Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Jacek Moskwa z Meksyku

PODRÓŻ DO POCZĄTKÓW PONTYFIKATU

Jesteśmy wszyscy o dwadzieścia lat starsi - poskarżył się Jan Paweł II, kiedy zapytano go o tamtą wizytę w Meksyku, która triumfalnie otworzyła jego pontyfikat. - Jaka szkoda, że nie ma z nami Marka Skwarnickiego - pomyślałem. Z książki mojego przyjaciela "Podróże po Kościele" czerpałem wiadomości o tamtej pielgrzymce.

Konferencje prasowe na wysokości dziewięciu tysięcy kilometrów nad Atlantykiem stały się zwyczajem podczas papieskich wojaży do Ameryki. Także i tym razem Jan Paweł II przyszedł do naszego przedziału w tylnej części samolotu. Wspominając wizytę na Kubie przed rokiem powiedział, że pozytywnie ocenia przemiany w tym kraju, zwłaszcza przywrócenie możliwości świętowania Bożego Narodzenia. Również w Meksyku od czasu jego pierwszej podróży zagranicznej, 20 lat temu, zmieniło się wiele. "Wtedy nawet biskupom nie wolno było pokazywać się w sutannie na ulicy - przypomniał Ojciec Święty. - Zastanawialiśmy się, jaki los spotka Papieża".

Indagowany, do jakich krajów chciałby jeszcze pojechać, odpowiedział po prostu: "Do największych" - to znaczy do Rosji i do Chin. "Nie opuściła mnie chęć do podróżowania". Kłopotliwe okazało się pytanie, z jakim posłaniem zwróci się do prezydenta Clintona, kiedy spotka go w St. Louis. Papież zaczął od stwierdzenia, że Stany Zjednoczone pozostały jedynym mocarstwem światowym. Nie wiadomo, czy to dobrze, czy źle, ale fakt pozostaje faktem. Nakłada on na USA szczególne obowiązki. Jan Paweł II nie chciał jednak wdawać się w szczegóły. "Zostawmy to" - poprosił. Generalnie, nowy ład światowy powinien mieć - jego zdaniem - charakter ludzki i pokojowy. Jan Paweł II był odprężony, odpowiadał na pytania i żartował w trzech językach: po hiszpańsku, angielsku i włosku. Założył nawet na głowę - chociaż z pewnym wahaniem - ozdobne sombrero, do czego zmusiła go meksykańska dziennikarka. Dosyć sceptycznie wypowiedział się o "teologii tubylczej", "indiańskiej", która ujawniła się między innymi w meksykańskim stanie Chiapas. Papież zdaje sobie sprawę, że, podobnie jak kiedyś "teologia wyzwolenia", zbyt wiele zawdzięcza ona obcym chrześcijaństwu prądom myśli, przede wszystkim marksistowskiej.

Miasto Meksyk - aglomeracja licząca z przyległościami blisko 20 milionów mieszkańców - powitało papieski samolot tysiącami słonecznych refleksów. Wyglądając przez okno myślałem, że są to odbicia w szybach. W drodze z lotniska przekonałem się, że większość witających miała w rękach lusterka. Służyły one chyba nie tylko do puszczania "zajączków", ale także do wygodniejszego patrzenia ponad morzem głów. Niektórzy mieli bowiem prawdziwe peryskopy - długie rury z systemem luster w środku.

