fundamentów naszej cywilizacji i ciągle ją przenika. Jezus, który stał się dobrowolnie kozłem ofiarnym i wziął na siebie nasze grzechy, uczy nas budować wspólnotę nie na szukaniu wroga i spychaniu winy na innych, lecz na wspominaniu Jego drogi, słuchaniu Jego słowa i składaniu Eucharystycznej Ofiary, uobecniającej dzieło zbawienia.

Także w Kościele ujawnia się pokusa budowania warownej twierdzy — przykłady nie trudno znaleźć w Polsce...

Dobrze pan powiedział: pokusa. Kto ulega takiej pokusie, nie jest wierny istocie przesłania chrześcijańskiego i nauce o odkupieniu. Mój profesor Raymund Schwager SJ powtarzał, że w odróżnieniu od innych ludzkich zgromadzeń, gdzie rozpoczyna się od podsumowania naszych zasług i skrytykowania przeciwników, Zgromadzenie Eucharystyczne zaczyna się od uderzenia we własną pierś. Augustyn z kolei mówił, że codziennie do końca świata będziemy mówić „...i odpuść nam nasze winy”.

Wspomniany prof. Schwager odkrył na kartach Nowego Testamentu pięć kolejnych aktów dramatu zbawienia. Pierwszy to głoszenie Dobrej Nowiny o królestwie Bożym i wzywanie do nawrócenia. Bóg ogarnia swoją przebaczającą miłością wszystkich, zwłaszcza grzeszników. Akt drugi zmienia sytuację, bo nauka ta została odrzucona przez większość słuchaczy. Wobec tego zmienia się ton nauczania Jezusa: zapowiada Boży sąd jako konsekwencję odrzucenia nauki o królestwie. W akcie trzecim okazuje się, że to Jezus został osądzony, skazany i ukrzyżowany. Skoro słowo nie nawróciło, Bóg miłości postanawia nawrócić przez krew i dramat krzyża. Akt czwarty to zmartwychwstanie będące odpowiedzią Ojca niebieskiego, który staje po stronie Syna, jednak nie potępia ludzi, lecz posyła do nich Zmartwychwstałego z orędziem pokoju. Uwieńczeniem jest akt piąty: Zesłanie Ducha Świętego i początek nowego zgromadzenia ludzi pod znakiem miłości, prawdy i przebaczenia. Ta nowa wspólnota gromadzi się wokół Eucharystii, w której uobecnia się i streszcza cały dramat zbawienia. Każdy człowiek jest w ten dramat włączony i wezwany do odpowiedzialności.

Badania jednak pokazują, że tę dramatyczną wiarę przeżywamy płytko. Na tych łamach prof. Irena Borowik wskazywała, że w Polsce dominuje „model religijności praktykowanej, ale bezrefleksyjnej, ze słabym powiązaniem sfer codzienności, moralności i wiary”. Co z tym począć?

Papież Jan Paweł II wzywał nas, abyśmy wypływali na głębię, czyli pogłębiali wiarę i dawali o niej świadectwo w życiu. Praktycznie możemy się tego uczyć od nowych ruchów religijnych, np. od Ruchu Światło-Życie czy Drogi Neokatechumenalnej. Siłą tych i innych nowych ruchów w Kościele jest tworzenie małych wspólnot i formowanie wiary, która jest z wyboru, a nie z przyzwyczajenia. A zatem tworzenie mniejszych wspólnot w ramach wspólnoty parafialnej, gdzie żyje się wiarą, wpływa na ożywienie całej wspólnoty.

Jak wciągać świeckich do współodpowiedzialności za struktury Kościoła?

Najpierw formacja: a więc przypominanie o korzeniach naszej odpowiedzialności za Kościół, o sakramentach wtajemniczenia chrześcijańskiego. Chrzest to fundament naszego życia z Bogiem w Kościele, udział w misji Chrystusa. Nawiązuje do niego bierzmowanie, w którym u progu dojrzałości młody człowiek, umocniony Duchem Świętym, ratyfikuje przyjęte na chrzcie zobowiązania i na nowo dokonuje wyboru Chrystusa jako Pana i Zbawiciela. Każda Eucharystia kończy się posłaniem — nie: rozejdźcie się, tylko: idźcie i dajcie świadectwo.

Po drugie my, duchowni, powinniśmy się podzielić ze świeckimi odpowiedzialnością za Kościół. Jako biskup pomocniczy diecezji tarnowskiej wizytowałem parafie i dostrzegałem prawidłowość: im lepiej w parafii działają rady parafialna i finansowa, tym lepiej się dzieje w samej parafii.

Poznać proboszcza po radzie parafialnej?

