Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Marcin Żyła z Zagrzebia

Onyksowa fasada

Wizyta Papieża (4—5 czerwca) utwierdziła Chorwatów w przekonaniu o odmienności od sąsiadów z Bośni i Serbii. Gdy Benedykt XVI, wzywając do bałkańskiego pojednania, mówił: „Chorwacja nie jest wyspą, funkcjonuje na świecie razem ze swoimi sąsiadami”, tutejszy Kościół lubi powtarzać: „jesteśmy Europą, nie Bałkanami”.

Przypadająca w tym miesiącu 20. rocznica ogłoszenia niepodległości oraz zbliżające się wejście Chorwacji do Unii Europejskiej były motywami przewodnimi prawie wszystkich wystąpień Benedykta XVI wygłoszonych w sobotę i niedzielę w Zagrzebiu, stolicy jedynego katolickiego kraju południowo-wschodniej Europy. Benedykt XVI przybył tu z przesłaniem podobnym do tych, z jakimi w chwilach przełomu odwiedzał Polskę Jan Paweł II: miał dać nadzieję, przypomnieć chwile chwały z przeszłości oraz wesprzeć prozachodnie sympatie.

Chorwacja przechodzi w tych dniach największy od 1991 r. kryzys polityczny. Recesja oraz skandale korupcyjne na szczycie władzy, których symbolem stało się aresztowanie w grudniu w Austrii byłego premiera Ivo Sanadera, podważyły zaufanie do proeuropejskich elit. Na kilka tygodni przed zakończeniem negocjacji akcesyjnych poparcie dla członkostwa w Unii spadło do niewiele ponad 40 proc. Odżyły też upiory przeszłości: na niedzielną Mszę papieską niektórzy pielgrzymi szli w koszulkach z podobizną generała Ante Gotoviny, skazanego w kwietniu przez trybunał w Hadze za zbrodnie popełnione 16 lat temu na Serbach, a w Chorwacji ciągle uważanego za bohatera.

Kontrowersje, zwłaszcza wśród komentatorów zagranicznych, wzbudziła też atencja, z jaką miejscowy Kościół traktuje pamięć o swoim liderze z lat 30. i 40. kard. Alojzije Stepinacu, oskarżanym przez niektóre środowiska o współpracę z faszystowskim reżimem Ante Pavelicia i zmuszanie prawosławnych do konwersji na katolicyzm.

Strategiczny sojusz

„Od swych pierwszych dni naród chorwacki był częścią Europy i wnosił do niej duchowe i moralne wartości, które przez stulecia wpływały na życie codzienne oraz tożsamość synów i córek tego kontynentu” — powiedział Benedykt XVI, witając się w sobotę 4 kwietnia z gospodarzami na lotnisku w Zagrzebiu. „Przybyłeś do nas, Ojcze Święty, w chwili, gdy na horyzoncie widzimy już spełnienie inkorporacji nowoczesnej Chorwacji do świata, do którego kulturalnie od zawsze należała” — odpowiedział mu prezydent Ivo Josipović.

Zagrzebianie pamiętają, że Watykan uznał niepodległość ich kraju, jeszcze zanim uczyniły to państwa UE. Wojny, które wynikły z rozpadu Jugosławii, nie miały charakteru religijnego, ale wyznanie stało się w 1991 r. kategorią polityczną, a w samej Chorwacji — narodowym wyróżnikiem. Ówczesne władze z ochotą sięgały do retoryki religijnej. Jedno z najbardziej znanych wystąpień politycznych tamtego okresu miało miejsce w Niedzielę Palmową 1991 r. „W dniu, w którym Chrystus tryumfalnie wjechał do Jeruzalem, do swoich ludzi w stolicy Chorwacji przybywa Franjo Tudjman” — zapowiedziano ze sceny późniejszego pierwszego prezydenta kraju, byłego komunistę.

