Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ks. Tadeusz Dzidek

W imię jedności i prawdy

Po liście Jana Pawła II "W obronie wiary"

Ad tuendam fidem

"Pragnąc bronić wiary Kościoła katolickiego przed błędami niektórych wiernych, a zwłaszcza tych, którzy poważnie zajmują się dyscyplinami świętej teologii, nam, których podstawowym zadaniem jest umacnianie braci w wierze (por. Łk 22,32), wydaje się absolutnie konieczne wprowadzenie do Kodeksu Prawa Kanonicznego oraz do c norm, wyraźnie nakładających obowiązek przestrzegania prawd, w definitywny sposób głoszonych przez Urząd Nauczycielski Kościoła oraz nadmienić o sankcjach kanonicznych w tym zakresie.

    1. Od pierwszych wieków aż do dnia dzisiejszego Kościół wyznaje prawdy o wierze w Chrystusa oraz o tajemnicy zbawienia, które w późniejszym czasie zostały ujęte w Wyznanie wiary; znane są one dzisiaj i głoszone jako nicejsko-konstantynopolskie Wyznanie wiary.

    To nicejsko-konstantynopolskie Wyznanie wiary zostało zawarte w Wyznaniu wiary, opracowanym niedawno przez Kongregację Nauki Wiary. Wyznania tego wymaga się zwłaszcza od pewnych wiernych, jeśli ci obejmują urząd, który bezpośrednio czy pośrednio związany jest z bardziej intensywnymi badaniami w dziedzinie prawd wiary i obyczajów, a także tych, którym powierza się szczególne uprawnienia w kierowaniu Kościołem.

    2. Wyznanie wiary, które w stosowny sposób poprzedzone jest przez nicejsko-konstantynopolski symbol wiary, zawiera ponadto trzy punkty, które mają przedstawić prawdy wiary katolickiej, które Kościół prowadzony przez Ducha Świętego, wiodącego Kościół »w prawdzie i tylko w prawdzie« (J 16,13), bada na przestrzeni wieków i musi badać coraz głębiej.

    Pierwszy punkt brzmi: »Wierzę również mocno w to, co jest zawarte w słowie Bożym, spisanym lub przekazanym przez Tradycję, a co Kościół, jako objawione przez Boga, podaje do wierzenia w nauczaniu uroczystym jak i zwyczajnym nauczaniu powszechnym«. Został on odpowiednio ujęty w kanonie 750 Kodeksu Prawa Kanonicznego oraz 598 Kodeksu Kanonów Kościołów Wschodnich.

    Trzeci punkt brzmi: »Przyjmuję nadto z religijnym posłuszeństwem woli i umysłu naukę głoszoną przez Papieża czy też przez Kolegium Biskupów sprawujących autentyczny Urząd Nauczycielski, także wtedy, gdy nie jest ona podawana z intencją definitywnego jej określenia«. Znajduje on swój odpowiednik w kanonie 752 KPK oraz 599 Kodeksu Kanonów Kościołów Wschodnich.

    3. Jednakże dla drugiego punktu, który głosi: »Z przekonaniem przyjmuję i uznaję również wszystkie i poszczególne prawdy, które Kościół w sprawach wiary i moralności podaje w sposób ostateczny«, nie ma odpowiednika w żadnym z kanonów w przepisach prawnych Kościoła katolickiego. Ten punkt Wyznania wiary ma jednak wielkie znaczenie, bowiem dotyczy on prawd istotnie związanych z Objawieniem Bożym. Te prawdy, które w badaniach katolickiej nauki wiary wnoszą szczególną inspirację Ducha Świętego dla głębszego zrozumienia określonej prawdy nauczania podawanego przez Kościół odnośnie do wiary lub obyczajów, mają związek zarównoz podstawami historycznymi, jak też i z logiczną konsekwencją.

