Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Boné Édouard

Bóg, niepotrzebna hipoteza?


Tytuł oryginału. DIEU. Hypothèse inutile?
Wydanie w języku polskim zrealizowane za pośrednictwem
Agencji Literackiej Eulama
Wydawnictwo WAM 2004




Rozdział III. Big bang, dziecko z probówki, internet:
i w tym wszystkim Bóg?

Big Bang, dziecko z probówki, Internet: i w tym wszystkim Bóg? Może to nie jest całkiem logiczne, ale pytanie takie stawia sobie wielu naszych współczesnych. Tak jakby, zestawiając te pojęcia, tworzyli rodzaj sylogizmu, którego przesłanka mniejsza, tu nie sformułowana, brzmiała mniej więcej: „to sprawa Boga”. Jeśli ludzie zabierają się do wyjaśniania Big Bangu czy pochodzenia gatunku, jeśli udaje się im wyprodukować życie w laboratorium, równa się to pożegnaniu się ze Stwórcą. U wielu oznacza to wprost zachwianie wiary. Kryje się w tym z pewnością poważny błąd rozumowania. Ale ponieważ nasi przyjaciele są często bardziej wrażliwi na szok emocjonalny niż na reguły sylogizmu i imperatywy logica minor, trzeba dobrze słuchać, co mówią, badać ich argumenty, rozumieć ich wyrzuty, czy nawet dzielić przez chwilę ich niepokój.

 

Eksplozja wiedzy

Nie ma tu potrzeby rozwodzić się nad nadzwyczajnym rozkwitem nauk przyrodniczych, poczynając od epoki renesansu, a zwłaszcza od połowy obecnego stulecia. Odczytywanie praw rządzących przyrodą, zrozumienie procesów fizyko-chemicznych, biologicznych i neurologicznych: od atomu po wędrówki galaktyk, od wirusa po cząsteczkę DNA, od bakterii po szczyt drzewa życia, od gestaltyzmu po psychologię głębi i podświadomości —nasze procesy poznawcze przeniknęły samą strukturę świata, w jego najgłębszych sektorach. Nie jesteśmy jeszcze u kresu naszych wysiłków — to pewne. Na przykład, w dziedzinie świadomości i myśli, pamięci i zachowań, jesteśmy jeszcze na etapie sylabizowania. Bo w ludzkim mózgu znajduje się sto miliardów neuronów, z których każdy jeden może dokonać 10 tys. połączeń ze sobie podobnymi. Ale nauki zwane poznawczymi już przypuszczają atak do jego obrzeży: nie poprzestając na odkryciu impulsów elektrycznych i neuroprzekaźników, wykorzystują obecnie konwergencje zachodzące między naukami matematycznymi, neurobiologią, psychologią i informatyką do zbadania tego, co nazwano „materią myśli”. Więcej nam tu nie trzeba; te kilka przykładów daje wystarczający obraz radykalnej odnowy naszego rozumienia świata. Wiemy nieskończenie więcej i rozumiemy nieskończenie lepiej.

 

Nowe możliwości

Wykorzystując tę nową wiedzę, nasze technologie — zwłaszcza w ostatnim półwieczu — osiągają niebywałe sukcesy: rozbija się chmury, nawadnia pustynie, obsiewa się je „cudownym” ryżem, wysyła się sondy w stronę Jowisza, chodzi się po Księżycu, dokonuje się transplantacji nerek i wątroby, przeszczepia się szpik kostny, trzustkę i rogówkę, daje się człowiekowi rozruszniki lub serce z plastyku i aluminium, dokonuje się zapłodnienia in vitro (dzieci z probówki!); stosowanie inżynierii genetycznej stało się już praktyką rutynową, jeśli nie na człowieku, to przynajmniej w świecie roślin i zwierząt: bo proponuje się nam sadzonki tytoniu, truskawki czy pomidory odporne na mróz i pestycydy; tworzy się nowe, transgeniczne gatunki, planuje się „fermy zwierzęce”, w których będą odpowiednio hodowane wieprzki, z myślą o ksenotransplantacjach dokonywanych na ludziach. TGV — to już banał, jutro stanie się nim samolot ponaddźwiękowy. Rakiety Ariane są regularnie odpalane z bazy Kuru, a loty załogowe unoszą na długie miesiące astronautów w stanie nieważkości; w stadium przygotowań jest już laboratorium kosmiczne. Skonstruowaliśmy GSM, e-mail, Internet i inne autostrady informacji. Krótko mówiąc, nasze możliwości tworzenia, produkowania, korygowania, modyfikowania i ingerowania uległy zwielokrotnieniu we wszystkich dziedzinach. Człowiek z ulicy może stąd łatwo wyprowadzić wniosek, że potrafimy już wszystko, czy prawie wszystko — a w każdym razie stanie się to jutro.

