Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Zbigniew Mentzel

TRĄBA EUSTACHIUSZA

Z dziennika "Mój rok 1999..."

Zamieszczony na drugiej stronie "Gazety Wyborczej" (nr 14, z 18 stycznia) tekst Michała Cichego o "emocjach" polemicznych Andrzeja Wajdy i - moich, napisany został zgodnie z regułami "myślenia dialektycznego", które Leszek Kołakowski sparodiował swego czasu w głośnym dziele "Moje życie ze szczególnym uwzględnieniem szalonego wręcz powodzenia u kobiet". Jak pamiętamy, bohater owej groteskowej autobiografii, kłamliwie zatajając swoje zbrodnie, jednocześnie cynicznie się nimi chełpi; opowiada, jak w celu mydlenia oczu masom ludowym występował przeciwko słusznej uchwale o rozwiązaniu KPP, a w tym samym czasie, wbrew masom ludowym, popierał niesłuszną uchwałę o rozwiązaniu KPP, i tak dalej... Zdaniem Cichego, polemiki, z którymi na łamach "Gazety" oraz "Tygodnika Powszechnego" wystąpili Wajda i Mentzel, jawnie zaprzeczają tezie prawicowego publicysty, jakoby oba te pisma tłumiły debatę kulturalną w Polsce. Te same polemiki - rozumuje "dialektycznie" Cichy - wymierzone przeciw recenzentom "Gazety Wyborczej" stanowią wszelako zaprzeczenie istoty debaty kulturalnej (ba! stanowią zaprzeczenie "istoty kultury" w ogóle), de facto więc już w zarodku ją tłamszą.

W polemicznych tekstach Wajdy i moich Cichy, owszem, dostrzega merytoryczne racje i wręcz byłby gotów podzielić niektóre z zarzutów, ostatecznie jednak nie jest w stanie tego uczynić. "Byłbym gotów - powiada - podzielić niektóre z zarzutów, gdyby nie to, że polemiki zostały napisane tak, aby zaatakowani nie mogli na nie odpowiedzieć". Zamiast spokojnie "wymieniać idee" ze swoimi adwersarzami, Wajda i ja nerwowo "trzaskamy drzwiami", "dajemy upust emocjom negatywnym", oburzeni "rozprawiamy się" z przeciwnikami traktując ich w taki sposób, jakby w ogóle nie zasługiwali na polemikę. Skoro jednak nie zasługują, po co polemizować? - dopytuje się Cichy, choć na to pytanie i od Wajdy, i ode mnie dostał przecież wyraźną odpowiedź.

Gdyby teksty Przemysława Czaplińskiego oraz Piotra Bratkowskiego, z którymi podjąłem w "Tygodniku" polemikę, ukazały się na łamach kwartalnika Koła Polonistów Uniwersytetu Poznańskiego albo w innym równie egzotycznym periodyku o nakładzie trzystu egzemplarzy, uznałbym zapewne, że istotnie na polemikę nie zasługują. Społeczną szkodliwość głupstwa mierzy się zasięgiem jego oddziaływania. Kiedy głupstwo pojawia się na łamach "Gazety Wyborczej" - najpotężniejszego medium prasowego w kraju - wiem, że jego zasięg jest ogromny, wprost proporcjonalny do nakładu pisma liczącego przecież kilkaset tysięcy egzemplarzy. Tu, na łamach "Gazety", nawet całkiem nieważkie poglądy nabierają wagi stojących za nimi Himalajów celulozy, tu, na łamach "Gazety" nawet z trąbki Eustachiusza niczym z najprawdziwszej mosiężnej trąby dobyć można grzmiące dźwięki, tu, na łamach "Gazety", Wasza racja, Koledzy z "Wyborczej" - nawet gdy nie macie racji - pozostaje racją głośniejszego.

Cóż to się właściwie stało, cóż takiego uczyniłem, podejmując polemiki z Czaplińskim i Bratkowskim, że autorzy ci, jak utrzymuje Cichy, choć potraktowani merytorycznie, za nic w świecie "nie mogli mi odpowiedzieć". Czyżby fakt, że nazwisko Czapliński wymieniłem - o zgrozo! - "tylko w przypisie pod tekstem", był aż tak straszliwą zniewagą? Czyżby to, że kilka nieprzemyślanych, pochopnie rzuconych sądów recenzenta nazwałem głupstwami, a więc czymś bezmyślnym właśnie, uzasadniać mogło reakcję pełną świętego oburzenia: - Jak to? Mentzel chyba nie wie, do kogo mówi! Ten pan zapomina, kim ja jestem! - Kim jest Przemysław Czapliński? Ależ wiem, czytałem, pamiętam. Przemysław Czapliński - jeden z najwybitniejszych krytyków literackich młodego pokolenia, juror Nagrody Nike, największej nagrody literackiej w Polsce, laureat Kościelskich, porównany przez jednego z najzdolniejszych publicystów największej gazety w kraju, Michała Cichego, do Immanuela Kanta (tak, a jakże, niczego nie zmyślam). Gratuluję. Podziwiam. A jednak...

Jednak pozostaję przy swoim zdaniu: pisząc, że w powieści Antoniego Libery "Madame" historia PRL-u fałszowana jest na użytek "zapyziałych prawicowców", gdyż narrator utworu w roku 1982 "przejrzał na wylot głupotę i zbrodniczość komunizmu" (a to przecież jawna "nadświadomość polityczna"), pisząc, że w powieści tej została przedstawiona "wersja przeszłości niewiarygodna, ale wygodna", bo "wybielająca społeczeństwo niewierzących, lecz praktykujących, którzy udawali z oportunizmu lub strachu", pisząc te i tym podobne nonsensy Przemysław Czapliński plótł głupstwa i doprawdy nie widzę powodu, dla którego szukać miałbym eufemizmu, aby to właściwe słowo spowić tiulem elegancji.

W zakończeniu swego tekstu Michał Cichy zwierza się z marzenia, które niczym wzniosły apel adresuje do krytyki polskiej: "Krytyku, krytykuj tak, jak sam chciałbyś być krytykowany". To marzenie o krytyce bardzo comme il faut, o krytyce rzetelnej, wyrozumiałej i pełnej dobrych manier, często przecież spełnia się na łamach "Gazety Wyborczej" i wystarczy przeczytać pierwsze zdania recenzji Heleny Zaworskiej, aby sobie wystawić, na czym taka krytyka mogłaby polegać. Posłuchajmy: "Andrzej Szczypiorski wydał »Trzy krótkie opowiadania«, które są tak doskonałe, że odbieramy to niemal jako ich jedyną wadę. Nic nie można im zarzucić". Nic, oprócz doskonałości...

Także Piotr Bratkowski, drugi mój adwersarz, krytykuje Andrzeja Stasiuka w sposób, w jaki sam zapewne chciałby być krytykowany: to, co w autobiografii Stasiuka jest mu bliskie ("Bywaliśmy w podobnych miejscach, słuchaliśmy podobnego jazzu, znaliśmy tych samych ludzi, złapaliśmy wszy, podejmowaliśmy próby upicia się denaturatem" itd.), uznaje za "wielkie", wykazując infantylizm dziecka, które w rzeczy samej bliskich sobie: tatę, mamę, kota i konika na biegunach nazywa wielkimi, bo nikogo i niczego innego jeszcze nie zna (studium Władysława Tatarkiewicza "Wielcy i bliscy" polecałbym jako lekturę obowiązkową).

"Potrzebna jest przeto krytyka - i druzgocąca" - przypomnijmy słowa Gombrowicza. "Celem rozbicia układności, wyrzucenia ludzi z ich miejsc i zmuszenia, aby stali się, czym są naprawdę". Nie bądźcie, Koledzy, mimozami. Jeśli my na taką krytykę nie potrafimy się wobec siebie zdobyć, inni, młodsi, prędzej czy później zdobędą się na nią z pewnością.

sobota, 23 stycznia




Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: kultura polemika niewierzący medium Gazeta Wyborcza praktykujący Michał Cichy Andrzej Szczypiorski
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W