    4. Dlatego nakłonieni wspomnianą potrzebą postanowiliśmy uzupełnić tę lukę w powszechnym prawie Kościoła..."

    Jan Paweł II

    (fragment listu apostolskiego)

"Oto jeszcze jeden przejaw centralizmu Watykanu. Poszukiwanie prawdy podporządkowane intrumentom władzy". Tego typu komentarze na temat listu apostolskiego Jana Pawła II "Ad tuendam fidem" ("W obronie wiary") już się pojawiły i zapewne będą się jeszcze pojawiać ze strony teologów dotkniętych kompleksem antyrzymskim.

List Papieża, ogłoszony w Watykanie 30 czerwca br. wraz z doktrynalnym wyjaśnieniem Kongregacji Nauki Wiary, powstał z tego powodu, iż w Kodeksie Prawa Kanonicznego istniała pewna luka prawna, która - jak to się w takich sytuacjach zdarza - bywała w sposób nieprawidłowy wykorzystywana.

Jest zwyczajem Kościoła, że obejmujący urzędy kościelne, a także posiadający misję nauczania teologii, składają "Wyznanie wiary" ułożone przez Kongregację Nauki Wiary. Pierwsza część tego "Wyznania" jest nam wszystkim dobrze znana, ponieważ powtarzamy ją podczas każdej niedzielnej Mszy św. Jest to tzw. Credo nicejsko-konstantynopolitańskie, czyli starożytny kanon najważniejszych prawd naszej wiary. Do tego niezmiennego, fundamentalnego rdzenia doktryny Kościoła dołączone są w "Wyznaniu wiary", przygotowanym przez Kongregację, jeszcze trzy punkty, które zobowiązują do tego, by: 1) wierzyć "w to, co jest zawarte w słowie Bożym, spisanym lub przekazanym przez Tradycję, a co Kościół, jako objawione przez Boga, podaje do wierzenia w nauczaniu uroczystym, jak i zwyczajnym nauczaniu powszechnym"; 2) przyjmować również "wszystkie i poszczególne prawdy, które Kościół w sprawach wiary i moralności podaje w sposób ostateczny"; 3) przyjmować naukę głoszoną przez papieża i biskupów "także wtedy, gdy nie jest podawana z intencją definitywnego jej określenia".

Z prawnego punktu widzenia wspomniana luka polegała na tym, że z wyliczonych trzech punktów, punkt drugi nie był uzwględniony w Kodeksie. List papieski wprowadza właśnie ten punkt do Kodeksu Kościoła - chodzi zatem o drobną korektę w prawie, czyli o potwierdzenie i tak już stosowanej praktyki.

 

Trudny problem hierarchii prawd

Za tymi - podanymi przeze mnie - nużącymi nieco informacjami, kryje się jednak niezwykle ciekawy problem teologiczny, powiedziałbym więcej - problem Kościoła. Wróćmy zatem do "Wyznania wiary" i postawmy pytanie: dlaczego do Symbolu nicejsko-konstantynopolitańskiego dołączone są dodatkowe trzy punkty? Odpowiedź brzmi: ponieważ prawdy, w które wierzymy, nie są sobie równe. Ich ważność wcale nie wynika z najbardziej nawet wzniosłej treści, jaką zawierają, ale z tego, czy są one objawione, czy też nie. Problem jednak polega na tym, że obok prawd z całą pewnością należących do depozytu Objawienia (dogmaty), są i inne, w odniesieniu do których takiej absolutnej pewności nie mamy. Jest tak dlatego, że prawdy te nigdy nie były przez Nauczycielski Urząd ostatecznie, dogmatycznie zdefiniowane. A jednak, mimo tego braku pewności, wymaga się od osób, na których ciąży szczególna odpowiedzialność za Kościół, aby je w swojej wierze przyjęły. Dlaczego? Ponieważ działają w imieniu Kościoła i z chwilą podjęcia określonego posłannictwa w Kościele zobowiązują się do głoszenia j e g o nauki. Podkreślmy - głoszenia nie siebie, ale nauki Kościoła. Nieuwzględnienie wspomnianego drugiego punktu "Wyznania wiary" w Kodeksie było usprawiedliwieniem dla tych teologów, którzy niektóre prawdy podawali w wątpliwość.

 

Próba określenia nieomylności Kościoła

W tym momencie dotykamy samego rdzenia problemu - nieomylności Kościoła, inaczej - prawdy w Kościele. Chrystus, powierzając Kościołowi Objawienie, powierzył mu prawdę. Dotyczy ona Boga i zbawienia człowieka.

Zauważmy: jeśli Bóg w swej wolności i miłości zaangażował się aż po wyniszczenie na krzyżu w coś takiego jak Objawienie i jednocześnie, jeśli wymaga On od człowieka pełnej zaangażowania odpowiedzi wiary (od której uwarunkowane jest ludzkie zbawienie), to w konsekwencji nasuwa się wniosek, że Bóg czuwa teraz, aby Jego prawda bez zafałszowań docierała do człowieka. Godność i istota Boga obligują Go do zagwarantowania, aby Jego słowo zachowało się i żeby było interpretowane na przestrzeni historii w sposób pełny i czysty.

Aby uchronić Kościół przed zagubieniem czy zafałszowaniem prawdy Objawienia, Bóg obdarzył go przymiotem nieomylności, czyli darem przekazywania depozytu Objawienia bez zafałszowań i w całości. Podstawowym instrumentem, w jaki Kościół został wyposażony, aby temu zadaniu zachowania integralności Objawienia sprostać, jest Nauczycielski Urząd Kościoła (inaczej Magisterium). Zarówno w Nowym Testamencie, jak i w tradycji pierwszych wieków chrześcijaństwa znajdziemy wiele świadectw mówiących o tym, że Kościół właśnie w biskupach widział gwarancję zachowania prawdy Objawienia. To oni byli uważani za uprawnionych w Kościele do autentycznego przekazywania i wyjaśniania Objawienia.

Spośród wielu form nauczania biskupów dwie są niewątpliwie najbardziej istotne: nauczanie "nieomylne" i "autentyczne". Innymi słowy, istnieje w praktyce Kościoła nauczanie biskupów, które z całą pewnością jest wolne od błędu - i ono nazywa się właśnie nieomylnym. Nieomylność, czyli pewność, że nauczanie Magisterium Kościoła jest wolne od błędu, przysługuje soborom i papieżowi, kiedy formułują dogmat, tzn. kiedy uroczyście stwierdzają, że jakaś prawda w którą wierzy się w Kościele, rzeczywiście jest objawiona przez Boga.

Przypadki ogłaszania przez sobory dogmatów były stosunkowo rzadkie. Biskupi czynili to zazwyczaj w sytuacjach krytycznych, kiedy pojawiały się teorie kwestionujące w jakimś aspekcie dotychczasową wiarę. Zwoływane sobory, gromadzące biskupów reprezentujących cały Kościół, były więc naturalnym mechanizmem samoobrony. Nieprzypadkowo Grzegorz Wielki porównał takie sytuacje do smołowania statku, gdy wdzierająca się na pokład woda groziła zatopieniem. Jeszcze rzadziej dogmaty ogłaszał sam papież. W liście Papieża i wyjaśnieniu Kongregacji przypomina się, że ten, kto odrzuca dogmaty, wyłącza się ze wspólnoty Kościoła.

Obok nauczania nieomylnego istnieje nauczanie autentyczne, które może - ale nie musi - być nieomylne. I rzeczywiście w historii zdarzały się błędy nauczania Magisterium. Kościół niekiedy za wiele słuchał "świata", za mało zaś swojego Mistrza.

Te uwagi pozwalają stwierdzić, iż nieomylność odnosi się do całości Kościoła, do wiary przekazywanej i przyjmowanej przez wszystkich, a nie do pojedynczych aktów Kościoła. Te mogą być błędne, nawet jeśli są spełniane przez jego najbardziej reprezentatywnych przedstawicieli.

Pytania, których nie da się pominąć

Wydaje się, że warto postawić trzy pytania, które narzucają się w sposób naturalny: 1) Czy w wierze nie można kierować się jedynie nauczaniem nieomylnym? 2) Jaki stopień posłuszeństwa należy się nauczaniu autentycznemu? 3) Dlaczego obecność Ducha Świętego nie jest w Kościele tak intensywna, by wykluczyć z nauczania Magisterium jakikolwiek błąd?

Zacznijmy od pytania pierwszego. Kościół sięga po formę nauczania nieomylnego niezwykle rzadko. Jeśliby więc chrześcijanin chciał opierać swoje życie tylko na takim nauczaniu, nie znalazłby wskazań odnoszących się do coraz to nowych zjawisk historii. W sprawach wiary skazałby się tym samym na własny sąd, a to prowadziłoby go do subiektywizmu.

Jeśli się to uwzględni, łatwiej odnieść się do drugiego pytania dotyczącego stopnia obowiązywalności nauczania autentycznego. Wobec tej formy nauczania opublikowany dokument (podobnie jak Sobór Watykański II) wymaga od wierzących "posłuszeństwa woli i umysłu". Uzasadnieniem dla tego rodzaju posłuszeństwa jest wiara "w opiekę Ducha Świętego, towarzyszącego Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła". Pójście za głosem pasterzy jest z pewnością bezpieczniejsze, niż pójście za subiektywnym rozeznaniem. Kto postępuje inaczej, "nie jest już - czytamy w wyjaśnieniu Kongregacji Nauki Wiary - w pełnej komunii z Kościołem katolickim".

Wcześniejszy dokument tej samej Kongregacji omawia przypadek, kiedy teolog dochodzi do przekonania, iż autentyczne nauczanie jest błędne: "Może się zdarzyć, że po przestudiowaniu nauczania Urzędu Nauczycielskiego z wolą wysłuchania go w pełni, trudność nie ustępuje, ponieważ argumenty przeciwne wydają się teologowi słuszniejsze. Stojąc wobec twierdzenia, którego rozumowo nie może przyjąć, winien pozostać otwarty na wnikliwe pogłębienie danej kwestii. Dla człowieka lojalnego i ożywionego miłością Kościoła tego rodzaju sytuacja może być doświadczeniem trudnym, ale także stać się wezwaniem do cierpienia w milczeniu na modlitwie, z ufnością, że jeśli rzeczywiście chodzi o prawdę, to ona w końcu zwycięży" (Instrukcja o powołaniu teologa w Kościele, nr 31).

Nie oznacza to, że teologowi nie przysługuje prawo do poszukiwań, do stawiania nieraz kontrowersyjnych tez. Chodzi jednak o to, aby czynił to na łamach naukowych czasopism lub podczas sympozjów, poddając swoje opinie weryfikacji fachowców. Nie może jednak głosić ich szerokim kręgom.

Na koniec pozostało jeszcze jedno pytanie: dlaczego działanie Boże nie jest tego rodzaju, że zabezpieczałoby wszelkie nauczanie Magisterium od błędu. Innymi słowy, dlaczego Bóg dopuścił możliwość błędu w przypadku nauczania autentycznego? Wydaje się, że odpowiedzi na to pytanie winno się szukać w kontekście wolności. Bóg uznał dar wolności za tak cenny, iż nie wahał się zaryzykować błędu nawet w takim wymiarze ludzkiego życia, jakim jest dochodzenie do prawdy. Ona domaga się od Kościoła często mozolnych poszukiwań, a także pokory. Szczególnie pokora wydaje się ważna. Nauczający i nauczani w Kościele winni pamiętać, że nieomylność dotyczy całego Kościoła, a nie jego nawet najbardziej zdolnych członków. Już św. Ireneusz z II wieku podkreślał, że Kościół jest zdolny do prawdy w jedności. Pewność wiary osiągamy we wspólnocie, w której działa Duch Święty, a nie w pojedynkę.

Autor jest wykładowcą teologii fundamentalnej w PAT.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: nauczanie papież Duch Święty W obronie wiary Ad tuendam fidem Kodeks Prawa Kanonicznego Kodeks Kanonów Kościołów Wschodnich Kongregacja Nauki Wiary nieomylność Magisterium Kościoła
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W