Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


PAPIEŻ IDZIE SZYBCIEJ NIŻ INNI

z o. Marie-Dominique Philippe OP, założycielem i przełożonym generalnym Wspólnoty œw. Jana rozmawia Elżbieta Konderak

Jak zaczęła się znajomość Ojca z Janem Pawłem II?

Można powiedzieć, że było to opatrznościowe. Odbywał się właśnie kongres tomistyczny zorganizowany z okazji 700-lecia śmierci św. Tomasza z Akwinu. Nie miałem ochoty uczestniczyć w tym wielkim kongresie, który zaczynał się w Rzymie, a kończył w Neapolu. Nie miałem ochoty tam jechać, bo wydawało mi się, że na takich wielkich kongresach traci się czas, ale mój przełożony generalny polecił mi, żebym nie tylko w nim uczestniczył, ale także zabrał głos na temat metafizyki. Byłem więc zmuszony tam pojechać.

Pierwsza część kongresu odbywała się w Rzymie; miałem nadzieję, że zaraz potem będę mógł wrócić do siebie, ale okazało się, że muszę jeszcze jechać do Neapolu. W Neapolu kongresowi nie przewodniczył już Paweł VI, jak to było w Rzymie, ale kardynał Wojtyła, były student Angelicum. Mieszkaliśmy w jednym hotelu. Byliśmy tam jedynymi duchownymi. Jego nazwisko znałem już wcześniej, ale nie znałem go osobiście. Tam właśnie przez pięć dni spotykaliśmy się codziennie na śniadaniu. Śniadania te trwały bardzo długo, nie dlatego, że dużo jedliśmy, ale dlatego, że dużo ze sobą rozmawialiśmy. Było to prawdziwe spotkanie, bardzo głębokie w wymiarze chrześcijańskim. Interesujące było dla mnie spotkanie kogoś takiego jak on, kogoś kto wydawał mi się prawdziwym świadkiem Ewangelii, przyjechał przecież z Polski. Przywodził na myśl Apostołów, już wtedy miałem wrażenie, jakbym znalazł się przed św. Piotrem.

Czy mógłby Ojciec zdradzić, o czym rozmawialiście przez te kilka dni?

Pytałem o to, co działo się w Polsce w tym okresie nieustannej walki, w Krakowie, który tak bardzo kochał - co łatwo było zauważyć. Rozmawialiśmy też na tematy filozoficzne. On był wtedy profesorem Uniwersytetu w Lublinie, ja wykładałem na Uniwersytecie we Fryburgu, który był zawsze bardzo związany z Polską. Do samej wojny istniał tam polski konwikt i te głębokie więzy pozostały.

Pamiętam, że zapytał mnie: "Czym jest dla ojca filozofia?" Wiedziałem, że próbuje zrozumieć, jakie jest moje stanowisko, tak samo jak ja próbowałem zrozumieć jego. Chciałem wiedzieć, gdzie on umieszcza siebie jako filozof mający wielki szacunek do św.Tomasza a jednocześnie pragnący przemawiać do współczesnego świata, do młodzieży. To mnie najbardziej uderzyło - jego miłość do prawdy i troska o młodych.

Powiedziałem mu, że dla mnie filozofia to poznanie człowieka w całej jego głębi, próba wyjścia poza punkt widzenia współczesnych nauk humanistycznych po to, by odkryć, czym jest człowiek i co jest mu najbardziej właściwe. Filozofia to próba zrozumienia, dlaczego Bóg tak bardzo kocha człowieka i jaka jest ta tajemnicza więź między nami a Bogiem. Filozofia to dla mnie również próba zrozumienia tego, czym jest dusza człowieka, ten dar, którym Bóg obdarował każdego z nas. Nasza dusza jest przecież w naturalny sposób podporządkowana Bogu, a więc w naturalny sposób religijna, zdolna adorować swojego Boga - zdolność do połączenia się ze swoim Stwórcą jest tym, co w niej najgłębsze i najtajniejsze.

To co mnie wtedy najbardziej uderzyło w postawie kardynała Wojtyły to przekonanie, że poszukiwanie prawdy jest tym, co warto przeżyć. Poznanie prawdy łączy się z najgłębszym celem życia człowieka. To prawda, że jesteśmy obdarzeni zdolnością kochania, ale by kochać prawdziwie, trzeba odkryć prawdę.

