Ozdoba z Karmelu

Dawniej nosili go królowie, rycerze i biskupi. Nałożenie go było łaską i przywilejem...

"Idziemy" nr 29/2010

Marta Troszczyńska

OZDOBA Z KARMELU

Dawniej nosili go królowie, rycerze i biskupi. Nałożenie go było łaską i przywilejem. Dziś wraca „moda” na szkaplerz, tym razem dla każdego.

Corocznie w święto Matki Bożej Szkaplerznej, 17 lipca, Bractwo Szkaplerza powiększa się o nowych członków. Ale przybywa ich codziennie, gdyż obrzęd nałożenia szkaplerza nie wymaga określonej pory, a jedynie obecności i modlitwy kapłana.

– Jesteśmy zdziwieni, bo coraz częściej przyjeżdżają do nas ludzie z daleka i proszą o nałożenie szkaplerza. Mam wrażenie, że może to mieć związek z objawieniami w Fatimie, szczególnie z ostatnim, kiedy Matka Boża objawiła się ze szkaplerzem. Później Łucja, która ją taką widziała, wstąpiła do karmelitanek. Ale cieszy nas każda taka prośba – mówi karmelita o. Edmund Wrzesiński.

Szkaplerz został dany przez Maryję jako znak szczególnej matczynej opieki. Stało się to w 1251 r. w Aylesford w Cambridge w Anglii. Matka Boża ukazała się wtedy generałowi zakonu karmelitów Szymonowi Stockowi, który modlił się do Niej w nocy z 15 na 16 lipca, prosząc, aby nie pozwoliła na kasatę Jej poświęconego zakonu. Maryja, wskazując na szkaplerz, powiedziała: „To będzie przywilejem dla ciebie i wszystkich karmelitów: kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego”.

Obecnie na całym świecie istnieją kościoły pod wezwaniem Matki Bożej Szkaplerznej. W samej Polsce jest ich ponad 170, a do tego wiele kaplic i ołtarzy.

– Niepokojące jest tylko to, że wielu traktuje ten znak nie jako symbol wiary i oddania się w opiece Matce Bożej, a jako talizman mający czarodziejską moc i chroniący przed nieszczęściem. A sam znak nie zbawi – ostrzega o. Wrzesiński. – Jeśli chodzi więc o przyjęcie szkaplerza, to decyzja musi być przemyślana, gdyż wiąże się ona z podjęciem pewnych zobowiązań, jak w każdym kontrakcie. Nie może być spowodowana chwilowym zafascynowaniem historią szkaplerza czy obietnicami z nim związanymi.

Osoba przyjmująca szkaplerz może jednocześnie dołączyć do Bractwa Szkaplerza. Tym samym zobowiązuje się do codziennego odmawiania wyznaczonej modlitwy. Zwykle jest to „Zdrowaś Maryjo” lub „Pod Twoją obronę”.

– Oboje z mężem pochodzimy z parafii Matki Bożej Szkaplerznej. Jest u nas tradycją, że dzieci przystępujące do Pierwszej Komunii Świętej przyjmują także szkaplerz. To wielki dar i łaska. Nie liczę sytuacji, z których udało nam się wyjść dzięki zawierzeniu całej rodziny Matce Bożej, ale wiem, że to pomaga – mówi Teresa Dziedzic z Zarszyna.

Szkaplerz ma dwie formy. Pierwszą – pierwotną, z materiału, którą mnisi zakładali na habit. Składa się ona z dwóch małych prostokątów związanych dwiema tasiemkami. Może być na nich wyciśnięty wizerunek Matki Bożej Szkaplerznej z jednej strony i Serca Pana Jezusa z drugiej. Taki szkaplerz nosi się w ten sposób, że jedna część leży na piersiach, a druga – na plecach.

Drugą formę szkaplerza zatwierdził sto lat temu Pius X. Jest to medalik z takim samym reliefem, jak na tkaninie, noszony jest na szyi. Może być zrobiony ze zwykłego metalu, złota lub srebra.

Szkaplerz sukienny i medalik mają taką samą wartość duchową. Powinno się przyjmować oba, a potem nosić jeden z nich według uznania. Jak podaje jednak modlitewnik: „Nie czyni jednak zadość obowiązkom ten, kto przyjąwszy szkaplerz wiesza go w mieszkaniu na szafie”.

O działaniu szkaplerza świadczy dziś tysiące łask, uzdrowień i nawróceń. W swojej książce „Bez ostatniego rozdziału” gen. Władysław Anders wspomina o szkaplerzu, który przypadkowo wypadł mu z kieszeni podczas tortur w więzieniu NKWD na Łubiance. Jak wspomina, od tej pory był już pewien, że stamtąd wyjdzie.

Jednym z najsłynniejszych czcicieli szkaplerza był Jan Paweł II, który związał z nim całe swoje życie. – Karol Wojtyła, którego znałem osobiście, bo często odwiedzał nasz zakon w Krakowie i nawet wyświęcił mnie w katedrze na Wawelu, sam chciał kiedyś wstąpić do karmelitów bosych, których znał jeszcze z Wadowic. Zniechęcano go jednak, a kiedyś pewien karmelita powiedział mu: „Ty nie nadajesz się do zakonu, ty będziesz awansował w Kościele” – mówi o. Edmund Wrzesiński.

Obietnice szkaplerza mówią między innymi: „Kto umrze odziany szkaplerzem świętym, nie zostanie potępiony”. Noszący szkaplerz zapewnia sobie ponadto szczególną pomoc w godzinie śmierci, a każdy, kto go pobożnie nosi i zachowuje czystość według stanu, zostanie wyprowadzony z czyśćca osobiście przez Matkę Bożą w pierwszą sobotę po swej śmierci.

opr. aś/aś

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama