Prawda jest inna

Sprawa ochrony życia nienarodzonych po raz kolejny uwidoczniła podziały społeczne, które niekoniecznie pokrywają się z przynależnością partyjną.

Sprawa ochrony życia nienarodzonych po raz kolejny uwidoczniła podziały społeczne, które niekoniecznie pokrywają się z przynależnością partyjną.

Za dalszymi pracami nad projektem dopuszczającym aborcję do 12. tygodnia ciąży praktycznie na życzenie głosowała nie tylko większość posłów PO i Nowoczesnej, ale także 58 posłów PiS. Wśród nich prezes Jarosław Kaczyński oraz jego najwierniejsi (Błaszczak, Brudziński, Kuchciński, Macierewicz, Szczypińska, Terlecki itd.). Patrząc na listę nazwisk trudno uznać, że tak się po prostu złożyło. To raczej świadoma gra z udziałem osób, których prezes mógł być pewien bez wprowadzania dyscypliny. Oficjalnie chodziło o dotrzymanie przedwyborczej obietnicy PiS, że żaden projekt obywatelski nie będzie odrzucany przez Sejm w pierwszym czytaniu.

Drugim celem miało być przesłanie do prac w komisjach sejmowych obydwu sprzecznych ze sobą projektów i debatowanie nad nimi – może do samego końca kadencji. Wielu posłów koalicji rządzącej nie ukrywa w prywatnych rozmowach, że PiS wobec zbyt wielu otwartych frontów nie chce wdawać się jeszcze w konflikt o aborcję.

Trzecim celem, zresztą osiągniętym, miało być uniknięcie bezpośrednich ataków feministek i środowisk proaborcyjnych na kierownictwo PiS i samego Jarosława Kaczyńskiego. Choć Kaczyński nigdy nie był zwolennikiem uszczelnienia przepisów chroniących życie poczętych dzieci. Efekt jest taki, że gniew feministek i środowisk proaborcyjnych skupia się dzisiaj nie na Kaczyńskim, ale na politykach PO i Nowoczesnej.

Do tego bowiem, aby proaborcyjna ustawa była dalej procedowana, zabrakło tylko dziewięciu głosów! Zdecydowała postawa tych posłów Nowoczesnej i PO, którzy powstrzymali się od głosu, nie wzięli udziału w głosowaniu lub wbrew dyscyplinie partyjnej głosowali za jej odrzuceniem. Najbardziej spektakularne było głosowanie trojga posłów PO: Joanny Fabisiak, Marka Biernackiego i Jacka Tomczaka. Za postawienie głosu sumienia i obywatelskiej przyzwoitości ponad dyscypliną partyjną wszyscy zostali wykluczeni z PO.

Tłumaczenia tych, którzy głosowali za dalszymi pracami nad proaborcyjnym projektem, są co najmniej dziwne. Od biedy mogę przyjąć wyjaśnienia prof. Krystyny Pawłowicz i kilku innych posłów, którzy mówią o pomyłce. Mieli odruchowo nacisnąć czerwony przycisk, chcąc zablokować projekt proaborcyjny, a w rzeczywistości zagłosowali przeciwko jego odrzuceniu. Takie pomyłki ustawodawcy mogą nas wiele kosztować, ale czasem się zdarzają.

Granie sprawą życia nienarodzonych w imię zachowania władzy i spokoju już mnie nie przekonuje. Bo choć rozumiem potrzebę politycznej skuteczności, to jednak są takie sprawy, którymi w polityce grać nie wolno. Jasno wypowiedział się na ten temat w poświątecznym wywiadzie dla Onetu abp Marek Jędraszewski.

Także gadanie o niewyrzucaniu żadnego projektu obywatelskiego do kosza w imię dotrzymywania obietnic wyborczych jest bałamutne. PiS już dawno utracił tę cnotę wierności, odrzucając po czarnych marszach jesienią 2016 r. w pierwszym czytaniu zarówno projekt proaborcyjny, jak i ten chroniący życie. Nieprawdą jest także powoływanie się na tzw. kompromis aborcyjny z 1993 r.

Prawda jest inna. Aktualny stan prawa chroniącego życie poczętych dzieci w Polsce jest wynikiem wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 27 maja 1997 r.! Trybunał, któremu przewodniczył prof. Andrzej Zoll, w odpowiedzi na skargę senator prof. Alicji Grześkowiak orzekł, że zawarty w znowelizowanej przez SLD ustawie zapis dopuszczający aborcję ze względu na trudną sytuację społeczną kobiety jest niezgodny z konstytucją. Od tej pory dyskusja nad liberalizacją aborcji w Polsce jest z punktu widzenia obowiązującej konstytucji co najmniej bezprzedmiotowa. Posłowie więc, którzy głosowali za odrzuceniem projektu proaborcyjnego, kierowali się nie tylko sumieniem, ale i konstytucją. Czy za to chce ich karać partia nazywająca się „obywatelską” i chadecką?

Mamy teraz jeden projekt – chroniący życie chorych dzieci, poparty przez ponad 830 tys. obywateli. I mamy wniosek do Trybunału Konstytucyjnego złożony przez grupę ponad stu posłów, którym przewodzi Bartłomiej Wróblewski (PiS). Nie ma już pola do kluczenia. Czy pierwszy prawo do życia przywróci chorym dzieciom Trybunał Konstytucyjny, czy parlament, to już bez większego znaczenia. Bo liczy się życie. Taka jest prawda.

"Idziemy" nr 3/2018

opr. ac/ac

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama