Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Radio, ateizm, Ewangelia

W Lublinie od kilku lat studiują klerycy z zachodnich terenów obecnej Ukrainy. Kształcą się tu przyszłe kadry archidiecezji lwowskiej oraz diecezji łuckiej. Paweł Poliszczuk (ur. 1972 r.) i Wiktor Władymirow (ur. 1968 r.) pochodzą z Równego na Wołyniu. Jeszcze kilka lat temu w dwóch wołyńskich obwodach, łuckim i rówieńskim, nie działał ani jeden kościół katolicki. Jak zatem w tych warunkach ci dwaj młodzi ludzie odnaleźli swą drogę do Boga?

Paweł Poliszczuk: Moja rodzina jest mieszana. Ojciec jest Ukraińcem, a mama Polką; ja uważam się za Ukraińca, taką narodowość mam też wpisaną w paszporcie. We wnętrzu świątyni katolickiej znalazłem się po raz pierwszy w 1988 r. Było to w Polsce, w Wołominie k. Warszawy, w czasie wizyty u naszej rodziny. Od tego czasu moje życie zaczęło się zmieniać. Zauważyłem, że coś mnie ciągnie do Kościoła.

Po powrocie z Polski, zaczęliśmy jeździć wraz z mamą do kościoła w Sławucie, w obłasti chmielnickiej. Właśnie tam w 1989 r. ks. Antoni Andruszczyszyn wybudował kapliczkę pw. MB Szkaplerznej. Wkrótce potem ks. Antoni zaproponował mi przygotowanie się do pierwszej spowiedzi i Komunii św. (w dzieciństwie zostałem ochrzczony w cerkwi prawosławnej, bo w tamtych czasach nie było innej możliwości). Przyjąłem te sakramenty. Co dziwne, już wtedy ks. Andruszczyszyn powiedział mi, że w przyszłości zostanę księdzem. Widocznie dostrzegł we mnie coś, czego ja sam jeszcze nie widziałem ani sobie nie uświadamiałem. Ale wówczas odpowiedziałem mu: nie, nic z tego, mam dziewczynę, mam inne plany...

Czas mijał. Skończyłem szkołę i poszedłem do wojska. Sądzę, że ten 2-letni okres pozostawił we mnie znaczącą pieczęć. Była w tym wola Boża; Bóg pozwolił mi odejść z tego świata, przeżyć swoistą pustelnię i potem ponownie wrócić do wspólnoty. Po wojsku bardzo zaangażowałem się w życie odradzającej się parafii w Równem. Mieliśmy już wtedy swojego kapłana, ks. Władysława Czajkę z Janowa Lubelskiego, odzyskaliśmy właśnie swój kościół garnizonowy. Potrzeba było włożyć wiele pracy fizycznej w remont budynku, do czego gorąco zachęcała mnie mama (gdyby nie ona i jej ciągła modlitwa za mnie, nie wiem, czy dzisiaj byłbym w seminarium). Kiedy pracowałem fizycznie, zauważyłem, że wraz z wysiłkiem ciała postępuje także mój rozwój duchowy. Po każdym dniu pracy szedłem do kościoła na Mszę św. To było takie czyszczenie mej duszy. Po pewnym czasie ks. Władysław zaproponował mnie i Wiktorowi, abyśmy zostali lektorami. Czytanie kolejnych lekcji uświadomiło mi wówczas, czym jest Słowo Boże. Była to dla mnie katecheza, bo przecież nigdy nie miałem religii w szkole.

Wkrótce potem poczułem narastający niepokój wewnętrzny. Miałem 22 lata i nie wiedziałem, co dalej robić w życiu. Prosiłem Boga o pomoc, o łaskę rozeznania. Czułem, że On chce mi coś powiedzieć. Nie przyjmowałem jednak tego do końca. Walczyłem z Nim, zmagałem się z własną duszą. Stanął mi przed oczami śpiący Samuel, wzywany przez Boga. Ja też słyszałem głos - idź za mną, nie daj na siebie czekać. Zdecydowałem się wstąpić do seminarium.

Teraz cieszę się bardzo, że tutaj jestem. Jest dla mnie wielką łaską, że mogę studiować w Polsce, na KUL-u. Nigdy w życiu nie przypuszczałem, że będę studiować na uniwersytecie. Znam trzy języki: rosyjski, ukraiński, polski. To pozwoli mi lepiej wejść w nasze społeczeństwo, gdzie obok siebie modlą się różne nacje, mówiące różnymi językami. Cieszę się, że po skończonych studiach będę mógł wrócić w rodzinne strony. Dopiero tutaj w Polsce zrozumiałem, czym jest dla mnie Wołyń, czym są strony rodzinne. Chcę tam wrócić. Nie tylko do Polaków. Do Ukraińców, Rosjan, do Żydów, do wszystkich.

