Jan Paweł II: Zabrałem was ze sobą

Prezentacja książki-albumu "Jan Paweł II Zabrałem was ze sobą. Spotkania z polską młodzieżą"

Jan Paweł II: Zabrałem was ze sobą

Nowa książka Przewodnika Katolickiego i Księgarni św. Wojciecha: Jan Paweł II Zabrałem was ze sobą. Spotkania z polską młodzieżą

Wprowadzenie i zdjęcia: Arturo Mari

Wybór i opracowanie tekstów: ks. Dariusz Madejczyk


„Zabrałem was ze sobą” to albumowe wydawnictwo przypominające słowa Jana Pawła II, kierowane do polskiej młodzieży w czasie Jego pielgrzymek do Polski oraz podczas spotkań w Rzymie i Castel Gandolfo.

Całość książki jest bogato ilustrowana zdjęciami (także dotąd niepublikowanymi) papieskiego fotografa Arturo Mari. Jego refleksja nt. życia Jana Pawła II i spotkań Ojca Świętego z młodzieżą stała się też niezwykle wymownym wprowadzeniem do publikacji.

Album „Zabrałem was ze sobą. Spotkania z polską młodzieżą” ukaże się na rynku księgarskim 10 października z okazji tegorocznego Dnia Papieskiego w ramach „Biblioteki Przewodnika Katolickiego”.

Książka została przygotowana przez redakcję „Przewodnika Katolickiego” dzięki współpracy z wydawnictwem TBA Komunikacja Marketingowa.

Wydawcą jest Drukarnia i Księgarnia św. Wojciecha w Poznaniu oraz TBA Komunikacja Marketingowa.

Patronat nad publikacją objęli: „Gazeta Wyborcza”, TVP 3 Poznań oraz Radio „Emaus”.

 

 

Arturo Mari

Z Nim każdy dzień był piękny

(fragment wprowadzenia)

2 kwietnia 2005 roku

— Tamten dzień był rzeczywiście szczególny. Rano, gdy zostałem poproszony o przyjście do papieskich apartamentów, jeszcze nie wiedziałem, jaki jest stan zdrowia Ojca Świętego.

Gdy przybyłem na miejsce, ks. Stanisław poprowadził mnie prosto do łóżka, na którym spoczywał Ojciec Święty. Leżał obrócony na lewy bok, z przymkniętymi oczami. Kiedy znaleźliśmy się blisko łóżka, ks. Stanisław powiedział coś po polsku. Od razu zrozumiałem, że to musiało znaczyć: „Arturo jest tutaj”. I właśnie wtedy Ojciec Święty poruszył głową i spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakiego nie da się zapomnieć. Tak słodkim, tak radosnym, że zamilkłem i nie mogłem wydobyć z siebie ani słowa. Powiedziałem chyba tylko „Ojcze Święty, to ja, Twój Arturo”. Wtedy mnie pobłogosławił, zrobił mi krzyż na czole, delikatnie pogłaskał, powtórzył kilka razy „dziękuję” i odwrócił się w drugą stronę.

To była straszna chwila. Było już wtedy widać, że jest w zupełnie innym miejscu i czeka na dużo ważniejsze spotkanie.

Trudno to wszystko opowiedzieć. Dla mnie to ostatnie spotkanie było czymś niezwykłym. Zupełnie niespodziewane zamknięcie tych dwudziestu siedmiu lat, które spędziłem u boku Ojca Świętego, ale zarazem coś nadzwyczajnego. Nie sądziłem, że dane mi będzie być przy Nim właśnie wtedy, w tych ostatnich godzinach. Nie da się opowiedzieć, co czuje człowiek, który zawsze starał się stać w cieniu i nie przeszkadzać swoim aparatem, a tu nagle, w takiej chwili, Papież właśnie o nim sobie przypomina i woła go do siebie na ostatnią audiencję...

 

Spotkania z młodzieżą

— Myślę, że spotkania z młodzieżą były jednym z najważniejszych punktów w życiu Jana Pawła II. On kochał młodzież i kochał te spotkania. Bo to właśnie sama młodzież dawała mu jakiś niezwykły potencjał.

Co mamy czynić? Jakie ma być nasze życie? Jakie będzie nasze jutro? — to były pytania, które młodzież stawiała Papieżowi i poprzez które pokazywała, że jest on dla młodego człowieka jakimś niezwykłym punktem odniesienia we współczesnym świecie, zwłaszcza w perspektywie przyszłości.

Ileż jest dziś problemów, ileż wyzwań współczesności. Wystarczy obejrzeć wieczorne wiadomości w telewizji, żeby mieć to wszystko w pigułce. Młody człowiek, siedemnasto-, osiemnasto- czy dwudziestoletni w obliczu tych faktów myśli o swoim życiu, niepokoi się o nie; zadaje sobie pytania: co

mi to życie przyniesie? Co mi da szkoła, do której chodzę? Czy znajdę pracę? Te wszystkie pytania, które młodzież sobie zadawała, w jakimś sensie trafiały do Papieża. Oni znajdowali w Nim punkt odniesienia dla swojej przyszłości. Cała Jego postawa była dla nich wskazaniem kierunku, w jakim mają podążać, a słowo, które im dawał, stawało się słowem na jutro — na ich przyszłość.

Młodzież potrafiła to docenić. I na jego miłość dała odpowiedź najpiękniejszą z możliwych. Jaką? Mówiąc do Niego: żegnaj — w dniu Jego pogrzebu. Dzień pogrzebu stał się ich odpowiedzią. Miliony młodych przez długie noce — nie płacząc, ale śpiewając i modląc się, wołając do Niego — dały świadectwo, że dla nich Jan Paweł II wciąż żyje i że jest z nimi.

Przez kilka dni widziałem tę młodzież pod moimi oknami: widziałem ich pełnych radości i wdzięczności za życie Tego, który dla nich był ojcem. Wznosili te same okrzyki, które słyszeliśmy za Jego życia: „Juan Pablo II, te quiere todo el Mundo”. Ta postawa w dniach pogrzebu była odpowiedzią na Jego miłość.

 

Polska młodzież

— Dla mnie spotkania z polską młodzieżą były czymś, że tak powiem, zupełnie oczywistym. Papież był tu u siebie, pośród swoich, tak jak np. w Krakowie, w Jego „papieskim oknie”. Cały natomiast fenomen Jana Pawła II w moim przekonaniu objawiał się dopiero w innych częściach świata.

Jego niezwykłość widać, gdy wspominamy Amerykę Łacińską, gdy zobaczymy Go w Afryce, gdzie nie był u siebie, nie był przyjmowany jako Polak, ale jako Papież, człowiek pośród ludzi — ten, który przyjeżdża z daleka, by być blisko drugiego człowieka, swojego bliźniego, zwłaszcza tego ubogiego i odrzuconego.

Ten niezwykły odbiór Jego osoby dał się zauważyć również w bogatych krajach; szczególnie tych, które zostały dotknięte kryzysem wiary: w Holandii, Niemczech czy Francji. W szczególny sposób zapadły mi pod tym względem w pamięci Dni Młodzieży we Francji. To było coś niezwykłego: Paryż — półtora miliona młodzieży! Tego nikt się nie spodziewał. W najśmielszych oczekiwaniach mówiło się o 300 tysiącach. To była liczba, którą podawano jako więcej niż wystarczającą. Ja nie lubię wielkich analiz, nie jestem teologiem; dla mnie liczy się rzeczywistość, na którą składają się fakty. A Paryż to fakty: Papież, który ma już problemy ze zdrowiem i milion pięćset tysięcy młodych ludzi w stolicy kraju, który wierze nie jest przyjazny! Trzeba mieć naprawdę wielkiego ducha, żeby na to miejsce i do tego kraju przyprowadzić półtora miliona młodzieży.

A to wszystko, co się tam działo, to nie tylko wielki happening; to była wielka cisza, modlitwa, zasłuchanie. I nade wszystko pytania! Nie jakieś przygotowane, zapisane na papierze, wygładzone... ale rodzące się w czasie tego wielkiego zasłuchania w to, co mówił Papież. Wystarczyło patrzeć w ich oczy. Ja jeszcze dziś widzę te twarze zasłuchanych młodych ludzi. To było chyba jedno z moich najpiękniejszych doświadczeń w czasie tak wielu rozmaitych spotkań, w których mogłem uczestniczyć i być przy Ojcu Świętym.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama