Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Władysław Bartoszewski

ŻYJĄCY POŚRÓD NAS

Byłem, od pierwszego numeru w marcu 1945 r., jak zresztą większość ludzi w środowisku, w jakim się obracałem, czytelnikiem "Tygodnika Powszechnego", ale nie podjąłem żadnych prób współpracy z nim, zajęty wtedy w pełni pracą w dzienniku PSL Mikołajczyka "Gazeta Ludowa" i w samym PSL w Warszawie. Sądziłem zresztą, że służę wspólnej sprawie. W drugiej połowie lat 40. i pierwszej połowie lat 50. byłem przeważnie więziony. W ówczesnych warunkach gazety i czasopisma do więźniów politycznych nie docierały, co najwyżej - od 1953 r. - "Trybuna Ludu" lub "Słowo Powszechne" PAX-u. Przybywali jednak nowi ludzie, "Tygodnik Powszechny" bywał im dobrze znany.

W dramatycznych - dla Kościoła w Polsce i dla Jerzego Turowicza - miesiącach 1953 roku miałem w więzieniu mokotowskim ograniczone pole obserwacji. I tam jednak doszły do nas wiadomości o likwidacji "Tygodnika". Nie mogę powiedzieć, aby mnie to szczególnie zdziwiło lub poruszyło. Na tle codzienności, w jakiej żyłem, wydawało mi się to całkiem oczywiste. Wielu z nas w więzieniu - świeckich i księży - uważało raczej za fenomen, że "TP" istniał aż do wiosny 1953 ciągle jeszcze...

Wkrótce po wznowieniu "Tygodnika", gdzieś w pierwszych tygodniach 1957 r., odwiedziłem redakcję przy ul. Wiślnej. Przyznaję, że czułem się zaszczycony możliwością poznania osobiście ludzi, którzy sprostali w taki sposób próbie, jak Jerzy Turowicz i jego redakcja przez te lata i po śmierci Stalina, publicznie - jedyni w Polsce, a może nawet w kilku krajach tzw. obozu socjalistycznego. Sądzę, że potrafiłem to szczególnie docenić po doświadczeniach i obserwacjach więziennych kilku poprzednich lat. Czułem się usatysfakcjonowany i prawie dumny, gdy Jerzy Turowicz życzliwie zareagował na moją ofertę współpracy. Zaczęła się ona w początku sierpnia 1957 r. bardzo obszernym artykułem o powstaniu warszawskim, tekstem na pograniczu cenzuralności, nawet w owych względnie liberalnych miesiącach, i trwa odtąd w różnych formach przez lat kilkadziesiąt. Nie zapomnę, co mam Jerzemu Turowiczowi do zawdzięczenia w pierwszym okresie tej współpracy: dyskretną, lecz stanowczą solidarność zawsze, gdy spotykałem się z rzeczywistymi trudnościami ze strony aparatu władzy, ofertę (którą z wdzięcznością przyjąłem) stałej pracy w "Tygodniku" i reprezentowania go w Warszawie, gdy w końcu 1960 r. usunięto mnie w trybie nagłym z redakcji tygodnika "Stolica". Faktyczną tego przyczyną była moja równoczesna, jawna współpraca z "Tygodnikiem", publicznie wiadoma akceptacja dla linii redakcji "TP", a także chęć, czy nawet konieczność, pozbycia się z "rządowego" bądź co bądź tygodnika RSW "Prasy" dziennikarza, który nie rokował szans na promoczarowską reorientację tego wówczas głównie historyczno-architektonicznego pisma.

Rozumowi, cierpliwości, a nawet wielkoduszności Jerzego zawdzięczam możność publikacji w "Tygodniku" kilkudziesięciu artykułów dotyczących historii walki o niepodległość Polski w latach II wojny światowej, które nie mogły się wtedy ukazać w tej wersji nigdzie indziej, albo jeśli nawet, to za cenę nieznośnego kompromisu - ogłaszania obok zakłamanych homagiów ku czci AL i PPR. Nie miejsce tu i czas na obszerniejsze wspomnienia o mojej współpracy z "Tygodnikiem", choć myślenie o Jerzym nasuwa wiele skojarzeń i szczegółów, niekiedy barwnych. Ale muszę przynajmniej przypomnieć tu fundamentalne znaczenie społeczne ankiety, którą dzięki niemu ogłosić mogłem wiosną 1963 r. w "Tygodniku" - na temat współdziałania Polaków z Żydami w czasie okupacji niemieckiej w Polsce pod hasłem zaczerpniętym z wiersza Antoniego Słonimskiego "Ten jest z ojczyzny mojej". Owocem tej ankiety, na kilka lat przed poruszającymi i zastraszającymi wydarzeniami lat 1967-68, było kilkadziesiąt wypowiedzi Polaków-chrześcijan i Żydów ogłoszonych w "Tygodniku" i gruby tom dokumentacji wydanej potem dwukrotnie przez Społeczny Instytut Wydawniczy Znak.

Redakcja "Tygodnika" stała się dla mnie, w dużej mierze dzięki Turowiczowi osobiście, choć nie tylko dzięki Niemu, małą ojczyzną. Wyznaję, że najgłębiej trafiała mi do przekonania konsekwentna postawa Jerzego i "TP" wobec spraw i ludzi. Ta wyrażająca się w kategorycznej zasadzie: nie kłamać. Jeśli ze względów cenzuralnych nie wolno powiedzieć prawdy, milczeć milczeniem, które krzyczy i wskazywać różnymi dostępnymi metodami drogę do prawdy, ułatwiać czytelnikom jej odnalezienie. Ujmowała mnie w Jerzym zasada dialogu z ludźmi, z grupami ludzi, tolerancji dla poszukującego człowieka, dyskretnej, ale konsekwentnej solidarności z prześladowanymi czy uciskanymi.

Przyjąłem za swoją zasadę środowiska wyrażoną kiedyś, w 1970 r., słowami Jerzego, że korzeniem światopoglądu katolickiego, chrześcijańskiego jest wiara w Boga, w Chrystusa, w prawdę objawioną. Ale owa prawda "nie jest tylko prawdą o Bogu i o stosunku człowieka do Boga, czyli religii. Jest także prawdą o człowieku, jego miejscu w świecie i w historii, o stosunku człowieka do drugiego człowieka, jest więc prawdą o sensie egzystencji ludzkiej i sensie historii. Pogłębienie tej prawdy pomaga ustalić obiektywną hierarchię wartości, potrzebną do budowania światopoglądu, który ułatwiłby człowiekowi żyć po ludzku, żyć w sposób odpowiadający godności człowieka".

Gdy po 13 grudnia 1981 r. "Tygodnik" już po raz drugi w swej historii przestał się ukazywać, podobnie zresztą jak i wiele innych czasopism, to owo zasuspendowanie trwało wyjątkowo długo, bo aż do końca maja 1982 r. Jeszcze raz ludzie Turowicza zamanifestowali wierność sobie: odmówili akceptacji w jakiejkolwiek formie haniebnego wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.

Po czterech i pół miesiącach internowania w Jaworzu koło Drawska, gdzie zresztą dotarł w Jerzego i redakcji imieniu i dostał się do mnie pod przemyślnym pretekstem Krzysztof Kozłowski, odzyskałem swobodę ruchów, zanim jeszcze redakcja odzyskała możność wydawania "Tygodnika". Uważam do dziś za zupełnie szczególny zaszczyt, że w pierwszym po wznowieniu jego numerze uznano za stosowne napisać w ujmujący sposób o mało ważnym przecież w skali ogólnej jubileuszu moich sześćdziesiątych urodzin. A gdy w lecie 1982 r. zaproponowano mi wejście w skład zespołu "Tygodnika" firmującego pismo z uwidocznieniem mego nazwiska w "stopce", było to dla mnie wyróżnienie tyleż zaskakujące, co bardzo konsekwentnie zobowiązujące. Wyznaję, że czyniłem w ciągu następnych dziesięciu lat, co w mojej mocy, by temu zobowiązaniu wobec Jerzego Turowicza sprostać i aby być możliwie jak najbardziej jednym z tych, którzy Go nie zawiodą.

I na koniec jeszcze jedno. Dobry los dał mi w lecie 1942 r. poznać ks. Jana Zieję - Ojca Jana, jak mówiliśmy wtedy wszyscy - stykać się z Nim, względnie regularnie, w Warszawie, aż do wybuchu powstania. W krótkim szkicu Jerzego "Kim jest dla nas Ojciec Jan" otwierającym książkę ks. Jana Zieji "Życie ewangelią", wydaną w 1991 roku w Paryżu, Turowicz powiedział: "Czym jest Kościół, czym jest chrześcijaństwo, czym jest wiara, poznajemy patrząc na ludzi, którzy tę wiarę wyznawali, którzy wedle tej wiary żyli, którzy tej wierze dawali świadectwo; patrząc na świętych i męczenników, na apostołów i proroków, na biskupów zarządzających sprawami Kościoła, wreszcie na ludzi - powiedzmy - zwykłych, bo całym życiem dawali świadectwo wierze. Widzimy tych ludzi w przeszłości, w historii Kościoła, w świecie czy też w naszym własnym kraju, spotykamy ich - jeśli mamy szczęście - żyjących pośród nas".

Uważam Jerzego Turowicza za jednego z najskromniejszych ludzi, jakich dane mi było poznać w życiu. Miałem wielkie szczęście, że spotkałem takiego człowieka "żyjącego pośród nas" i dającego świadectwo Prawdzie i że cieszyłem się Jego ciepłą życzliwością. Nie ja jeden tak myślę i czuję. Byłem i jestem wdzięczny Opatrzności, że istniejesz i że jesteś, jaki jesteś.

Dzieło Twego życia weszło już do kultury polskiej, ufam, że i do historii Kościoła w Polsce. Ale pośrednio, w konsekwencjach, nie jest jeszcze zamknięte. Jesteś nam nadal nie mniej potrzebny niż przed laty. Nadal zadawać będziemy sobie pytanie: A co by powiedział, co by o tym sądził, co by zrobił Jerzy Turowicz?...

Władysław Bartoszewski



---
Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć praca Tygodnik Powszechny wspomnienie Jerzy Turowicz gazeta redakcja epitafium Władysław Bartoszewski
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W