Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ewa Maria Kołodziej

Prawo wyboru?

Spór o świętowanie niedzieli

"Są klienci i są ci, którzy chcą ich zdobyć: będą więc pracować dłużej, także w soboty i w niedziele, będą klienta do siebie dowozić (...). Zabrzmi to może merkantylnie, ale cieszy mnie to (...). I sądzę, że w moim pokoleniu jestem w większości (...). Na ogół nie kupuję w niedzielę, ale świadomość, że mogę, nie tylko mnie uspokaja - daje mi wręcz poczucie wolności. Właśnie: poczucie wolności - konieczność wyboru. Sądzę, że źle by się stało, gdyby Sejm lub, co bardziej prawdopodobne, przyszłe samorządy lokalne usiłowały regulować godziny pracy handlu i usług. Jeśli ktoś chce dłużej pracować i więcej zarabiać, to powinien mieć do tego prawo. Jednocześnie pracownik, który z powodów zasadniczych w ogóle nie chce pracować w niedzielę, powinien mieć takie prawo."

Mirosława Grabowska:

"Prawo czy potrzeba serca?", "TP" nr 29

"Trzeba zachować zdrowy rozsądek. Z drugiej strony pozostawienie wszystkiego wolnemu rynkowi stwarza sytuacje trudne do przyjęcia".

Jan Andrzej Kłoczowski OP:

"Ósmy dzień tygodnia", j. w.

Przeczytałam oba opublikowane przez "Tygodnik" teksty, poświęcone pracy w niedzielę i odniosłam wrażenie, że p. Mirosława Grabowska prześliznęła się po temacie. Ideologiczna pochwała obywatelskich wolności, którą głosi autorka, zawieszona jest po prostu w próżni. Dlatego dobrze się stało, że redakcja umieściła również wywiad z o. Kłoczowskim.

Należę do pokolenia ukształtowanego przez zryw solidarnościowy lat 80. Nie twierdzę, że należę do większości, wcale mnie to jednak nie zniechęca do zabierania głosu w sprawach ważnych. Do dyskusji dorzucę kilka kamyczków, kilka obserwacji i doświadczenia życia codziennego z kilku miejsc na trasie mej wędrówki po świecie "za chlebem" i w "poszukiwaniu ojczyzny".

Pinę, Włoszkę z miasteczka nad Adriatykiem, spotkałam we wspólnocie chrześcijańskiej. Zaprzyjaźniłyśmy się mieszkając przez dwa lata w domu tej wspólnoty. Pina właściwie uciekła z domu w poszukiwaniu sensu życia, poczucia bezpieczeństwa, przynależności, radości dzielenia się tym, kim się jest. Opowiadała o swojej rodzinie, o biednych włoskich emigrantach dorabiających się w Szwajcarii, pracujących gdzie się tylko da i ile się tylko da. Rodzice wrócili do rodzinnej wioski, kiedy Pina miała 16 lat. Zaczynała naukę w szkole średniej, nie umiejąc prawidłowo sklecić zdania po włosku. Rodzice kupili dom w centrum miasteczka, zainwestowali w piekarnię i zaczęli rozwijać interes na całego. Szybko dorobili się willi na skraju wioski, na malowniczym zboczu z pięknym widokiem na okolicę. Ale to, co pamięta Pina, to nie radość, a nawet nie satysfakcja rodziców z wykonanej pracy czy z pięknego domu, tylko ich ciągła nieobecność, zmęczenie, troska o spłatę długów. Najsmutniejszym przeżyciem, tkwiącym jak zadra w jej pamięci i sercu, były święta Bożego Narodzenia, kiedy trzeba było otworzyć piekarnię, bo spóźnieni klienci dzwonili do drzwi mieszkania, które jeszcze wtedy znajdowało się nad sklepem, i prosili o sprzedanie im pizzy, bagietek, chleba. Z rodzicami widywała się tylko przelotnie podczas sjesty, i tylko do czasu skończenia szkoły średniej.

W czasie mojego pierwszego pobytu w Nowym Jorku w roku 1988 spotkałam Lorraine. Była nauczycielką, od dłuższego czasu na emeryturze. Jak tylko dowiedziała się, że jestem z Polski, zaczęła wypytywać mnie o różne sprawy i - co mnie wówczas zdziwiło - również o to, czy to prawda, że w Polsce wszystkie sklepy, punkty usługowe i zakłady pracy są zamknięte w niedziele i święta. Kiedy potwierdziłam, powiedziała, że to ważne świadectwo i przykład dla amerykańskich chrześcijan. Nie usiłowałam tłumaczyć, że kiedy w sklepach jest tylko ocet, to nie warto ich otwierać w soboty i w niedziele, i że trudno powiedzieć, jak zachowaliby się Polacy w warunkach wolności...

Przez trzy lata mieszkałam pod Kolonią, w najbardziej zagospodarowanym i najgęściej zaludnionym regionie Europy. Kiedy wynajmowałam mieszkanie u Frau F., musiałam podpisać tasiemcową umowę. Znalazły się w niej specjalne uregulowania w rozdziale "ochrona przed hałasem"; m.in. paragraf o zakazie używania instrumentów muzycznych i głośnego słuchania muzyki pomiędzy 13.00 a 17.00 i 20.00 a 7.00. Dywan wolno było trzepać na zewnątrz tylko od 8.00 do 10.00 od poniedziałku do piątku i dodatkowo w piątek od 16.00 do 19.00; ba, nawet przeznaczone do recyclingu odpady typu szkło i papier można było wrzucać do specjalnych pojemników jedynie w odpowiednich godzinach. Moją pierwszą reakcją na tak drobiazgowe przepisy był pobłażliwy uśmieszek i kpiące komentarze, a także poczucie, że ktoś krępuje moją wolność. Szybko jednak zmieniłam zdanie.

Toczyła się wówczas w niemieckich mediach dyskusja na temat czasu otwarcia sklepów i punktów usługowych. Padały argumenty za i przeciw przedłużeniu czasu ich pracy maksymalnie do 20.00-21.00 od poniedziałku do piątku, w soboty do 16.00, nie było jednak mowy o otwieraniu ich w niedziele! - wyjąwszy kilka wybranych sklepów, stacji benzynowych, restauracji i cukierni (na 4 godziny...). Przepisy o nowych godzinach pracy handlu weszły w końcu w życie, ale już po kilku miesiącach w niektórych rejonach handlowcy, nie znajdując uzasadnienia ekonomicznego, solidarnie powrócili do poprzednich zasad, zamykając sklepy o 18.00 albo 18.30! W miejscowym kościele parafialnym usłyszałam w tym czasie kilka sensownych kazań wzywających do refleksji nad potrzebą używania samochodów w niedziele i święta - w trosce o to, by nie hałasować i nie zakłócać spokoju sobie i innym, w trosce o ziemię i jej zasoby, w trosce o tych, co są zatrudnieni w serwisie autostrad, moteli, stacji benzynowych etc. I zaczęłam rozumieć, że w społeczeństwie pluralistycznym, gdzie obok siebie mieszkają ludzie o różnych obyczajach, zainteresowaniach i religii; w społeczeństwie nowoczesnym, gdzie obyczaj i kultura nie porządkują już zachowań ludzkich, trzeba regulować je w inny sposób, bo w przeciwnym razie może dojść do niepokojów społecznych i prawa innych, najczęściej mniejszości (albo też nieagresywnej większości) będą gwałcone. Dotyczy to także drobiazgów: kiedy ktoś kosi trawniki w niedzielę rano, ktoś inny mieszkający obok nie może spać. Jeśli ktoś otworzy w niedzielę sklep w zabudowanej okolicy, będą się tam zatrzymywać samochody, ruch i hałas odbierze mieszkającym tam ludziom możliwość odpoczynku.

Mirosława Grabowska opowiada się za wolnością wyboru, bo - jak przypuszczam - wykonuje pracę, która ją satysfakcjonuje i którą wybrała świadomie. Większości ludzi to niestety nie dotyczy. W ich przypadku alternatywa wygląda tak: albo praca na warunkach określonych przez pracodawcę, albo... bezrobocie. Przy istniejącym u nas prawie pracy i stanie związków zawodowych, pracobiorca stawiający jakiekolwiek warunki znajduje się w sytuacji przegranej. Przeciętny pracodawca zawsze wybierze kandydata bardziej elastycznego i dyspozycyjnego. W tej sytuacji pracownik zawsze będzie "chciał" pracować w niedzielę - ze strachu przed utratą pracy. Pomyłką jest stawianie na tej samej płaszczyźnie wyboru, jakiego dokonuje klient opowiadając się za niedzielnymi zakupami, i "wyboru", jaki stoi przed pracownikiem otwartego w niedzielę sklepu! Może trzeba więcej empatii, gdy się mówi o wolności i wyborach - przecież duża część osób pracujących w handlu i usługach to kobiety samotnie wychowujące dzieci, często dojeżdżające do miejskich marketów z daleka, z podmiejskich wiosek czy odległych dzielnic.

Wrócę na własne podwórko. Po kilkunastu latach spędzonych za granicą powróciłam do Wrocławia. Dzielnica, w której mieszkali rodzice, była przez lata bardzo spokojna, miała raczej przedmiejski charakter. Zamieszkiwała tutaj głównie inteligencja, m.in. naukowcy z wrocławskich uczelni. Odchodząca władza w ostatnim akordzie swej radosnej twórczości zbudowała osiedle w środku starej, niskiej zabudowy poniemieckiej i stłoczyła na małej powierzchni ok. 2 tys. osób. W nowych budynkach zaplanowano sklepy, ale zapomniano np. o parkingach. Naprzeciwko naszej posesji umieścił swój sklep cukiernik-lodziarz. Punkt ten czynny jest w piątek, świątek i niedzielę. A największy ruch panuje właśnie w soboty i niedziele! Ludzie prosto z kościoła walą do lodziarni. Hałas, gwar, psy, śmieci, autoalarmy. Do tego dochodzą jeszcze inne zjawiska. Obyczaj chrześcijański już nie kształtuje zachowań mieszkających tutaj ludzi. W niedzielny poranek słychać włączone odkurzacze, pralki, kosiarki, etc. Także w mieszkaniach praktykujących katolików.

W tej dzielnicy toczyło się kiedyś życie intelektualne, teraz wypiera wszystko wszędobylska komercja. Naszym zwyczajem rodzinnym był wspólny niedzielny obiad i dyskusje przy stole. W niedzielne wieczory każdy z nas zaszywał się w kąt z ulubioną książką. Teraz coraz rzadziej siadamy w "pokoju stołowym", nie możemy nawet otworzyć okien. Żeby coś poważniejszego przeczytać, trzeba uciec za miasto. Gdyby to była Ameryka, przenieślibyśmy się w spokojniejsze miejsce. Ale Polska to nie Ameryka, i z powodów finansowych przeprowadzka nie wchodzi w ogóle w rachubę.

W odróżnieniu od autorki artykułu "Prawo czy potrzeba serca?" nie miałabym nic przeciwko ograniczeniu handlu i usług w niedzielę i święta, zwłaszcza w dzielnicach mieszkaniowych. Nie miałabym też nic przeciwko wprowadzeniu uregulowań porządkowych podobnych do niemieckich - w trosce o własną równowagę mentalną, a także w obronie innych przed skutkami ich własnej głupoty. Człowiek musi przecież kiedyś odpoczywać i przecież nie samym chlebem żyje!

Podobnie jak o. Kłoczowski, uważam, że list Jana Pawła II w sprawie świętowania niedzieli przyszedł do nas w porę. Chciałabym też, aby Kościół wykazał więcej odwagi i mądrości w dostrzeganiu i nazywaniu po imieniu problemów, jakie niesie ze sobą kapitalistyczna cywilizacja konsumpcyjna i nie bał się odważnego kaznodziejstwa, które zmusza ludzi do myślenia. Myślenia, które się nie kończy za drzwiami kościoła po przejściu do najbliższego sklepu lub lodziarni.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: niedziela świetowanie przykazania handel bezrobocie klient święto Katolik komercja
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W