Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Dziedzictwo Jana Pawła II

źródło: Niedziela

Paweł Zuchniewicz

Czy św. Jan Paweł II zostanie Doktorem Kościoła?



Czujesz się mniejszy, kiedy twój ojciec umiera, ponieważ on był silny i brał cię na ręce, nosił cię i uczył — kiedy odszedł, pokój wydawał się bez niego za wielki. Tak samo było na Placu św. Piotra, gdzie czuwali pielgrzymi. Ich twarze oświetlały świece, a oni szeptali: „Nie zostawiaj nas...”

Dziesięć lat temu od tych słów rozpoczęła swój artykuł w tygodniku „Time” dziennikarka Nancy Gibbs, która w 2005 r. relacjonowała to, co działo się owej pamiętnej soboty 2 kwietnia, gdy Jan Paweł II kończył swoją ziemską wędrówkę. Odchodził ojciec, a dzieci czuły się osierocone i opuszczone, choć przecież tak długo był z nimi. Emocje otwierały ludzkie serca i w ten sposób spełniało się jego marzenie, które wyraził w swoim duchowym testamencie:

„Przyjmując już teraz tę śmierć, ufam, że Chrystus da mi łaskę owego ostatniego Przejścia, czyli Paschy — pisał u progu pontyfikatu, w 1980 r. — Ufam też, że uczyni ją pożyteczną dla tej największej sprawy, której staram się służyć: dla zbawienia ludzi, dla ocalenia rodziny ludzkiej, a w niej wszystkich narodów i ludów (wśród nich serce w szczególny sposób zwraca się do mojej ziemskiej Ojczyzny), dla osób, które szczególnie mi powierzył — dla sprawy Kościoła, dla chwały Boga samego”.

Ufność Papieża nie okazała się daremna. Po jego śmierci przeszło przez naszą planetę duchowe tsunami. Świat jakby zatrzymał się w pędzie, posypały się doniesienia o cudach i nawróceniach, a pogrzeb Jana Pawła II stał się niezwykłą manifestacją wiary setek tysięcy osób z całego świata.

Z czasem fala emocji opadła i pojawiły się pytania: czy było to tylko niezwykle intensywne, lecz krótkotrwałe uniesienie?, czy pokolenie JP2 rzeczywiście istnieje, czy jest to raczej wyraz tzw. myślenia życzeniowego? Emocje są trudno mierzalne, ale, na szczęście, w ciągu ostatnich dziesięciu lat pojawiło się również kilka istotnych faktów. Nie ulega wątpliwości, że kult Papieża z Polski ma charakter powszechny — ludzie wciąż proszą o łaski za jego wstawiennictwem, pielgrzymki wciąż zmierzają do jego grobu, coraz więcej parafii przyjmuje go za swego patrona — nie tylko w Polsce, ale też w Europie, Stanach Zjednoczonych, krajach Ameryki Łacińskiej, w Azji.

Jednak najważniejsze dwa fakty to beatyfikacja i kanonizacja Jana Pawła II. W ostatnich wiekach historii Kościoła nieznany jest przypadek, aby w ciągu tak krótkiego czasu ktoś został ogłoszony najpierw (po 6 latach od śmierci) błogosławionym, a później, za kolejne 3 lata — świętym. Akt, którego dokonał papież Franciszek 27 kwietnia 2014 r., rozciągnął kult św. Jana Pawła II na cały świat, choć już wcześniej wiele diecezji prosiło o pozwolenie na obchodzenie liturgicznego wspomnienia Papieża z Polski.

Czy to wszystko, co Kościół ma do powiedzenia na temat pasterza, którego pontyfikat odmienił oblicze nie tylko ziemi nad Wisłą, ale całego globu w ogóle? A może — jak chcą niektórzy — praca, którą on wykonał, była pożyteczna w „tamtych” czasach, dziś natomiast chrześcijanie stają przed nowymi wyzwaniami, wymagającymi nowych odpowiedzi, a może nawet zapomnienia starych... Takie głosy pojawiły się w czasie ostatniego synodu biskupów o rodzinie, kiedy tu i ówdzie napomykano o „nieaktualnej” już adhortacji św. Jana Pawła II „Familiaris consortio”, w której Ojciec Święty podsumował zwołany przez siebie synod o podobnej tematyce.

Im więcej jednak dzieje się wokół nas, tym wyraźniej widzimy, że ten święty Papież był nie tylko ojcem, z którym nie chcieliśmy się rozstać, ale też prorokiem przygotowującym Kościół i świat na czasy, które właśnie nadeszły.

Mai più la guerra

„Chcę obecnie ponownie wyrazić moje zdecydowane przekonanie, że wojna nie przyniesie dobrych rozwiązań problemów międzynarodowych i że nawet jeśli chwilowo zostanie usunięta niesprawiedliwa sytuacja, to konsekwencje, które prawdopodobnie wynikną z wojny, będą niszczycielskie i tragiczne” — słowa te Jan Paweł II skierował do prezydenta Stanów Zjednoczonych George'a Busha seniora niemal ćwierć wieku temu, w przededniu ataku sił sprzymierzonych na Irak. Była to tzw. pierwsza wojna w Zatoce Perskiej, która miała doprowadzić do wycofania się Saddama Husajna z Kuwejtu i zniszczenia potencjału militarnego Iraku. Ani zabiegi dyplomatyczne, ani mediacje, ani list Ojca Świętego do prezydenta, ani też rozmowa telefoniczna, która odbyła się między nimi z inicjatywy Papieża, nie zapobiegły jednak działaniom wojennym, za to Jan Paweł II został uznany za człowieka co najmniej dziwnego, ewentualnie źle poinformowanego przez swoich doradców. Zgodnie z przewidywaniami, wojskom sprzymierzonym udało się przywrócić status quo sprzed irackiej agresji, ale, niestety, również zgodnie z przewidywaniami Papieża, konsekwencje tych działań były niszczycielskie i tragiczne. Nikt wtedy jeszcze nie myślał, że nadciąga zderzenie cywilizacji, a na światowej scenie pojawi się nowy aktor — radykalni islamiści.

W 1993 r. w podziemiach nowojorskich wieżowców World Trade Center wybuchła bomba, która zabiła 6 osób i raniła setki innych. W 1995 r. jeden z odpowiedzialnych za zamach w Nowym Jorku planował pozbawienie życia papieża Jana Pawła II w stolicy Filipin — Manili oraz wysadzenie w powietrze amerykańskich samolotów transatlantyckich. 11 września 2001 r. terroryści z Al-Kaidy porwali samoloty pasażerskie i w samobójczych zamachach uderzyli w wieże World Trade Center oraz w Pentagon. Miał to być pierwszy krok do muzułmańskiego podboju świata, a jego celem było sprowokowanie USA do wypowiedzenia wojny islamowi. Cel ten powiódł się znakomicie. To, co Amerykanie ogłosili jako wojnę z terrorem, liczni muzułmanie uznali za wojnę z ich religią.

Prezydentem Stanów Zjednoczonych był wówczas George Bush junior i jego również — jak dziesięć lat wcześniej ojca — Jan Paweł II prosił o powstrzymanie się od działań zbrojnych. Oto słowa Ojca Świętego z dramatycznego apelu, wygłoszonego 16 marca 2003 r. w czasie modlitwy „Anioł Pański”: „Muszę powiedzieć, że należę do tego pokolenia, które pamięta dobrze i, dzięki Bogu, przeżyło II wojnę światową, i dlatego właśnie mam obowiązek przypomnieć wszystkim młodym, którzy tego nie doświadczyli, by pamiętali i mówili: Nigdy więcej wojny!”.

Słowa te brzmiały niezwykle dramatycznie. „Mai più la guerra” — mówił wtedy chory już i słaby Ojciec Święty i zwracał uwagę, że „bez nawrócenia serca nie ma pokoju”. Prosił też o wzmożoną modlitwę i pokutę, aby ten pokój ocalić.

„To dlatego, wobec straszliwych konsekwencji, jakie przyniosłaby międzynarodowa operacja wojskowa dla ludności Iraku, dla równowagi w całym regionie Bliskiego Wschodu, tak już bardzo doświadczanego, choćby przez ruchy ekstremistyczne, które mogłyby być nią wywołane, mówię wszystkim: jest jeszcze czas na negocjacje, jest jeszcze miejsce na pokój! — wołał Papież. — Nigdy nie jest za późno, by się zrozumieć i rozmawiać. Refleksja nad swoimi powinnościami, zaangażowanie w skuteczne negocjacje nie oznaczają poniżenia, ale odpowiedzialną pracę na rzecz pokoju”.

Oczywiście, Jan Paweł II nie wzywał do pokoju, aby bronić reżimu Husajna. Podkreślał odpowiedzialność irackich władz i zwracając się zarazem do wspólnoty międzynarodowej, zaznaczał, że „użycie siły jest zawsze środkiem ostatecznym”.

I wówczas głos proroka okazał się głosem wołającego na pustyni. Atak na Irak zakończył się upadkiem Husajna, ale nie rozwiązał problemów, mało tego — obecnie to właśnie Irak jest miejscem, w którym radykalni muzułmańscy ekstremiści spod znaku Państwa Islamskiego prześladują chrześcijan i planują podbój świata zachodniego.

Dziś ostrzeżenia Jana Pawła II sprzed kilkunastu lat wyglądają zupełnie inaczej i o wiele bardziej realistycznie, niż wtedy uważano. Być może ekstremiści, którzy pogardzają cywilizacją zachodnią, w świecie islamu są wciąż mniejszością, ale znana zasada mówi, że historii nie zmienia większość, lecz dobrze zorganizowana mniejszość.

Zima nasza, wiosna...

U progu nowego tysiąclecia Jan Paweł II opublikował list apostolski „Rosarium Virginis Mariae”, w którym ogłosił Rok Różańca oraz dodał do tej tradycyjnej modlitwy Kościoła nową część, nazwaną tajemnicami światła. W tym samym liście wskazał na dwie szczególne intencje, w których powinniśmy modlić się na różańcu.

„Pewne okoliczności historyczne sprawiają, że to przypomnienie o modlitwie różańcowej nabiera szczególnej aktualności — pisał Papież. — Pierwszą z nich jest pilna potrzeba wołania do Boga o dar pokoju. Różaniec nieraz wskazywali moi Poprzednicy, i ja sam, jako modlitwę o pokój. Na początku tysiąclecia, które rozpoczęło się przejmującymi grozą scenami zamachu z 11 września i w którym pojawiają się codziennie w tylu częściach świata nowe obrazy krwi i przemocy, ponowne odkrycie Różańca oznacza zagłębienie się w kontemplowanie tajemnicy Tego, który «jest naszym pokojem», gdyż «obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur — wrogość» (Ef 2, 14)” (nr 6).

Jako drugą intencję Ojciec Święty wymienił rodzinę. Co łączy te — pozornie odległe od siebie — sprawy? Wszak sprawa pokoju kojarzy nam się raczej z działaniami wielkich tego świata — z konferencjami, porozumieniami, paktami o nieagresji i rozejmami, a rodzina to coś małego, intymnego, pozostającego na uboczu codziennego zainteresowania mediów i polityków. Jeśli jednak spojrzymy na obie sprawy (intencje) oczami św. Jana Pawła II, to okazują się one bardzo bliskie sobie.

