Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

"Tygodnik Powszechny" nr 12/2009


Józef Majewski


Żal Benedykta XVI



Watykan popełnił błędy w sprawie zniesienia ekskomuniki z lefebrystycznych biskupów – napisał Papież 12 marca w liście do biskupów. Wyraził też żal na „otwartą wrogość pewnych grup” wobec siebie.



Ogłoszone 24 stycznia bezwarunkowe odwołanie ekskomuniki biskupów Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, wyświęconych w 1988 r. bez zgody Jana Pawła II, wywołało falę krytyki i protestów. Świat żydowski oburzył się, że wśród nich znalazł się negacjonista bp Richard Williamson. Wielu katolików wyraziło obawy, że Papież chce cofnąć Kościół do czasów sprzed Soboru Watykańskiego II: otworzył drzwi dla tradycjonalistów odrzucających soborowe nauczanie o tradycji, kolegialności, ekumenizmie, dialogu międzyreligijnym czy wolności religijnej. Benedykt XVI w liście stara się uspokoić i wyjaśnić sytuację.

Chaos w Kurii

O pierwszym błędzie Papież pisze eufemistycznie: „Powiedziano mi, że uważne śledzenie informacji dostępnych w internecie pozwoliłoby na zapoznanie się w odpowiednim czasie z problemem [bp. Williamsona]”.

Po odwołaniu ekskomuniki wielu komentatorów pytało: jak to możliwe, by w Kurii Rzymskiej nic nie wiedziano o antysemickich poglądach hierarchy? Wystarczyło zajrzeć do Google’a, by się o tym przekonać.

Jasne jest, że osoby odpowiedzialne za przygotowanie zniesienia ekskomuniki nie dopełniły obowiązku prześwietlenia poglądów biskupów Bractwa, bo trudno przypuścić, by wiedząc o antysemityzmie jednego z nich, zdecydowano się na jego ułaskawienie. Cień pada na Papieską Komisję „Ecclesia Dei” i jej szefa, kard. Darío Castrillóna Hoyosa, odpowiedzialnych za kontakty z tradycjonalistami, ale też na kard. Giovanniego Battistę Re, prefekta Kongregacji Biskupów, który podpisał dekret. Pytano o jakość przepływu informacji między tymi dykasteriami, ale też o ich współpracę choćby z Papieską Radą Popierania Jedności Chrześcijan. Pytano o rolę sekretarza stanu, kard. Tarcisio Bertone. Dlaczego najbliższy współpracownik Papieża zabrał głos w sprawie zniesienia ekskomuniki dopiero 28 stycznia, i to anemicznie?

Trudno się nie zgodzić ze stwierdzeniem Sandro Magistra: „Benedykta XVI zostawiono praktycznie samego, a w Kurii Rzymskiej zapanował chaos”. W efekcie gest miłosierdzia – czytamy w papieskim liście – „przekształcił się w jego antytezę: w jawny krok wstecz w odniesieniu do wszystkich kroków pojednania między chrześcijanami a Żydami od Soboru Watykańskiego II – kroków, w których swoją własną pracą jako teolog starałem się od początku uczestniczyć i które starałem się wspierać”.

Bez słowa wyjaśnienia

„Innym błędem, którego głęboko żałuję – pisze Benedykt XVI – jest fakt, że nie dość jasno i odpowiednio wyjaśniono znaczenie i ograniczenia decyzji” o „ułaskawieniu” lefebrystów. Papież tłumaczy, że cel „aktu łaski” jest taki sam jak kary ekskomuniki: zachęcenie do powrotu do jedności z Kościołem. Gest ten – czytamy – był możliwy, bo lefebrystyczni biskupi wcześniej zasadniczo uznali papieża i jego autorytet jako pasterza, nawet jeśli z pewną rezerwą w odniesieniu do jego doktrynalnego autorytetu i autorytetu Soboru Watykańskiego II.

„Nie można zamrozić nauczycielskiego autorytetu Kościoła na 1962 roku – to musi być dla Bractwa całkowicie jasne” – podkreślił.

Wszystko to nie oznacza – zauważył Benedykt – że teraz Bractwo cieszy się w Kościele statusem kanonicznym, a jego duchowni godziwie pełnią posługę i sprawują sakramenty. Dopóty nie jest to możliwe, dopóki nie zostaną wyjaśnione kwestie doktrynalne, które dotyczą przede wszystkim akceptacji nauczania Soboru.

Krytycy, przypomnijmy, wytykali Benedyktowi nie to, że przebaczył lefebrystycznym biskupom, ale że uczynił to bezwarunkowo. Jan Paweł II akceptację Vaticanum II stawiał im jako warunek wstępny. Miłość, owszem, może rezygnować ze stawiania warunków, ale przecież nie przestaje być miłością, gdy na nie się decyduje – może być miłością wymagającą. Taką drogę wybrał Jan Paweł II, a była ona klarowna, także dla mediów, dla których teologiczne niuanse są mało czytelne. Tej jasności zabrakło aktowi Benedykta XVI.

Między papieżem Wojtyłą a papieżem Ratzingerem istnieje, jak się zdaje, subtelna różnica w spojrzeniu na Sobór Watykański II, która może tłumaczyć „warunkowość” pierwszego, a „bezwarunkowość” drugiego wobec lefebrystów. Jan Paweł II jakby mocniej niż Benedykt XVI rozumiał przełomowość Soboru.

Papież z Polski tradycję Kościoła interpretował „przez okulary” Vaticanum II. Ogłaszając ekskomunikę biskupów Bractwa, pisał o potrzebie wierności „tradycji Kościoła autentycznie interpretowanej przez (...) Magisterium, zwłaszcza przez Sobory ekumeniczne Nicejski i Watykański II”. Tymczasem Papież z Niemiec odwraca tę relację: interpretuje Vaticanum II przez „okulary” tradycji. W liście pisze, że „Sobór Watykański II zawiera w sobie całą doktrynalną historię Kościoła. Ten, kto chce być posłuszny Soborowi, musi przyjmować wiarę wyznawaną w ciągu wieków i nie może podcinać korzeni zapewniających drzewu życie”.

Cokolowiek by mówić o różnicach w spojrzeniu obu papieży na Vaticanum II, lefebryści nie przestają go odrzucać. Bp Bernard Fellay na pytanie o możliwość akceptacji Soboru odpowiedział krótko: „Nie!”. Bo Sobór przyniósł Kościołowi „same szkody” i „śmieszne owoce”.

Problemy z kolegialnością biskupów

Na trzeci błąd już 5 marca wskazał niemiecki episkopat: istnieje potrzeba szybkiej poprawy w wewnętrznym podejmowaniu decyzji w Watykanie i w komunikacji między nim a episkopatami. Innymi słowy w Kościele nie najlepiej się ma kolegialność biskupów – wspólne, ich i biskupa Rzymu, kierowanie Kościołem. Wystarczy przypomnieć, że kard. Walter Kasper, przewodniczący Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan, o zniesieniu ekskomuniki dowiedział się z mediów. A wystarczyłby e-mail wysłany przez Komisję „Ecclesia Dei” do biskupów, by jasne się stało, że odwołanie ekskomuniki może spowodować problemy w Kościele i poza nim.

Benedykt XVI zdecydował o włączeniu „Ecclesia Dei” (działającej zbyt samodzielnie i nieudolnie) do Kongregacji Nauki Wiary. Jeden z pracowników Kurii cytowany w „Der Spiegel” decyzję tę skomentował krótko: „Teraz to już całkowita katastrofa”. Tymczasem Papież podkreślił: „Ciała kolegialne, z którymi ta Kongregacja studiuje pojawiające się problemy (szczególnie zwykłe środowe spotkanie kardynałów czy odbywające się co roku lub co dwa lata jej sesje plenarne), zapewniają udział prefektów [tj. kardynałów – J. M.] różnych rzymskich kongregacji i przedstawicieli biskupów świata w procesie podejmowania decyzji”.

Peter Wensierski, komentator „Der Spiegel”, sugeruje, że za słowami Benedykta XVI może się kryć „prawdziwa sensacja”, niezauważalna na pierwszy rzut oka: „Papież mówi o watykańskim spotkaniu, służącym podejmowaniu decyzji, które nie jest żadną ustanowioną radą. Wspominając o »zwykłym środowym spotkaniu kardynałów«, najwyraźniej chce utworzyć rodzaj politycznego gabinetu kardynałów, który nigdy dotąd nie istniał w tej formie”. Jeśli nawet sugestia Wensierskiego zdaje się przesadzona, to jednak trudno się nie zgodzić, że realizacja zasady kolegialności pozostawia dzisiaj sporo do życzenia.

Między aplauzem a wrogością

Z listu Benedykta XVI zdaje się wynikać, że w Kościele utworzyły się dwa obozy: tych, którzy zaakceptowali papieski krok, i tych, którzy go zaatakowali z „otwartą wrogością”. Problem w tym, że duża część tych, którzy do papieskiego aktu łaski odnieśli się bardziej lub mniej krytycznie, nie mieści się w tej drugiej kategorii. Byli wśród nich biskupi Niemiec i Szwajcarii, wydziały teologiczne w Niemczech (Eichstätt, Bamberg, Bochum, Fryburg, Münster, Tybinga, Würzburg), znani i cenieni teologowie, jak Josef Imbach, Peter Hünermann, Heinz-Günther Schöttler, Burkard Porzelt, Sabine Demel; jak też władze Europejskiego Stowarzyszenia Teologii Katolickiej (ponad 1,1 tys.), których przedstawicieli doprawdy trudno zaliczyć do teologicznych radykałów czy progresistów. Petycję do Papieża, która wyraża obawy o losy Soboru Watykańskiego II, podpisało ponad 26 tys. duchownych i świeckich z różnych części świata, a ich liczba wciąż rośnie. W wypowiedziach ich wszystkich znajdziemy krytykę, ale nie wrogość.

Vito Mancuso, teolog z Uniwersytetu San Raffaele w Mediolanie, na łamach „La Repubblica” pisze, że prawdziwym adresatem papieskiego listu, nazwanego „miniencykliką”, są właśnie katoliccy „protestujący”. „Benedykt XVI – napisał Mancuso – doskonale wie (...), że protesty ujawniły »rany głębsze niż tylko te w obecnym czasie«. Co więcej, lawina protestów na skalę światową, która przysporzyła Benedyktowi widocznych cierpień, ruszyła w związku ze sprawą Williamsona, ale śnieg, który się na nią składał, zbierał się od bardzo dawna”.

W liście Benedykta XVI są – podkreśla Mancuso – „wspaniałe miejsca”, gdy pisze o priorytetach swego pontyfikatu: prymacie duchowości w Kościele, ekumenizmie, dialogu międzyreligijnym i społecznym wymiarze Kościoła. „W tym jest on papieżem, którego nam potrzeba, i nie powinien się on obawiać tych katolików, którzy otwarcie i z intelektualną uczciwością protestują przeciwko niektórym decyzjom, bo w ten sposób pokazują, że wciąż kochają Kościół. W dniu, kiedy nie protestowaliby więcej, ostałaby się tylko obojętność”.  

Korzystałem z: „Chiesa”, CNS, CWN, KAI, „La Repubblica”, „Der Spiegel”


tygodnik.onet.pl


opr. aś/aś



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: religia papież żal list biskupi Benedykt XVI lefebryści
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W