Ale od tamtych wydarzeń minęły już dwie dekady i nieformalny flirt chorwackiego Kościoła z władzą trwa — zdaniem niektórych, o wiele za długo.

W kawiarni na jednym ze stołecznych blokowisk rozmawiam z Mają i Darko Toverniciami, młodym małżeństwem, które, gdy w zeszłym roku zamierzało zapisać swoje dziecko do przedszkola, natknęło się na przeszkodę: wszystkie miejsca były zajęte przez rodziny branitelji, weteranów ostatniej wojny. Jest ich w kraju pół miliona, otrzymują wysokie renty, a ich rodziny cieszą się specjalnymi przywilejami — m.in. pierwszeństwem w dostępie do edukacji. Chorwacja jest prawdopodobnie jedynym krajem Europy, w którym magazyny telewizyjne drukują reklamy czasopism wojskowych, a sklep z militariami można znaleźć na każdej większej ulicy.

Branitelji (dosłownie: „obrońcy”) oraz krewni są w zamian dostarczycielami głosów na centroprawicową HDZ, partię, która — z trzyletnią przerwą — rządzi Chorwacją od dwóch dekad. Obok weteranów także Kościół uważa się tu za gwaranta i beneficjenta porządku, który narodził się z chwilą niepodległości.

— Chorwację i Watykan łączą specjalne stosunki — tłumaczy Darko, skręcając papierosa za papierosem. — Niestety, nasz Kościół coraz mniej zajmuje się problemami społecznymi, dba raczej o swój majątek. Wciąż lubi pouczać ludzi — kłopot w tym, że jest coraz mniej wiarygodny.

Wśród Chorwatów (oficjalnie 90 proc. to katolicy) rośnie zniechęcenie. W czasie gdy kraj zmaga się z kryzysem, opór wzbudził tu nie tylko koszt pielgrzymki Benedykta XVI (ok. 3 mln euro). Kilka tygodni temu doszło do skandalu, gdy po odsłonięciu fasady nowego budynku nuncjatury apostolskiej w Zagrzebiu okazało się, że wyłożono ją onyksem, drogim kamieniem szlachetnym.

— Czy wiesz — pyta Darko — że jesteśmy jedynym krajem Europy, w którym dziecko po rozpoczęciu nauki religii nie może jej już przerwać? Chyba że zmieni wiarę. Taki zapis gwarantuje umowa między Chorwacją a Watykanem.

Maja Tovernić pracuje w Chorwackiej Akademii Nauki i Sztuki, założonej 150 lat temu (z przymiotnikiem „jugosłowiańska” w nazwie) przez biskupa Josipa Strossmayera. Niedawno skończyła redakcję księgi pamiątkowej, wydanej z okazji rocznicy Akademii i poświęconej jej fundatorowi. Strossmayer, który przyczynił się również do powstania stołecznego uniwersytetu, był wielkim orędownikiem zjednoczenia Słowian południowych. Odwoływał się do wspólnego dla katolików i prawosławnych dziedzictwa Cyryla i Metodego.

Czy w regionie, w którym coraz częściej mówi się o pojednaniu, to nie on mógłby się teraz stać eksportową twarzą chorwackiego katolicyzmu?

— To niemożliwe — słyszę w odpowiedzi. — To nie te czasy.

Kardynał, który budzi emocje

Takie rozmowy to pouczające lekcje. Podobnie jak spacer z zagrzebskiego dworca kolejowego wzdłuż reprezentacyjnych parków i pałaców w stronę Górnego Miasta i katedry. Po drodze mija się najpierw pomnik Strossmayera; Benedykt XVI w czasie sobotnio-niedzielnej pielgrzymki nie wspomniał o biskupie ani słowem. Potem trzeba się wspiąć na zagrzebski Kapitol. Stoi tu piękna neogotycka katedra, w której po śmierci spoczął kard. Stepinac. W 1941 r., już tydzień po ataku Niemiec na Jugosławię, odwiedził przywódcę ustaszów Ante Pavelicia. Jego nieprzejednana postawa wobec prawosławnych sprawiła, że znienawidzono go za wschodnią granicą Chorwacji. Choć wiadomo również, że aktywnie pomagał Żydom i ostatecznie protestował wobec polityki reżimu Pavelicia, to zachowanie chorwackiego Kościoła w czasie II wojny światowej budzi mieszane uczucia historyków.

W niedzielę po południu Benedykt XVI modlił się długo przy grobie Stepinaca, zaś jeszcze na pokładzie samolotu do Zagrzebia, odpowiadając na pytanie jednego z dziennikarzy stwierdził, że „walka Stepinaca z dwoma reżimami była przykładem humanizmu, który powinien być przykładem nie tylko dla Chorwatów”.

Dla Kościoła Stepinac był bowiem przede wszystkim zawziętym antykomunistą, który po wojnie odmówił Ticie utworzenia niezależnego od Watykanu narodowego kościoła katolickiego, za co trafił do więzienia. Podczas swojej drugiej pielgrzymki do Chorwacji w 1998 r. beatyfikował go Jan Paweł II.

Pytanie o kardynała zadał papieżowi 62-letni Silvije Tomašević z gazety „Večernij list”, wieloletni korespondent jugosłowiańskich i chorwackich mediów z Watykanu i Rzymu, jedyny dziennikarz z Zagrzebia zaproszony na wspólny lot z Papieżem. Dzień później zapytałem Tomaševicia, jak rozumieć odpowiedź Papieża.

— To wszystko działo się przecież w czasach wojny — odpowiedział. — Benedykt XVI mówił, że Niezależne Państwo Chorwackie było dziełem Chorwatów, ale jego autonomia była fałszywa. Osiągnęliśmy autonomię, ale została ona instrumentalnie wykorzystana przez Hitlera. Zresztą, wątpliwości co do postępowania Stepinaca podczas II wojny światowej pojawiły się późno, już po śmierci kardynała. Wcześniej nawet Żydzi dziękowali mu za pomoc w czasie wojny.

— A Josip Strossmayer, czy jest dziś ważny dla Chorwatów?

— Tak, ale trzeba pamiętać o specyficznym okresie, kiedy działał — wyjaśnia Tomašević. — On się bał, że naród będzie zdominowany przez silnych sąsiadów: Niemców, Włochów czy Węgrów, i dlatego sądził, że ocalić nas może tylko sojusz z Serbami i Słoweńcami. Tymczasem, z powodu różnic, także w wierze i tradycji, zawsze ciągnęliśmy na Zachód.

Chorwaci nigdy nie mieli problemów ze swoją europejską tożsamością, tym bardziej że budowali ją w opozycji do Wschodu za miedzą — muzułmanów oraz prawosławnych z Bośni i Serbii. Weekendowa wizyta Benedykta XVI ostatecznie utwierdziła Chorwatów w przekonaniu o łacińskich korzeniach ich narodu i kulturalnej odmienności od sąsiadów ze wschodu. W kraju, który wzorem Słowenii robi od dwóch dekad wszystko, aby zerwać z piętnem bałkańskości — bo ta kojarzy się tutaj z wszystkim, co najgorsze — przekonanie o silnej odrębności kulturowej podtrzymuje od lat Kościół. Już na pokładzie samolotu z Rzymu Papież cytował kard. Josipa Bozanicia, który lubi powtarzać: „jesteśmy Europą, nie Bałkanami”.

Rzeczywiście. Można czytać książki i słuchać wykładów o bałkańskich podziałach — a i tak najwięcej o regionie mówi całkiem nieoficjalna linia zasięgu kawy: na wschodzie regionu pija się kawę po turecku. W Chorwacji — zawsze espresso. A czasem po wiedeńsku.