„Tu, w Kaliszu — mówił Papież podczas Mszy św. dla rodzin w 1997 r. — gdzie św. Józef, wielki obrońca i troskliwy opiekun życia Jezusa, jest czczony w szczególny sposób, pragnę przypomnieć wam słowa Matki Teresy z Kalkuty (...): «Mówię dziś do was z głębi serca — do każdego człowieka we wszystkich krajach świata (...) do matek, ojców i dzieci w miastach, miasteczkach i wsiach. Każdy z nas jest (...) tutaj dzięki miłości Boga, który nas stworzył, i naszych rodziców, którzy nas przyjęli i zechcieli obdarzyć nas życiem. Życie jest najpiękniejszym darem Boga. Dlatego z tak wielkim bólem patrzymy na to, co się dzieje (...) w wielu miejscach świata: życie jest umyślnie niszczone przez wojnę, przemoc, aborcję. A przecież zostaliśmy stworzeni przez Boga do wyższych rzeczy — by kochać i być kochanymi. Wiele razy powtarzam — i jestem tego pewna — że największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się wzajemnie nie pozabijali?»”.

Zmarłą kilka miesięcy po tym przemówieniu Matkę Teresę Jan Paweł II beatyfikował na koniec Roku Różańca Świętego. Jej słowa wyjaśniają precyzyjnie łączność między sprawą pokoju a sprawą rodziny, którą Papież nazywa w „Rosarium Virginis Mariae” „punktem krytycznym naszych czasów”. Ojciec Święty stwierdził w tym dokumencie jednoznacznie, że rodzina jest „coraz bardziej zagrożona na płaszczyźnie ideologicznej i praktycznej siłami godzącymi w jej jedność, które budzą obawy o przyszłość tej podstawowej i niezbywalnej instytucji, a wraz z nią o losy całego społeczeństwa” (nr 6).

Prorocza wymowa tych słów widoczna jest dziś jak na dłoni, gdy spojrzymy na Europę, którą papież Franciszek porównał do babci, „już bezpłodnej i nietętniącej życiem”. Ta Europa, która idzie ulicami Paryża w geście solidarności z ofiarami zamachu na redakcję „Charlie Hebdo”, wydaje się pogrążona w pustce i nihilizmie, na własne życzenie odarta z tożsamości, zatopiona w wygodzie i skoncentrowana na sobie. Czyż nie przypomina ona starożytnego Rzymu w schyłkowej fazie? Czyż i tam rozkład nie nastąpił od wewnątrz, poprzez demoralizację społeczeństwa, a barbarzyńscy najeźdźcy dopełnili tylko zniszczenia, które zaczęło się od środka?

Papież widział ten nadciągający kryzys i przestrzegał przed nim, ponieważ dobrze życzył cywilizacji zachodniej. Ale są też i tacy, którzy widzą słabość Zachodu i wcale mu dobrze nie życzą. Zdaniem coraz silniejszych, prężnych i jasno określających swoją tożsamość grup islamskich ekstremistów, cywilizację tę należy zniszczyć, a nie będzie to trudne, ponieważ przegniła ona aż do korzeni. Znaków tego jest aż nadto, a najpoważniejsze to szyderstwo z Boga i rozkład rodziny. Kościół katolicki nazywa te zjawiska grzesznymi i wzywa do nawrócenia, czyli zmiany postawy. Radykalny islam ma na to inne lekarstwo — wytępić. I — być może — wcale nie trzeba będzie do tego używać zbyt wiele przemocy, bo minie jeszcze kilkadziesiąt lat, a Europejczycy będą w mniejszości, ponieważ bronią się przed życiem, a to grozi demograficzną zimą.

Inna bomba

Rosa Pich i José María Postigo to hiszpańskie małżeństwo, które szczyci się wspaniałym dorobkiem — mają osiemnaścioro dzieci (z których troje — jak mówią — jest już w niebie). Pod tym względem (i nie tylko) należą do mniejszości rodzin rodowitych Hiszpanów i rodowitych Europejczyków, co budzi zresztą duże zainteresowanie w ich kraju, a nawet poza jego granicami. Przed dwoma laty Rosa napisała książkę o swojej rodzinie. Mąż doradził jej, że jeden rozdział powinien być poświęcony intymności między mężem i żoną.