Wiktor Władymirow: Urodziłem się w rodzinie mieszanej. Moja mama jest Polką, a ojciec Rosjaninem. Kiedy miałem 4 lata, zostałem potajemnie ochrzczony przez o. Serafina Kaszubę, ukrytego duszpasterza tych ziem. Nawet mój ojciec o tym nie wiedział, bo sam pochodzi z rodziny ateistycznej (dziadkowie ze strony ojca do dziś są ateistami). Całe moje dzieciństwo upłynęło wśród ateizmu - mama bała się otwarcie wyznawać wiarę w domu ojca. Przypomnieniem korzeni wiary był wiszący w domu obrazek Matki Boskiej Ostrobramskiej. Kilka innych obrazków ze św. Krzysztofem, św. Barbarą, pochowanych było po domowych szafkach. To wnosiło do naszego domu atmosferę tajemniczości, wiary, że jest coś poza światem materialnym, że istnieje także inny świat - duchowych wartości. Przechodziłem niejednokrotnie obok cerkwi, widziałem prawosławne nabożeństwa i czułem, że jest to coś mistycznego, ale... nic poza tym.

Świadomym chrześcijaninem stałem się w wieku 14 lat. Swoje nawrócenie zawdzięczam środkom przekazu. Kiedyś przypadkowo kręcąc gałką odbiornika radiowego, natrafiłem na audycję Radia Watykańskiego. Wtedy po raz pierwszy świadomie usłyszałem o Bogu i Jego Kościele. Uklęknąłem i prosiłem Go, aby został moim Zbawicielem, żeby pokierował moim życiem. I Chrystus mi odpowiedział. Co prawda, nie od razu...

Słuchałem Watykanu regularnie. Najpierw po rosyjsku, potem po ukraińsku. Początkowo były to audycje dotyczące podstaw wiary, potem mówiące o Kościele. W tym czasie rosyjska redakcja Radia Watykańskiego była przykładem ekumenizmu: łączono tu elementy prawosławia z katolicyzmem (dzięki temu coraz bardziej interesowałem się śpiewem sakralnym, także cerkiewnym). Cały ten skarbiec zachowywałem w swojej duszy, nikomu o tym nie mówiąc.

Potem natrafiłem w radiu na Mszę św. Najpierw była to Msza unicka, potem łacińska w języku rosyjskim, w końcu w języku polskim. Muszę przyznać, że dopiero słuchając Mszy po polsku, poczułem, że to jest to, czego szukam. Jeszcze później był różaniec po łacinie, po którym zrozumiałem, że Pan Bóg chce, abym obrał Maryję za matkę.

Takie trwanie w ukrytej wierze trwało do 1991 roku. Wówczas do Równego przyjechał ks. Czajka. Niedługo potem odzyskaliśmy kościół. Po otwarciu świątyni mama poprosiła mnie i mojego młodszego brata, żebyśmy tam poszli. Nie było mi łatwo: istniała różnica pomiędzy piękną świątynią, którą pielęgnowałem w swej duszy, a budynkiem dobrze mi znanej, odległej o 5 minut drogi od domu sali sportowej, na którą został zamieniony nasz kościół. Wyobrażałem sobie piękne kopuły, wspaniały dźwięk organów, śpiew chóralny - tymczasem tego wszystkiego w Równem nie było. W końcu jednak we wnętrzu zbeszczeszczonej świątyni dostrzegłem Boga i to przełamało moje opory. Zacząłem iść dalej. Po półrocznym przygotowaniu przystąpiłem do I spowiedzi i Komunii św. Potem ksiądz proboszcz zaproponował mi, żebym został lektorem. Taką samą propozycję złożył Pawłowi - nie znaliśmy się wcześniej, poznaliśmy się dopiero w kościele, jak zresztą z większością moich obecnych przyjaciół.

Obecny czas seminaryjny to dojrzewanie. Im dłużej tutaj jestem, tym lepiej poznaję, czym jest kapłaństwo. Pewne idealistyczne marzenia rozwiały się, pozostał jednak główny cel: przybliżanie ludziom Ewangelii.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: seminarium wiara Ukraina kleryk świadectwo radio Radio Watykańskie Radio Vaticana łaska kapłaństwo
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W