Chiny systemowo walczą z religią, tymczasem w USA wakuje stanowisko ambasadora ds. wolności religijnej

Wolność religijna w Chinach i wielu innych totalitarnych krajach na świecie jest coraz bardziej zagrożona. Powody są różne – od systemowej walki z religią do popierania jednej narodowej religii, jako narzuconego odgórnie czynnika kontroli społeczeństwa. Tymczasem w USA stanowisko ambasadora ds. wolności religijnej pozostaje nieobsadzone od początku kadencji Trumpa.

Komisja USA ds. Międzynarodowej Wolności Religijnej (USCIRF) po raz kolejny 11 maja zaapelowała do prezydenta Donalda Trumpa, aby „niezwłocznie” wskazał kandydata na kluczowe stanowisko ambasadora promującego i chroniącego wolność religijną na całym świecie. Stanowisko to wakuje od początku obecnej kadencji i nie wiadomo, czy powodem są kwestie personalne, czy raczej brak zainteresowania tą kwestią ze strony prezydenta USA.

Vicky Hartzler, przewodnicząca USCIRF, w wywiadzie dla OSV News podkreśla, że „bez obecności kluczowej osoby na tym stanowisku tracimy wiele ważnych okazji, by posunąć naprzód kwestie wolności religijnej.”

Amerykański Kongres powołał USCIRF oraz ambasadora ds. wolności religijnej na mocy Ustawy o Międzynarodowej Wolności Religijnej z 1998 roku. Ambasador pełni przede wszystkim funkcję doradczą wobec prezydenta oraz sekretarza stanu. Poprzednia nominacja Trumpa wygasła i do tej pory nie została odnowiona.

„Chcemy, aby wolność religijna rozwijała się na całym świecie i abyśmy nadal byli światowymi liderami, nie tylko gospodarczo i militarnie, ale także w promowaniu wolności" – wskazuje Hartzler.

Przed podróżą Trumpa do Chin

W bliskiej perspektywie znajduje się podróż prezydenta USA do Chin. Brak ambasadora utrudnia zajęcie się tak poważnymi kwestiami jak więzienie Jimmy'ego Laia, katolika i działacza prodemokratycznego z Hongkong oraz Ezry Jin Mingriego, założyciela i pastora Kościoła Syjon. Trump planuje poruszyć obydwie sprawy, nie będzie to jednak łatwe, biorąc pod uwagę kierunek działań Komunistycznej Partii Chin.

Jej działania skierowane są nie tylko przeciw chrześcijanom, ale także przeciw przedstawicielom wszystkich religii, które nie realizują wprost linii narzuconej przez partię. Celem ataku są m.in. ujgurscy muzułmanie oraz tybetańscy buddyści.

Poprzedni ambasador: Chiny pragną zniszczyć wszelkie religie

Na zaostrzenie się problemu wskazuje jednoznacznie poprzedni ambasador ds. międzynarodowej wolności religijnej Sam Brownback.

„Toczymy dziś walkę z Komunistyczną Partią Chin i jej autorytarnym spojrzeniem oraz przekonaniem, że religia jest opium dla ludu, czymś, co należy wyrzucić, odrzucić, prześladować, deptać i zabijać" – mówił Brownback podczas spotkania 12 maja w Hudson Institute.

Brownback pojawił się na tym wydarzeniu, aby promować swoją książkę „Wojna Chin przeciw wierze”, napisaną razem z dziennikarzem Michaelem Arkushem. Podkreśla w niej „trzy ludobójstwa” dokonywane obecnie w Chinach: przeciwko tybetańskim buddystom, ujgurskim muzułmanom oraz zwolennikom Falun Gong oraz systemowe prześladowanie chrześcijan i innych mniejszości religijnych.

Prelegentami byli także: Nina Shea, starsza stypendystka Instytutu Hudsona; były kongresmen Frank Wolf oraz osoby przedstawione w książce, takie jak Frances Hui, menedżerka ds. polityki i rzecznictwa w Hong Kong Foundation; Mihrigul Tursun, ujgurska kobieta przetrzymywana wcześniej w Xinjiangu; Arjia Rinpocze, dyrektor Tybetańskiego Mongolskiego Centrum Buddyjskiego Kultury; członek Falun Gong Wang Chunyana; oraz chiński chrześcijański założyciel „Ruchu Odrodzenia” Peter Xu.

Ich relacje są zgodne: w Chinach toczy się zmasowana kampania przeciw wszelkim religiom, której ostatecznym celem ma być ich wyrugowanie i zastąpienie quasi-religią promowaną przez chińskie władze.

„Ich historie naprawdę zasługują na to, by powstały filmy o nich,” mówi Brownback. „Modlę się, aby ta książka była jasnym wezwaniem, dźwiękiem trąbki wzywającej do podjęcia walki z prześladowaniami wierzących należących wszystkich wyznań w Chinach”.

Autor przypomina jednocześnie, jak bezwzględna w realizowaniu swej polityki jest Komunistyczna Partia Chin.

„To reżim, który zabił więcej własnych obywateli niż jakikolwiek inny w historii ludzkości; reżim, który jest z nami w stanie wojny, niezależnie od tego, czy zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy w stanie wojny z nimi, czy nie.”

Są nadzieje

Brownback wiąże spore nadzieje z obecną podróżą Trumpa do Chin.

„Trump zrobił więcej niż jakikolwiek inny współczesny prezydent, by dążyć do wolności religijnej. Uważa, że świat potrzebuje więcej religii. To całkowite przeciwieństwo tego, co uważa Komunistyczna Partia Chin, która sądzi, że na świecie nie powinno być żadnej religii. Te dwa systemy ścierają się ze sobą”.

W tej sytuacji Brownback uważa, że obsadzenie stanowiska ambasadora ds. międzynarodowej wolności religijnej jest kluczowe. Być może powodem wakatu jest utknięcie w amerykańskim Senacie kandydatury Marka Walkera przedstawionej przez Trumpa. Nie może to być jednak uzasadnieniem dla przeciągania w nieskończoność obsadzenia tej funkcji.

„Potrzebujemy tego głosu i reprezentacji w administracji oraz mówienia o tym, co robią Chiny. Potrzebujemy tego teraz” – mówi z naciskiem Brownback, mając nadzieję, iż administracja Trumpa niezwłocznie nominuje konkretną osobę i że Senat nie będzie tym razem stawiał przeszkód.

Nadzieja ta oparta jest o toczące się obecnie zakulisowo rozmowy, zbyt wcześnie jest jednak, aby ujawniać, o kogo chodzi.

„Rozmawiałem z osobą, o której rozmawiają we własnym gronie, i myślę, że byłaby świetna, ale nie wiem, czy sprawy ruszą do przodu i nie mogę się na ten temat wypowiadać” – podsumował Brownback.

Źródło: OSV News, EWTN

 

« 1 »