Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Czesław Miłosz

TUROWICZ I JACQUES MARITAIN

Chciałbym coś powiedzieć o latach, kiedy formowała się osobowość Jerzego Turowicza, a więc o latach dwudziestolecia między pierwszą i drugą wojną światową. Był to ostatni okres, kiedy polska inteligencja brała dużo z Francji i na ogół znała język francuski. Młody Turowicz poruszał się, by tak rzec, po francuskiej orbicie, choć niekoniecznie znajdował tam to samo, co inni. Znajdował tam przede wszystkim katolicką myśl francuską, a w niej to zwłaszcza dojrzewały idee odnowy w Kościele, które przygotowały Sobór Watykański.

Francja miała wtedy wybitnych teologów, którzy pogłębiali "katolicyzm intelektualny" i wbrew procesom rozkładowym języka literackiego, pisali znakomitą, klarowną francuszczyzną. Największy jednak wpływ zarówno we Francji, jak za granicą, wywierał wtedy Jacques Maritain (1882-1973): ani duchowny, ani teolog z wykształcenia, laicki filozof, z rodziny protestanckiej, w młodości student Bergsona, którego filozofia skierowała go do rozmyślań o religii i przejścia na katolicyzm. Maritain wybrał za swój cel odnowienie tomizmu, który wtedy wydawał się beznadziejnie skostniały i nawet niezdolny przemówić do człowieku dwudziestego wieku. W wielu swoich książkach Maritain dowodzi, że mnóstwo zjawisk nowoczesności można skutecznie wyjaśnić posługując się systemem myśli zbudowanym przez św. Tomasza. I tutaj paradoks. W swoim powrocie do tomizmu Maritain nie był wyjątkiem, był natomiast wyjątkiem, jeżeli chodzi o wyciąganie z niego wniosków. Liczni zwolennicy "światopoglądu chrześcijańskiego" w takich krajach jak Włochy czy Portugalia posługiwali się pismami św. Tomasza dla uzasadnienia rządów autorytarnych i wyglądało na to, że samo to nazwisko stało się własnością antyparlamentarnej i antyliberalnej prawicy. Ta tendencja była Maritainowi zupełnie obca. Przeciwnie, jego tomistyczny katolicyzm był otwarty na zmienność i nie próbował jej zamrozić, tolerancyjny i ekumeniczny. W wielu ideach Soboru Watykańskiego można znaleźć ślad uważnej lektury książek Maritaina, który zresztą był jednym z nielicznych świeckich jego uczestników. Nie znaczy to jednak, że należał do skrajnie postępowego skrzydła, próbującego przepchnąć w komisjach najdalej idące reformy. Zdawał sobie sprawę z kosztów odnowy, z grożącego wiernym poczucia chaosu. W starości pisze jedną ze swoich najciekawszych książek, w której próbuje przywrócić właściwe proporcje pomiędzy zachowawczością i reformą. Jest to "Le paysan de la Garonne" ("Chłop z Garonny", 1966), próba wyłożenia prostym językiem swoich poglądów, sposobem "kawa na ławę".

Maritain przed wojną stał się mistrzem niedużych grup inteligencji katolickiej w różnych krajach. Również w Polsce, gdzie czytało go namiętnie środowisko czasopisma "Verbum" wydawanego w Laskach pod Warszawą, na którego też zaproszenie Maritain raz Polskę odwiedził. A właśnie młody Turowicz jak najbardziej był częścią tego właśnie środowiska, i bez wielkiej przesady można uznać "Tygodnik Powszechny" za kontynuację "Verbum" w nowych warunkach.

Tomizm w ujęciu Maritaina był czymś niemiłym zarówno dla duchownych, jak i świeckich tradycjonalistów, którzy posługiwali się tą filozofią dla umacniania swojej twierdzy albo wręcz dla propagowania totalizmu z dodatkiem przymiotnika "katolicki". Nazwisko św. Tomasza często pojawiało się na łamach "Prosto z mostu" i pism pokrewnych. Jak się zdaje, ta myśl średniowieczna zawiera w sobie jakieś pierwiastki, które, odpowiednio potraktowane, rozwijają się w nieoczekiwane formy, niby japońskie kwiaty z bibułki włożone do wody. Jednym z tych pierwiastków była ugruntowana logicznie pewność posiadania prawdy, nie pozwalająca odnosić się tolerancyjnie do błędu. Bo jeżeli posiadam prawdę, czyż mogę pozostawiać spokojnie w błędzie moich bliźnich, którzy się mylą? Kiedy następuje przerzut tego rozumowania w życie ludzkich społeczeństw, skutki nie są najlepsze.

Maritain rozbrajał te potencjalnie niebezpieczne ładunki w Tomaszowych pismach, zachowując jednak wierność wobec podstawowego przesłania, którym jest szacunek dla ludzkiego rozumu. Pociągał czytelników swoim zaciekawieniem współczesnością, szczególnie jej ciągłą fermentacją w nowych prądach filozofii, literatury i sztuki. I właśnie te aspekty jego dzieła najsilniej w Polsce oddziałały.

Maritaina trochę tłumaczono, choć jego zwolennicy czytali go głównie w oryginale. W latach trzydziestych (nie pamiętam daty) ukazała się "Sztuka i mądrość" - tytuł oryginału: "L’art et scholastique". Ta książka utrafiła w potrzeby młodego pokolenia adeptów literatury i była w ich kołach dyskutowana. Jeden z najbardziej obiecujących młodych krytyków, Ludwik Fryde, wręcz obrał Maritaina za swego przewodnika i cytuje go gęsto w swoim artykule-manifeście w pierwszym numerze czasopisma "Pióro ". Pismo to w zamiarze jego redaktorów, Frydego i Józefa Czechowicza, miało otwierać nową orientację w polskiej poezji. Ukazał się tylko numer pierwszy, w 1939 roku, drugi spłonął w drukarni, Czechowicz zginął we wrześniu 1939, Fryde w 1942.

Jerzy Turowicz interesował się sztuką i był znawcą poezji. W swoich poglądach na tę dziedzinę wiele zaczerpnął z Maritaina, a ponieważ było to też moim przypadkiem, następowało współbrzmienie i rozumieliśmy się doskonale. Dotyczyło to warunków piękna dzieła sztuki: integritas (chyba można to przetłumaczyć jako pełnia), consonantia (harmonia), claritas (promienność?). Ale także od Maritaina pochodziła pewna nieufność Turowicza wobec sztuki czystej, uwielbiającej samą siebie. Ten rodzaj pojmowania sztuki pojawia się w ostatnich dekadach dziewiętnastego wieku i zbiega się z kryzysem wiary religijnej oraz poszukiwaniem jej substytutu. Maritain ostrzegał, pisząc negatywnie o tych, którzy uznali sztukę za "chleb anielski". Tutaj ja też się z nim zgadzałem.

Nie tylko w zakresie "Mądrości i sztuki" Turowicz był "maritainistą". Całe jego stanowisko wobec wielkich społecznych problemów stulecia i wobec Soboru Watykańskiego nosi cechy "Humanizmu integralnego" jak nazywa się jedna z maritainowskich książek. Rzecz dziwna, w swoich ostrożnych, zawsze wyważonych sądach, w darze umiaru, Turowicz jest bliski Maritainowi także temperamentem. Taki temperament rozmaicie jednak działa w zależności od warunków, w jakich wypadło mu się znaleźć. Turowicz miał być poddany próbom, których Maritain, szczęśliwie dla siebie, uniknął, choć jasno wypowiadał się przeciwko kolaboracji z Niemcami i, wybrawszy emigrację, "był głosem wolnych Francuzów De Gaulle’a". Turowiczowi przypadło teoretycznie niemożliwe zadanie założenia i utrzymania jedynego niezależnego pisma na obszarze od Łaby do Władywostoku. W jakim stopniu jego przyrodzonym zdolnościom i temperamentowi pomagała znajomość myśli Maritaina, będą mogli opowiedzieć jego bliscy współpracownicy. Warto jednak zauważyć, że jako redaktor i polityk był wystawiony na niezliczone pokusy stopniowego i maskowanego przejścia na pozycje marksistów, czego klasycznym przykładem była grupa "Paxu" wyznająca katolicyzm, a jakże, spod znaku św. Tomasza z Akwinu. Tutaj okazywały się pożytki z zaprawy w myśli rygorystycznej, ale nie totalitarnej. Jak się zdaje, inteligencja katolicka podczas wojny i zaraz po wojnie lubiła mówić o personalizmie Emmanuela Mouniera i może Turowicz coś tam o nim pisał. Gdyby jednak brał go poważnie, naraziłby swoją myśl na niejasność i wykrętność. Mounier w Polsce był znany właściwie tylko z drugiej ręki i jego legenda nie bardzo odpowiadała rzeczywistości. Bardzo postępowy i nawet lewicowy, wykazywał skłonność do sojuszów z rządami autorytarnymi. Podczas wojny otarł się o kolaborację z rządem Vichy (należąc do tzw. grupy Uriage), po to, żeby po wojnie przyłączyć się do chóru sławiącego państwo Stalina i pływać w zupie prokomunistycznego Paryża. Wynikało to chyba z chaotyczności i mglistości jego filozoficznych założeń. Wątpliwy przewodnik, i cokolwiek o nim Turowicz myślał, dobrze, że nie stał się "personalistą" w pojęciu tego terminu u Mouniera.

Dużo tedy pokus i dzisiaj podziwiamy Turowicza za spokojne ich odsunięcie, mocą działającego w nim homeostatu. Jeden z kilku naprawdę wielkich ludzi dwudziestego wieku, był ukształtowany w Polsce międzywojennej, co odnotowuję z dumą, choć trzeba przyznać, że i wtedy w kraju katolickim należał do malutkiej mniejszości. Dla tej mniejszości wiele znaczyły pisma Jacques Maritaina, przynoszące wieść, że religia nie musi być sprawą wyłącznie obrzędową albo dodatkiem do politycznych haseł, że gmach wzniesiony przez katolickich filozofów i teologów jest wspaniałym labiryntem zasługującym na zwiedzanie. To teraz, kiedy drukują się artykuły na religijne tematy w "Tygodniku Powszechnym", "Znaku" czy "Więzi", można o tamtej budzicielskiej roli mniej czy bardziej zapomnieć. Osobowość i zakres działań Jerzego Turowicza nam o tym przypominają.

Czesław Miłosz



---
Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć kultura praca Tygodnik Powszechny wspomnienie Francja Jerzy Turowicz Czesław Miłosz gazeta redakcja epitafium francuski Jacques Maritain Tomizm św. Tomasz z Akwinu
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W