Na lotnisku witał Papieża stosunkowo młody (47 l.) prezydent Stanów Zjednoczonych Meksyku Ernesto Zedillo Ponce de Leon. Chociaż wywodzi się on z szeregów Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej, rządzącej tym krajem nieprzerwanie od 70 lat i posiadającej bardzo antyklerykalną przeszłość, zrobił wszystko, aby zatrzeć wrażenie tego dziedzictwa. Jego obecność stanowiła odstępstwo od reguł meksykańskiego protokołu dyplomatycznego, bowiem oficjalnych gości witają ministrowie spraw zagranicznych. Tak było w 1979 roku. Jak wspomina Marek Skwarnicki, ówczesny szef dyplomacji meksykańskiej zwracał się do Papieża "pan". Teraz oglądaliśmy prezydenta z rodziną (czworo dzieci) w postawie pełnej szacunku. Również entuzjazm tłumów wzdłuż autostrady z lotniska nie wydawał się być skierowany przeciwko komukolwiek. "Tylko w Polsce i na Filipinach ludzie tak szaleją z jego powodu" - mówili koledzy z "lotu papieskiego", weterani większości podróży Jana Pawła II. Po drodze przystanek w Muzeum Historycznym Meksyku, gdzie Ojciec Święty otrzymał klucze miasta.

Rezydencja papieska mieściła się w gmachu nuncjatury. Ulica, nosząca swego czasu imię jednego z bohaterów Rewolucji Meksykańskiej, nazywa się teraz Calle Juan Pablo II, To także znak czasów. W nuncjaturze Papież podpisał adhortację "Ecclesia in America", stanowiącą efekt prac pierwszej w historii sesji Synodu Biskupów, wspólnej dla Ameryki Północnej i Południowej. Zamknięcie obrad było oficjalnym powodem papieskiej wizyty. Dokument końcowy znajdzie niewątpliwie szersze odbicie na łamach "Tygodnika Powszechnego". W związku z toczącymi się w Polsce dyskusjami na temat oceny historycznej roli takich postaci, jak Augusto Pinochet czy Fidel Castro, chciałbym przytoczyć tylko mały fragment punktu 19: "W dziedzinie świeckiej, ale z bezpośrednimi konsekwencjami moralnymi, między pozytywnymi aspektami współczesnej Ameryki trzeba zasygnalizować wzrastające utwierdzanie się na całym kontynencie systemów demokratycznych i postępujące zmniejszanie się liczby reżimów dyktatorskich. Kościół patrzy z sympatią na tę ewolucję, w takiej mierze, w jakiej sprzyja ona respektowaniu praw wszystkich, w tym także podejrzanych i winnych, wobec których nie jest uprawnione korzystanie z metod uwięzienia i śledztwa - myślimy w tym momencie szczególnie o torturach - naruszających godność ludzką. »Państwo prawa« jest warunkiem niezbędnym ustanowienia prawdziwej demokracji". Pomijając zawiłości eklezjalnego stylu, jest to dobra próbka wyważonego, a zarazem jasnego stanowiska Synodu. Pamiętając różne uwikłania latynoamerykańskiego Kościoła w prawą i lewą ekstremę, ta bezdyskusyjna opcja na rzecz demokracji i praw człowieka wydaje się jednym z niewątpliwych osiągnięć pontyfikatu Jana Pawła II.

Uroczystość zamknięcia Synodu Biskupów Ameryki odbyła się w sobotę 23 stycznia w bazylice Santa Maria de Guadalupe, największym sanktuarium maryjnym świata. Przy okazji pierwszej wizyty Jana Pawła II w tym miejscu, Marek Skwarnicki zapisał niezwykle trafne uwagi o zbieżnościach między polskim i meksykańskim katolicyzmem ludowym. Ten ostatni triumfuje. Następnego dnia wielkie tytuły gazet meksykańskich obwieszczają: "Nasza Pani z Guadalupe cesarzową całej Ameryki", "12 grudnia będzie świętem obydwu Ameryk". Samo sanktuarium, wybudowane ćwierć wieku temu, kiedy trzeba było opuścić starą bazylikę z najpiękniejszym na świecie barokowym ołtarzem, zagrożoną zawaleniem po trzęsieniach ziemi, pozostawia mieszane wrażenia, jak zresztą większość nowoczesnych świątyń. Miało to być odwzorowanie namiotu, który Jahwe polecił Izraelowi zbudować na pustyni, ale powstała dosyć bezduszna hala na 12 tysięcy osób. Sam cudowny wizerunek przy pomocy specjalnego mechanizmu może być odwracany w stronę hali i w stronę zakrystii, gdzie przez chwilę modlił się przed nim w samotności Papież.

