Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ks. Jacek Prusak SJ

Siostry nie chcą być besztane

Kościół uczy kobiety, nie słuchając kobiet. Efekt jest taki, że zaczynają się one „dusić” w instytucji, na którą nie mają wpływu.

Oddalanie się od Kościoła i praktyk religijnych młodzieży i kobiet jest realnym zagrożeniem dla polskiego katolicyzmu. O ile wahania wiary wśród młodzieży (pomiędzy 18. a 24. rokiem życia) nikogo nie dziwią, bo dużo się o tym mówi, o tyle eksodus kobiet z Kościoła pozostaje tematem tabu.

Socjologiczna enigma

To wrażenie potwierdza lektura najnowszych opracowań: raportu prof. Mirosławy Grabowskiej, dyrektora CBOS i wykładowcy w Instytucie Socjologii UW („Przeobrażenia polskiej religijności”, „Znak”, 06/11), oraz monografii „Katolicyzm polski. Ciągłość i zmiana” (WAM 2011), napisanej przez czołowego socjologa religii i moralności ks. prof. Janusza Mariańskiego.

Choć 6 na 10 osób biorących udział w niedzielnej Mszy to kobiety, zauważono wśród nich gwałtowny spadek regularnego chodzenia do kościoła (z 66 proc. do 40), czemu — jak podkreśla prof. Grabowska — „towarzyszy systematyczny wzrost deklaracji całkowitego poniechania tych praktyk”.

Jakie są przyczyny rozluźnienia związku kobiet z Kościołem? Ani w raporcie prof. Grabowskiej, ani w monografii ks. prof. Mariańskiego nie znajdziemy odpowiedzi wprost. Przytaczane przez nich badania sugerują dwie hipotezy. Po pierwsze, przemiany religijności kobiet w Polsce mają związek z procesami modernizacji. Po drugie, czynniki osobowościowe w okresie dorastania kształtują poziom religijności w życiu dorosłym.

Weryfikacja pierwszej hipotezy wymaga porównania z danymi pochodzącymi z zagranicy. Jednym z punktów odniesienia mogą być badania Ronalda Ingleharta, profesora nauk politycznych i dyrektora Instytutu Nauk Społecznych na Uniwersytecie Michigan, który kieruje Światowymi Badaniami Systemu Wartości (WVS), oraz Pippy Norris, wykładającej politykę komparatywną na Uniwersytecie Harvarda. Wraz z międzynarodowym zespołem badaczy zajmowali się oni miejscem kobiet w życiu społecznym i postawami wobec równości płci. Ich analizy opierały się na unikatowych danych pochodzących z WVS i Europejskiego Badania Systemu Wartości (EVS), które objęły ponad 70 państw (w tym Polskę).

Inglehart i Norris stwierdzili, że proces modernizacji społecznej warunkują spuścizna kulturowa i tradycje religijne danego kraju. Oboje są zwolennikami tezy, że modernizacja pociąga za sobą sekularyzację. Polska została zaliczona w ich badaniach do krajów „środka” — społeczeństwa industrialnego o młodej demokracji. Biorąc pod uwagę dwie zmienne: (1) różnice wśród religijności państw europejskich zależą od historycznej tradycji i siły Kościoła w danym państwie oraz (2) nawet w Europie należy rozróżnić obniżające się wskaźniki behawioralne (np. chodzenie do kościoła z nawyku) od wartości i przekonań religijnych, które mogą się utrzymywać — myśląc o przeobrażeniach religijności Polek, stajemy wobec socjologicznej enigmy. Z jednej strony Polska należy do najgorliwiej praktykujących krajów Europy, z drugiej wzrastająca fala niezadowolenia z Kościoła objawia się tu gwałtowniej niż w innych krajach industrialnych.

Badania pokazują, że spadek religijności w międzywojennych pokoleniach kobiet z państw industrialnych jest dość mały, a w grupach powojennych się stabilizuje. Odmiennie jest w Polsce, gdzie od ostatnich 20 lat widoczna jest wyraźna erozja praktyk religijnych i posłuszeństwa Kościołowi w sprawach etyki rodzinnej i seksualnej. Polki, podobnie jak ich „siostry” w społecznościach postindustrialnych, zaczynają masowo odsuwać się od Kościoła, w odróżnieniu jednak od kobiet z innych krajów, które mają podobny do nich status społeczny, opuszczają Kościół w sposób bardziej zdecydowany. Robią to częściej i szybciej, ma to też w ich przypadku trwalszy skutek — stają się niepraktykujące z zasady. Biorąc pod uwagę, że wciąż deklarują wiarę w Boga, wygląda na to, że nie czują się dobrze w Kościele.

