Azjatycki portal UCA News opublikował dziś artykuł, w którym dokumentuje kolejne, coraz poważniejsze przypadki naruszenia prawa do wolności religijnej w Chinach, pytając jednocześnie: dlaczego Stolica Apostolska milczy, nie reagując na notoryczne łamanie porozumienia chińsko-watykańskiego.
Wraz z początkiem tego roku chińskie władze nasiliły represje wobec „niezarejestrowanych” chrześcijan w całym kraju. Oznacza to systematyczne policyjne naloty na miejsca spotkań, aresztowania i ograniczenia praw publicznych.
Areszt dla Li Yingqiang
W zeszłym tygodniu Li Yingqiang, lider jednego z najbardziej znanych niezarejestrowanych kościołów protestanckich w Chinach, Kościoła Przymierza Wczesnego Deszczu (nazwa nawiązuje do Oz 6,3 i Jk 5,7) w prowincji Syczuan, został zabrany z domu w Deyang przez policję wraz z żoną i pięcioma innymi liderami kościelnymi. Pozostają w areszcie, choć nie przedstawiono im żadnych konkretnych zarzutów. Komisja ds. Chin Kongresu USA wskazuje, że zostali aresztowani, ponieważ odmówili „pokłonienia” się reżimowi Komunistycznej Partii Chin (KPCh). Nowo wprowadzone ograniczenia penalizują już nie tylko fizyczne zebrania, ale także nieautoryzowane przez władze nabożeństwa i modlitwy online.
Zdewastowany kościół w Yayang
Dwa dni wcześniej, 4 stycznia, kościół w mieście Yayang, niedaleko Wenzhou w prowincji Zhejiang, ponownie został zaatakowany, a specjalne siły policyjne otoczyły go i odgrodziły okolicę. Sprowadzono sprzęt, w tym dźwigi i buldożery. Dwóch reporterów z Agence France-Presse odwiedziło kościół w zeszłym tygodniu i potwierdziło, że krzyż na szczycie wieży został rozebrany.
Kościół Yayang, centralne miejsce kultu dla sieci 12 niezależnych kościołów domowych w okolicy, był już wcześniej celem akcji policyjnej w grudniu 2025 roku, gdy ponad 1000 policjantów – w tym specjalne oddziały policji i strażacy – otoczyło i szturmowało budynek kościoła.
Kilkaset wiernych znajdujących się wewnątrz kościoła zostało zatrzymanych, choć później zwolniono ich po spisaniu danych osobowych. Jednak co najmniej 20 osób pozostaje aresztowanych.
Policja wezwała dwóch lokalnych przywódców kościelnych, Lin Enci i Lin Enzhao, opisując ich jako „głównych podejrzanych o działalność organizacji przestępczej” i oskarżyła o „wywoływanie kłótni i prowokowanie kłopotów”. Wcześniej publicznie sprzeciwiali się przymusowemu umieszczeniu narodowej flagi Chin przy wejściu do kościoła. Obaj mężczyźni zostali zatrzymani.
Represje wobec „nieautoryzowanych” kościołów i wspólnot
Represje wobec kościołów Wczesnego Deszczu oraz Yayang następują po aresztowaniu w październiku ubiegłego roku wysokich rangą członków Kościoła Syjonu, kolejnej dużej, nieautoryzowanej przez władze sieci chrześcijańskiej w całych Chinach. Co najmniej 18 członków Kościoła Syjonu, w tym założyciel, pastor Ezra Jin Mingri, pozostaje w więzieniu.
W 2018 roku założyciel kościoła Wczesnego Deszczu, pastor Wang Yi, wybitny obrońca praw człowieka i prawnik, został aresztowany wraz ze 100 innymi członkami swojego kościoła, a rok później został skazany na dziewięć lat więzienia za „podżeganie do podważania władzy państwowej”.
We wrześniu ubiegłego roku Chiny wprowadziły nowe przepisy zakazujące niezarejestrowanym organizacjom religijnym rozpowszechniania kazań online. W tym samym miesiącu Xi przewodniczył spotkaniu wysokich członków Biura Politycznego Komunistycznej Partii Chin (KPCh), skupiającym się na promowaniu jego kampanii „sinizacji religii".
Żeby było jasne, według KPCh sinizacja nie oznacza inkulturacji, czyli dostosowania religii do chińskiego kontekstu kulturowego, lecz na politycznym przymuszeniu religii do pełnej lojalności wobec Partii i jej ideologii. Dzielenie chrześcijan na „zarejestrowanych” i „niezarejestrowanych” odbywa się według klucza lojalności.
W ciągu ostatniego dziesięciolecia kampania przeciw tym, którzy nie okazali lojalności względem władz, obejmowała niszczenie tysięcy chrześcijańskich krzyży, zmuszanie kościołów do prezentowania portretów Xi i innych przywódców oraz propagandowych banerów KPCh, wprowadzenie kamer monitoringu przy ołtarzu do rejestrowania wiernych, zakaz współpracy zagranicznych kaznodziejów i misjonarzy z chińskimi kościołami oraz zakaz wstępu osobom poniżej 18 roku życia.
Hongkong: także i tu obowiązuje „sinizacja” religii
W Hongkongu, choć wolność wyznania jest teoretycznie mniej ograniczona niż w Chinach kontynentalnych, wysiłki na rzecz rozwoju kampanii „sinizacji” przyspieszyły. Chrześcijanie różnych wyznań spotkali się w ostatnim czasie na kilku konferencjach poświęconych temu problemowi. Dostrzeżono m.in. narastające zjawisko autocenzury wśród duszpasterzy – starają się oni pomijać w swym nauczaniu tematy związane ze sprawiedliwością, prawami człowieka i demokracją, aby nie narażać się władzom.
Znamienny jest przypadek Jimmy’ego Laia, 78-letniego właściciela koncernu prasowego, obywatela Wielkiej Brytanii. Pomimo wsparcia ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa, który upominał się o jego los u chińskiego przywódcy, Lai pozostaje nadal w więzieniu, a 15 grudnia 2025 roku usłyszał oficjalne oskarżenie oparte na drakońskiej ustawie o bezpieczeństwie narodowym, mówiące o „spisku w celu współpracy z obcymi siłami”. Na początku tego tygodnia Lai stawił się w sądzie na rozprawie. Grozi mu wyrok co najmniej 10 lat więzienia, a maksymalnie – dożywocie. Biorąc pod uwagę jego wiek i pogarszający się stan zdrowia, nawet najniższy wyrok może w praktyce oznaczać śmierć w więzieniu.
Lai jest już przetrzymywany w izolatce od ponad pięciu lat, bez naturalnego światła i z mniej niż godziną dziennie aktywności fizycznej. Przez większość ostatnich pięciu lat odmawiano mu prawa do przyjmowania Komunii świętej.
Watykan konsekwentnie milczy. Jak długo jeszcze?
O chińskiej polityce Watykanu pisaliśmy już wielokrotnie. Można by ją streścić w krótkim sformułowaniu: „nie drażnić chińskiego smoka, bo może być jeszcze gorzej”. W praktyce oznacza to brak adekwatnej reakcji na kolejne naruszenia praw człowieka w Chinach i coraz dalej idące podporządkowanie religii komunistycznym władzom.
W zeszłym tygodniu papież Leon XIV wygłosił przemówienie do korpusu dyplomatycznego w Watykanie. Głównym tematem jego przemówienia była godność człowieka, prawa człowieka, a w szczególności wolność wypowiedzi, wolność sumienia i wolność religii. Wspomniał o różnych światowych kryzysach dotyczących praw człowieka: o Ukrainie, o Ziemi Świętej, Wenezueli, Sudanie. Mowa była także o prześladowaniach chrześcijan na całym świecie. Nie padło natomiast ani jedno słowo na temat Chin ani na temat Jimmy'ego Laia. Jasne jest, że tego rodzaju przemówień papież nie przygotowuje w pojedynkę, ale ma grono współpracowników, którzy śledzą, co dzieje się na całym świecie i opracowują główne punkty papieskiego przemówienia do dyplomatów. Dlaczego w przemówieniu tym znalazło się miejsce na Bangladesz, Sahel, Nigerię, Mozambik, Damaszek, Morze Karaibskie, jeziora afrykańskie, Mjanmę, tymczasem termin „Chiny” wydaje się nie istnieć w słowniku papieskich ghostwriterów?
To samo działo się za poprzedniego pontyfikatu. Nie jest to więc jednorazowe przeoczenie. Podpisane w 2018 r. porozumienie chińsko-watykańskie, przedłużone na dwuletnie okresy w 2020 i 2022 roku, a następnie na czteroletni w 2024 roku, jest regularnie łamane, tymczasem Watykan konsekwentnie milczy. Politykę Watykanu względem Chin krytykuje emerytowany metropolita Hongkongu, kard. Joseph Zen. Kogo jak kogo, ale jego właśnie watykańscy dyplomaci powinni posłuchać. Jednak i jego głos spotyka się z brakiem jakiejkolwiek reakcji.
Czy jest szansa na zmianę tej zasadniczo błędnej polityki? Być może tak. Papież Leon XIV podjął kilka symbolicznych kroków dających taką nadzieję. Podczas jednej z audiencji generalnych spotkał się z żoną i córką Jimmy'ego Laia. W zeszłym roku ujawnił także w wywiadzie, że słucha „znaczącej grupy chińskich katolików, którzy przez wiele lat doświadczali ucisku i trudów w wolnym wyznawaniu swojej wiary.”
Autor artykułu z UCA News apeluje o to, aby za tymi pierwszymi krokami poszły kolejne. Katolicy w Chinach oczekują na publiczne zabranie przez papieża głosu w kwestii wolności religijnej w tym kraju, a także publiczną modlitwę za Jimmy'ego Laia i innych prześladowanych chrześcijan w Chinach. Wydaje się, że mają do tego pełne prawo.