Rzeź na polskich kapłanach na Wołyniu. Recytował po ukraińsku przykazania Boże, doszedł do „nie zabijaj"

Fala przemocy, która latem 1943 roku ogarnęła Wołyń, dotknęła także kapłanów, którzy pozostali ze swoimi wiernymi mimo śmiertelnego zagrożenia. Ginęli podczas sprawowania Mszy świętej, w drodze do parafian i w miejscach, które miały być dla nich schronieniem. Z istniejących 252 kościołów i kaplic na Wołyniu w wyniku działalności OUN i UPA zniszczonych zostało 103. Niemal wszystkie parafie rzymskokatolickie przestały istnieć.

Pierwszym zabitym duchownym był – jak czytamy – 47-letni ks. Innocenty Wacław Majewski, od maja 1939 roku proboszcz w parafii Mielnica w powiecie kowelskim. Wraz z kilkunastoma innymi osobami został zastrzelony 18 marca 1943 roku w pobliskim lesie przez policję ukraińską. Ofiary mordu pogrzebano na miejscu zbrodni we wspólnej mogile, która wkrótce potem została zdewastowana i rozkopana.

Niecały miesiąc później śmierć ponieśli dwaj inni duchowni: ks. Józef Szostak i br. Piotr Mojsijonek. Pierwszy był administratorem parafii w Małych Hołobach, drugi zakonnikiem z zakonu pijarów w Lubieszowie. Obaj zostali zamordowani w lesie pomiędzy Pniewem a Skomorochami, kiedy br. Mojsijonek odwoził ks. Szostaka po wygłoszeniu rekolekcji i wysłuchaniu spowiedzi wielkanocnej w klasztorze. Odnalezione ciała pochowano we wspólnym grobie przy nieistniejącym już dziś kościele w Małych Hołobach.

W maju 1943 roku upowcy schwytali 33-letniego ks. Hieronima Szczerbińskiego, proboszcza parafii Tesłuhów i Łysin w powiecie dubieńskim, oraz 28-letniego ks. Jerzego Cimińskiego, proboszcza z Dederkał w powiecie krzemienieckim. Obaj zostali zamordowani w Wołkowyjach, gdzie przebywali po rozproszeniu swoich parafii i skąd zamierzali wyjechać z powodu dalszego zagrożenia. Zostali wrzuceni do 16-metrowej studni i zasypani kamieniami oraz ziemią. Ich zwłoki próbował w 1944 roku wydobyć ks. Stanisław Mazak, ale mu się to nie udało.

W czerwcu 1943 roku nacjonaliści zabili również ks. Piotra Walczaka, który jako emeryt mieszkał na stałe w parafii Nieśwież, jednak częściej przebywał w Łucku, gdzie czuł się bezpieczniej. Został zamordowany na drodze pomiędzy Łuckiem a Ławrowem w miejscowości Połonka.

W czasie „krwawej niedzieli" 11 lipca 1943 roku podczas sprawowania Mszy św. zginęło dwóch kapłanów. 74-letniemu ks. Józefowi Aleksandrowiczowi, proboszczowi z Zabłoćców w powiecie włodzimierskim, oprawcy skręcili kark i porzucili ciało na stopniach ołtarza. 45-letni ks. Jan Kotwicki – proboszcz z Chrynowa, został zastrzelony wraz z blisko 150 wiernymi na Mszy św. o godz. 11.00. Tego samego dnia zostali ciężko ranni dwaj inni duchowni: w Porycku ks. Bolesław Szawłowski (potem dobity), a w Kisielinie ks. Witold Kowalski.

W tym samym miesiącu nacjonaliści z UPA zadali w okrutny sposób śmierć dwóm kolejnym duchownym: w Strężarzycach ks. Karol Baran został przerżnięty piłą w drewnianym korycie, a w Wyszogródku ks. Konstanty Turzański został spalony wraz ze swymi wiernymi w parafialnym kościele.

Podczas pogromu Ostrówek i Woli Ostrowieckiej 30 sierpnia 1943 roku zginął ks. Stanisław Dobrzański. Tego samego dnia w Ostrówkach został zamordowany pomagający mu w pracy duszpasterskiej zakonnik Towarzystwa Chrystusowego brat Józef Harmata.