Kiedy potem w jednej z encyklik przeczytałem, jak Papież pokazuje współczesne pomylenie prawdy z subiektywnymi poglądami, przypomniał mi się nasz pierwszy kontakt na kongresie, na którym poznałem go właśnie jako osobę szukającą prawdy, pragnącą zrozumieć człowieka we wszystkich jego wymiarach, uwzględniając wymiar filozofii, teologii i wiary. Dzisiaj jest to dość rzadkie. Odnosił się z wielkim szacunkiem do św. Tomasza, ale nie wahał się stosować i bardziej nowoczesnych metod, by zrozumieć to, co w człowieku najgłębsze.

Miałem również do niego wielki szacunek jako do kardynała, który walczył. Pamiętam takie zdanie, które kiedyś wypowiedział i które zrobiło na mnie wielkie wrażenie: "Gdy spotykam się ze swoimi kapłanami, wiem bardzo dobrze, że władza będzie wiedziała, co powiedziałem, ale mówię otwarcie to, co mam do powiedzenia. Liczę na to, że nie będą mieli odwagi mnie aresztować". Potem spotykaliśmy się z kardynałem Wojtyłą jeszcze wiele razy.

Jakie znaczenie ma dla współczesnego świata pontyfikat Jana Pawła II?

Nie wiem, co powiedzą historycy. Dla mnie osobiście, uwzględniając moje wielkie przywiązanie i uczucie, jakie mam do Papieża, a jednocześnie biorąc pod uwagę to, jak wielka jest walka, która się dzisiaj toczy, jest wielkim Papieżem, który podąża w ślad za Soborem Watykańskim II. Jest jego interpretatorem. Myślę, że to jest najważniejsze. On zrozumiał wagę tego Soboru. Uderzyło mnie to w liście apostolskim, który ma nas przygotować na rok dwutysięczny, a więc przez to przygotować również na trzecie tysiąclecie.

Oczywiście żaden papież nie znajdował się w sytuacji obecnego, każdy żył w historycznie niepowtarzalnym momencie, ale Jan Paweł II mówi w swym liście Tertio Millenio adveniente rzeczy nieoczekiwane i wspaniałe. Jest jak generał, który mobilizuje swą armię dla jakiegoś ważnego powodu. Już w 1990 r. w Rzymie odbyły się rekolekcje dla kapłanów. On je otwierał i kończył. Wtedy powiedział do zgromadzonych tam 7 tys. kapłanów, że powinni poświęcić Jezusowi w szczególny sposób te ostatnie dziesięć lat, jakie dzielą nas od roku dwutysięcznego. Rozumiał wagę tych ostatnich dziesięciu lat. Rok dwutysięczny ciągle powraca w jego nauczaniu. Co się za tym kryje? Nigdy nie miałem odwagi zapytać wprost, byłoby to niedyskrecją. Ale wydaje mi się, że w tym obchodzeniu jubileuszu roku dwutysięcznego jest coś bardzo głębokiego, coś proroczego.

Ethienne Gilson, którego znałem i bardzo lubiłem w 1950 r. napisał: "Jako historyk mogę powiedzieć, że w 950 r. wszyscy teologowie zastanawiali się nad powrotem Chrystusa w roku tysięcznym. Natomiast w 1950 r. już żaden teolog nie zastanawia się nad tym, czy Chrystus powróci w roku dwutysięcznym". I Ethienne Gilson kończy: "powróci więc jak złodziej".

Wiele zastanawiałem się nad tym listem Papieża, ponieważ poruszył mnie głęboko. Papież nie mobilizowałby całego chrześcijaństwa i całej ludzkości z błahego powodu. Warto się zastanowić, co może znaczyć jubileusz roku dwutysięcznego. Ojciec Święty robi rachunek sumienia, żaden Papież tego nie robił. Robi rachunek sumienia z dwóch tysięcy lat pielgrzymki Kościoła. Dzieli tę pielgrzymkę na dwie części: pierwsze tysiąclecie to rozwój - Kościół rodzi się i rozrasta na całym świecie, a przynajmniej w znacznej jego części; drugie tysiąclecie to podziały - wielkie podziały, oddzielenie Wschodu od Zachodu, a potem wszelkie inne podziały, także podziały w samej teologii.

Ojciec Święty rzuca światło na Sobór Watykański II mówiąc, że jest to Sobór, który przygotowuje rok dwutysięczny. Jest to coś, co nie zostało nigdy powiedziane. Jeśli spojrzymy na rok dwutysięczny z perspektywy Papieża, zaczynamy lepiej rozumieć Sobór Watykański II.

Papież uważa, że szczytem dwóch tysięcy lat pielgrzymki jest ogłoszenie przez Kościół dogmatu o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny. Myślę, że to bardzo piękne, że ogłoszono go w roku 1950, pośrodku wieku tak strasznego, żałosnego i tak wielkiego. Był to wiek żałosny pod względem tyranii. Jednocześnie zdarzyły się rzeczy wielkie - jest to wiek szybkości i wynalazków. Nigdy wcześniej nie wymyślono tak wielu wynalazków. Dzięki komputerom możliwe są rzeczy zadziwiające. Jesteśmy jakby pchani do przodu z przerażającą szybkością, która sprawia, że wielu już nie może nadążyć. Ostatnim aktem w tej pielgrzymce Kościoła trwającej dwa tysiące lat jest ogłoszenie Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Bardzo lubię fragment z Apokalipsy, który mówi o Niewieście obleczonej w słońce i o smoku. To właśnie Kościół nadaje głębokie znaczenie temu fragmentowi z Apokalipsy, aby nam pokazać, że znajdujemy się jakby na szczycie walki.

Mówi Ojciec o Wielkim Jubileuszu z perspektywy prorockiej. Ale czy takie myślenie ma jakieś oparcie w Piśmie Świętym?

Gdy patrzymy na wszystko z teologicznego punktu widzenia i próbujemy zrozumieć, co się dzieje, jakie są znaki czasu, nie można nie pomyśleć o sposobie, w jaki św. Jan Ewangelista wyznacza misję Chrystusa. Zresztą Ojciec Święty w swojej pierwszej encyklice powiedział wyraźnie: "Misja Kościoła jest Misją Chrystusa", a więc rytm misji Kościoła i misji Chrystusa musi być podobny.

Zastanawiając się nad tym długo i wielokrotnie czytając tę Ewangelię odkryłem rzecz bardzo prostą. Ewangelia św. Jana naznaczona jest wspólnymi posiłkami, co jest zupełnie normalne. Stary Testament naznaczony jest ofiarami, a Nowy Testament posiłkami. Dlaczego? Bo w Starym Testamencie jest adoracja, a w Nowym - braterska miłość. Oczywiście adoracja pozostaje, ale największym przykazaniem jest miłość. A wspólny posiłek jest miejscem miłości braterskiej. Widzimy wesele w Kanie Galilejskiej, rozmnożenie chleba - to jest pierwszy okres życia apostolskiego Jezusa. Wielu ludzi odchodzi po wysłuchaniu wielkiej mowy eucharystycznej w Kafarnaum. Nawet swoich najbliżych uczniów Jezus pyta: "Czy i wy chcecie odejść?" Piotr odpowiada: "Nie". Wtedy Jezus mówi: "Pośród was jest diabeł". Jest więc jeden, który już odrzucił naukę Chrystusa. Wielki wewnętrzny podział dotknął nawet najbliższych uczniów Chrystusa. Od rozdziału: rozmnożenie chleba i uczta eucharystyczna, do rozdziału 12., w którym ma ucztę dziękczynną przygotowaną przez Marię i Martę, siostry Łazarza, aby podziękować Jezusowi za to, że oddał im brata, widzimy wielkie walki i wielkie podziały. Poczynając od rozdziału 12. wchodzimy w ostatni tydzień.

Oczywiście nie mogę powiedzieć: Kościół wszedł w ostatni tydzień. Nie, nie mogę tak powiedzieć, ale mówię: popatrzcie na znaki!

Ojciec Święty na początku swojego pontyfikatu, gdy pierwszy raz przyjechał do Paryża, do Notre Dame, zgromadził wszystkich biskupów francuskich. Myślę, że był to jedyny moment w moim życiu, gdy żałowałem, że nie jestem biskupem, bo mógłbym wtedy posłuchać, co mówi Papież. Przeglądałem więc uważnie dokumentację i wszystkie tam opublikowane wypowiedzi Papieża i co zobaczyłem? Na końcu swojego przemówienia Ojciec Święty powiedział: "Dzisiaj Kościół doświadcza kuszenia, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczał". Nie mówmy więc, że zawsze tak było. Ojciec Święty używa nawet słowa metakuszenie. To język filozofa. Żaden Papież tak tego nie określił. Na czym polega to metakuszenie? Na tym, że we współczesnej kulturze nie ma już miejsca dla Zbawiciela. Ostatnie 150 lat, w czasie których ideologie ateistyczne zajęły tak ważne miejsce, sprawiło, że ludzkość zapomniała o Bogu i wydaje się jej, że może zbawić samą siebie. A Jezus powiedział: beze mnie nic nie możecie zrobić.

W ostatnim tygodniu swego życia Jezus nie potępia już nikogo, ale daje się przybić do krzyża. Pamiętam jak jeden z biskupów francuskich powiedział mi kiedyś: "Nie rozumiem, dlaczego ten Sobór niczego nie potępił, a tak wiele rzeczy jest godnych potępienia". Odpowiedziałem mu, że też się nad tym zastanawiam, ale uspokaja mnie fakt, że w Ewangelii św. Jana w czasie ostatniego tygodnia Jezus też nikogo już nie potępia, ale pozwala się przybić do krzyża.

Jeśli nauczanie Ojca Świętego jest tak ważne, to dlaczego jest on tak bardzo krytykowany na Zachodzie?

W samym Kościele pozycje teologów są dzisiaj bardzo podzielone. Encyklika Veritatis splendor jest encykliką, do wydania której Papież potrzebował dużo odwagi, bo wiedział dobrze, że zwraca uwagę teologom, którzy mają katedry na uniwersytetach papieskich i akademiach i mogą czasem gwałtownie zareagować. Dzisiaj jest wielu teologów, którzy chcą być oceniani jedynie przez sobie podobnych, a nie przez biskupów, nie przez Rzym. Pojawiło się niewłaściwe poczucie demokracji. Tymczasem Kościół jest kierowany przez Ducha Świętego, to nie opinia ludu ani większość głosów decyduje o tym, co jest zgodne z prawdą. Ojciec Święty pisząc tę encyklikę wiedział, że wywoła oburzenie intelektualistów. A intelektualiści, gdy ktoś im wchodzi w drogę, mogą stać się bardzo nieprzyjemni. Wiem coś o tym, bo sam tego doświadczyłem.

Papież idzie szybciej niż inni. Czuje ten pośpiech Boga, czuje pośpiech Maryi, bo on jest pod Jej wpływem. Jeśli wszystko na świecie dzieje się tak szybko, Kościół nie może być w tyle. W encyklice Veritatis splendor Papież wyraża się z całkowitą wolnością i wykazuje wielką odwagą. Wiem, że wielu biskupów powiedziało, że jest to trudna encyklika. Zresztą jest adresowana do biskupów. Jeden nawet powiedział, że musiał ją przeczytać kilka razy, żeby zrozumieć. Ja sam czytałem ją trzy razy. Papież jest w niej wierny temu wszystkiemu, co stanowi tradycję Kościoła, w wielkim znaczeniu tego słowa. To znaczy taką tradycję, która wszystko odnawia. Jan Paweł II to papież, który wie, że musi szukać prawdy. I właśnie to poszukiwanie prawdy powoduje, że jest tak wielu rozczarowanych. Dlaczego? Bo marzenia roku 1968 nie realizują się, a młodzież idzie za Papieżem.

/fragment wywiadu przygotowanego dla programu telewizyjnego z cyklu Era Wodnika a Ewangelia, w reż. Elżbiety Konderak, tłum. Mariola Orzepowska/


opr. ab/ab



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: papież Jan Paweł II pontyfikat Karol Wojtyła Wielki Jubileusz proroctwo
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W