 

„I w tym wszystkim Bóg?”

Upraszczając nieco, możemy powiedzieć, że nasza sytuacja przedstawia się następująco: jeśli ktoś sam nie potrafi wam tego wyjaśnić jasno i spójnie, to powie wam przynajmniej, że uczeni mogą was teraz odesłać aż do momentu Big Bang — co w swoim języku nazwie on „zerowym czasem Wszechświata”; oraz że ci uczeni wiedzą o ewolucji świata trwającej około 15 miliardów lat. Może tego nawet dobrze nie rozumie, ale w każdym razie jest pod wielkim wrażeniem lektury, z której się dowiaduje, że dzisiaj wiemy, co się wydarzyło w przeciągu kilku mikrosekund po wielkim pierwotnym wybuchu. Mikrosekundy! Trudno o większą precyzję. Słyszy o kwarkach, fotonach i neutrinach, na które zawsze oddziaływały podstawowe siły: nuklearne, elektromagnetyczne i grawitacyjne, oraz że te siły wszędzie są takie same —tutaj i na krańcach kosmosu; że nie zmieniły się ani odrobinę od początku swego działania (to znaczy, że są dobrze znane) —
i wyobraża sobie wtedy, że mamy nad nimi władzę. Czegóż więcej chcieć jeszcze? Wygląda na to, że jesteśmy w posiadaniu recepty pozwalającej całą operację rozpocząć na nowo. Puśćcie w niepamięć, oczywiście, niezbędny tu czas, zapomnijcie o temperaturach (bo mówi się o 10 miliardach stopni). Swoje tajemnice wyjawiły nawet czarne dziury i antymateria!

Jeśli chodzi o początki życia, sprawa nie o wiele bardziej jest skomplikowana: metan, amoniak, wodór, para wodna, gaz węglowy — wszystkie elementy są do dyspozycji. Są także czynniki fizyczne — z promieniami ultrafioletowymi i błyskami magnetycznymi włącznie. Zaistniała w ten sposób możliwość dokonywania spontanicznej syntezy aminokwasów. I rzeczywiście, niedawno przeprowadzono taki proces w laboratorium. Stwórzcie łańcuch setek takich aminokwasów, a otrzymacie proteiny, jutro będziecie w posiadaniu DNA, a pojutrze — żywej komórki! Nietrudne, co? Nadmierne uproszczenie, oczywiście, ale tak musiało się to w rzeczywistości dokonać. A nasz człowiek z ulicy ma wrażenie, że to on sam mógłby osiągać takie sukcesy na zapleczu swej kuchni. Niegdyś poruszał się w świecie tajemnic; żył z grubsza biorąc w niewiedzy, lęku, zadziwieniu, i — stosownie do okoliczności — wyrażał wdzięczność, okazywał szacunek, wypraszał sobie opiekę, głośno wykrzykiwał swe przerażenie w tym Wszechświecie, którego siły i Pana zaledwie przeczuwał — nawet kiedy nie tak dawno temu Pan ten objawił mu się jako Bóg, Ojciec i Stwórca rzeczy widzialnych i niewidzialnych. Dzisiaj nie ma już tajemnic — przynajmniej tak w swej naiwności myśli.

Dla niego — najpierw w ciągu „sześciu dni”, a następnie przez całe tysiąclecia — życie było stwarzane, „każda jego forma wedle swego gatunku”. Od czasów Darwina człowiek pogodził się (nie bez trudności) z perspektywą powszechnej ewolucji biologicznej. Niemniej pozostawał jakby na uboczu tego procesu. Umysł, świadomość, refleksja — to czynniki dające mu pierwszeństwo i wyróżniające go od pozostałych istot; człowiek to zarazem ciało i dusza. Wczoraj jeszcze wygodnie i bezpiecznie było wyobrażać sobie jakiś moment czasu, w którym, dzięki specjalnej interwencji Boga, w ciało została „wlana” dusza. Ale oto cała nauka, od anatomii po biochemię i endokrynologię, od psychologii po neurologię, wykazuje dzisiaj nieprzerwaną ciągłość procesu hominizacji, łączącą rząd naczelnych trzeciorzędu z pierwszymi ludźmi prehistorii. Nie można już wskazać palcem na Adama i Ewę, jako na osoby dające się zidentyfikować, inaugurujące przygodę człowieka. Na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej Michał Anioł potrafił cudownie przedstawić tę bliskość Stwórcy i człowieka, Jego stworzenia, oraz szczególny charakter pojawienia się tego ostatniego. Dane naukowe, oparte na obserwacji zjawisk, odebrały nam, oczywiście, tę uspokajającą perspektywę. Prawdę tego symbolizmu, być może pogłębioną jeszcze, odnajdziemy niewątpliwie w wierze. Ale na razie mamy pokusę zapytać: „A gdzie w tym wszystkim Bóg?” „Duch — to już przeszłość” — takim tytułem uraczył nas niedawno „L'Express” w numerze poświęconym rewelacjom na temat genezy myśli i biologicznych podstaw naszej psychiki.

Gdzie w tym wszystkim Bóg? — kiedy współczesne biotechnologie dokonują kombinacji z naszymi gametami, stymulują jajeczkowanie i sięgają mikropipetami aż do spermatozoidów... Człowiek z ulicy — ciągle do niego wracamy — naiwnie daje się faszerować obrazami telewizyjnymi: widzi ludzi w białych kitlach w ich laboratoriach, pośród baterii probówek, zamrażarek płynnego azotu i mikroskopów — cała ekipa uzbrojona w instrumenty w trakcie produkowania dziecka. Playing God? — zapytywał „Time Magazine”, bawimy się w Pana Boga...! To nawet nie tak źle jeszcze, bo nasi dzisiejsi Prometeusze posuwają się dalej: roszczą sobie pretensję do produkowania dziecka „na zamówienie i bez felerów”.

„Gdzie w tym wszystkim Bóg?” W okresie stopniowego opanowywania praw i sił przyrody do niedawna jeszcze nauka i technologia występowały w roli gwarantów wielkich nadziei, przeznaczonych do rozwiązywania wszystkich naszych problemów. W obliczu najrozmaitszych potrzeb, które kiedyś naszą niezaradność spontanicznie kierowały ku Bogu, dzisiaj ludzka pomysłowość i wynalazczość oferują nam swe zdolności transformacji: w medycynie, naukach stosowanych, agronomii, ekonomii, aż po domenę psychiki i zachowań — dzięki inżynierii genetycznej albo chirurgii fatalizm wszędzie odchodzi w przeszłość. Jest prawdopodobne, że obszar i osiągnięcia ingerencji człowieka w naturę i jej braki będą coraz większe.

Pożegnanie Boga?

My weszliśmy do akcji, zatem Boga można zwolnić. Zupełnie słusznie zresztą! — mniema pewna, wzmiankowana wcześniej, filozofia pozytywistyczna, która chce nawet wyjaśniać genezę idei Boga — zwykłego tworu, powiada, ludzkiego umysłu, poszukującego wyjaśnień, pewności i opieki. Ale łatwiej to powiedzieć niż zrobić. Pojawiają się tu liczne opory, tak jakby duch ludzki nie chciał się zbyt łatwo pogodzić ze skazaniem Boga na zapomnienie. Wielonakładowe magazyny stawiają pytania; „Le Nouvel Observeur” i „Sciences et Avenir” poświęciły niedawno jeden swój numer właśnie problemowi Boga. „Bóg w tym wszystkim?” Bertrand Révillon2 postawił w związku z tym pytanie 25 wybitnym współczesnym osobistościom — od ministra Philippe'a Douste-Blasy po Jacques'a Maillot, redaktora naczelnego „Nouvelles Frontières”, Barbarę Hendricks i Jean d'Ormessona... Jak widać sprawa nie jest zakończona — daleko do tego.

 Czytaj dalej...

opr. mg/mg



 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: życie internet moralność etyka Bóg istnienie Boga teodycea ewolucja pozytywizm tajemnica życia laboratorium DNA nauka a wiara ewolucjonizm naukowy obraz świata światopogląd naukowy religijny obraz świata dziecko z probówki