— Stosunki między Watykanem a Chorwacją były wyjątkowe od zawsze — mówi Tomašević. — Nawet w czasie pierwszej pielgrzymki do Polski, latem 1979 r. w Gnieźnie Jan Paweł II wspomniał o tym, że Chorwacja była pierwszym słowiańskim krajem, który przyjął chrzest. Od tego czasu żadnej ze stron nie trzeba specjalnie zmuszać do podtrzymywania tych więzów. Ale obserwuję, że chorwacki Kościół jest dość daleko od ludzi. To nie najlepszy moment na wznoszenie siedzib z marmuru — dodaje dziennikarz. — Jasne jest, że wierni nie ocenią tego dobrze.

Sumienie polityków

Pretekstem pielgrzymki Benedykta XVI do Chorwacji (pod hasłem „Razem w Chrystusie”) było zorganizowane po raz pierwszy Narodowe Spotkanie Rodzin Katolickich. W homilii wygłoszonej w niedzielę na stadionie w Zagrzebiu do 400 tys. pielgrzymów Papież podkreślił rolę, jaką spełnia rodzina w przekazywaniu tradycji wiary. Wezwał również do przeciwstawienia się tym przejawom współczesnej mentalności, które szkodzą rodzinie. „W Kościele nadeszła godzina rodziny” — ogłosił.

Dzień wcześniej w Chorwackim Teatrze Narodowym spotkał się z przedstawicielami świata polityki, kultury i życia publicznego, na którym mówił o „sumieniu, od którego zależy jakość życia społecznego i obywatelskiego, jakość demokracji”. Chorwackie gazety zwróciły uwagę na związane z pielgrzymką wyciszenie sporów politycznych, zastanawiając się, czy będzie to zjawisko długotrwałe. Papież zaprosił również do nuncjatury premier Jadrankę Kosor i członków jej gabinetu.

W sobotę gorące, duszne słońce walczyło w Zagrzebiu z ulewnym deszczem, ale Papieżowi udało się przyciągnąć na plac w centrum miasta ok. 25 tys. młodych, którzy żywiołowo reagowali na wezwanie do odnalezienia z pomocą Jezusa sensu życia oraz na słowa o tym, że tylko pełna komunia z Bogiem prowadzi do stania się w pełni dojrzałą osobowością. Zabawa w centrum miasta trwała do późnego wieczora, animowana ze sceny przez liczący ponad sto osób młodzieżowy chór, któremu żywiołowości mógłby pozazdrościć niejeden amerykański zespół gospel. „Wojtyła zdobywał serca ludzi swoją charyzmą, ale dajmy też szansę nowemu Papieżowi” — powtarzano na ulicach.

Papież z Polski pozostaje w Chorwacji postacią uwielbianą, jego podobizny można zobaczyć w wielu tutejszych kościołach. Silvije Tomašević dwa lata temu wydał książkę „Dwóch papieży”, w której porównuje te pontyfikaty. — Różnicę między nimi widać było szczególnie dobrze przy okazji Wielkiego Czwartku i zwyczaju obmywania nóg kapłanom — mówi Tomašević. — Karol Wojtyła nie obmywał tych nóg, on je pielęgnował, a Benedykt XVI leje tylko na nie wodę z góry. Widać pewien dystans. Ale Chorwacja zaakceptowała Benedykta XVI takiego, jakim jest. Podobnie zresztą jak Polska. Byłem w Polsce w czasie ostatniej pielgrzymki Benedykta XVI. Polacy oczywiście kochali Wojtyłę najbardziej na świecie, ale nawet tam pod koniec ludzie zaczęli śpiewać „Papieżu, kochamy cię” — mówi Tomašević. — Podobnie będzie u nas.

Poza spotkaniem z młodymi katolikami pielgrzymka miała w Zagrzebiu charakter punktowy — wiernych widać było głównie w miejscach, w których pojawiał się Papież, w pozostałych częściach miasta tylko wzmocniona obecność policji oraz papieskie flagi na tramwajach przypominały o trwającej wizycie. Na papieskich imprezach organizatorzy szczególnie ciepło witali Chorwatów z Bośni i Hercegowiny. Za każdym razem, gdy wspominano o nich przez megafony, z tłumu podnosiły się brawa. Ostatni weekend w Zagrzebiu był okazją do zamanifestowania jedności narodu, zamieszkującego po obu stronach granicy.

„Dwadzieścia lat po ogłoszeniu niepodległości, w przededniu integracji z Unią Europejską, historia tego kraju może stymulować refleksję innych narodów kontynentu, pomóc im tchnąć nowe życie do wspólnego dziedzictwa ludzkich i chrześcijańskich wartości” — mówił Chorwatom Benedykt XVI, kilkakrotnie nawiązując do mającej wkrótce nastąpić integracji z Unią Europejską. Stwierdził, że rozumie obawy niektórych przed utratą narodowej tożsamości, nie ma jednak wątpliwości, że miejsce Chorwacji jest pośród demokratycznych wspólnot Zachodu. Były to słowa oczekiwane tu przez wielu — można się spodziewać, że do momentu integracji Chorwacji z Unią Europejską, która nastąpi prawdopodobnie w 2013 r., to właśnie na te słowa Papieża będą się najczęściej powoływać miejscowi politycy.

W zagrzebskiej katedrze Benedykt XVI wezwał chorwacki Kościół, by pozostał wierny Chrystusowi i Ewangelii w czasach, w których społeczeństwo relatywizuje wszystkie aspekty życia. „Bądź domem radości w wierze i nadziei” — apelował. Pozowanie do grupowego zdjęcia z przedstawicielami duchowieństwa było dla chorwackich księży okazją do pokazania przywiązania do Papieża. „Benedicte, Benedicte!” — skandowali na placu przed katedrą.

Wizyta Papieża sprawiła, że koncyliacyjnym tonem mówili również przedstawiciele władz. Prezydent Josipović, który od początku swojej kadencji bierze aktywny udział w procesie zbliżenia chorwacko-serbskiego, przypomniał, że poczucie dobrostanu narodu i państwa zależy również od poczucia dobrostanu u jego sąsiadów. — Opierając się na swoich chrześcijańskich korzeniach, Chorwacja chce okazać wielkoduszność w wybaczaniu swoim sąsiadom — powiedział. — Przebaczanie otwiera drogę do pojednania, a pojednanie do wspólnego dobra. Chorwacja nie jest wyspą, funkcjonuje na świecie razem ze swoimi sąsiadami.

Pielgrzymka pokazała wyraźnie widoczny w chorwackim Kościele trend do postrzegania Bałkanów jako regionu całkowicie odmiennego od Europy. Zwłaszcza w tym drugim przypadku, rozczarowani mogą się czuć wschodni sąsiedzi Chorwacji. Kościoły i związki religijne państw byłej Jugosławii miałyby naturalny mandat do rozmów o pojednaniu między narodami.

W czasie sobotniego powitania na lotnisku w Zagrzebiu Papież, zamiast żołnierzy kompanii reprezentacyjnej (vojnici), pozdrowił po chorwacku wiernych (vjernici). Jeśli w ślad za tym zabawnym przejęzyczeniem także polityka chorwackiego Kościoła stanie się bardziej skoncentrowana na społeczeństwie niż strukturach państwa, a hierarchia zacznie zwracać baczniejszą uwagę na socjalne problemy kraju, Kościół ma wszelkie szanse ocalić swój autorytet i pokazać, że jego tradycyjne związki z chorwacką państwowością idą w sukurs oczekiwaniom Chorwatów, którzy w przełomowym dla kraju okresie potrzebują teraz silnego, pozytywnego bodźca.    


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: kolaboracja katolicyzm Bałkany Serbia Chorwacja niepodległość Bośnia konwersja zbrodnie Benedykt XVI Chorwaci bałkańskie pojednanie Narodowe Spotkanie Rodzin Katolickich
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W