Jan Paweł II poleca Matce Bożej kontynent amerykański. Także w ten sposób wzywa do jedności obydwu jego części. Południe ma do niej wnieść pierwiastek duchowy. Meksykanom, ciągle pełnym kompleksów wobec sąsiadów z Północy, bardzo się to podoba. W kioskach z gazetami wśród okładek z rozebranymi, ale tylko do pewnego stopnia, śmietankowymi blondynkami, mnóstwo wydawnictw o Papieżu. Z uczuciem grzesznej pychy dostrzegam wśród nich meksykańskie wydanie międzynarodowego magazynu przedruków "Reader’s Digest", w którym cover story jest mój artykuł o tym, jak Papież na swoim własnym przykładzie naucza o wartości cierpienia. Znajduje się w tym tekście fragment, drukowany wcześniej w "Tygodniku", o spotkaniu Jana Pawła II z trędowatymi na Kubie i inny, o odwiedzinach u śmiertelnie chorych w Austrii. Także i tym razem Ojciec Święty był w szpitalu, ale spotkanie z chorymi w fazie "terminalnej" odbyło się bez obecności dziennikarzy.

Chciałoby się napisać artykuł o jeszcze jednej tajemnicy Jana Pawła II: o tym, jak w kontakcie z wielkimi rzeszami wiernych odzyskuje on siły. Wszyscy po trosze odczuwamy tu efekty zmiany strefy czasowej, rozrzedzenia powietrza - dobrze chociaż, że podobno mniej niż zwykle smogu. Papież, którego program niemal od pierwszej minuty po wylądowaniu jest wypełniony, ma chwile wyraźnego zmęczenia. W niedzielę jednak leci helikopterem na tor wyścigów samochodowych "Hermanos Rodriguez", gdzie przewodniczy uroczystości liturgicznej z udziałem blisko miliona osób - i tam widzimy znowu, jak do pisanego tekstu homilii dorzuca improwizowane, żartobliwe uwagi, a ich znaczenie punktuje gestami ręki. Przy ołtarzu portret jednego z męczenników okresu wojny religijnej w Meksyku, powstania "Cristeros" i późniejszych prześladowań. Jan Paweł II mówi o znaczeniu ich ofiary, ale nie wzywa do rozliczeń z przeszłością, tylko do nowej ewangelizacji Ameryki.

Poprzedniego wieczora spotkanie z prezydentem i korpusem dyplomatycznym jest jeszcze jednym dowodem na to, że oficjalny antyklerykalizm należy już tutaj do przeszłości. W tekście papieskiego przemówienia wiele gorzkich uwag na temat egoizmu bogatych w stosunkach międzynarodowych, monopoli, zbrojeń, korupcji, produkcji i handlu narkotykami. Młody prezydent i całe zgromadzenie bije brawo. Ciekawe, na ile biorą te monity za odnoszące się do ich własnych państw, na ile zaś uznają je skierowane do innych.

Jak to zwykle bywa, w przerwach pomiędzy wysyłaniem zdjęć, artykułów i materiałów telewizyjnych o Papieżu, ciągle o nim rozmawiamy. Ponieważ jestem tym razem jedynym Polakiem w grupie korespondentów "watykańskich", koledzy pytają mnie, co sądzę o niezwykle rozbudowanym programie czerwcowej wizyty w Polsce. Dyplomatycznie unikam odpowiedzi, stwierdzając, że w każdym razie będzie to powrót do pamiętnego roku 1979: po Meksyku - Polska.

Ciudad de Mexico, 24 stycznia 1999



---
Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: chory papież Jan Paweł II Rosja Chiny Stany Zjednoczone podróż Meksyk Kuba
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W