Czy ten proces wynika z emancypacji Polek (a więc modernizacji), czy z deinstytucjonalizacji wiary (sekularyzacji)? Czy obserwujemy falę protestu przeciwko „męskiej instytucji”, falę rozczarowania duchową ofertą Kościoła, czy jedno i drugie?

Męski Kościół, męskie normy

Z badań Inglaherta i Norris wynika, że rodzaj religii ma dużo większe znaczenie dla równouprawnienia płci niż stopień religijności. To zaś sugeruje, że kobiety będą praktykowały i czuły się związane z Kościołem w zależności od tego, jak religia promuje ich równouprawnienie. Kościół tymczasem, będąc aktywny na arenie politycznej, stara się wzmacniać normy społeczne związane z odrębną i podległą rolą kobiet jako osób tworzących domowe ognisko i matek, a także wspiera tradycyjny system prawny, regulujący kwestie małżeństwa i rozwodu, aborcji i antykoncepcji, rodziny i opieki nad dziećmi.

Z drugiej strony w badaniach systemów politycznych, elit prawodawczych i rekrutacji liderów ustalono, że w ciałach ustawodawczych społeczeństw katolickich i islamskich zasiada mniej kobiet. Modernizacja społeczna wpływa na wiarę w Boga, uczęszczanie do kościoła i autorytet przywódców religijnych i przejawia się w równoległych zmianach w poparciu dla tradycyjnych moralnych wartości dotyczących seksualności. Nawet jeśli przyjmiemy, że modernizacja nie tyle niszczy religię, ile raczej ją różnicuje i pluralizuje, a także przyczynia się do przemiany samej religijności — coś niepokojącego dzieje się z polskimi katoliczkami.

Spór o parytety nie jest z pewnością przyczyną masowego odwracania się Polek od Kościoła, nawet jeśli w ograniczonym zakresie ma on znaczenie. Badania zachowań wyborczych i opinii publicznej pokazują, że religijność kobiet wpływa na rozłożenie poparcia dla określonych opcji politycznych. Zauważa się również fakt częstszego popierania przez kobiety partii centroprawicowych, w tym chrześcijańskich demokratów i konserwatystów. W naszym kraju władze tych partii zdominowane są przez mężczyzn i podzielone, jeśli chodzi o stosunek do Kościoła w kwestiach istotnych dla kobiet — stąd ich politycznym głosem jest Radio Maryja, bo Dyrektor jako duchowny jest „płciowo neutralny”.

Sposób mówienia przez hierarchów o kwestiach związanych z rodziną i seksualnością ma największe znaczenie dla niezadowolonych z Kościoła kobiet — zwłaszcza młodych. Z badań socjologicznych wynika, że trzy czwarte katolików w naszym kraju dopuszcza stosowanie środków antykoncepcyjnych i współżycie seksualne przed ślubem, a około 60 proc. akceptuje rozwód. Nawet ci, którzy chodzą do kościoła raz w tygodniu, w dwóch trzecich dopuszczają stosowanie środków antykoncepcyjnych i współżycie seksualne przed ślubem, a w połowie rozwód. W przypadku antykoncepcji odsetek ten jest jeszcze wyższy wśród regularnie praktykujących młodych ludzi, gdyż akceptuje go 79 proc. spośród nich. Ich zachowania nie da się wytłumaczyć hołdowaniu zasadzie „hulaj dusza, piekła nie ma”, bo przejawiają wysoką wrażliwość moralną w innych aspektach życia: ok. 80 proc. za niedopuszczalną uznaje zdradę małżeńską, a około dwóch trzecich — przerywanie ciąży.