Z rąk OUN-UPA ginęli także duchowni uniccy i neouniccy (obrządek bizantyjsko-słowiański) – bracia i siostry. Większość z nich pochodziła z klasztoru Kapucynów w Lubieszowie. W czerwcu 1943 roku neounita o. Kasjan Czechowicz z tego klasztoru, na wieść o planowanych napadach na polskie miejscowości, udał się do siedziby UPA w Kowlu z prośbą, by ich zaniechano. Gdy odradzano mu tę niebezpieczną misję, oświadczył, że „się ofiarował Bogu na męczeństwo, więc nie lęka się śmierci". Zapytany na miejscu, jak śmie zwracać uwagę dowódcom UPA, zaczął recytować po ukraińsku przykazania Boże. Przerwano mu, gdy doszedł do „nie zabijaj". 

Uwięziono go i przekazano Niemcom, a gdy ci polecili go uwolnić, został przez Ukraińców po torturach zrzucony z mostu do rzeki Styr. Miesiąc później zginął kapucyn, pracownik miejscowej misji bizantyjsko-słowiańskiej, brat Sylwester Hładzio. Dwie sercanki: s. Andrzeja (Maria Ossakowska) i s. Alojza (Jadwiga Gano) zostały zamordowane 9 listopada 1943 roku. Upowcy zgładzili także proboszcza parafii Żabcze, ks. Serafina Jaroszewicza, i kapłana z Kuńkowców Wielkich ks. Józefa Gaducewicza.

W Porycku 16 stycznia 1944 roku poniósł śmierć męczeńską ks. Stanisław Grzesiak, który w czasie wojny był proboszczem w Skurczach. Podczas ewakuacji swoich parafian do Włodzimierza Wołyńskiego znalazł się w Porycku, gdzie postanowił się pomodlić za duszę zabitego pół roku wcześniej ks. Bolesława Szawłowskiego. Wytropiony przez banderowców został zastrzelony w miejscowym kościele. W klasztorze w Wiśniczu z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęli 7 lutego 1944 roku dwaj karmelici bosi: o. Kamil Gleczman i br. Cyprian Lasoń.

Ostatnim duchownym, który stracił życie na Wołyniu był rzymskokatolicki proboszcz parafii w Poczajowie w powiecie krzemienieckim, 51-letni ks. Stanisław Fijałkowski. Zagrożony lipcowymi rzeziami przeniósł się – wraz ze swoimi parafianami – do klasztoru Ojców Dominikanów w pobliskim Podkamieniu, w powiecie brodzkim. Warowny klasztor z cudownym obrazem Matki Bożej Różańcowej stał się schronieniem dla około 2 tysięcy uchodźców z Wołynia i pobliskich wsi. Wieczorem 11 marca 1944 roku do Podkamienia przybyli upowcy, podający się za partyzantów sowieckich, i zażądali otwarcia bram klasztoru. Nie zostali wpuszczeni, ale dostali żywność, a dwaj Wołyniacy, w tym siostrzeniec ks. Fijałkowskiego, poszli do nich jako delegaci. Upewnili się wtedy, że mają do czynienia z Ukraińcami, i rozpoznali wśród nich dwóch prawosławnych mnichów.

Następnego dnia rano, używając karabinów maszynowych i granatów, upowcy rozpoczęli szturm. Kiedy obrońcy odpowiedzieli ogniem, Ukraińcy wezwali ich do poddania się, gwarantując bezpieczeństwo ludziom, którzy opuszczą mury, a w razie odmowy zagrozili użyciem dział. Obietnicy nie dotrzymali, do wychodzących otworzyli ogień. Wtargnęli też za bramę, dokonując rzezi pozostałych za murami ludzi. Zginęło około sto osób, w tym ks. Stanisław Fijałkowski.

Z szacunkowych danych wynika, że w diecezji łuckiej śmierć z rąk banderowców poniosło 180 duchownych. Według zestawienia ks. prof. Józefa Mareckiego w diecezjach lwowskiej, przemyskiej i lubelskiej w latach 1939-1945 zginęło: 132 kapłanów diecezjalnych i zakonnych, 5 kleryków, 6 braci zakonnych i 22 siostry zakonne (razem 165 osób). Z istniejących 252 kościołów i kaplic na Wołyniu w wyniku działalności OUN i UPA zniszczonych zostało 103. Niemal wszystkie parafie rzymskokatolickie przestały istnieć.

Źródło: Nasz Dziennnik 

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »