Tu kapłani konsekrują chleb słowami Jezusa. Ks. Żelazny z wizytą w Libanie – relacja tylko na Opoce

W cieniu wojny nawet milion osób w Liban straciło dach nad głową. Ks. Jan Żelazny, dyrektor Sekcji Polskiej Pomoc Kościołowi w Potrzebie odwiedza miejsca dotknięte konfliktem. „Chodzi o to, by być z nimi i docierać tam, gdzie pomoc jest najbardziej potrzebna” – mówi Opoce.

Od momentu wybuchu wojny amerykańsko-izraelskiej z Iranem, nawet do miliona osób w Libanie musiało opuścić swój dom. 

„Większość uchodźców znalazła już schronienie. Tak jak Polacy otworzyli swoje domy, szkoły i instytucje pomocy dla uchodźców z Ukrainy, tak Libańczycy przyjęli uchodźców z zagrożonych wojną części kraju" – mówi Opoce ks. Jan Żelazny, dyrektor Sekcji Polskiej Pomoc Kościołowi w Potrzebie, który aktualnie przebywa z misją w Libanie. 

Ks. Żelazny odwiedził we wtorek grekokatolicki Klasztor Sióstr Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Harissie, będącym częścią ważnego maronickiego ośrodka religijnego. „W części domu rekolekcyjnego schronienie znalazło 15 rodzin uciekających przed skutkami konfliktu” – mówi, dodając, że część uchodźców wciąż liczy na powrót do swoich domów, inni tracą nadzieję. „Na razie próbują się w tym zaadoptować” – zaznaczył ks. Żelazny. 

Panele fotowoltaiczne dla sióstr w Harissie

Siostry dzielą się z potrzebującymi wszystkim, co mają. „Siostry otworzyły przed nimi swoją kuchnię” – mówił duchowny, podkreślając ich gotowość do pomocy mimo ograniczonych środków. Poważnym wyzwaniem pozostaje brak stabilnych dostaw energii. „Liban nie jest krajem, w którym działa normalna sieć energetyczna” – wskazał ks. Żelazny. Choć siostry posiadają generator, jego utrzymanie jest kosztowne: „generator spożywa bardzo dużo benzyny, a siostry nie mają na to po prostu pieniędzy”.

Dlatego organizacja planuje konkretne wsparcie. „Chcemy dostawić panele fotowoltaiczne” – zapowiedział, wyjaśniając, że to rozwiązanie pozwoli długofalowo utrzymać pomoc dla rodzin. Jak podkreślił, taka inwestycja „zostaje” i będzie służyć zarówno uchodźcom, jak i wspólnocie sióstr przez długi czas.

Ks. Żelazny w rozmowie z Opoką opowiedział także o wizycie w klasztorze w Charfeh, należącym do Kościoła syrokatolickiego – jednej z najstarszych wspólnot chrześcijańskich, wywodzącej się z tradycji antiocheńskiej. 

Jak podkreślił, jest to Kościół rozproszony w najbardziej niestabilnych regionach Bliskiego Wschodu. „Są to chrześcijanie, którzy mieszkają na północy Iraku, w Syrii, w Turcji, w Egipcie i w Libanie” – mówił, wskazując, że wspólnota ta funkcjonuje często w warunkach zagrożenia i niepewności.

Kapłani – źródłem nadziei 

Kluczową rolę dla jej przetrwania odgrywa jedyne w tym miejscu seminarium duchowne. „Bez tego seminarium zabraknie duchownych, którzy są dla tych ludzi źródłami nadziei” – zaznaczył ks. Żelazny. To właśnie kapłani podtrzymują tożsamość wspólnoty i towarzyszą wiernym w najtrudniejszych momentach.

Problemem pozostają jednak warunki finansowe. „Nie stać ich na opłacenie ani życia, ani czesnego, ani mieszkania w Libanie” – wyjaśnił duchowny, odnosząc się do młodych kandydatów do kapłaństwa przyjeżdżających z Syrii, Iraku czy Egiptu.

Wsparcia udziela Pomoc Kościołowi w Potrzebie, która – jak podkreślił – „już od dwóch lat wspomaga to seminarium”, umożliwiając formację przyszłych kapłanów. Klerycy już w trakcie studiów angażują się duszpastersko – pracują m.in. w Homs, przygotowując zajęcia dla dzieci, oraz uczą czytania i pisania w odległych regionach Egiptu.

Ojcze Nasz w języku Chrystusa

Seminarium pełni także rolę strażnika tradycji. „Ci młodzi ludzie modlą się codziennie i odmawiają Ojcze Nasz w języku, który mówił Chrystus. Kiedy pada w tej wspólnocie, padają słowa konsekracji, to są to słowa tak, jak je wypowiedział nasz Zbawiciel” – podkreślił ks. Żelazny. Jak zaznaczył, pomoc dla tej wspólnoty ma wymiar nie tylko materialny, ale przede wszystkim duchowy: „chcemy pomóc tym, którzy sami są apostołami nadziei dla innych”.

Ks. Żelazny w rozmowie z Opoką tłumaczy, dlaczego pomoc dla Libanu nie może ograniczać się tylko do przelewów bankowych. Jak podkreśla, obecność na miejscu ma kluczowe znaczenie – zarówno praktyczne, jak i duchowe.

Spotkania i finansowe wsparcie

Pierwszym problemem są kwestie finansowe. „Opłaty bankowe mogą pochłonąć nawet 20% przekazywanej kwoty” – zaznaczył, wskazując, że bezpośrednia pomoc pozwala lepiej wykorzystać środki. Jeszcze ważniejszy jest jednak drugi wymiar – spotkanie z ludźmi i rozeznanie ich realnych potrzeb. „Chodzi o spotkanie ze świadkami na miejscu i dotarcie tam, gdzie pomoc jest najbardziej potrzebna” – mówił. Dlatego Pomoc Kościołowi w Potrzebie łączy pomoc humanitarną z długofalowym wsparciem, np. umożliwiając dzieciom kontynuowanie nauki mimo trudnej sytuacji rodzin.

Podczas wizyty udało się także wesprzeć konkretne, pilne potrzeby. W jednej z odciętych miejscowości, gdzie „ludzie mają kłopot w dostaniu się do szpitala”, zabrakło podstawowych środków do życia. „W butlach skończył się gaz” – relacjonował ks. Żelazny. Dzięki wsparciu darczyńców udało się pomóc: „dla 80 rodzin sfinansowaliśmy napełnienie butli gazowych”.

Kapłan podkreślił, że równie ważna, jak pomoc materialna jest sama obecność. „Dla nich najwspanialsze jest nie to, że będą mieli ugotowany posiłek, ale to, że ktoś do nich przyjechał, ktoś o nich pamiętał” – zaznaczył.

Jak dodał, takie wizyty mają podwójny sens: „być, podziękować, zobaczyć i pójść dalej” – czyli nie tylko pomagać, ale też budować więź i szukać kolejnych miejsc, gdzie wsparcie jest najbardziej potrzebne.

« 1 »