Zdaniem wielu kobiet, z ambony słychać tylko jeden przekaz: „bądź matką-Polką!”, a kiedy duchowni wypowiadają się w sprawie in vitro czy aborcji, oznacza to, że mężczyźni narzucają swoją wolę kobietom — twierdząc, że są one niemoralne, gdy nie zgadzają się z Kościołem. Nawet jeśli jest to przerysowana ocena, faktem jest, że Kościół uczy kobiety, nie słuchając kobiet. Katechizacja strachem zawodzi, ponieważ opiera się na błędnej przesłance, że młodzi nie kierują się sumieniem, a ich zachowanie trzeba jednoznacznie określić jako hedonistyczne i napiętnować. Efekt jest taki, że kobiety zaczynają się „dusić” w Kościele, na który nie mają wpływu. Wielokrotnie spotkałem się ze skargą młodych, wykształconych kobiet, które po spotkaniu z księdzem w trakcie kolędy albo w kancelarii czuły się „zbesztane”, jakby były „niegrzecznymi dziewczynkami”, bo ksiądz nie mógł spokojnie wypełnić kartoteki ze względu na tzw. nieregularności. W ramach protestu, jako jedynej możliwości zamanifestowania swego stanowiska, „po prostu” z Kościoła odchodzą i „chronią” przed Nim dzieci. Czy istnieje jakieś antidotum?

Pomimo opisywanych tutaj przeobrażeń, obecność kobiet w polskim katolicyzmie jest wciąż znacząca. Ks. prof. Mariański uważa, iż „na przekór kasandrycznym prognozom można twierdzić, że zarówno procesy sekularyzacji, jak i strukturalnej indywidualizacji, nie muszą oznaczać pełnego odchodzenia od religii, lecz zmianę jej charakteru i funkcji; nie muszą oznaczać końca czy zmierzchu Kościoła ludowego, lecz jego osłabienie, które nie wyklucza szans na przekształcenie i przemiany”. Jeśli nie chcemy, aby wzbierająca fala niezadowolenia „wymiotła” z Kościoła młode Polki, musimy znaleźć alternatywę dla pobożności ludowej, nie niszcząc jej samej.

Kobieca duchowość, niemęskie projekcje

Fakt, że coraz więcej młodych ludzi, wśród których jest coraz więcej kobiet, opuszcza Kościół, powinien wymusić rewizję „tradycyjnego” duszpasterstwa. Nawet jeśli „z natury” kobiety są bardziej religijne od mężczyzn (zob. R. Stark, „Physiology and faith: Addressing the »universal« gender difference in religious commitment”, „Journal for the Scientific Study of Religion”, 41/2002), to coraz częściej uważają, że ich głód duchowy pozostaje niezaspokojony. Tradycyjna polska pobożność maryjna nie ułatwia młodym kobietom integracji ich osobowości (cielesności i emocjonalności) z wiarą, ponieważ kult maryjny ma w Polsce charakter ekspiacyjny, silnie powiązany z modelem „matki-Polki”. Z drugiej strony, Maryja nie jest dla nich ikoną kobiecości, gdyż ideał dziewictwa został kulturowo zdewaluowany, a silnym przemianom ulega tradycyjny model rodziny. Nawet jeśli prawdą jest, że większość głoszonych przez duchownych homilii skierowana jest do kobiet — i, dopóki nie dotyczą polityki, nie „wpada mężczyznom w ucho” — to księża mówią do kobiet tak, jakby przed nimi siedziały ich matki i siostry, odzwierciedlające ich ideał kobiecości, w dużym stopniu patriarchalny.

Nie chodzi jednak o pozbycie się Maryi, tylko o zmianę stereotypu „mitycznej bogini”, która cierpi za Polskę i Polaków. Maryja jest o wiele ciekawszym wzorem kształtowania kobiecości niż to, co kobietom stawia się za wzór do naśladowania w kulturze masowej. Dobrze by było, gdyby księża chcieli mniej mówić w Jej imieniu, za to bardziej się Nią inspirowali. Młode katoliczki na pewno by to uszanowały. Niekoniecznie trzeba im zaraz wkładać różaniec do rąk.

 Młode katoliczki coraz częściej pytają jednak o swoją wiarę, poszukują, wątpią, i nie pójdą na procesję tylko dlatego, że nie ma nikogo, kto by sypał kwiatki i nosił wieńce. Kiedy przyjdą na Mszę, chcą być traktowane na równi i nie odpowiadać wyłącznie na wezwania modlitewne adresowane do „braci”. Kościół musi być przy nich z Ewangelią, a nie z litanią księżych frustracji i lęków.

Skoro Bóg uzależnił swój plan zbawienia od fiat młodej kobiety, dlaczego nie miałby oprzeć przyszłości swego Kościoła na Jej „córkach”, które swoim niezadowoleniem uczą Kościół być mniej męskim, a bardziej chrześcijańskim?                


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Kościół nauczanie rozwód równouprawnienie etyka seksualna kobiety rola kobiet exodus kobiet spadek religijności etyka rodzinna matka-Polka
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W