— Jeśli jest tyle dzieci, to ludzie będą chcieli wiedzieć o tym coś więcej — tłumaczył mi José María w ubiegłym roku. — Ten rozdział jest bardzo piękny, ponieważ wyjaśnia, na czym polega głęboka jedność między mężem i żoną. To jest specjalny czas. Nie chodzi tu tylko o zjednoczenie ciał — to jest zjednoczenie dusz. Potrzebne są takie chwile, kiedy ciała i dusze są razem. Kiedy są otwarte na nowe życie. Tylko od nas zależy, czy powołamy nowe życie. Czy ty to rozumiesz? — upewniał się mój rozmówca. — Możemy powiedzieć Panu Bogu: poczekaj. Bóg czeka, daje nam wolność. I chodzi o to, aby twoja wolność była otwarta na życie. Powołujesz nowe ciało. Bóg czeka, aby stworzyć duszę dla tego ciała, które pochodzi z naszej miłości. To jest tak niezwykły moment. Gdyby ludzie to zrozumieli! Przecież w tej chwili oni mają bezpośrednią łączność ze Stworzycielem. Zobaczyliby, że działanie ich ciał jest tylko częścią cudu. To jest wielka tajemnica. W tej chwili działa Trójca Święta, ponieważ Bóg Ojciec czeka, aby stworzyć duszę, Jezus Chrystus — Syn czeka na nowe dziecko, a Duch Święty jest miłością, która prowadzi nas do stworzenia chłopca czy dziewczynki.

Słuchałem tego wywodu zdumiony, bo oto ojciec wielodzietnej rodziny opowiadał o tym, co jest istotą słynnej teologii ciała św. Jana Pawła II. Miałem przed sobą człowieka zakochanego w swojej żonie i zarazem w Bogu — nie tylko zakochanego, ale żyjącego doświadczeniem płodnej miłości, która ogarniała całe ich życie rodzinne. Telewizja BBC nazywała sypialnię José Maríi i Rosy „fabryką dzieci”, dla nich to było sanktuarium — miejsce spotkania Boga-Miłości z ludzką miłością. Ich osobiste doświadczenie było konkretyzacją tego, co George Weigel nazwał — określając w ten sposób papieskie nauczanie o małżeństwie i rodzinie — teologiczną bombą atomową.

To nauczanie — z wolna odkrywane — jest bez wątpienia profetyczną drogą odrodzenia człowieka w czasach pełnych zamętu, niepewności i strachu.

Jak wiadomo, tytuł doktora Kościoła przyznawany jest świętym, którzy wnieśli znaczący wkład w pogłębienie zrozumienia misterium Boga i wydatnie powiększyli bogactwo doświadczenia chrześcijańskiego. Wydaje się, że kryteria te spełnia teologia ciała św. Jana Pawła II.

W czasach zmagań cywilizacji życia z cywilizacją śmierci papieska nauka domaga się odkrycia, uroczystego potwierdzenia i rozpowszechnienia, ponieważ w niej zawiera się odpowiedź na wyzwania, przed którymi stoi chrześcijaństwo. Z jednej strony pozwala ona bowiem głęboko wejść w misterium Boga, który jest Miłością, z drugiej — odkryć to misterium w codzienności człowieka. Można palić chrześcijańskie kościoły i niszczyć ołtarze, jednak tak długo, jak na ołtarzu małżeńskiego łoża będzie dokonywał się cud stwarzania nowego człowieka, a rodziny będą wprowadzały nowych członków do Kościoła, chrześcijaństwo będzie trwało, rozwijało się i kwitło. To również szansa dla cywilizacji zachodniej, która ginie, ponieważ w myśli i praktyce odwraca się od swoich korzeni.

opr. mg/mg



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: świętość pokój dziedzictwo papież Jan Paweł II rodzina terroryzm wojna beatyfikacja kanonizacja doktor Kościoła Bliski Wschód nauczanie Jana Pawła II
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W