W zasadzie tak. Z doświadczenia wiem, że gdy ksiądz dzieli się z ludźmi odpowiedzialnością za różne sprawy w parafii, to mu to bardzo ułatwia życie. Decyzje przedyskutowane z kompetentnym gremium są mniej narażone na krytykę. Ale często wśród wiernych świeckich jest opór przed braniem odpowiedzialności, angażowaniem się, podejmowaniem dodatkowego trudu.

Czy jawność finansów diecezji, bardzo promowana przez np. abp. Józefa Życińskiego, to dobry pomysł?

Na temat finansów Kościoła panują często fantazyjne wyobrażenia. Jawność finansowa to szybko demaskuje. Im więcej będzie przejrzystości, tym lepiej. Zwłaszcza gdybyśmy chcieli uporządkować sprawę tzw. Funduszu Kościelnego, który jest reliktem czasów komunistycznych, np. w formie jakiegoś odpisu od podatku na działalność Kościoła.

Zbliżają się wybory i znów słyszymy wezwanie biskupów, by katolik głosował tylko na kandydatów, którzy są przeciw aborcji, in vitro i eutanazji. Czy niewiele kosztująca deklaracja kandydata zgodna z powyższym gwarantuje, że wybierzemy właściwe osoby, które skutecznie zatroszczą się o rozwój Polski?

Obrona życia jest sprawą niezwykle ważną, ale nie wystarczą oczywiście deklaracje. Muszą iść za nimi konkretne decyzje i działania. Dotyczy to także wszystkich innych, ważnych społecznie dziedzin. Wszędzie obowiązuje ewangeliczna zasada: poznacie ich po owocach.

Polityka to przede wszystkim troska o dobro wspólne, a dopiero w węższym sensie zabieganie o władzę po to, by temu dobru wspólnemu zaradzić. Mam wrażenie, że większość z nas spisała polityków na straty, a przecież jest wśród nich wielu takich, którzy rzeczywiście chcą służyć społeczeństwu i skutecznie troszczyć się o dobro wspólne. I takich powinniśmy roztropnie wybierać.

A potem precyzyjnie rozliczać, bo tu chyba nie jesteśmy konsekwentni...

Kościół spotyka się z zarzutem zbyt dużego zaangażowania w politykę. Należałoby tu rozróżnić troskę o dobro wspólne od popierania konkretnych rozwiązań i partii politycznych. Często za bardzo się to zlewa, ale mam wrażenie, że jednak w ostatnich latach nastąpił pewien postęp. Chyba jest to zauważalne?

Jeżeli chodzi o przedwyborcze wypowiedzi biskupów, to w latach 90. bywały one bardziej politycznie zaangażowane.

Dzisiaj ważniejsze jest wskazywanie na etyczne fundamenty demokracji, a Kościół coraz lepiej uświadamia sobie, że nie musi pełnić już zastępczej roli reprezentowania społeczeństwa, jaką zmuszony był pełnić za czasów komunizmu. Choćby z tego powodu, że ludzie wierzący są w różnych ugrupowaniach partyjnych.

Jako długoletni współpracownik znał Arcybiskup dobrze swojego poprzednika w Lublinie abp. Józefa Życińskiego. Jakim był biskupem?

Przytoczę pewną jego anegdotę. Opowiedział ją na początku lat 90., kiedy urządził dla pracowników kurialnych pierwszy kurs komputerowy. Rzecz dzieje się w Holandii. Do starszego księdza przyszli studenci z prośbą, aby poświęcił im komputer. „Co to jest komputer?” — zapytał. Zniechęceni poszli więc do innego, młodego księdza z tą samą prośbą. Usłyszeli pytanie: „Co to znaczy poświęcić?”. Bp Życiński wyciągnął z tej historyjki wniosek, że pracownicy kurialni powinni zarówno wiedzieć, co to znaczy poświęcić, jak i co to jest komputer. To go chyba dobrze charakteryzowało: mocne osadzenie na wartościach chrześcijańskich i otwarcie na nowoczesność.    

Rozmawiał Artur Sporniak

Abp Stanisław Budzik (ur. 1952) z nominacji Benedykta XVI został 26 września ogłoszony metropolitą lubelskim po śmierci w lutym tego roku abp. Józefa Życińskiego — ingres planowany jest na 22 października. Jest biskupem pomocniczym tarnowskim, profesorem teologii, sekretarzem generalnym KEP, członkiem Rady Stałej, Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu RP i KEP oraz Zespołu do rozmów z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym. W przeszłości był m.in. rzecznikiem bp. Życińskiego jako ordynariusza tarnowskiego i rektorem tamtejszego seminarium.

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Kościół Katolicki parafia Józef Życiński świeccy proboszcz laikat rada parafialna Stanisław Budzik metropolita lubelski diecezja lubeska jawność finansowa