Z szatanem nie ma żartów

Na krzyżu Pan Jezus zwyciężył szatana ostatecznie. Dlaczego zatem on wciąż „jak lew ryczący krąży, szukając kogo pożreć”? Przecież to jasne: Pan Bóg chce, żebyśmy wraz z Nim byli współzwycięzcami! – przypomina w najnowszym felietonie o. Jacek Salij OP.

Dwa zdania z Nowego Testamentu szczególnie mocno podkreślają, że z szatanem nie ma żartów. Pierwsze z nich, zapisane przez apostoła Piotra, może budzić nawet przerażenie: „Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając kogo pożreć” (1 P 5,8). Jednak sam Piotr jest przepełniony spokojną wiarą, że Bóg „w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei” (1,3) i nawet tak groźnego przeciwnika ani sam się nie boi, ani nam nie każe się lękać.

Obraz czyhającego na nas lwa jest tylko dalekim przybliżeniem prawdy o szatanie. Lew szuka żeru, bo potrzebuje pokarmu. Szatan chce nas krzywdzić i niszczyć całkiem bezinteresownie. On tak bardzo nienawidzi Boga, że swoją nienawiścią ogarnia również wszystkich, których Bóg kocha. Najdosłowniej całym sobą nie zgadza się na to, że Bóg jest miłością i że jest On źródłem wszelkiego sensu i wszelkiego dobra.

Mówimy: zbuntował się przeciwko Bogu. Ale czy można zbuntować się przeciwko Wszechmogącemu? Przecież tylko dlatego szatan mógł się zbuntować, że Bóg naprawdę jest miłością i nigdy nie sięga wobec swojego stworzenia po przemoc – a przecież mógłby prostą decyzją swojej woli do buntu nie dopuścić. 

Zauważmy asymetryczność tej relacji między Bogiem i Jego zbuntowanym stworzeniem: Szatan jest radykalnym przeciwnikiem Boga, jednak Bóg nie jest i nigdy nie będzie przeciwnikiem jakiegokolwiek swojego stworzenia. Jego jedyną odpowiedzią na odrzucenie i nienawiść ze strony zbuntowanego stworzenia jest to, że On niezmiennie jest tym, kim jest, to znaczy miłością. 

Na tym właśnie polegało to zwycięstwo, jakie w Wielki Piątek odniósł nad szatanem Syn Boży Jezus Chrystus. „Teraz odbywa się sąd nad tym światem – mówił na pięć dni przed swoim ukrzyżowaniem. – Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony” (J 12,31). Szatan skierował przeciwko Niemu całą nienawiść i pogardę, na jakie było Go stać, a Pan Jezus po prostu był cały złączony ze swoim Ojcem, również wtedy, kiedy skrajnie udręczony wołał: „Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”

Na krzyżu Pan Jezus zwyciężył szatana ostatecznie. Dlaczego zatem on wciąż „jak lew ryczący krąży, szukając kogo pożreć”? Przecież to jasne: Pan Bóg chce, żebyśmy wraz z Nim byli współzwycięzcami! 

Ale oto drugie przypomnienie, że z szatanem nie ma żartów: ten lew drapieżny nieraz „przebiera się za anioła światłości” (2 Kor 11,14). On potrafi bardzo przekonująco zachęcać nas do takiego „miłosierdzia”, które polega na deptaniu przykazań. A przecież „Nie zabijaj” znaczy również: Nie zabijaj człowieka, nawet jeśli on już umiera, ani człowieka, który sam cię o to prosi, ani dziecka, które już przed urodzeniem naznaczone jest jakąś ciężką chorobą. Doprawdy, jest coś diabelskiego w usprawiedliwiania takiego „miłosierdzia”.

Ten, który tylko udaje anioła światłości, potrafi bardzo przewrotnie przeinaczać ogłoszoną w Ewangelii zasadę, że „co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”. Potrafi nawet zachęcać do religijnej gorliwości, byleby budowała ona w nas pychę oraz przyczyniała się do osłabienia Kościoła. Tacy gorliwcy wiedzą lepiej niż sam papież i sobór, w co wierzy Kościół, lubią  wygadywać na biskupów, szerzą w Kościele ducha buntu i generalnej nieufności wobec pasterzy Kościoła. Bądźmy ostrożni i nie dajmy się wciągnąć w taką pobożność, która prowadzi do lekceważenia  biskupów i wywyższania się ponad sam Kościół.

Szatan to niezwykle groźny przeciwnik naszego zbawienia. On w swojej nienawiści próbuje nawet – wbrew Ewangelii – przekonywać nas, że on w ogóle nie istnieje. Jednak wystarczy mocno trzymać się Pana Jezusa i wtedy nie tylko nie musimy się  go bać, ale on nas będzie się bał. Prawdę tę świetnie oddaje starochrześcijańska opowieść o apostole Bartłomieju. Chociaż jest to opowieść apokryficzna, warto się w nią uważnie wsłuchać.

Mianowicie kiedy zmartwychwstały Chrystus objawił się  apostołom, Bartłomiej prosi Go: „Panie, pokaż nam tego nieprzyjaciela  ludzi. On musi być straszny, skoro doprowadził do tego, że Ciebie  ukrzyżowano". Na co Pan Jezus: „Nie wiesz, o co prosisz". Wtedy inni apostołowie zaczęli prosić: „Panie, pokaż go nam, pokaż". „Sami tego  chcecie" – powiedział Jezus i dał rozkaz, żeby diabła przyprowadzić. Pięciuset sześćdziesięciu aniołów wprowadziło potężną, zionącą ogniem bestię, związaną ognistymi sznurami. Apostołowie są przerażeni. Wtedy Pan Jezus każe Bartłomiejowi: „Zbliż się do tej bestii i postaw stopę na jej karku”. Na to Bartłomiej: „Przepraszam, Panie Jezu, nie wiedziałem, o co Cię proszę!” A Pan Jezus: „Postaw stopę!” Kiedy Bartłomiej zbliżył się do bestii, diabeł przemienił się w trzęsącą się ze strachu galaretę. 

O tym, że szatan panicznie lęka się człowieka, który naprawdę cały jest oddany Bogu, przekonała się święta siostra Faustyna, która w swoim Dzienniczku pod datą 9 sierpnia 1934 r. opisała przerażenie napastujących ją złych duchów, kiedy zorientowali się, że ona nie jest sama: „Uciekajmy, bo nie jest sama, ale jest z nią Wszechmocny. I znikły jako pył, jako szum z drogi, a ja spokojnie, kończąc Te Deum, szłam do celi, rozważając nieskończone i niezgłębione Miłosierdzie Boże”.

Panie Jezu, obdarzaj nas tą łaską, abyśmy byli naprawdę cali oddani Tobie!
 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama